Wiara

Fragmenty książki "Nauczanie Rabbiego Jeshuy"

Wiara

Claude Tresmontant

Nauczanie Rabbiego Jeshuy

ISBN: 978-83-60335-18-5

wyd.: Fronda 2008


Rozdział XIX WIARA

Wyraz „wiara” w świecie myśli współczesnej jest określony znaczeniowo przez takich autorów, jak Wilhelm Ockham, Luter, Pascal, Kartezjusz, Kant, Kierkegaard, Karl Barth, Bultmann i inni. Niezależnie zresztą od tego, jacy to ludzie nadali terminowi „wiara” obecne znaczenie, wydaje się rzeczą pewną, że w języku współczesnym wyraz „wiara” oznacza wierzenie i różni się zasadniczo od wyrazu „rozum”. Istnieje porządek rozumu, poznania rozumowego, nauki. W tej dziedzinie mamy argumentację i poznanie oparte na pewności; można uzasadnić swoje przekonania, swoją postawę. Z drugiej strony istnieje porządek „wiary”. Tutaj jesteśmy w sferze irracjonalnej, w sferze wolnego wyboru. Nie można uzasadnić racjonalnie „wyboru wiary” każdego człowieka. Jest to kwestia wiary, to znaczy nie kwestia racjonalnego,obiektywnego,pozytywnego,pewnego poznania,które jeden umysł może przekazać drugiemu. „Wiara” jest przekonaniem indywidualnym,często uczuciowym,afektywnym i nieprzekazywalnym, ponieważ nawet w człowieku, który ją wyznaje, nie znajdzie ona racji wystarczających do swego usprawiedliwienia.

W ten sposób, jak się zdaje, rozumiany jest wyraz „wiara” w języku współczesnym.

Trzeba jednak wiedzieć, że w Nowym Testamencie grecki wyraz pistis, który tłumaczymy jako wiara, absolutnie nie oznacza tego, o czym przed chwilą mówiliśmy. Ma on zupełnie inne znaczenie. Aby zrozumieć znaczenie greckiego wyrazu pistis tłumaczonego jako wiara, trzeba przenieść się do innego świata myśli i innego układu odniesienia. Trzeba odnaleźć oryginalne znaczenie hebrajskich i aramejskich terminów, które zostały przetłumaczone jako pistis, pisteuein, pistos itd.

W Biblii hebrajskiej, jak pisaliśmy w naszych poprzednich pracach, istnienie Boga nie jest przedmiotem wiary w tym sensie, jak rozumie wiarę język współczesny. W tradycji hebrajskiej, która znalazła wyraz w świętych Księgach Hebrajczyków, istnienie Boga jest kwestią poznania. Bóg jest znany na podstawie stworzenia, przez świat, przez swoje działanie w historii Izraela. Podkreśliliśmy to w naszej poprzedniej pracy. Próbowaliśmy tam pokazać, jak Bóg daje się poznać i sprawdzić w Izraelu, w historii Izraela.

Kiedy Biblia hebrajska mówi, że Hebrajczycy nie „wierzyli” w Yhwh (por. Lb 20, 12; 14, 11; Pp 1, 32; 9, 23; Ps 106, 12. 24; Ps 78, 22. 32. 37; Ps 116, 10), nie znaczy to wcale, że wątpili oni w Jego istnienie. Sformułowanie takie oznacza, że Mu nie zaufali, że nie uznali za prawdziwe tego, co powiedział za pośrednictwem proroków, że nie polegali na Nim, że gdzie indziej szukali ucieczki. Można zwątpić w kogoś, nie wątpiąc w jego istnienie. Można wątpić w czyjąś moc, rozum, wierność, lojalność, uczciwość, nie podając jednocześnie w wątpliwość istnienia tej osoby.

Czytając ewangelie konstatujemy, że oto pewien człowiek, Jeszua, przebiega drogi Judei i Galilei, uzdrawiając i nauczając. Różnego rodzaju ludzie są świadkami tego faktu. Jedni myślą, że rabbi Jeszua ma moc uzdrawiania chorych, że Jego moc pochodzi od Boga, że Jego nauka jest prawdziwa. Inni stwierdzając fakt dokonanych przez Niego uzdrowień, nie wątpią w nie, bo to jest niemożliwe, skoro się stoi wobec faktu. Nie mamy żadnego śladu w pierwotnej literaturze żydowskiej, żeby wątpiono w sam fakt, że Jeszua uzdrawiał. Niektórzy jednak, patrząc na uzdrowienia dokonywane pod gołym niebem, wobec całego ludu, interpretują je, jak zobaczymy, inaczej niż lud. Nie są to, powiadają, uzdrowienia dokonane mocą Bożą; one są dokonane mocą złego ducha, szatana. Ci sami ludzie myślą, że to, co mówi Jeszua, jest nieprawdą. Nie uważają Go za prawdomównego. Twierdzą, że jest On oszustem. Nie mają w stosunku do Niego „wiary”, nie „wierzą” w Niego.

Żeby zrozumieć, uchwycić znaczenie wyrazu „wiara”, który tłumaczy ewangeliczny wyraz pistis, przeczytamy kilka tekstów. Powoli wyczulimy sobie ucho, żeby móc rozróżnić, co oznacza ten termin w języku Ewangelii. Zobaczymy, że dla poprawnego rozumienia tego wyrazu w jego pierwotnym znaczeniu konieczna jest zmiana „klucza”, który jest pod ręką. Nie można tu kierować się tradycją Ockhama, Lutra, Pascala, Kartezjusza czy Kanta... Znajdujemy się w innym, odmiennym układzie odniesienia.

Jeszua przemierza drogi, przechodzi przez wioski, uzdrawia wszelkiego rodzaju chorych. Sława Jego szerzy się w całym kraju. Rozmaici chorzy słyszą o Nim. Słuchają, co się o Nim mówi, co On robi, o czym naucza, jak postępuje, jakiego rodzaju jest człowiekiem. Zastanawiają się nad tym, co do nich dociera, i dochodzą do wniosku, że ten człowiek, którego jeszcze nie widzieli, którego mocy sami jeszcze nie mogli sprawdzić, istotnie zdolny jest ich uzdrowić. Myślą, że Jeszua posiada taką moc. Myśleć, że to jest prawdziwe, to znaczy w ogólnym zarysie mieć wiarę w tym znaczeniu, w jakim ten termin używany jest w Ewangelii. W języku biblijnym wiary nie można oddzielić od prawdy. Jest ona zgodą umysłu na prawdę poznaną, dostrzeżoną, może jeszcze w sposób niejasny, ale z poczuciem pewności.

„Gdy przebywał w jednym z miast, zjawił się człowiek cały pokryty trądem. Gdy ujrzał Jezusa, upadł na twarz i prosił Go: »Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić«. Jezus wyciągnął rękę i dotknął go, mówiąc: »Chcę, bądź oczyszczony«. I natychmiast trąd z niego ustąpił” (Łk 5, 12; por. Mt 8, 1; Mk 1, 40 i nast.).

Tak więc wiara w pierwszym zarysie jest przekonaniem opartym na wcześniejszych danych (w tym wypadku chodzi o sławę Jezusa, o to, co już zrobił, czego nauczał, kim był), że Jeszua ma niezwykłą moc uzdrawiania. Jest ona więc pewnego rodzaju wiedzą o tym, kim jest Jeszua, o Jego naturze i mocy. Jest intuicją Jego bóstwa.

Przekonanie to oparte o wcześniejsze dane, o wcześniejsze doświadczenie może być mniejsze lub większe, mniej lub bardziej śmiałe. Jeszua nie żąda żadnej „wiary” w swoją osobę, zanim nie dokona jakiegoś uzdrowienia, zanim nie uczyni „znaku”. „Wiara” opiera się na poprzednio dokonanych uzdrowieniach, które są znakami. Ma więc ona charakter eksperymentalny. Jest indukcją. Oparta jest na doświadczeniu.

Wiara może jednak wybiegać naprzód. Może iść dalej niż wcześniejsze, stwierdzone już doświadczenie. Tak więc setnik, który słyszał o uzdrowieniach dokonanych przez. Jeszuę i który może widział któreś z tych uzdrowień na własne oczy, prosi Jeszuę o uzdrowienie swego sługi na odległość, bez włożenia na niego rąk. Widocznie Jeszua jeszcze tego nie czynił. Setnik uważa, że Jeszua zdolny jest to uczynić. Uważa tak ze względu na to, co wie dotychczas o Rabbim. Tutaj również przekonanie setnika nie jest oparte na niczym. Nie jest ono absurdalnym wierzeniem, nieuzasadnionym doświadczalnie. Jest to przekonanie oparte na poprzednim doświadczeniu, przekonanie, które jednak tym razem poszło dalej niż posiadane doświadczenie. Toteż Jeszua podziwia tę wiarę, która jest poznaniem, jasnowidzeniem. Setnik odgadł, kim jest Jeszua i do czego jest zdolny, zanim jeszcze to stwierdził. Okazał w tej dziedzinie więcej zrozumienia niż inni, którzy tego nie odgadli.

„Gdy wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go mówiąc: »Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi«. Rzekł mu Jezus: »Przyjdę i uzdrowię go«. Lecz setnik odpowiedział: »Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: Idź — a idzie; drugiemu: Chodź tu — a przychodzi; a słudze: Zrób to — a robi«. Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: »Zaprawdę (Amen), powiadam wam, u nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary...« Do setnika zaś Jezus rzekł: »Idź, niech ci się stanie, jak uwierzyłeś«. I o tej godzinie sługa jego odzyskał zdrowie” (Mt 8, 5­13; por. Łk 7, 1).

Jeszua bada, mierzy i waży przekonanie, intuicję tych, którzy przychodzą prosić Go o uzdrowienie. Przekonanie to jest oparte na wcześniejszym doświadczeniu. Ale w każdym poszczególnym wypadku oczekuje ono nowego sprawdzenia. Może kryć w sobie pewne wątpliwości, niepokój. Jest to pewnego rodzaju indukcja pytająca ciągle, czy obecny przypadek potwierdzi regułę, która wydawała się dowiedziona przez poprzednie doświadczenie. Jeżeli u kogoś nie ma wątpliwości ani wahania, Jeszua mówi, że wiara jego jest wielka, i to ma wpływ na Jego działanie.

Kiedy Jeszua stwierdza u mężczyzn lub kobiet tę wiarę, która jest zaufaniem do Niego opartym na intuicyjnym wyczuciu, kim On jest, na głębokim zrozumieniu, kim jest, zrozumieniu, które opiera się na doświadczalnym poznaniu Jego czynów,osoby i nauki — wtedy wypowiada często słowa: „Odpuszczają ci się grzechy twoje”. Dlaczego tak mówi?

Wydaje nam się, że mówi tak, ponieważ poznanie Jego istoty, to zrozumienie i wyczucie, jakim jest wiara w znaczeniu ewangelicznym, samo przez się jest znakiem wewnętrznego odnowienia, jakimś rysem świętości. Zrozumienie to jest niemożliwe bez pewnego właściwego i sakralnego nastawienia wolnej woli człowieka. Rozum i wola są tu nierozłączne. Istnieje zasługa wiary, którą należy przypisać rozumowi, a także istnieje — według Ewangelii — grzech rozumu, jakim jest niedowiarstwo pochodzące, jak mówi Jeszua, z zatwardziałości serca.

„Pewnego dnia, gdy nauczał, siedzieli przy tym faryzeusze i uczeni w Prawie, którzy przyszli ze wszystkich miejscowości Galilei, Judei i Jerozolimy... Wtem jacyś ludzie przynieśli na łożu człowieka, który był sparaliżowany, i starali się go wnieść i położyć przed Nim. Nie mogąc w żaden sposób wnieść go z powodu tłumu, wyszli na płaski dach i przez powałę wpuścili go wraz z łożem w sam środek przed Jezusa. On widząc ich wiarę (pistis), rzekł: »Człowieku, odpuszczają ci się grzechy«” (Łk 5, 17­20).

„Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc wnieść go do Niego z powodu tłumu, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk. Jezus widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: »Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy«” (Mk 2, 3­5).

„I oto przynieśli Mu paralityka, leżącego na łożu. Jezus widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: »Ufaj, synu, odpuszczają ci się twoje grzechy«” (Mt 9, 2 i nast.).

Nie chodzi tu tylko o zewnętrzne odpuszczenie grzechów, tak jak to rozumiał Luter. Wiara świadczy o tym, że istnieje już jakiś zarys świętości, która toruje sobie drogę.

W tym znaczeniu właśnie wiara — według nauki ewangelicznej — zbawia, ponieważ jest aktem zasługującym, aktem rozumu, który wskazuje już na pewną świętość woli.

„Pewien zwierzchnik [synagogi] przyszedł do Niego i, kłaniając się, prosił: »Panie, moja córka dopiero co skonała, lecz przyjdź i włóż na nią rękę, a żyć będzie«. Jezus wstał i wraz z uczniami poszedł za nim.

Wtem jakaś kobieta, która dwanaście lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza. Bo sobie mówiła: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Jezus obrócił się i widząc ją rzekł: »Ufaj, córko; twoja wiara cię ocaliła«. I od tej chwili kobieta była zdrowa.

Gdy Jezus przyszedł do domu zwierzchnika i zobaczył fletnistów oraz tłum zgiełkliwy, rzekł: »Usuńcie się, bo dziewczynka nie umarła, tylko śpi«. A oni wyśmiali Go. Skoro jednak usunięto tłum,wszedł i ujął ją za rękę, adziewczynka wstała. Wieść o tym rozeszła się po całej tamtejszej okolicy” (Mt 9, 18­25; por. Mk 5, 21; Łk 8, 40).

„Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: »Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?« Lecz Jezus słysząc to, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: »Nie bój się, wierz tylko«. I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana,brata Jakubowego.Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia wszedł i rzekł do nich: »Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi«. I wyśmiewali Go.

Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: Talitha kum, to znaczy: Dziewczynko, mówię ci, wstań. Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat” (Mk 5, 35­42).

Niewidomi, kiedy usłyszeli o tym, co uczynił Jeszua, co uczynił gdzie indziej, pomyśleli, że ten Rabbi naprawdę ma moc uleczyć ich ślepotę. Ta myśl — to już jest wiara.

„Gdy Jezus odchodził stamtąd, szli za Nim dwaj niewidomi, którzy wołali głośno: »Ulituj się nad nami, Synu Dawida«. Gdy wszedł do domu, niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: »Wierzycie, że mogę to uczynić?« Oni odpowiedzieli Mu: »Tak, Panie«. Wtedy dotknął ich oczu mówiąc: »Według wiary waszej niech wam się stanie«. I otworzyły się ich oczy, a Jezus surowo im przykazał: »Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie«. Oni jednak... roznieśli wieść o Nim po całej tamtejszej okolicy” (Mt 9, 27­31).

„Gdy wychodzili z Jerycha, towarzyszył Mu wielki tłum ludzi. A oto dwaj niewidomi, którzy siedzieli przy drodze, słysząc, że Jezus przechodzi, zaczęli wołać: »Panie, ulituj się nad nami, Synu Dawida«. Tłum nastawał na nich, żeby umilkli, lecz oni jeszcze głośniej wołali: »Panie, ulituj się nad nami, Synu Dawida«. Jezus przystanął, kazał ich zawołać i zapytał: »Cóż chcecie, abym wam uczynił?« Odpowiedzieli Mu: »Panie, żeby się oczy nam otworzyły«. Jezus więc zdjęty litością dotknął ich oczu, a natychmiast przejrzeli i poszli za Nim” (Mt 20, 29­34).

„Przyszli do Jerycha. Gdy wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu,zaczął wołać:»Jezusie,Synu Dawida,ulituj się nade mną«. Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: »Synu Dawida, ulituj się nade mną«. Jezus przystanął i rzekł: »Zawołajcie go«. I przywołali niewidomego, mówiąc mu: »Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię«. On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. A Jezus przemówił do niego: »Co chcesz, abym ci uczynił?« Powiedział Mu niewidomy: »Rabbuni, żebym przejrzał«. Jezus mu rzekł: »Idź, twoja wiara cię uzdrowiła«. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą”(Mk 10,46­52; por. Łk 18, 35).

„Potem Jezus... podążył w stronę Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: »Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha«. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem. Na to zbliżyli się do Niego uczniowie i prosili: »Odpraw ją, bo krzyczy za nami«. Lecz On odpowiedział: »Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela«. A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: »Panie, dopomóż mi«. On jednak odparł: » Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom i rzucać psom«.

A ona odrzekła: »Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołów ich panów«. Wtedy Jezus jej odpowiedział: »O, niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz«. I od tej chwili jej córka została uzdrowiona” (Mt 15, 21­28; por. Mk 7, 24).

Na podstawie tych kilku przykładów widzimy, że w języku ewangelicznym wiara jest przekonaniem, bynajmniej nie irracjonalnym i nierozumnym, ale prawdziwą mądrością opartą na doświadczeniu poprzednio zdobytym, doświadczeniu dawniejszych uzdrowień dokonanych przez Rabbiego. Dzięki temu doświadczeniu człowiek myśli, że Rabbi naprawdę ma moc uzdrawiania. Przekonanie to jest poznaniem opartym na doświadczeniu.Wkażdym poszczególnym przypadku rzutuje ono na przyszłość, ponieważ traktuje jako możliwe to, co Rabbi dopiero zrealizuje. Jest to indukcja, która postępuje od minionych doświadczeń do szczegółowych przypadków, jakie się nasuwają, w przekonaniu, że Rabbi może teraz także zrobić to, co zrobił już w przeszłości, a nawet jeszcze więcej. Ostatecznie wiara jest poznaniem opartym na doświadczeniu, poznaniem tego, kim jest Rabbi, Jego natury i tkwiącej w Nim mocy, która objawia Jego naturę, a zwłaszcza to, kim On jest. A więc wiara jest rozeznaniem opartym na konkretnych doświadczeniach, traktowanych jako znaki, rozeznaniem tego, kim jest Rabbi. Jest to rozumne odczytywanie znaków.

Fakt dokonania przez rabbiego Jeszuę uzdrowień nie był, jak się zdaje, podawany w wątpliwość przez nikogo ze współczesnego Mu otoczenia. Fakt uzdrowień dokonanych przez Rabbiego jest zbyt dobrze udokumentowany przez liczne świadectwa, mające dużą wartość w oczach krytyki, żeby historyk mógł sobie pozwolić na ich kwestionowanie. Trzeba w tym punkcie wychodzić od faktów, przekazanych bardzo solidnie przez tradycję, a nie, jak proponuje Renan, od apriorycznych, łatwo podważalnych twierdzeń.

Pozostaje jeszcze interpretacja faktu z filozoficznego punktu widzenia. Godne uwagi w tej sytuacji jest to, że przeciwnicy rabbiego Jeszuy nie negowali samego faktu uzdrowień, ale interpretowali go w taki sposób, żeby nie dopuszczać do wyciągania z niego wniosków, jakie lud gotów był wyciągać.Tak,mówili oni,Rabbi dokonuje niewątpliwie uzdrowień, ale nie czyni tego mocą Bożą, tylko mocą piekielną otrzymaną od diabła.

„Przyprowadzono Mu niemowę opętanego.Po wyrzuceniu złego ducha niemy odzyskał mowę, a tłumy pełne podziwu wołały: »Jeszcze się nigdy nic podobnego nie pojawiło w Izraelu«. Lecz faryzeusze mówili: »Wyrzuca złe duchy mocą ich przywódcy«” (Mt 9, 32 i nast.).

„Wówczas przyprowadzono Mu opętanego, który był niewidomy i niemy. Uzdrowił go tak, że niemy mógł mówić i widzieć. A wszystkie tłumy pełne były podziwu i mówiły: »Czyż nie jest to Syn Dawida?« Lecz faryzeusze, słysząc to, mówili: »On tylko przez Belzebuba,władcę złych duchów,wyrzuca złe duchy«” (Mt 12, 22­25; por. Łk 11, 14; Mk 3, 22).

Fakt, że przeciwnicy Jeszuy nie zaprzeczali rzeczywistości uzdrowień, a tylko po swojemu je interpretowali, jest dla nas godzien uwagi, ponieważ byłoby o wiele prościej, gdyby to było możliwe, zwyczajnie zaprzeczyć temu, że miał miejsce fakt dokonania uzdrowień przez Rabbiego. Jeżeli przeciwnicy Jeszuy nie próbowali nawet negować samego faktu, a jedynie starali się interpretować go teologicznie tak, jak widzieliśmy, to znaczy, że naprawdę nie mieli możności postąpić inaczej. Dla nas, ludzi XX wieku, postępowanie to nadaje faktowi uzdrowień charakter jeszcze większego prawdopodobieństwa.

Przeciwnicy Jeszuy interpretują dokonane przez Rabbiego uzdrowienia w sposób teologicznie negatywny. Dowodzi to, że dostępne dla wszystkich doświadczenie, jakim było dzieło uzdrowień, mogło być interpretowane w bardzo różny sposób. Nikt nie był zmuszony do twierdzenia, że oczywista moc uzdrowień, jaką miał w swych rękach rabbi Jeszua, pochodzi od Boga. Można było również przypuszczać, że ta moc pochodzi od diabła. Wszystkim jednak, zarówno wielbicielom jak i przeciwnikom Jeszuy, wydawało się pewne, że Jego moc nie jest tylko ludzka.

Zobaczymy nieco dalej, w jaki sposób rabbi Jeszua przekazywał swoim słuchaczom i uczniom, swoim studentom teologii i antropologii, moc przekazywania innym ludziom pochodzącej od Niego informacji, moc nauczania i moc uzdrawiania. Niektóre teksty świadczą właśnie o tym, że uczniowie jeszcze za życia Jeszuy próbowali robić to, co Rabbi, próbowali uzdrawiać. Pewne niepowodzenia w tej dziedzinie skłoniły Rabbiego do wyjaśnienia, dlaczego uczniom nie udaje się uzdrawiać za przykładem Mistrza.

„Zbliżył się do Niego pewien człowiek i, padając przed Nim na kolana, prosił: »Panie, ulituj się nad moim synem. Jest epileptykiem i bardzo cierpi; bo często wpada w ogień, a często w wodę. Przyprowadziłem go do twoich uczniów, lecz nie mogli go uzdrowić«.Na to Jezus odrzekł:»O,plemię niewierne i przewrotne! Dopóki jeszcze mam być z wami; dopóki mam was cierpieć? Przyprowadźcie mi go tutaj«. Jezus rozkazał mu surowo i zły duch go opuścił. Od tej chwili chłopiec został uzdrowiony.Wtedy uczniowie zbliżyli się do Jezusa na osobności i pytali: »Dlaczego my nie mogliśmy go wypędzić?« On zaś im rzekł: »Z powodu małej wiary waszej. Bo zaprawdę powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko goryczy, powiecie tej górze: Przesuń się stąd tam i przesunie się. I nic niemożliwego nie będzie dla was«” (Mt 17, 14­20).

A więc wiara, będąca poznaniem opartym na doświadczeniu i mądrością polegającą na rozumieniu znaków, jest również według Rabbiego mocą.

„Zaprawdę powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę, a nie zwątpicie, to... nawet jeśli powiecie tej górze: Podnieś się i rzuć się w morze, stanie się. I otrzymacie wszystko, o co na modlitwie z wiarą prosić będziecie” (Mt 21, 21 i nast.).

Wiara nie odnosi się jedynie do osoby Jeszuy. Może ona odnosić się również do osoby proroka, na przykład do Johanana, ascety z Pustyni Judzkiej, który chrzcił nad Jordanem. Można to stwierdzić w oparciu o następujący tekst:

„Jezus rzekł do nich: »Zaprawdę powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego.Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wyście mu nie uwierzyli. Celnicy zaś i nierządnice uwierzyli mu. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć«” (Mt 21, 31 i nast.).

Uwierzyć Janowi to uznać, kim on jest, to dostrzec proroka w postaci człowieka odzianego w skórę, żywiącego się szarańczą i leśnym miodem. Znowu chodzi tu o dostrzeżenie, zrozumienie; dostrzeżenie duchowej, niewidzialnej rzeczywistości, ukrytej pod dostrzegalnymi zmysłowo cechami zewnętrznymi, ukrytej w tych cechach. Chodzi o to, żeby umieć odczytywać dane doświadczalne.

Wiara, jak już wspominaliśmy, może zawierać niejednakowy ładunek wewnętrzny, może być mniejsza lub większa. Może ona również zawierać domieszkę wątpliwości i niepokoju. Tak było w wypadku ojca, który miał syna epileptyka.

„Odpowiedział Mu jeden z tłumu: »Nauczycielu, przyprowadziłem do Ciebie mojego syna, który ma ducha niemego. Ten, gdziekolwiek go chwyci, rzuca nim, a on wtedy się pieni, zgrzyta zębami i drętwieje. Powiedziałem Twoim uczniom, żeby go wyrzucili, ale nie mogli«. On zaś rzekł do nich: »O, plemię niewierne, dopóki mam być z wami? Dopóki mam was cierpieć? Przyprowadźcie go do mnie«. I przywiedli go do niego. Na widok Jezusa duch zaraz począł szarpać chłopca, tak że upadł na ziemię i tarzał się z pianą na ustach. Jezus zapytał ojca: »Od jak dawna to mu się zdarza?«

Ten zaś odrzekł: »Od dzieciństwa. I często wrzucał go nawet w ogień i w wodę, żeby go zgubić. Lecz jeśli możesz co, zlituj się nad nami i pomóż nam«. Jezus mu odrzekł: »Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy«. Natychmiast ojciec chłopca zawołał:»Wierzę,zaradź memu niedowiarstwu!«” (Mk 9, 17­24).

Rabbi Jeszua nieustannie odwołuje się do umysłu, do rozumu tych, którzy Go otaczają i patrzą na doświadczenia, jakich im dostarcza, uzdrawiając i nauczając. Rabbi wymaga właśnie zrozumienia, poprawnego odczytywania, poprawnej interpretacji tych doświadczeń, których dostarcza wiele w okresie swego życia publicznego.

„Mówił także do tłumów: »Gdy ujrzycie chmurę podnoszącą się na zachodzie, zaraz mówicie: Deszcz idzie. I tak bywa. A gdy wieje wiatr z południa, powiadacie: Będzie upał. I bywa. Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże obecnego czasu nie rozpoznajecie? I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne?

(Jakże nie rozpoznajecie znaków obecnego czasu?)«” (Łk 12, 54 i nast.).

Autor czwartej ewangelii ustalił relację zachodzącą między znakami, których dokonywał rabbi Jeszua, a które były pełnymi znaczenia doświadczalnymi demonstracjami i domagały się interpretacji, między poznaniem (gnosis) i wiarą (pistis). Te trzy terminy są ściśle związane. Wiara jest rozumieniem, poznaniem, opartym na pełnych znaczenia danych doświadczalnych, semeia. Słuchacze i uczniowie Jezusa wierzą w Niego, ponieważ widzieli pełne wymowy eksperymentalnie stwierdzone fakty i zrozumieli je.

„Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie” ( J 2, 11).

„Kiedy zaś przebywał w Jerozolimie w czasie Paschy, w dniu świątecznym, wielu uwierzyło w imię Jego, widząc znaki, które czynił” ( J 2, 23).

„Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej: »Powiedział mi wszystko, co uczyniłam«. Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich pozostał. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło na Jego słowo, a do tej kobiety mówili: »Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, na własne bowiem uszy usłyszeliśmy i jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata«” ( J, 4, 39 i nast.)

„A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga” (J 6, 69).

„Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił. Wobec tego arcykapłani i faryzeusze zwołali Najwyższą Radę i rzekli: »Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsca święte i nasz naród«” ( J 11, 45 i nast.).

Ludziom i miastom, które widziały dokonane przez Niego pełne znaczenia czyny,a nie umiały ich odczytać,nie umiały uchwycić ich znaczenia, Jeszua wyrzuca twardość serca, co w języku biblijnym oznacza właśnie brak rozumienia.

„Wtedy począł czynić wyrzuty miastom, w których najwięcej Jego cudów się dokonało, że się nie nawróciły. Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno we włosiennicy i popiele by się nawróciły. Toteż powiadam wam: Tyrowi i Sydonowi lżej będzie w dzień sądu niż wam. A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? (por. Iz 14, 13).

Aż do Otchłani zejdziesz (por. Ez 26, 20).

Bo gdyby w Sodomie działy się cuda, które się w tobie dokonały, zostałaby aż do dnia dzisiejszego.

Toteż powiadam wam: Ziemi Sodomskiej lżej będzie w dzień sądu niż tobie” (Mt 11, 20­24).

Przeciwnicy Jeszuy i sceptycy, których nie zadowoliło skonstatowanie cudów dokonanych przez Jeszuę, żądają jeszcze innych „znaków”, żeby oprzeć na nich swoje przekonanie. Rabbi Jeszua, jak widzieliśmy, dokonuje cudów, żeby uzdrawiać, ale nigdy po to, żeby bawić się w cudotwórcę. Nie podejmuje więc wyzwania rzuconego przez przeciwników. Odsyła ich do księgi Jonasza:

„Wówczas rzekli do Niego niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów: »Nauczycielu, chcielibyśmy jakiś znak widzieć od Ciebie«. Lecz On im odpowiedział: »Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, oprócz znaku proroka Jonasza... Ludzie z Niniwy powstaną52 na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je53; ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz.

Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon«” (Mt 12, 38­42; por. Łk 11, 29).

Czym jest ten znak Jonasza, do którego rabbi Jeszua odsyła ówczesnych ludzi? Zaryzykujmy tutaj własną hipotezę. Nie sądzimy, żeby znakiem Jonasza był jego trzydniowy pobyt w brzuchu wieloryba, który miałby symbolizować złożenie Jezusa do grobu przed Jego zmartwychwstaniem. Księga Jonasza, jak wykazywaliśmy w poprzedniej naszej pracy, jest miniaturową powieścią, czy raczej małym humorystycznym opowiadaniem, mającym na celu wyjaśnienie, że Bóg Izraela interesuje się również narodami pogańskimi i właśnie dlatego posyła do Niniwy proroka zapowiadającego zburzenie miasta, że spodziewa się nawrócenia mieszkańców Niniwy, tak żeby nie musiał niszczyć wielkiego miasta. Bo Bóg nie znajduje upodobania w śmierci grzesznika, ale pragnie, żeby się nawrócił i żył. Naszym zdaniem znak Jonasza, do którego Jeszua odsyła ówczesnych ludzi, to głoszenie królestwa Bożego narodom pogańskim i stopniowe wchodzenie pogan do ekonomii hebrajskiego monoteizmu opartego o Abrahama. Przeciwnicy Jeszuy zobaczą to w latach, które nastąpią po śmierci ukrzyżowanego Rabbiego.

Rabbi Jeszua uczył, że modlitwa skierowana do Boga, Stworzyciela nieba i ziemi, jest skuteczna nie sama przez się i w sposób jakby magiczny, jako nacisk wywierany na Boga, ale dlatego, że Bóg Izraela dobrowolnie godzi się nawiązać z człowiekiem takie stosunki, że kiedy człowiek prosi Go o coś, jak dziecko prosi ojca lub matkę, to Bóg mu to da. Oczywiście nie można tego powiedzieć o Bogu Arystotelesa ani o Bogu Spinozy, ani prawdopodobnie o Bogu Hegla.

Ale o Bogu Abrahama, zdaniem Jeszuy, można tak powiedzieć, a nawet więcej: można to doświadczalnie sprawdzić. Trzeba tylko umieć prosić.

„Proście,a będzie wam dane;szukajcie,a znajdziecie;kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. Gdy którego z was syn prosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo gdy prosi o rybę, czy poda mu węża? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym,którzy Go proszą”(Mt 7,7­11).„Mówił do nich:»Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: Przyjacielu, użycz mi trzech chlebów, bo mój przyjaciel przybył do mnie z drogi, a nie mam co mu podać. Lecz tamten odpowiedziałby z wewnątrz: Nie naprzykrzaj mi się! Drzwi są już zamknięte i moje dzieci leżą ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i tobie dać (tego, o co mnie prosisz). Mówię wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu jego natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje.

I ja wam powiadam: Proście,a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. Jeżeli któregoś z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą«„ (Łk 11, 5­13). „W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: »Obroń mnie przed moim przeciwnikiem«. Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: »Chociaż Boga się nie boję i z ludźmi się nie liczę, to jednak ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie«.

I Pan dodał: »Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego?... Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?«” (Łk 18, 2­8).

„Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje. Do tej pory o nic nie prosiliście w imię moje: Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna” ( J 16, 23 i nast.).

Jak widać, jesteśmy daleko od greckiej teologii, od bogów Olimpu i teorii o fatum czy losie. Rabbi Jeszua, idąc w ślady całej tradycji hebrajskiej, Tory i proroków, uczy o Bogu żywym, który jest Kimś (a nie Naturą...), Osobą, Kimś, do kogo można się zwracać, do kogo można mówić kogo można o coś prosić. To nie jest Bóg Spinozy. Stworzenie w rękach Stwórcy nie jest czymś nieruchomym, zakrzepłym i skamieniałym, ale jest na tyle elastyczne, że może On nadal w nim działać. „Ustalony porządek” nie stanowi dla niego przeszkody. Bóg jest Stwórcą ustalonego porządku i robi z nim to, co zechce.

Może zamienić go na inny, jeśli tak Mu się będzie podobało, nie zadając „gwałtu” poprzedniemu porządkowi, a tylko modyfikując go od wewnątrz. Tego właśnie nie mógł przyjąć Spinoza. Dlatego właśnie nie przyjmował on również możliwości modlitwy ani możliwości cudu, zawsze w imię pewnej zakrzepłej koncepcji ustalonego porządku.

U początków bytu, który widzimy i którego doświadczamy, u początków świata i Wszystkiego, co on zawiera, nie istnieje chaos, jak głosiły religie Egiptu, Babilonu i Kanaanu, ani anonimowa „Natura”, ale Byt osobowy, z którym można nawiązać kontakt, dialog. Głoszona przez rabbiego Jeszuę nauka o modlitwie zakłada jakąś ontologię. Można nad nią dyskutować. Można także ją sprawdzać. Nie można jednak zaprzeczać, że ona istnieje. Według rabbiego Jeszuy, a także według całej tradycji hebrajskiej, byt osobowy jest pierwszy. Widzimy, że świat rozwija się i rośnie, postępując od materii względnie prostej i „nieinformowanej” do materii „informowanej” i organizowanej w sposób coraz to bardziej złożony i bogaty, aż do pojawienia się istot osobowych, zdolnych do myślenia. Nasuwa się pytanie, czy ta rozwijająca się całość jest do pomyślenia sama przez się, czy element osobowy może wyłonić się z nieosobowego, czy myśl może powstać z „niemyśli”, życie z nieobecności życia, informacja z chaosu, a natura z niczego.54


52 Por. J. Jérémias, Jésus et les pai'ens, s. 44. Anistasthaimeta Unes nie oznacza tu: „powstać razem z kimś z martwych”, ale tłumaczy się to przy użyciu semityzmu Qoum im:„stawić się z kimś przed trybunałem”w charakterze świadka oskarżenia, to znaczy „stawić się przeciwko komuś jako oskarżyciel”.

53Tamże: Katakrinein tina nie oznacza tu, że poganie mają przyznane sobie funkcje sędziowskie („ogłaszać wyrok przeciwko komuś”),ale odnosi się znowu jako semityzm, do świadka oskarżenia: „powodować czyjeś potępienie” (Haiaw, np. por. Dn 1, 10).

54 Ten problem próbowaliśmy omówić w książce Problem istnienia Boga.

opr. aw/aw



« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama