Powołanie do Rzymu i nominacja na Przewodniczącego Papieskiej Rady

Kard. Kurt Koch po nominacji na Przewodniczącego Papieskiej Rady w pierwszym liście od byłych diecezjan ujrzał słowa: "wreszcie idzie Ksiądz tam, gdzie należy, ale proszę przypadkiem nie wracać". To wyraz szwajcarskiej wdzięczności?

Powołanie do Rzymu i nominacja na Przewodniczącego Papieskiej Rady

Ksiądz Kardynał urzeczywistnia w sobie — co jest rzadkością — dwa sposoby przejmowania urzędu w Kościele. Konkretnie chodzi o wybór na urząd biskupa i nominację na Przewodniczącego Papieskiej Rady. O ile sobie dobrze przypominam, to ów oparty na specjalnym konkordacie demokratyczny wybór na urząd biskupa Bazylei wywołał większe poruszenie, niż papieska nominacja na Przewodniczącego Watykańskiej Rady. Który z tych dwóch sposobów obejmowania urzędów w Kościele wydaje się z perspektywy czasu — zdaniem Księdza Kardynała — korzystniejszy dla współczesnego Kościoła: demokratyczny wybór czy nominacja?

Trudno mi dzisiaj oceniać czy moja nominacja na Przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan spotkała się z większą przychylnością niż wybór na urząd biskupa. Z tej racji, że to właśnie Szwajcar przejmuje to zadanie, nominacja ta wywołała w mojej ojczyźnie wiele radości. Ale były też i inne głosy, które wyrażały radość z faktu, że w końcu odchodzę i opuszczam Szwajcarię. W pierwszym liście, jaki otrzymałem po mojej nominacji na urząd kardynalski, były zawarte następujące słowa: „W końcu idzie ksiądz tam, gdzie należy, ale proszę przypadkiem nie wracać!”. Ten list to typowy przykład mniej lub bardziej napiętej atmosfery, jaka panuje w Kościele.

Ale wracając do pytania: Kościół nie może oczywiście być demokracją w pełnym tego słowa znaczeniu i to głównie z tej racji, że nie o wszystkim można decydować przez demokratyczne głosowanie. Kościół żyje na gruncie Ewangelii, a Ewangelia została nam przekazana. Nie możemy więc rozstrzygać na drodze demokratycznego głosowania czy Jezus zmartwychwstał czy też nie. Z drugiej jednak strony także w Kościele jest miejsce na bardziej niż dotąd demokratyczne formy współdecydowania, czego przykładem jest choćby wybór na najwyższej eklezjalnej płaszczyźnie — papieskie konklawe. I choć elekcja Następcy św. Piotra jest wyborem, w którym decyzję podejmuje się w oparciu o demokratyczną większość, to ja jestem jednak przekonany, że Kościół nie musi wcale być bardziej demokratyczny, ale powinien być bardziej synodalny. I to jest istotna różnica. Demokracja jest procederem mającym na celu wyłonienie większości, natomiast synodalność oznacza mozolne trudzenie się o znalezienie takich rozwiązań, które nie są wprawdzie jednolite, ale mogą za to być podjęte jednomyślnie.

W tym sensie potrzebujemy — jak sądzę — więcej bardziej rozwiniętych synodalnych naczyń, które tak bardzo leżą na sercu papieżowi Franciszkowi. W swojej adhortacji Evangelii gaudium mówi do nas, że ekumenizm polega na tym, iż uczymy się od siebie wzajemnie. W tym miejscu mówi też o Kościołach wschodnich: od Kościołów prawosławnych możemy się przede wszystkim nauczyć więcej synodalności, ponieważ Kościół jest wspólnotą wiary, która jest w drodze (synhodos). Jest wspólnie w drodze i jest jednocześnie hierarchicznie ukonstytuowana. Taka właśnie zdrowa równowaga między hierarchią a synodalnością wydaje się jednym z największych wyzwań, przed którymi wciąż na nowo staje współczesny Kościół.

Przypominam sobie, że miałem akurat zastępstwo w Bazylei, kiedy papież Jan Paweł II zatwierdził wybór profesora Kurta Kocha na biskupa tamtejszej diecezji. Przedstawiciele środowisk konserwatywnych byli wówczas niemal przerażeni, a eklezjalni liberałowie przeżywali wielką radość. Przy okazji nominacji na Przewodniczącego Papieskiej Rady wszyscy wydawali się być zadowoleni, co w przypadku papieskich nominacji nie jest rzeczą oczywistą. Wielu jest bowiem przekonanych, że papież Benedykt XVI znalazł w osobie Księdza Kardynała Herkulesa ekumenizmu, przed którym wszyscy odczuwają respekt. Nawet prezydent Szwajcarskiej Rady Kościołów Ewangelickich (SEK) Gottfried Locher nazywa tę nominację „szczęśliwym przypadkiem” dla Rzymu i podkreśla, że Ksiądz Kardynał zna Kościoły protestanckie znacznie lepiej niż większość biskupów na naszym globie. Ksiądz Kardynał zna także wszystkie zastrzeżenia i uprzedzenia Kościołów protestanckich wobec Watykanu, a to jest z pewnością bardzo istotnym warunkiem dobrze rozumianego dialogu.

Kiedy papież Benedykt XVI zapytał mnie, czy jestem gotów przejąć to zadanie w Rzymie, zacząłem się trochę ociągać z odpowiedzią. Wtedy Ojciec Święty powiedział mi, że musi wyciągnąć na stół nowe argumenty. Jednym z tych nowych argumentów było życzenie Benedykta, który powiedział wtedy do mnie „Chcę mieć na tym stanowisku znów biskupa znającego Kościoły, które wyszły z reformacji, nie tylko z książek, ale z własnego, osobistego doświadczenia”. Ta wypowiedź uświadomiła mi, że dialog z Kościołami protestanckimi leżał papieżowi Benedyktowi na sercu tak samo jak dialog z Kościołami prawosławnymi. Oczywiście, Szwajcaria jest drugim po Niemczech krajem reformacji, w przeszłości niemal parytetowo podobnym pod względem relacji liczbowych; właśnie w tym leży przyczyna mojego zainteresowania ekumenizmem. Często miałem okazję osobiście widzieć jak protestanci i katolicy żyją obok siebie i ze sobą. Widziałem, jak wiele jest małżeństw mieszanych i to stało się dla mnie przesłanką do tego, żeby intensywniej zająć się problemami ekumenizmu.

W jednej ze swoich wcześniejszych publikacji Ksiądz Kardynał wspomniał o tym, że jeszcze jako kapłan potrzebował w swojej posłudze przede wszystkim swoich ust, potem już jako biskup przede wszystkim uszu. Czego Ksiądz Kardynał potrzebuje najbardziej pełniąc dzisiaj obowiązki watykańskiego ministra ekumenizmu?

Sądzę, że w międzyczasie doszło już do równowagi między ustami a uszami. Oczywiście, uszy są bez wątpienia potrzebne. Trzeba umieć słuchać, wiele słuchać, trzeba umieć wysłuchiwać innych, wszystkich spraw wypowiedzianych głośno i tych niewypowiedzianych także, ale jest się też wciąż zapraszanym, żeby mówić i zajmować stanowisko w różnych sprawach i to jest — muszę przyznać — bardzo trudne wyzwanie.

To, na co chciałbym w tym miejscu zwrócić uwagę, to fakt, że piastowanie tego urzędu ekumenicznej odpowiedzialności wymaga bardzo dużo dyplomacji. Czasami jest to nawet bardziej dyplomatyczne niż teologiczne zadanie. Za tym faktem kryje się też coś pozytywnego, a mianowicie świadomość, że teologiczne dialogi możemy prowadzić, jeśli istnieje dobry fundament pod braterskie, a nawet przyjacielskie relacje. W ekumenizmie należy bowiem umieć rozróżniać dialog miłości i dialog prawdy. Ów dialog miłości oznacza pielęgnowanie braterskich i przyjacielskich relacji, oznacza wzajemne poznanie się i wymianę. Ten właśnie dialog miłości jest podstawowym warunkiem umożliwiającym w ogóle prowadzenie dialogu prawdy. Z drugiej strony nie możemy się zatrzymywać na tym etapie, ponieważ nie chodzi tylko o to, byśmy znaleźli jakiś modus vivendi, sposób na wspólne życie, choć to jest oczywiście ważne, ale ostatecznie chodzi przecież o jedność w wierze, a tę można znaleźć tylko na drodze dialogu teologicznego.

Na Przewodniczącym Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan ciąży jeszcze większa odpowiedzialność niż na biskupie. Ksiądz Kardynał musi teraz sprostać oczekiwaniom: papieża, który liczy na postęp dialogu ekumenicznego, innych Kościołów, które są na drodze ku jedności z Kościołem katolickim oraz wiernych, dla których Ksiądz Kardynał uosabia nadzieję na upragnioną jedność chrześcijan. Wydaje się, że nie jest łatwo sprostać tak wielu oczekiwaniom; to chyba jeszcze gorsza sytuacja niż w przypadku biskupa diecezjalnego.

Niewątpliwie jest wiele oczekiwań. Jest też wiele wyobrażeń dotyczących ekumenizmu i tego, co się pod tym pojęciem rozumie, przede wszystkim w odniesieniu do celu ekumenizmu. W tym kontekście jest rzeczą ważną, aby pozostać wiernym tym katolickim zasadom, które zostały zdefiniowane na Soborze Watykańskim II i zawarte w Dekrecie o ekumenizmie. Przemienienie tego wszystkiego w czyn z uwzględnieniem ogółu wymagań i zachowanie owej klarownej soborowej linii, wcale nie jest łatwym zadaniem.

Spis treści
Tytułem wstępu
Z metryki Kardynała
Krzyż biskupi jako znak szczególnego naśladowania Mistrza
Ut sit in omnibus Christus primatum tenens
Powołanie do Rzymu i nominacja na Przewodniczącego Papieskiej Rady
Pożegnanie z Bazyleą
Trudny przypadek dla mistrzów od przyklejania etykietek
W służbie papieży

Kard. Kurt Koch, ks. Robert Biel, Symfonia jedności
Copyright by Wydawnictwo Archidiecezji Lubelskiej „Gaudium”, Lublin 2015
ISBN 978-83-7548-296-6


opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama