słodki cukiereczek

Zapraszamy do czytelni Według autorów Według dziedzin Według tematów Wyszukaj Na zakupy!
















Claude Tresmontant

Nauczanie Rabbiego Jeshuy

ISBN: 978-83-60335-18-5

wyd.: Fronda 2008


Spis treści
Wprowadzenie5
Uzdrowiciel33
Nauczyciel 61
Przywilej ubóstwa71
Troska97
Łagodność i moc105
Miłosierdzie111
Pokój113
Prześladowanie dla sprawiedliwośc143
Przywilej dziecięctwa147
„Więzy krwi”157
Państwo165
Panująca religia169
„Moralność”209
Nie sądźcie225
Narodziny królestwa Bożego229
Podstawowe prawo ontogenezy247
Wymaganie owocowania251
Wybranie i selekcja. Ryzyko zatracenia263
Wiara283
Oczekiwanie i czuwanie307
Przekazanie uczniom mocy nauczania i uzdrawiania315
Rzeczywista obecność327
Kim jest Jeszua?335
Zagadnienie prawdy chrystianizmu357

Rozdział I UZDROWICIEL

„Obchodził... całą Galileję, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie (Bożym) i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu. A wieść o Nim rozeszła się po całej Syrii. Przynoszono więc do Niego wszystkich cierpiących, których dręczyły rozmaite choroby i dolegliwości, opętanych, epileptyków, a On ich uzdrawiał. I szły za Nim liczne tłumy z Galilei i z Dekapolu, z Jerozolimy, z Judei i z Zajordania” (Mt 4, 23).

„Tak Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości” (Mt 9, 35).

Tak właśnie przedstawiał się ludziom swego kraju i swoich czasów, którzy usłyszeli o Nim po raz pierwszy, albo którzy zobaczyli Go po raz pierwszy. Człowiek, który uzdrawia, który naucza, który obchodzi wszystkie drogi, by uzdrawiać i nauczać.

W ten sposób właśnie i my się z Nim zapoznamy.

PROBLEM CUDU

To, co nazywamy „cudem'' (francuski wyraz miracle pochodzi od łacińskiego mirari: to, co wywołuje zdziwienie i podziw), a co grecki tekst Nowego Testamentu woli nazywać znakiem (semeion), nie jest w odniesieniu do Rabbiego z Palestyny, Jezusa, zabiegiem zadającym gwałt „prawom naturalnym” czy „determinizmowi” tych praw. „Cuda” rabbiego Jeszuy to uzdrowienia, i to specjalnego typu uzdrowienia. Cuda Rabbiego mają charakter odradzający. Jeżeli prawdą jest to, co mówią o Nim liczne przekazy, to Jeszua miał moc przywracania sił żywotnych temu, co było chore, formowania na nowo od wewnątrz tego, co było zdeformowane, przywracania „naturalnych praw” fizjologicznych, które zostały naruszone. Jednym słowem, jeśli tradycja mówi prawdę, to Jeszua miał moc tworzenia na nowo, reorganizowania tego, co było kiedyś zorganizowane i uległo dezorganizacji.

Nikt nie może powiedzieć, że uzdrowienia tego typu są a priori niemożliwe.Badając przyrodę,studiując kosmologię, fizykę, biologię i przedmioty humanistyczne, stwierdzamy, że rzeczywistość obiektywna, a więc świat i wszystko, co on zawiera: materia, istoty żywe, ludzkie — wszystko posiada pewną strukturę i prawa egzystencji. Badając żywą istotę stwierdzamy, że ma ona złożoną, wyraźnie określoną strukturę i że ekonomia jej egzystencji, którą jest życie, nie jest dowolna. Życie i sposób życia istoty żywej pozostają w ścisłym związku z jej strukturą i anatomią. Istnieje określony związek między strukturą i funkcją. Poszczególne organy nie mogą spełniać jakiejkolwiek funkcji. Prawa fizjologiczne pozostają w ścisłym związku ze strukturami biologicznymi.

Wiemy jednak, że kiedy nie istniało jeszcze społeczeństwo trudniące się przemysłem — na przykład za czasów człowieka z Cro­Magnon — nie istniały również prawa ekonomiczne, charakteryzujące społeczeństwo, które zajmuje się przemysłem. Prawa naturalne nie wyprzedzają rzeczywistości, którą charakteryzują. Kiedy nie było jeszcze na ziemi żywych istot, nie było również praw fizjologicznych, które są charakterystyczne dla żywych organizmów. To, co nazywamy w naukach eksperymentalnych „prawami naturalnymi”, jest po prostu poznaniem struktury i funkcjonowania badanych przez nas istot. Prawa naturalne poznajemy drogą indukcji i analizy, wychodząc od badanej rzeczywistości.

Kiedy nie było jeszcze żywych istot na Ziemi ani w naszej galaktyce — na przykład przed czterema miliardami lat — nie było jeszcze również, jak powiedzieliśmy, praw naturalnych w porządku biologicznym. Załóżmy w tej sytuacji istnienie jakiegoś umysłu anielskiego czy zwykłego demona analogicznego do „demona”, którego wyobraził sobie fizyk Maxwell, rozważając problemy prawdopodobieństwa w procesie przechodzenia cząsteczek między dwoma pojemnikami; albo inaczej, żeby bardziej zbliżyć się do naszego problemu, demona wyobrażonego przez Laplace'a, kiedy pisał on w 1814 roku: „Istota rozumna, która w danej chwili znałaby wszystkie siły ożywiające naturę i odnośną sytuację tworzących ją bytów; jeżeli umysł jej byłby dość szeroki, aby poddać te dane analizie, zamknęłaby wówczas w jednej formule ruchy największych ciał niebieskich i najmniejszego atomu, nic nie byłoby dla niej niepewne, a przyszłość na równi z przeszłością byłaby obecna przed jej wzrokiem”9.

Załóżmy więc istnienie takiej „istoty rozumnej”, jaką wyobraził sobie Laplace w 1814 roku, i umieśćmy ją w historii ewolucji wszechświata, na przykład dziesięć miliardów lat przed nami. W tym czasie świat miał za sobą już około trzech miliardów lat rozwoju. Wszechświat składał się z protogalaktyk, a z punktu widzenia materii — głównie z wodoru. Załóżmy więc istnienie jakiejś istoty rozumnej, która znałaby doskonale strukturę i stan materii ówczesnego wszechświata, korelacje istniejące między wszystkimi atomami wodoru, ruchy mgławic, z których prawdopodobnie miały się wyłonić galaktyki. Nie było jeszcze w tym okresie wcale — albo było bardzo mało, tego, co w fizyce nazywa się jądrami ciężkimi. Jądra ciężkie, ciała chemiczne, których jądra są złożone, tworzyły się stopniowo w gwiazdach, jak uczy fizyka współczesna.

Na pewno nie było jeszcze wtedy molekularnych syntez złożonych. Budowa, układ cząsteczek złożonych, które wchodzą w skład żywych organizmów, jest dziełem o wiele późniejszym, możliwym dopiero na planetach, które nie ostygły całkowicie, przy pewnych warunkach promieniowania. Nie było wówczas jeszcze ani aminokwasów, ani tym bardziej protein i oczywiście kwasów nukleinowych. Nie było na świecie żywej istoty.

Czy istota rozumna — „inteligencja”Laplace'a — istniejąca w owej epoce i znająca, jak zakładamy, doskonale i wyczerpująco ówczesny stan świata, mogłaby, jak sądził Laplace, znać przyszłość? Czy mogłaby, opierając się na znajomości świata, który był jej przedstawiony, znać syntezę cząsteczek złożonych, następnie cząsteczek olbrzymich, które miały się pojawić wiele miliardów lat później na nieistniejących jeszcze planetach, w nieistniejących jeszcze systemach słonecznych, w nieuformowanych jeszcze wówczas galaktykach? Czy zwykły, bardzo rozumny i bardzo uczony demon Laplace'a mógł przewidzieć genezę najprostszych istot żywych, jednocząsteczkowych mikroorganizmów, które pojawiły się około trzech miliardów lat temu? Czy zwykły demon Laplace'a, w oparciu o wyczerpującą wiedzę o ówczesnym wszechświecie, mógł przewidzieć ewolucję biologiczną, która dokonywała się niemal przez trzy miliardy lat od chwili pojawienia się pierwszych żywych jednokomórkowców aż do czasów Mozarta? Czy mógł on przewidzieć pojawienie się złożonych organizmów, swoistych narządów, podstawowych funkcji — słowem tego wszystkiego, co tworzy porządek świata istot żywych?

Jeżeli odpowiecie twierdząco, że zwykły demon Laplace'a w oparciu o wyczerpujące poznanie świata i stanu świata sprzed dziesięciu miliardów lat mógł przewidzieć późniejszą ewolucję świata i materii, pojawienie się życia, ewolucję biologiczną, powstanie podstawowych funkcji i koniecznych narządów, pojawienie się istot żywych i myślących, to odpowiedź wasza zakłada, że ostatecznie wszystko było już zawarte przynajmniej potencjalnie w stanie wszechświata przed dziesięcioma miliardami lat. Istota rozumna, która miałaby wyczerpującą znajomość stanu świata sprzed dziesięciu miliardów lat, mogłaby przewidzieć całą późniejszą ewolucję świata, ponieważ mogłaby wydedukować przyszłość z przeszłości. Jak mówi Laplace, „przyszłość na równi z przeszłością byłaby obecna przed jej wzrokiem”.

Innymi słowy, cała ewolucja świata byłaby w tej perspektywie zawarta w pierwotnym stanie świata. Ten punkt widzenia nazywa się w biologii „preformacjonizmem”.

Trzeba by jeszcze stwierdzić, czy jest on prawdziwy.

Jeżeli mówicie, że zwykły demon Laplace'a może przewidzieć całą późniejszą ewolucję świata, to właściwie w historii świata nie ma nic zasadniczo nowego. Laplace przyjmował taką właśnie perspektywę. Jego rozprawa została zredagowana przed odkryciem ewolucji biologicznej przez Lamarcka i Darwina i przed słynnym memoriałem Sadi Carnota: Reflexions sur la puissance motrice du feu... (1824), w którym Sadi Carnot stwierdzał to, co następnie zostało sprawdzone i rozszerzone: istnieje w naturze pewien sens czasowości, który objawia się w fakcie, że byty fizyczne i biologiczne, skoro przestają być formowane, dążą same z siebie do degradacji, rozpadu, rozdrobnienia, do obrócenia się w proch, który jest stanem najbardziej prawdopodobnym. Wiemy teraz, że na świecie i w historii świata takiej, jaką dzisiaj znamy, trzeba rozróżniać dwa podstawowe procesy, nieodwracalne i przeciwstawne co do kierunku. Jeden z nich to przebiegający w czasie proces wzrostu formowania. Ewolucja biologiczna to wzrost formowania genetycznego. Proces drugi to narastanie entropii, czyli tendencja do degradacji.

Zjawiska czysto mechaniczne są całkowicie odwracalne i nie można uznać ich za historyczne. Maszyna nie ewoluuje w miarę upływu czasu. Nie ma ona historii. Nie ma w niej genezy. Co najwyżej zużywa się w miarę upływu czasu, ale się nie rozwija.Znając tę maszynę w jakimś momencie czasu — zakładając, że jest dobrze naoliwiona — można doskonale przewidzieć jej stan w jakimkolwiek momencie przyszłości, ponieważ nie zachodzi w niej nic nowego, nie ma w niej inwencji ani twórczości. Istnieje tylko powtarzanie.

Podstawowym błędem Laplace'a — albo przejawem jego niewiedzy — jest utożsamianie świata z wielką maszyną, podobnie jak to robił Kartezjusz. Istotnie, gdyby świat był maszyną, wtedy, jak mówi Laplace, istota rozumna, znająca doskonale budowę, układ i stan świata w określonym momencie, mogłaby znać także wszystkie późniejsze momenty rozwoju świata. „Przyszłość na równi z przeszłością byłaby obecna przed jej wzrokiem.” W tej perspektywie mechanistycznej i błędnej przyszłość nie wnosi nic nowego w stosunku do przeszłości. Nie ma tu twórczej ewolucji.

Świat jednak nie jest maszyną. Świat jest procesem fizycznym, przestrzenno­czasowym, w ciągu którego nieustannie wzrasta informacja; procesem ewolucyjnym, w ciągu którego nieustannie pojawia się „nowe”. W przeciwieństwie do tego, co wyobrażał sobie Laplace, w historii świata takiej, jaką obecnie znamy, przyszłość i przeszłość nie są nigdy symetryczne w stosunku do teraźniejszości, z jakiegokolwiek punktu byśmy na nie patrzyli. W jakimkolwiek znajdujemy się momencie, zawsze w przyszłości jest coś więcej niż w przeszłości. Późniejsze jest wciąż — obiektywnie — bogatsze niż to, co minęło. W przyszłości jest więcej bytu, więcej formowania, struktury są bardziej złożone, organizmy bardziej udoskonalone niż w przeszłości.

Jeżeli jest prawdą — a tego nie da się podważyć — że świat nie jest statyczną i gotową maszyną (preformacjonizm), ale procesem, który nieustannie postępuje naprzód (epigenezą), to jest sprawą oczywistą, że nie można przyszłości wydedukować z przeszłości, ponieważ przyszłość nie istnieje w przeszłości, nie istnieje w niej w żaden sposób. W przyszłości jest więcej „informacji” niż w przeszłości. Nie można wydedukować jakiejś nowej informacji ze stanu wcześniejszego, w którym ta informacja nie istniała. Nie można ze stanu świata fizycznego sprzed dziesięciu miliardów lat wydedukować nowych praw biologicznych, które miały się dopiero później pojawić na planetach. Dedukcja zakłada preformację. Tymczasem raz jeszcze powtarzamy, że nie ma preformacji, a jest epigeneza, to znaczy rozwój formowania.

Na pewno czytelnik powie: „Sądziłem, że będę czytał pracę poświęconą nauce palestyńskiego Rabbiego, którego autor nazywa Jeszuą, a który powszechnie nazywany jest Jezusem. Wszystko jedno. Tymczasem każą mi się zajmować rozważaniami na temat entropii, zasadą Carnota, formowaniem bytu i koncepcją determinizmu, proponowaną w 1814 roku przez Laplace'a. Aie jaki związek ma to wszystko z naszym tematem?”

Związek ten jest bardzo bliski i wewnętrzny. Ponieważ wszyscy, którzy twierdzą, że cuda palestyńskiego rabbiego, Jeszuy, są niemożliwe a priori, opierają się na pewnej wizji świata, na pewnych założeniach filozoficznych, na pewnej koncepcji praw natury i determinizmu, będącej właśnie koncepcją Laplace'a.

Jeżeli bowiem ktoś wyobraża sobie, że świat jest ogromną maszyną, tak jak to widział Laplace, to istotnie uzdrowienia palestyńskiego Rabbiego zadają gwałt stałym i niezmiennym prawom naturalnym, które według tej hipotezy charakteryzują świat. Przy takim założeniu „uzdrowienie” jest zgorszeniem nie do przyjęcia. My, którzy jesteśmy członkami „Związku Racjonalistów”, nie rozdzieramy szat jak Arcykapłan, kiedy usłyszał gorszącą — jego zdaniem — wypowiedź Rabbiego z Palestyny, ponieważ takich szat nie nosimy, ale rozdzieramy coś w sensie moralnym, żeby zaprotestować przeciwko temu zgorszeniu, jakim jest z racjonalistycznego punktu widzenia jakikolwiek cud.

Wiele przekazów opartych na pewnym świadectwie powtarza nieodmiennie, że rabbi Jeszua uzdrawiał. Gdyby nie uzdrawiał, nie gromadziłby niewątpliwie wokół siebie tak licznych tłumów. Od strony żydów nikt nie negował zresztą tych uzdrowień. Wysuwano tylko — jak zobaczymy — zarzut, że Jeszua uzdrawiał mocą szatana.

Stoimy więc tutaj wobec faktu. Nie byłem przy tym osobiście, nie byłem świadkiem tych uzdrowień, nie mogę więc wypowiadać się z całą pewnością na temat tego faktu.

Ale z punktu widzenia racjonalizmu, który zakładam, utrzymuję, że nie wolno a priori uznawać tych cudownych uzdrowień za niemożliwe. W imię praw naturalnych, które odsłoniliśmy dzisiaj na drodze analizy i indukcji, nie mamy prawa wydawać sądów na temat możliwości i niemożliwości oraz twierdzić, że Rabbi nie mógł uczynić tych cudów, które polegały — powtarzamy to jeszcze raz — na formowaniu na nowo od wewnątrz tego, co zatraciło swoją formę, na regeneracji tego, co było chore, na przywróceniu naruszonych praw fizjologicznych.

Hipotetyczna istota rozumna, która widziałaby świat dziesięć miliardów lat temu, nie mogłaby oczywiście z istniejącego wówczas stanu rzeczy wydedukować tego, co miało nastąpić później, czego geneza była późniejsza. Nowe zjawisko, jakim jest życie, jakim jest każdy nowy gatunek żywych istot, nie było uprzednio zawarte w mgławicy wodoru, który stanowił główny pierwiastek świata sprzed dziesięciu miliardów lat.

Ale istota rozumna, oglądająca świat w tym momencie jego historii, nie miałaby również prawa twierdzić, że pojawienie się życia jest niemożliwe; że niemożliwe jest powstanie żywych gatunków, organizmów, podstawowych funkcji: oddychania, krążenia krwi, płci itd.; że niemożliwe jest powstanie wzroku i zdolnego do myślenia mózgu. To wszystko nie istniało dziesięć miliardów lat temu. Nie istniało w żaden sposób ani w „akcie”, ani w „potencji”, ani w „zarodku”. To dopiero było do zrobienia, do wynalezienia, ale jeszcze nie było wynalezione. Nie można więc było ani wydedukować przyszłości świata z jego przeszłości, ani twierdzić, że ta późniejsza ewolucja twórcza jest niemożliwa.

Nie można w imię przeszłości stawiać granic ani zakazywać twórczego działania, które się dokonuje.

Obawiam się, że gdyby demon Laplace'a był członkiem „Związku Racjonalistów”, to rozpatrując z powagą i poczuciem kompetencji stan świata sprzed dziesięciu miliardów lat, powiedziałby stanowczo: ,,Nie, z tego nie może powstać nic nowego. Świat jest tym, czym jest. Określają go dokładne i stałe prawa fizyczne.Dla racjonalisty czystej krwi absolutnie niedopuszczalny jest pogląd, że pojawią się, albo mogą pojawić się w przyszłości, tak fantastyczne pomysły, jak zjawisko życia, ewolucja biologiczna, istoty myślące. To wszystko nie jest zgodne z istniejącymi dzisiaj prawami naturalnymi (w rzeczywistości dojdzie do stworzenia nowych praw). Niech będzie wyklęty ten, kto uważa to wszystko za możliwe”.

Autentyczny racjonalizm dzisiejszy nie powinien być racjonalizmem a priori. Musi on opierać się na metodzie eksperymentalnej i eksperymentalnym poznaniu świata. Ale świat ukazuje się nam dzisiaj jako proces ewolucyjny, to znaczy proces, w wyniku którego z biegiem czasu nieustannie pojawia się nowe. Formowanie bytów rośnie w miarę upływu czasu. Być racjonalistą dzisiaj to widzieć ten fakt, uznawać go i wyznawać.

Czy rabbi Jeszua uzdrawiał, czy nie uzdrawiał ludzi w Palestynie okupowanej przez Rzymian w trzydziestych latach naszej ery?

W tym pytaniu chodzi o ustalenie faktu. Dla ustalenia tego faktu trzeba zbadać krytycznie świadectwa i zastanowić się nad nimi.To,czego nie wolno robić,to twierdzić a priori, że te uzdrowienia są niemożliwe, w imię praw naturalnych i w imię determinizmu, ponieważ — raz jeszcze powtarzamy — rabbi Jeszua nie zadał gwałtu prawom naturalnym. On przywracał naturalne prawa fizjologiczne w ich pierwotnej formie. Oczywiście, nie jest to czymś zwyczajnym. Nie widzi się tego na co dzień. Ale nikt nie może powiedzieć, że to jest a priori niemożliwe. Dla nas jest to niewątpliwie coś nowego. Jeżeli rabbi Jeszua naprawdę leczył chorych, to okazał w ten sposób władzę nad naturą, zdolność kształtowania na nowo od wewnątrz tego, co zostało uszkodzone. Nie mamy jednak żadnych podstaw, by głosić stanowczo, że to jest niemożliwe, ponieważ dziesięć miliardów lat temu na podstawie takiego samego rozumowania moglibyśmy równie dobrze powiedzieć, że niemożliwe jest pojawienie się życia, a dwa lub trzy miliardy lat temu, biorąc pod uwagę fakt istnienia mikroorganizmów, które były jedynymi przedstawicielami życia na Ziemi, moglibyśmy powiedzieć, że pojawienie się Mozarta jest absolutnie niemożliwe.

Tymczasem Mozart pojawił się ostatecznie w porządku natury, a nie preegzystował przecież w żaden sposób w mgławicy wodorowej przed dziesięcioma miliardami lat ani w genach mikroorganizmów przed miliardem czy dwoma miliardami lat. Jest on wynikiem autentycznego tworzenia, procesu formowania bytu, postępującego wciąż naprzód od chwili pojawienia się życia.

W przedmowie do trzynastego wydania swojego Żywota Jezusa Renan porusza problem cudu. Dosyć zabawne wydają się poważne paralogizmy, które rozwija autor. Oto tekst jego przedmowy:

„Co do zarzutów stawianych mojej książce... przez ortodoksyjnych teologów katolickich bądź protestanckich wierzących w nadprzyrodzony i święty charakter ksiąg Starego i Nowego Testamentu, to zawierają one jakieś podstawowe nieporozumienie. Jeżeli cud jest w jakimś sensie rzeczywistością, to moja książka utkana jest wyłącznie z błędów (...).

Jeżeli jednak, przeciwnie, cud jest czymś nie do przyjęcia, to miałem rację traktując księgi, zawierające cudowne opisy, jako historię pomieszaną z fikcją, jako legendy pełne niepewności, błędów, systematycznych odchyleń...

Niech nikt nie mówi, że taki sposób stawiania zagadnienia zawiera petitio principii, które zakładamy a priori, a które należałoby udowodnić szczegółowo, a mianowicie, że przedstawiane w ewangeliach cuda nie były rzeczywiste, że ewangelie nie są księgami napisanymi przy współudziale czynnika Boskiego. Obydwa te przeczenia nie są u nas rezultatem egzegezy, ale wyprzedzają egzegezę. Są one owocem doświadczenia, które nie zostało podważone. Cuda to zjawiska, które nigdy się nie zdarzają. Jedynie ludzie łatwowierni są przekonani, że je widzieli. Nie można wymienić ani jednego cudu,który zdarzyłby się wobec świadków zdolnych do jego stwierdzenia. Nie została udowodniona żadna szczególna interwencja czynnika Boskiego ani w tworzeniu jakiejś książki, ani w jakimkolwiek wydarzeniu. Przez sam fakt przyjmowania nadprzyrodzoności człowiek ustawia się poza sferą nauki, przyjmuje wyjaśnienie, które nie ma w sobie nic naukowego,wyjaśnienie,bez którego obywa się astronom, fizyk, chemik, geolog i fizjolog, bez którego musi się obejść także historyk. Odrzucamy nadprzyrodzoność z tych samych względów, które każą nam odrzucić istnienie centaurów czy skrzydlatych koni: po prostu dlatego, że nigdy nikt ich nie widział. Nie dlatego odrzucam cuda, o których mówi Ewangelia, że najpierw mi udowodniono, iż ewangeliści nie zasługują na absolutne zaufanie. Ewangeliści opowiadają o cudach — i to wystarczy, żebym powiedział: ewangelie są legendami. Mogą one zawierać elementy historii, ale na pewno nie wszystko jest w nich historyczne”10.

Zwróćmy najpierw uwagę na to, że Renan przyznaje otwarcie: do odrzucenia cudu nie doprowadziła go krytyka tekstu ani naukowa egzegeza Ewangelii. Odrzucenie cudu u Renana — jak sam o tym mówi — wyprzedza egzegezę tekstu. Ma więc ono podstawę filozoficzną.

Na czym polega rozumowanie, które skłania Renana do odrzucenia cudu?

Oto jego teza: „Cuda to zjawiska, które nigdy się nie zdarzają. Jedynie ludzie łatwowierni są przekonani, że je widzieli. Nie można wymienić ani jednego cudu, który zdarzyłby się wobec świadków zdolnych do jego stwierdzenia”. Negowanie cudu jest „owocem doświadczenia, które nie zostało podważone”.

Rozumowanie Renana byłoby prawidłowe, gdyby miał on wyczerpujące doświadczenie, obejmujące przestrzeń i czas ludzkiej historii. Wtedy Renan mógłby słusznie powiedzieć: „Cuda to zjawiska, które nigdy się nie zdarzają”. Albo ściślej: „Moje wyczerpujące doświadczenie w czasie i przestrzeni pozwala mi stwierdzić: cuda to zjawiska, które dotąd nigdy się nie zdarzyły”.

Renan mógłby tak powiedzieć, gdyby miał wyczerpujące doświadczenie obejmujące czas i przestrzeń ludzkiej historii. Nie mogłoby to jednak dotyczyć przyszłości, ponieważ najpełniejsze nawet doświadczenie, którego przedmiotem byłaby przeszłość ludzkości, nie pozwala jeszcze twierdzić, że w przyszłości cud się nie zdarzy. Byłoby to twierdzenie, że cud jest niemożliwością, a do tego, jak widzieliśmy, nie mamy prawa.W imię przeszłości nie możemy wydawać wyroków na przyszłość, tak jakby świat był gotową maszyną, w której nie może zajść nic nowego.

Jest rzeczą całkowicie oczywistą, że Renan nie miał wyczerpującego doświadczenia ludzkiej historii, a więc nie mógł nawet twierdzić, że cuda są zjawiskami, które nigdy się nie zdarzyły.

Renan może powiedzieć: „Ja, Ernest, nigdy nie widziałem cudu. Nie znam nikogo poważnego i kompetentnego, kto widziałby jakiś cud. Nie czytałem nigdy wypowiedzi poważnego i godnego zaufania autora, który widział cud na własne oczy (Pascal jest więc wykluczony, a także cud Świętego Ciernia). Dlatego właśnie wątpię w istnienie cudów”.

Taka wypowiedź byłaby uzasadniona.

Ale Renan idzie dalej. W imię swego ograniczonego doświadczenia stwierdza: „Cuda to zjawiska, które nie zdarzają się nigdy”.

Tego właśnie nie może on twierdzić, ponieważ nic o tym nie wie.

Gdyby jego doświadczenie było wyczerpujące, to najwyżej mógłby powiedzieć, że dotychczas nigdy nie zdarzył się cud. I to wszystko. Ponieważ jednak jego doświadczenie jest ograniczone w przestrzeni i w czasie,nie może on twierdzić nawet tego.

Właśnie w chwili, kiedy Renan pisał tamte zdania, żyli ludzie, którzy twierdzili, że w grocie w Lourdes miały miejsce cudowne uzdrowienia. Wystarczyło wsiąść do kolasy i pojechać, żeby zobaczyć, czy to prawda. Dopóki się tego nie sprawdziło, nie można było nic twierdzić.

Ale — uwaga... może powiedzieć czytelnik ugruntowany w postawie racjonalistycznej, Renan nie potrzebuje wyczerpującego doświadczenia historii, żeby twierdzić, że cuda nigdy się nie zdarzają. Cuda są absurdem i można być pewnym, nie zmieniając miejsca i nie przeprowadzając badań historycznych, że nie zdarzają się one nigdy, ponieważ cuda są w założeniu wydarzeniami, które przełamują naturalny porządek, są pogwałceniem naturalnego determinizmu, wprowadzają do natury jakiś wstrząs i, ostatecznie, zadają gwałt prawom naturalnym.

Wracamy więc do naszego punktu wyjścia, to znaczy do tezy, według której cud jest a priori niemożliwy i nie do pomyślenia. Jest to jednak teza broniona przez „Związek Racjonalistów”. Powtarzamy, że nie jest ona wcale racjonalistyczna, ponieważ z góry zakłada, że w naturze ani w historii nie może pojawić się nic nowego. Zakłada ona pogląd, że wszystko jest z góry bezwzględnie ustalone, i przyjmuje w pewien sposób preformacjonizm.

Precyzujemy dla ścisłości, że mówimy tutaj jedynie o przypuszczalnych uzdrowieniach Rabbiego palestyńskiego. Nie mamy zamiaru bronić fantastycznych legend na temat cudotwórców. Stawiamy tylko pytanie, czy uzdrowienia przypisywane przez tradycję palestyńskiemu Rabbiemu są a priori niemożliwe i nie do pomyślenia, czy nie. Stwierdzamy, że ta tradycja — jak i zresztą relacje o uzdrowieniach w Lourdes — nie mówią o kalece, któremu dzięki Jezusowi odrosłyby nogi, ani o człowieku bezrękim, któremu odrosłyby te kończyny. Uzdrowienia mają określony charakter. Rabbi uzdrawia niewidomych, epileptyków, obłąkanych, melancholików, paralityków. To znaczy — o ile tradycje te są prawdziwe — Rabbi miał moc regenerowania tkanek, doprowadzania do porządku systemu nerwowego itd.

Taka moc w historii ludzkości jest pozornie czymś nowym.

Powtarzam jednak, że mimo wszystko nie mam prawa twierdzić, że to jest niemożliwe i nie do pomyślenia. Znam możliwość jedynie na podstawie rzeczywistości, a nie naprzód, jak to wykazał Bergson. Dowodzić, że Jeszua z pewnością nie miał takiej mocy,to znaczy twierdzić,że w historii nie może zdarzyć się nic nowego.Ten,którego chrześcijanie — słusznie lub niesłusznie — uważają za stwórcze Słowo, stwórczą Myśl Bożą, nie miałby, w takim ujęciu, mocy reorganizowania, kształtowania i tworzenia na nowo tego, co zorganizował, ukształtował i stworzył.

Zresztą a priori uzdrowienie niewidomego, paralityka czy trędowatego przez Jeszuę nie jest bardziej zdumiewające niż pojawienie się życia przed trzema miliardami lat. Uzdrowienie takie jest nawet mniej zaskakujące, ponieważ Rabbi — o ile tradycje mówią prawdę — kształtuje na nowo i reorganizuje to, co zostało zdeformowane i zdezorganizowane. W tym przypadku nie chodzi przecież o stworzenie czegoś nowego.

Pojawienie się życia, pojawienie się każdego nowego gatunku jest o wiele bardziej niezwykłe, bardziej zadziwiające, bardziej nieprawdopodobne niż uzdrowienia, które polegają na przywróceniu zakłóconego porządku, a nie na wprowadzeniu nowego porządku czy nowej struktury organicznej.

Jeżeli ktoś chce utrzymywać, że cuda są a priori niemożliwe, to znaczy, że świadomie lub nieświadomie przyjął koncepcję niezmienności praw naturalnych, koncepcję nieewolucyjną, preformacjonizm Spinozy.

W Rozprawie teologiczno-politycznej Spinoza pisze, że kwestia cudu, „a mianowicie zagadnienie, czy można uznać, że w naturze zdarza się coś, co pozostaje w sprzeczności z jej prawami albo nie da się z nich wydedukować” — jest „kwestią czysto filozoficzną”. Spinoza uważa więc, zgodnie ze swoją metodą, że będzie mógł rozpatrywać ten problem w „naturalnym świetle” rozumu, a priori.

Spinoza stawia zasadę, że „natura” — taka, jak on ją rozumie — „zachowuje odwieczny porządek, stały i niezmienny”. Dzisiaj wiemy, że ten pogląd jest fałszywy. Od miliardów lat natura podlega procesowi ewolucji i nieustannie pojawia się w niej — z biegiem czasu — coś nowego,nowe istoty.W oparciu o swoją koncepcję niezmienności natury Spinoza wnioskuje, że cud jest niemożliwy.

„Nie zdarza się nic, co byłoby przeciw naturze... Zachowuje ona odwieczny porządek, stały i niezmienny...

Wykażę również na podstawie kilku przykładów zaczerpniętych z Pisma świętego, że samo Pismo święte z wyroku i woli Boga, a także Opatrzność Boża nie wykraczają poza porządek natury i tego, co wynika w sposób konieczny z jej odwiecznych praw.”11

Spinoza uważa zasadniczo, że działanie Boga jest konieczne i wieczyste. Taka jest doktryna jego Etyki: „Z konieczności boskiej natury, ex necessitate divinae naturae, powinna wypływać na nieskończoną ilość sposobów nieskończoność rzeczy...” (I, propos. XVI). „Z najwyższej potęgi Boga czy też z Jego nieskończonej natury w sposób konieczny wypłynęła lub wypływa zawsze z tą samą koniecznością nieskończoność rzeczy na nieskończoną ilość sposobów. A summa Dei potentia,sive infinita natura, infinita infinitis modis, hoc est omnia, necessario effluxisse, vel semper eadem necessitate sequi... Tak samo jak z natury trójkąta wynika odwiecznie i na całą wieczność, że suma jego kątów wynosi 180°” (Propos XVII, schol.).

Z drugiej strony Spinoza utrzymuje, że cud jest zaprzeczeniem powszechnych praw natury. Wykazaliśmy, że nie jest to słuszne w odniesieniu do uzdrowień palestyńskiego Rabbiego, które to uzdrowienia nie są przeciwne prawom natury, ale polegają na przywracaniu normalnych praw biologicznych. Nie można tego, co niecodzienne i rzadkie, utożsamiać z tym, co jest sprzeczne z prawami natury.

Spinoza ze swojej koncepcji „natury” stałej i niepodlegającej ewolucji oraz ze swojej koncepcji cudu, ujmowanego jako gwałcenie odwiecznych w jego mniemaniu praw natury, wyprowadza wniosek, że cud jest niemożliwy i stanowi jakąś sprzeczność.

Wniosek jest słuszny, jeśli uzna się obydwie przesłanki tego rozumowania. Tymczasem przesłanka większa jest fałszywa, a mniejsza — dowolna.

„Wszystko, czego Bóg chce lub co ustala, zawiera konieczność i odwieczną prawdę. Wyprowadziliśmy z tego wniosek, że myślenie Boga nie różni się od Jego woli, że powiedzenie: Bóg czegoś chce i Bóg coś pomyślał, sprowadza się właściwie do tego samego. Ta sama konieczność, która sprawia, że Bóg ze względu na swoją naturę i doskonałość widzi jakąś rzecz taką, jaka ona jest, sprawia również, że Bóg chce ją taką, jaka jest. Jeżeli więc z konieczności każda rzecz jest prawdziwa jedynie dzięki decyzji Bożej,to wynika ztego bardzo jasno, że powszechne prawa natury są po prostu decyzjami Boga, wynikającymi z konieczności i doskonałości boskiej natury. Gdyby więc zdarzyło się w naturze coś, co sprzeciwiałoby się tym powszechnym prawom, sprzeciwiałoby się to również decyzji, myśli i naturze Boga. Gdybyśmy przyjęli, że Bóg działa niezgodnie z prawami natury, musielibyśmy również przyjąć, że działa On niezgodnie z własną naturą, a to jest największy absurd...

Nie zdarza się więc w naturze nic, co stałoby w sprzeczności z jej powszechnymi prawami czy tylko nie zgadzało się z tymi prawami albo nie było ich konsekwencją. Wszystko, co się zdarza,w rzeczywistości zdarza się z woli i odwiecznego rozporządzenia Boga. To znaczy, jak już wykazaliśmy, że wszystko zdarza się jedynie zgodnie z prawami i zasadami, które zawierają odwieczną konieczność. Natura zachowuje więc zawsze prawa i zasady, które zawierają konieczność i prawdę odwieczną, chociaż nie wszystkie są nam znane. W rezultacie mamy do czynienia ze stałym i niezmiennym porządkiem...

Z tych zasad, że nie zdarza się nic w naturze, co nie wynika z jej praw; że prawa jej rozciągają się na wszystko, co obejmuje Boża myśl; że natura zachowuje stały i niezmienny porządek — wynika bardzo jasno, że słowo »cud« można rozumieć jedynie w odniesieniu do opinii ludzi.”12

„Dalekie od prawdy jest więc twierdzenie, że cuda — o ile rozumiemy je jako wydarzenia sprzeczne z prawami natury — dowodzą istnienia Boga. Przeciwnie, budziłyby one raczej wątpliwości co do istnienia Boga, podczas gdy bez cudów możemy być tego pewni, to znaczy, kiedy wiemy, że wszystko w naturze stosuje się do stałego i niezmiennego porządku.”13

„Ponieważ prawa natury (...) rozciągają się na nieskończoność przedmiotów i pojmowane są przez nas jako w pewnym sensie odwieczne, i ponieważ natura postępuje zgodnie z tymi prawami w stałym i niezmiennym porządku, prawa te objawiają — na własną miarę — nieskończoność Boga, Jego odwieczność i niezmienność. Dochodzimy więc do wniosku, że poprzez cuda nie możemy poznać Boga, Jego istnienia i Opatrzności, i że o wiele lepiej możemy Go poznać ze stałego i niezmiennego porządku natury.”14

„Istotnie cud, który występuje nie poza naturą, ale w niej samej, podczas gdy oceniamy go jako fakt nadnaturalny, rozrywa z konieczności porządek natury uznany przez nas jako stały i niezmienny na mocy Bożego rozporządzenia. Gdyby więc zdarzyło się w naturze coś, co nie wynikałoby z jej własnych praw, to sprzeciwiałoby się to koniecznemu porządkowi, jaki ustalił Bóg odwiecznie w naturze przy pomocy powszechnych jej praw. Byłoby to więc przeciwne naturze i jej prawom, wobec tego wiara w cuda kazałaby nam zwątpić we wszystko i prowadziłaby nas do ateizmu.”15

„Dochodzimy więc do wniosku z absolutną pewnością, że wszystko, o czym Pismo Święte mówi, że się naprawdę wydarzyło, musiało się wydarzyć zgodnie z prawami natury, jak w ogóle wszystko, co się dzieje. Jeśli znajduje się tam jakiś fakt, o którym można by stanowczo powiedzieć, że jest sprzeczny z prawami natury albo z nich nie wynika, to trzeba z całą pewnością stwierdzić, że odpowiedni fragment został dodany do Ksiąg świętych świętokradzką ręką.

Wszystko, co jest sprzeczne z naturą, jest również sprzeczne z Rozumem, a to, co jest sprzeczne z Rozumem, jest absurdem, a więc powinno zostać odrzucone.”16

„Wszystko to pozwala jasno poznać, że natura zachowuje stały i niezmienny porządek, że Bóg był zawsze ten sam poprzez wszystkie wieki znane nam i nieznane, że prawa natury są doskonałe i płodne do tego stopnia, że nic nie można do nich dodać i nic nie można im odjąć; i wreszcie, że cuda wydają się czymś nowym jedynie z powodu ludzkiej ignorancji.”17

Cały problem cudu zależy od tego, jaką się ma ideę porządku. Jeżeli porządek natury jest czymś wiecznym, ustalonym i niezmiennym, jak sądził Spinoza, to wtedy oczywiście wprowadzenie nowego porządku — na przykład uzdrawianie przez Jeszuę chorych, których choroby prawdopodobnie były nieuleczalne — jest niemożliwe.

Całe zagadnienie polega jednak na tym, czy naprawdę porządek natury jest czymś stałym i niezmiennym. Dziesięć miliardów lat temu istniał na świecie pewien porządek. Zawsze zresztą był jakiś porządek, jak to wykazał wielki Bergson. Ale porządek natury przed dziesięcioma miliardami lat nie był taki sam, jak trzy miliardy lat temu, ani taki, jak miliard lat temu, ani taki jak dzisiaj. Porządek ten podlegał ewolucji. Nastąpiło stworzenie nowych porządków. Spinoza tego nie wiedział i nie robimy mu z tego powodu wyrzutów

Było jednak rzeczą nieroztropną zakazywać naturze wszelkich nowości. Wiemy przecież dzisiaj, że natura jest historią, która nieustannie przynosi nowości. Zabraniać a priori Rabbiemu galilejskiemu wprowadzenia w niektórych punktach nowego porządku natury przez fakt uzdrawiania chorych to zabraniać samej naturze ewoluowania i przynoszenia nowości. To właściwie zabraniać dzieła stworzenia. I to robi ciągle Spinoza, który uważa, że idea stwarzania jest absurdem. Zaprzeczać możliwości cudu to zaprzeczać możliwości nowego stworzenia czy stwarzania na nowo, co jest również nowością; to zaprzeczać stwórczej wolności Boga; to stwarzać zasadę wiecznej niezmienności Substancji.

W tej dziedzinie bywa nieraz podobnie jak w dziedzinie polityki, kiedy ktoś ciągle mówi o „ustalonym porządku” i tego porządku broni, nie dopuszczając do stworzenia innego, nowego, może właśnie lepszego porządku. Tutaj także będzie to jakaś stałość porządku, można powiedzieć: bałwochwalczy kult istniejącego porządku, który paraliżuje myśl i działanie. Działanie ludzkie polega na wprowadzeniu do natury nowego porządku,co tworzy nową informację.To jest właśnie ludzka wolność: człowiek jest zdolny do tworzenia informacji. Nic dziwnego, że Spinoza, który neguje stworzenie, który neguje możliwość cudu, będącego jakąś reinformacją, neguje również ludzką wolność, która jest zdolnością do tworzenia informacji.

Polemika Spinozy z cudami opiera się, jak widać, na zasadach jego filozofii wyłożonej w Etyce. Świat pochodzi od Boga, odwiecznie i w sposób konieczny. Nie ma dobrowolnego tworzenia ani twórczej inicjatywy. Świat nie jest stworzeniem Bożym w sensie biblijnym, ale wypowiedzeniem się Boga, Jego odwiecznym i koniecznym objawianiem się, wypływającym z Bożej istoty, a nie z inicjatywy Jego wolnej woli.

Zamknijmy tę dygresję na temat problemu uzdrowień dokonywanych przez Jeszuę. Zagadnienie, czy te uzdrowienia są prawdziwe, czy nie, jest zagadnieniem faktu, który dotyczy historii i wymaga zastanowienia się nad historią. Nie jest możliwe decydowanie o tym a priori, bo to by świadczyło o przekonaniu, że nic nowego niej może się zdarzyć w naturze i historii, a takie przekonanie jest fałszywe. Wbrew temu, co myśleli Spinoza i Renan, zagadnienie cudów nie może być uprzednio wyeliminowane z egzegezy tekstów na drodze filozoficznej. Zagadnienie jest filozoficznie otwarte, a nie zamknięte.

W procesie tworzenia, ciągle niezakończonym — a taka jest nasza rzeczywistość — nic nie stoi na przeszkodzie, żeby Stwórca zgodnie ze swą wolą w dalszym ciągu powoływał do bytu nowe istoty, które w żaden sposób nie istniały uprzednio. Wynajdując, tworząc przed trzema miliardami lat na naszej planecie istoty żywe, Stwórca nie „gwałcił” praw fizycznych istniejących na świecie pozbawionym życia. Informował On od wewnątrz te prawa fizyczne, rzeczywistość fizyczną, materię i tworzył nowy typ rzeczywistości. Nie wolno w imię dawnego porządku zakazywać powstania porządku nowego, ponieważ nowy porządek nie burzy porządku dawnego, ale go dopełnia i wykorzystuje, by wprowadzić nowe struktury o tym świadczą przekazy dobrze udokumentowane i zgodne, które trudno kwestionować, bo wówczas staje się niezrozumiała sama geneza chrześcijaństwa, jeżeli jest prawdą, że leczył On chorych, to znaczy, że posiadał moc reinformowania i reorganizowania tego, co było zdezorganizowane i co zatraciło normalną formę. W tym wypadku nie gwałci On ani nie burzy żadnego prawa naturalnego. Przeciwnie, przywraca te prawa. Jeśli to jest prawdą, to znaczy po prostu, że Jeszua miał moc analogiczną do mocy stwórczej, ponieważ, jak powiedzieliśmy, uzdrawiać, reinformować — to właściwie znaczy tworzyć na nowo to, co zostało zniszczone.

Zastrzeżenia Spinozy i Renana są więc bezpodstawne i nic nieznaczące.


9 Laplace, Essai philosophique sur les probabilités, 1814.

10 Renan, Vie de Jésus, Oeuvres completes, t. IV, s. 14.

11 Tract, theol.pol . VI, przekład Ch. Appuhn, s. 145.

12 Dz. cyt., VI, s. 125.

13 Dz. cyt., VI, s. 126.

14 Dz. cyt., VI, s. 129.

15 Dz. cyt., VI, s. 131.

16 Dz. cyt, VI, s. 139.

17 Dz. cyt., VI, s. 146.

opr. aw/aw





 wyślij znajomym

Zobacz także:
Marek Krukowski, Zygmunt Malacki, Czuję obecność księdza Jerzego
Katarzyna Woynarowska, Ta sama krew cię skropiła... [N]
Waldemar Turek, Rozprawiali fałszywie o Tobie (Wyznania 3,6)
Krzysztof Skórzyński, Dariusz Madejczyk, Jestem nieciekawym katolikiem
Annalisa Giulianini , O przebaczaniu czyli jak uleczyć duszę
Tomasz Budzyński, Tomasz Ponikło, Stańmy po stronie Zwycięzcy
Waldemar Turek, W swej pysze nie chciałem być dzieckiem (Wyznania 3,5)
Tomasz Korczyński, Małgorzata Tadrzak-Mazurek, ks. Andrzej Godyń SDB , Co trzy minuty ginie nasz brat w wierze
Benedykt XVI, Historia mozolnej wędrówki Boga z grzeszną ludzkością
Jacek Poznański, Lourdes - miejsce niepokojące
Komentarze internautów:

Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Edukacja Ekonomiczna | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Księgarnia religijna | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Noclegi w Polsce | Nowości na naszych stronach | PDA | Pielgrzymki piesze - ePielgrzymka | Rekolekcje | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Tapety i dzwonki religijne | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła