Uwagi o prasie katolickiej

Przyczynek do dyskusji o kształcie prasy katolickiej

Setny numer „Czasu Miłosierdzia" jest okazją do szerszej dyskusji nad prasą katolicką. Z wielu pytań, które można postawić, wybieram jedno: Jaka ma być prasa katolicka, do której należy „Czas Miłosierdzia" - miesięcznik wydawany przez Kurię Metropolitalną w Białymstoku?
Wiadomo, że prasa pojawiła się jako uzupełnienie książki. Przekazywała ona czytelnikom bieżące informacje, krótkie pouczenia, dostarczała rozrywki. Różniła się od książki swoją elastycznością i tzw. trzymaniem ręki na pulsie życia. Największe sukcesy odnosiła przed wynalezieniem radia i telewizji, Dzisiaj, mimo innych coraz doskonalszych środków masowego przekazu, nie znika ona z rynku wydawniczego, przeciwnie zajmuje na nim wysoką pozycję, osiągając miliardowe nakłady.
Prasa katolicka jest na ogół niskonakładowa. Nie posiada tak wielkich potencjałów finansowych jak prasa świecka. Tym niemniej ma swoich czytelników: entuzjastów i krytycznych recenzentów. Tworzą oni środowiska, skupione wokół poszczególnych tytułów, czasem prowadzą ożywioną korespondencję.
Kościół patrzy życzliwym okiem na prasę katolicką. Uważa ją za jeden ze środków ewangelizacji, wspierający przepowiadanie z ambony i katechizację. Jest to środek, rządzący się własnymi prawami, posiadający sobie właściwą specyfikę. Kościół jest świadom, iż nie jest w stanie dotrzeć do wszystkich ludzi z Ewangelią tylko z ambony lub przez salę katechetyczną. Dlatego korzysta z prasy jako z poszerzenia tych tradycyjnych form przekazu, których bynajmniej nie zamierza poniechać. Kazanie i katecheza zawsze pozostaną przejawami aktywności Kościoła, a prasa może je tylko wspierać, a nigdy lekceważyć.
Prasa katolicka w Polsce jest bardzo zróżnicowana pod względem treści, formy, częstotliwości, wysokości nakładu, tytułów i ukierunkowania. Są pisma, które tematykę kościelną łączą ze świecką: podają informacje sportowe, polityczne, kulturowe itp., a nieraz angażują się w spory partyjne. Dopóki nie ma pomieszania tego „co Boże", z tym, „co cesarskie", można godzić się na takie układy. Gdy natomiast następuje manipulacja, a spraw kościelnych używa się do ubijania świeckich interesów, wtedy taki związek jest konkubinatem, a nie sakramentalnym małżeństwem. Prasa katolicka nie może utracić swego ewangelizacyjnego charakteru.
Jeśli zaś ma przed sobą tak szlachetne zadanie, nie można go pełnić niedbale. Zadanie to jest przede wszystkim służbą słowu, tzn. Bogu i człowiekowi. Bóg bowiem jest słowem (J 1, 1-2) i człowiek bez słowa być sobą nie może. Mowa jest najbardziej fundamentalną funkcją człowieka. Bez niej człowiek nie mógłby się rozwijać i żyć we wspólnocie. Słowo jest artykulacją myśli. Nie ma myśli bez słowa, a i słowo, gdy nie jest wypełnione myślą, przestaje być słowem. W słowie najbardziej wyraża się kultura człowieka. Słowo też jest wspólnototwórcze, chociaż - wynaturzone - może też rozbijać wspólnotę. Słowo ludzkie osiąga najwyższy poziom wtedy gdy napełnia się słowem Bożym, a podlega degradacji, gdy jest zniewolone wszelkiego rodzaju upodleniem człowieka.
Jest słowo mówione i pisane. Rządzą się one wprawdzie nieco innymi kryteriami, ale wzajemnie się wspierają. Sztuka pisania wspiera mówcę, a talent krasomówczy przychodzi z pomocą pisarzowi. Słowo mówione łatwiej dociera do odbiorcy, ale też szybciej ulega zapomnieniu. Słowo pisane może jest trudniejsze w odbiorze, ale za to jest trwalsze. Można do niego powrócić lub nauczyć się go na pamięć. Jedno i drugie zawsze winno być poprawne i piękne, dalekie od jakiegokolwiek niechlujstwa.
Wiąże się z tym sztuka redagowania. Potrzebne są nie tylko dobre pióra, lecz również wnikliwe oczy i wrażliwe umysły. Najwięcej w tym względzie zależy od redaktora pisma. On bowiem decyduje o profilu pisma i kwalifikuje nadesłane materiały, on dobiera adiustatorów i korektorów, on wreszcie zwołuje zebrania redakcyjne i wsłuchuje się w głosy czytelników. Dobrze redagowane pismo katolickie może być zarówno zwiastunem Ewangelii, jak i ambasadorem kultury, a nawet heroldem odpowiedniej opcji społecznej.
Najważniejszą oczywiście jest treść pisma. Nie mogą go wypełniać sążniste artykuły - traktaty. Do tego bowiem celu służą książki. Nie może ono też poprzestać na bieżącej informacji. W tym bowiem i tak wyprzedzi je radio lub telewizja. Czasopismo powinno podawać ważne treści w sposób zwięzły, jasny i lapidarny, tak żeby można je było czytać w pociągu, autobusie czy tramwaju, a informacje zamieszczać tylko takie, które rzeczywiście zasługują na utrwalenie. Inaczej bowiem pismo utraci czytelników: bądź przez swoją niestrawność, bądź przez banalność.
Informacja w prasie katolickiej pozostaje w służbie formacji. To, co deformuje lub nie formuje nie powinno w niej mieć miejsca. Żeby zaś formowało musi mieć odpowiednią zawartość i szatę zewnętrzną. Strona graficzna pisma liczy się bardzo w jego odbiorze. Nie bez znaczenia jest humor: szlachetny przyzwoity wychowawczy. Tania popularność ma zwykle krótkie nogi. Nadto ważna jest wielkość czcionki. „Czas Miłosierdzia" czytają nie tylko młodzi, lecz również ludzie w podeszłym wieku, używający okularów. Trudno byłoby radzić czytelnikom posługiwanie się lupą.
Są jeszcze w piśmie reklamy. Czasopisma czerpią z nich wsparcie finansowe. Ich jakość też należy brać pod uwagę. Mogą bowiem zaszkodzić. Każdy redaktor narażony jest na zniewolenia ze strony możnych tego świata. Redakcje czasopism katolickich pozostają w służbie Kościoła i dlatego jego dobro (prawda i piękno) zawsze winno być ich pierwszorzędnym zadaniem.

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama