Jak "urządzić" małżeństwo?

Jak dzielić się władzą w małżeństwie, by nie zaburzyło to rodzinnego szczęścia

Jeżeli chcemy uczciwie budować więzi w małżeństwie, musimy stanąć w prawdzie i zrezygnować z tej egoistycznej ideologii, która pozwala postawić na swoim, „bo zawsze mam rację” - argumentuje Jacek Pulikowski.

W jego opinii słowo „władza” rodzi złe konotacje, gdyż często mamy do czynienia z nadużyciami w jej zakresie (mówił o tym podczas seminarium pt. „Kto tu rządzi? O tym, jak budować relacje małżeńskie” zorganizowanym przez Duszpasterstwo Rodzin Diecezji Siedleckiej i Domowy Kościół Ruchu Światło-Życie, które miało miejsce 21 marca w Centrum Kultury i Sztuki im. A. Meżeryckiego w Siedlcach). „Z drugiej strony - do walki o władzę, tożsamej z rywalizacją, zachęcani jesteśmy już od przedszkola, i to takiej walki, w której jest i przegrany, i wygrany. - Niestety, tak też dzieje się również w małżeństwie - zauważa J. Pulikowski, autor wielu poradników życia małżeńskiego, prelegent, a przede wszystkim mąż i ojciec. Bywa, że do tej swoistej walki o władzę w domu zagrzewa młodą małżonkę jej matka, argumentując: tupnij nogą! Albo też ojciec świeżo upieczonego męża, ostrzegając syna: nie ustępuj!

Jak "urządzić" małżeństwo?

Wyzwolenie, ale z czego?

Odnosząc się do poglądów głoszonych przez środowiska feministek, J. Pulikowski zauważa, że de facto nie walczą one o prawa kobiet, tylko o władzę nad mężczyznami. - Zdrowy feminizm - o jakim mówił św. Jan Paweł II - powinien upomnieć się o dowartościowanie tego, w czym kobieta jest niezastąpiona - akcentuje. - Macierzyństwo jest dzisiaj w pogardzie, a rodzenie dzieci - uznawane za podrzędną funkcję. Także przez kobiety. Wyzwolenie postulowane przez niektóre kręgi feministek to dążenie do wyzwolenia się z takiej „przypadłości”, jaką jest macierzyństwo, i - niestety - przypisanie sobie prawa do zabijania dzieci nienarodzonych - uważa J. Pulikowski. Tymczasem ciąża to stan, w trakcie którego kobieta powinna być szczególnie chroniona. - Trzeba nosić ją na rękach i pyłki spod nóg zbierać! - mówi ze swadą.

- W kraju, który słynął w Europie z pięknego traktowania kobiet - bo tylko w Polsce całowano damę w rękę, tylko u nas przepuszczano w drzwiach, podawano krzesło, usługiwano przy stole - nie mówmy, że to tylko gesty. Gdybyśmy powrócili do pięknych gestów zewnętrznych, jak i do troski o piękną mowę, pozmieniałyby się nasze wnętrza. Ale także kobiety traktują takie gesty z pogardą. Czy o to chodzi? - pytał retorycznie Pulikowski.

Dzielcie się władzą

- Proponuję pokojowy podział władzy w małżeństwie, tj. dogadanie się, kto podejmuje główne decyzje w danych dziedzinach codziennego życia - sugeruje J. Pulikowski, uprzedzając, że jeśli tego podziału dokona się na poziomie przepychanek, walki, efektem będzie niekorzystne dla małżonków poczucie zwycięstwa jednego z nich obok poczucia porażki towarzyszącego drugiej połowie. Lepsze jest podjęcie dyskursu nt. „kto tu rządzi”. - Kobieta wnosi do rozmowy o władzy swoje pragnienia, tęsknoty i emocje, mężczyzna - swój rozum i myślenie - podkreśla, odnosząc się do istoty tego, co różni kobietę i mężczyznę: - Kobiety są lepsze, jeśli chodzi o wrażliwość, spostrzegawczość itd. W prowadzeniu wywodu przyczynowo-skutkowego lepiej wypadają mężczyźni - mówi.

- Mężczyźnie bardziej zależy na samej możliwości decydowania, niż na tym, jak ta władza będzie podzielona. Zaufanie, jakiem obdarza męża żona, to źródło jego starań o to, by nie zagarnąć za dużo w kwestii rządzenia w domu - mówi, proponując tylko pozornie karkołomne scedowanie podziału władzy w stadle małżeńskim na męża. Wyjaśniając, jak przekłada się mechanizm „zagarniania” władzy na poczucie własnej wartości, przyznaje, że kierowana płytką ambicją współczesna kobieta często podporządkowuje sobie męża, „ustawia” go, podejmując wszystkie decyzje bez niego. - W ten sposób traci męża. Im większą zyska nad nim władzę, tym bardziej traci go jako opiekuna - poucza.

- Jeżeli chcemy uczciwie budować więzi, musimy stanąć w prawdzie i zrezygnować z tej egoistycznej ideologii, która pozwala wyjść na swoje, „bo zawsze mam rację” - argumentuje J. Pulikowski. KL

Jak podzielić władzę w domu?

Mężczyzna winien wybrać markę samochodu i rodzaj silnika, a kobieta tapicerkę i kolor auta. Uproszczenie? Niekoniecznie.

- To w interesie obojga małżonków jest, żeby władza w domu był podzielona. Mądrze podzielona - doprecyzowuje J. Pulikowski. Pewne dziedziny, które w naszej kulturze - niestety - uważane są za podrzędne, należy powierzyć kobiecie: wychowanie dzieci, funkcjonowanie domu, estetykę otoczenia, wykładnię moralną. Ale - uwaga - „tereny” przypisane kobietom muszą być docenione - zarówno w życiu małżeńskim, jak i społecznym. Kobieta chętnie odda się pod władzę męża pod warunkiem, że on również stanie na wysokości zadania - będzie się opiekował nią i dziećmi, będzie walczył o dobro rodziny. - Jeśli on troszczy się o bliskich, trzeba pozwolić mu planować przyszłość rodziny - J. Pulikowski przestrzega te z żon, które nadgorliwie, w poczuciu, że są niezastąpione, „odsuwają” ślubnego na bok... - To on powinien podjąć np. decyzję o budowie domu. Ważne, strategiczne decyzje, odległe w czasie powinien bezwzględnie parafować mężczyzna - ponieważ to on bierze na barki ich powodzenie - i musi poczuć się za nie odpowiedzialny. Niestety największym deficytem jest dzisiaj nieodpowiedzialność mężczyzn. Nie wystarczy wykrzykiwać: jestem mężem i ojcem, należy mi się szacunek - mówi J. Pulikowski I powtarza dobitnie: - Ale, by żona poszła za mężem, on musi sobie na to zapracować. KL

Jesteśmy stworzeni do różnych ról

Aby władzę mądrze podzielić, trzeba mieć swoistą bazę danych na temat różnic między światem kobiety a światem mężczyzny.

Kobietę cechuje większa wrażliwość, co wiąże się z szerokim zakresem rejestracji jej zmysłów: widzi, czuje i słyszy to, co dla mężczyzny pozostaje poza zasięgiem jego odbioru. Ostrość jej postrzegania świata niejako samoistnie „nastawia się” na człowieka. Mężczyzna zauważa natomiast przede wszystkim to, co dotyczy świata, materii, mechanizmów.

- Kobieta jest krótkowidzem, zauważa najmniejszy szczegół, za to mężczyzna potrafi bardziej wyraziście dostrzec to, co widać w oddali, na horyzoncie, a w związku z tym łatwiej mu przewidzieć konsekwencje pewnych zdarzeń i zaprojektować dalszą przyszłość rodziny - podpowiada J. Pulikowski z sugestią, że w sferze decyzji dotyczących relacji międzyludzkich mężczyzna winien ustąpić kobiecie. - Jeżeli będziesz słuchał jej uwag, nawet ślepo, do kogo zadzwonić, a do kogo wysłać esemesa, kiedy założyć sweterek, a kiedy garnitur, kiedy opuścić przyjęcie itd., będziesz uchodził za bardzo kulturalnego człowieka - radzi. Funkcjonowanie w drobiazgach lepiej wychodzi kobiecie. W domu wykonuje kilka czynności naraz: gotuje obiad, zajmuje się dziećmi, wstawia pranie, telefonuje. Mężczyzna potrafi zajmować się tylko jedną sprawą i doprowadza ją do końca. Dlatego winien zostawić zarządzanie domem żonie. Jest w tym po prostu lepsza (co nie znaczy, że nie trzeba jej w tym wspierać!).

Odnosząc się do męskiej logiki, J. Pulikowski zauważa, że może ona okazać się groźna dla samego mężczyzny... - Nie myśl, czy dobrze traktujesz żonę, bo zawsze dojdziesz do wniosku, że aż za dobrze. Pomyśl inaczej: czy na pewno byś chciał, by tak samo jak dzisiaj ty traktujesz żonę - traktował w przyszłości twoją córkę jej mąż - sugeruje. Podpowiada też panom, że próby naprawiania złych relacji z żoną za pomocą „logicznych” argumentów okazują się nieskutecznym narzędziem. - Najlepsza droga do zmiany poglądów żony to troska o stan jej uczuć - stwierdza.

Echo Katolickie 19/2015

opr. ab/ab

Echo Katolickie
Copyright © by Echo Katolickie

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama