Pielęgniarki w habitach

O szczególnej roli i charyzmacie sióstr zakonnych pracujących w szpitalach

Z początkiem lipca, w dniu liturgicznego wspomnienia Matki Bożej Uzdrowienia Chorych i patronalnego święta Apostolstwa Chorych, na Jasnej Górze, jak co roku, zgromadzą się chorzy i niepełnosprawni, a także ci, którzy im służą: lekarze, pielęgniarki, wolontariusze. Pośród pielęgniarek szczególną posługę pełnią przy chorych zakonnice różnych zgromadzeń. Łącząc życie konsekrowane z powołaniem do służby medycznej, niosą cierpiącym ulgę w cierpieniu - zarówno fizycznym, jak i duchowym.

Niewielki, ale nowocześnie wyposażony oddział okulistyki. Przed wejściem - drzwi z napisem "Kaplica". Na końcu korytarza "kącik modlitwy": krzyż i kilka obrazów - bł. Ojciec Pio, św. Franciszek, św. Łucja. Na stoliku książki i czasopisma religijne. Pracują tu trzy siostry zakonne. Pacjenci przyznają zgodnie: - To są fantastyczne kobiety! Kapitalne!

Powołanie w powołaniu

Siostra Ancilla pracuje jako pielęgniarka od dziesięciu lat. Tutaj - od roku. Jest służebniczką.

- Najpierw odkryłam powołanie do służby chorym. Chodziłam do liceum medycznego i to mnie najbardziej pociągało. W czasie odbywania praktyki w szpitalu zaczęłam myśleć o poświęceniu się Panu Bogu. Jak się to stało - tego człowiek do końca nie zrozumie... To tajemnica...

Chorzy mają do nas duże zaufanie. Nieraz nie trzeba nic mówić, a oni spontanicznie wyczuwają, że są przy nas bezpieczni. Kontakt rozpoczyna się od prostych czynności zawodowych, jak przyjęcie na oddział czy wykonanie polecenia lekarskiego. Po jakimś czasie "wylewają" to, co im leży na sercu czy na sumieniu. Wtedy mówię: "Wypowiedziała się Pani przede mną, to może teraz w kaplicy?". Nieraz proszą nas o modlitwę. Z jednej strony zajmujemy się ciałem, w naszym wypadku oczami, ale z drugiej strony docieramy o wiele głębiej. Czasem pacjent już od progu broni się, mówi, że do kościoła to on chodzi raz w roku... Mówię wtedy: "Przecież ja o nic Pana nie pytam! Nie musi się Pan tłumaczyć". I to właśnie wzbudza refleksję. Albo ktoś pyta: "Jak Siostra mogła pójść do klasztoru? Przecież to zmarnowane życie...". Widać w nim wtedy walkę. Dopiero potem okazuje się, że to nie są moje problemy, tylko jego, a na mnie je przerzuca. Zaczyna dostrzegać, że nie ma racji, skoro ja wcale nie chodzę zasępiona, zapłakana...

* * *

Siostra Rafała pracuje na bloku operacyjnym jako instrumentariuszka. Ma za sobą pracę misyjną w Kamerunie.

- Moje powołanie? Myślę, że to inny sposób kochania. Każdy kocha inaczej - jedni robiąc wielkie rzeczy, inni małe... Ja na przykład podając narzędzia... Chodzi tylko o to, żeby wkładać we wszystko jak najwięcej miłości.

* * *

Siostra Urszula służy Panu Bogu w Zgromadzeniu Sióstr Maryi Niepokalanej. Wcześniej pracowała w innym szpitalu. Teraz jest "siostrą odcinkową" na okulistyce.

- Czego najbardziej potrzebują od nas chorzy? Cierpliwości i uśmiechu. Choroba często ich zaskakuje, nie są przygotowani na długie leżenie w łóżku, bolesne zabiegi, zależność od innych. Uczą się wytrwałości. Możemy im w tym pomóc własną postawą - cierpliwością i radością wewnętrzną. Konieczna jest praca nad sobą. Czasem trzeba się przymusić do uśmiechu...

Chciałem pracować z zakonnicami

Doktor Edward Wylęgała prowadzi oddział okulistyki od roku. W prywatnej klinice San Rafaello w Rzymie przyglądał się pracy polskich służebniczek, które są tam trzonem, świetnie organizują pracę; profesorowie bardzo je cenią i zabiegają, by były oddziałowymi. Wyznaje, że miał dwa marzenia: żeby na jego oddziale pracowały siostry zakonne oraz by chorzy mieli kaplicę. I tak się stało.

- Chciałem pracować z siostrami zakonnymi z kilku powodów. Przede wszystkim to osoby konsekrowane, mają bogate życie wewnętrzne. Poza tym mogą się poświęcić wykonywaniu zawodu całym sercem. Są bardzo dyspozycyjne i fachowe. Nasze pielęgniarki świeckie też są wspaniałe. Ale zakonnice nie mają bagażu zewnętrznego, rodzinnego - obciążenia, że dziecko trzeba odprowadzić do szkoły, że jest chore, że mąż nakrzyczał... Nieraz trzeba coś jeszcze zrobić, zostać chwilę dłużej. Wiadomo, że osoba, która ma rodzinę, nie może być tak dyspozycyjna.

Zdecydowałem się na pracę tutaj, wiedząc, że jest to skrzydło klasztoru. Jednak na moim oddziale nie było ani jednej zakonnicy. Uzyskałem zgodę na przyjęcie sióstr, ale nie mogłem ich znaleźć. Zacząłem się więc o nie modlić. Wkrótce, dzięki Opatrzności Bożej, przeszła na mój oddział siostra Ancilla. To wspaniała zakonnica. Potem udało się wymodlić drugą pielęgniarkę - siostrę Rafałę, również służebniczkę, perfekcyjną siostrę chirurgiczną. Trzecią naszą siostrą jest marianka, siostra Urszula. Była jeszcze karmelitanka, siostra Wirgilia, która przygotowywała się w naszym szpitalu do wyjazdu na misje.

W moim odczuciu wyrzucenie zakonnic ze szpitali było błędem, którego nie da się naprawić przez dziesiątki lat. Mury tego szpitala są własnością Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej. Dobrze byłoby zaznaczyć nazwą, że to szpital, który do nich należy, że został kiedyś zabrany, ale teraz jest już inaczej. Patronem szpitala mógłby zostać na przykład założyciel służebniczek bł. Edmund Bojanowski.

Siostry zakonne są na oddziale łącznikiem pomiędzy pacjentem w cierpieniu a Panem Bogiem. Dzięki ich obecności nie ma nieodpowiednich rozmów czy żartów, bo jest strażnik. To siostra, która jest znakiem. My wszyscy - personel i pacjenci - musimy w tej sytuacji uczyć się wysokiej kultury. I możemy wzrastać duchowo.


opr. mg/mg



« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama