Bóg miłosierny czy sprawiedliwy?

Boże miłosierdzie to nie tymczasowe zawieszenie Bożej sprawiedliwości - wyraźnie wskazuje na to Biblia, w przeciwieństwie do niektórych kaznodziejów, straszących ludzi z ambony

Utarło się przekonanie, że miłosierdzie jest swego rodzaju zawieszeniem działania sprawiedliwości. Tak rozumiana sprawiedliwość oznacza udzielanie nagrody za dobro, a kary za zło. Miłosierdzie miałoby przejawiać się w powstrzymaniu kary. Przyjmując taką koncepcję, niektórzy kaznodzieje od czasu do czasu straszą z ambony Bożą sprawiedliwością, żeby przypomnieć o obowiązkach chrześcijan i karze piekła ognistego.

Czy naprawdę sprawiedliwość Boga kłóci się z Jego miłosierdziem? Szukając odpowiedzi na tak postawione pytanie, sięgnijmy po Biblię. To przecież księga, w której Bóg mówi sam o sobie.

Współczucie dla krewnych

Na określenie miłosierdzia natchnieni autorzy Starego Testamentu używają rzeczownika oznaczającego „wnętrzności” (w liczbie pojedynczej „łono matki”). Rahamim w tym kontekście wskazuje na bardzo głęboką, „wewnętrzną” więź, która łączy dwie osoby przez pokrewieństwo. Właśnie taka postawa cechuje Boga w stosunku do człowieka. Mówił o niej Jeremiasz: „Czy Efraim nie jest dla Mnie drogim synem lub wybranym dzieckiem? Ilekroć bowiem zwracam się przeciw niemu, nieustannie go wspominam. Dlatego się skłaniają ku niemu moje wnętrzności; muszę mu okazać miłosierdzie” (Jr 31,20). Z pewną poprawką można przyjąć, że Hebrajczycy pod pojęciem „wnętrzności” pojmowali treści, które dziś przypisujemy „sercu”. Niekiedy więc miłosierdzie przybierać może formę współczucia opartego o więzy pokrewieństwa. Ponieważ Izraelici spokrewnieni byli z Bogiem poprzez przymierze, stąd Jego miłosierdzie ma charakter współczucia:

Wielokrotnie ich uwalniał,

oni zaś sprzeciwiali się Jego planom,

ginęli zatem przez swe nieprawości.

Lecz wejrzał na ich utrapienie,

gdy wysłuchiwał ich błagań.

I wspomniał dla ich dobra na swoje przymierze

i pożałował ich w swej wielkiej łaskawości.

I wzbudził dla nich współczucie

u wszystkich, co ich uprowadzili (Ps 106,43-46).

Miłosierdzie w ujęciu biblijnym nie ogranicza się jednak do stanu emocjonalnego. Nie jest jedynie współczuciem, współodczuwaniem. Oznacza również wynikające z tego stanu działanie, mające najczęściej na celu ratowanie życia ludzkiego. Na kartach Starego Testamentu Jahwe jawi się jako Bóg miłosierdzia przejawiającego się poprzez ocalenie całego narodu od niebezpieczeństw. Gdy Izrael popadał w grzechy bałwochwalstwa, „poruszenie wnętrzności” Jahwe prowadziło ku przebaczeniu i zawarciu przymierza. To ono jest dobitnym wyrazem Bożego miłosierdzia.

Jak w małżeństwie

Przepiękny obraz przymierza pomiędzy Bogiem a Izraelem — odstępcą kreśli przed czytelnikami prorok Ozeasz. Maluje go w oparciu o alegorię, w której Bóg przedstawia się jako wierny, miłosierny małżonek, natomiast naród wybrany występuje w roli nierządnicy, której przebaczono zdradę i zaproszono po raz wtóry do wspólnoty małżeńskiej. Prorok buduje tę metaforę w oparciu o własne doświadczenie. Bóg nakazał poślubić mu nierządnicę, a gdy ta zdradziła proroka, on nie kazał jej ukamienować ani nawet nie wręczył jej listu rozwodowego, lecz przyjął ją z powrotem do swego domu. Wypowiedź Ozeasza wyjaśniająca symboliczne znaczenie jego małżeństwa jest jednym z najstarszych tekstów literatury prorockiej. Na starożytnym Bliskim Wschodzie powszechna była praktyka zawierania przymierzy między narodami na drodze małżeństw pomiędzy członkami i krewnymi rodzin królewskich.

Biorąc pod uwagę również fakt, że Baal, bóstwo Kananejczyków, nazywany bywa w tekstach literatury ugaryckiej „małżonkiem ziemi”, wykorzystanie metafory małżeńskiej przez proroka wydaje się jak najbardziej uzasadnione. Izrael został poślubiony Jahwe i relacja ta jest ekskluzywna w swej naturze. Wszelkie kontakty z Baalem (baalami) noszą znamiona zdrady i cudzołóstwa. Bóg jednak pragnie ocalić swe „małżeństwo” i skłonić Izrael do powrotu. Na pustyni pragnie „mówić do serca” oblubienicy (Oz 2,16). Wybiera do tego miejsce przeklęte, w którym niemożliwe jest życie. Jego słowo ma za zadanie najpierw przekonać i udzielić zrozumienia (gdyż serce jest siedliskiem inteligencji), potem zachęcić i dodać odwagi. W tej delikatnej, przebaczającej miłości objawia się cała potęga miłosierdzia Boga wobec Jego ludu.

Dążenie ku dobru

Sięgając do tekstów Starego Testamentu, łatwo zauważyć różnicę na polu semantycznym między semickim pojęciem sprawiedliwości a ideą bazującą na łacińskiej formule do ut des. Sprawiedliwość w świecie semickim ma zawsze nachylenie pozytywne: nie jest tylko kalkulacją win i zasług, lecz bierze pod uwagę dobro tego, któremu ma być wyświadczona. Czyż nie tak należy rozumieć wezwanie psalmisty: „Ujmijcie się za sierotą i opuszczonym, wymierzcie sprawiedliwość nieszczęśliwemu i ubogiemu” (Ps 82,3)? Nie chodzi o obiektywną ocenę winy i niewinności, lecz o pomoc potrzebującemu! Sprawiedliwość polega na tym, by wyjść mu naprzeciw.

Czy człowiek „sprawiedliwy” przeszedłby obok leżącego przy drodze pobitego biedaka — jak uczynił to kapłan i lewita z Jezusowej przypowieści o dobrym Samarytaninie — nie udzieliwszy mu pomocy? Pierwotnie pojęcie sprawiedliwości miało jedynie charakter etyczny — oznaczało dążenie do doskonałości. Wymiar jurydyczny pojawił się później. O ile w społeczeństwach zachodnich najistotniejszą cechą sprawiedliwego sędziego jest obiektywizm, o tyle wśród Izraelitów człowiek sprawiedliwy to osoba prawa, dobra, pobożna. Obiektywizm schodzi na dalszy plan. Sprawiedliwość Zachodu dąży do uzyskania „stanu zerowego”. Sprawiedliwość biblijna wychyla się ku dobru, a dokładnie rzecz ujmując, dąży do przywrócenia lub zachowania optymalnie pozytywnego stanu. Rozumiana jest nie jako dążność do wyrównania krzywd, ale jako droga ku dobru.

Absolutnie miłosierny i sprawiedliwy

Izraelici bardzo szybko zdali sobie sprawę, że przed Bogiem żaden człowiek nie może uważać się za sprawiedliwego. Wyraz temu przekonaniu daje faryzeusz, Szaweł z Tarsu: „nie ma sprawiedliwego ani nawet jednego” (Rz 3,10), „wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej” (Rz 3,24). Taka jest kondycja każdego człowieka. Człowieka naznaczonego piętnem grzechu i cierpienia, a ostatecznie zmierzającego ku śmierci. Ta ostatnia bowiem (przynajmniej w wymiarze duchowym) jest najdotkliwszą konsekwencją grzechu pierwszych rodziców — skazuje na wieczne oddalenie od Boga.

Co w takim wypadku czyni Bóg? On w osobie swego Syna postanawia ponieść karę zamiast ludzi. Oto najwspanialszy plan zbawienia, najpiękniejszy pomysł, na jaki wpadł Bóg! Oto wyraz Jego szaleńczej miłości! Bo Bóg jest jednocześnie absolutnie miłosierny i absolutnie sprawiedliwy. Czasem wydaje się, że sprawiedliwość wyklucza miłosierdzie, a miłosierdzie oznacza rezygnację ze sprawiedliwości. Tak się dzieje w relacjach między ludźmi. Zdarza się na przykład, że za zbyt długie przesiadywanie nad grami komputerowymi ojciec zakazuje synowi spotkań z kolegami przez cały tydzień. Po dwóch dniach jednak jego serce mięknie i kara zostaje złagodzona. Miłosierdzie bierze górę nad sprawiedliwością. Inaczej jest w szaleńczych planach miłości Boga. Bóg jest absolutnie miłosierny i absolutnie sprawiedliwy. Jak to możliwe?

Kocha najbardziej

Pozwólmy rozwikłać tę zagadkę św. Pawłowi. Uniżenie Syna Bożego, który istniał w preegzystencji na równi z Bogiem, stało się kluczem Pawłowego opisu dzieła odkupienia, skierowanego do mieszkańców Filippi. Być może motyw uniżenia psychologicznie uwarunkowany jest faktem, iż Paweł pisze list w więzieniu, nie ma jednak na to wystarczających dowodów w samym tekście. Apostoł stwierdza najpierw, że Chrystus istniał w postaci Bożej, lecz nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem (Flp 2,6). Ogołacając samego siebie, poprzez uniżenie stał się człowiekiem („podobnym do ludzi”, „w zewnętrznym przejawie uznany za człowieka” — Flp 2,7). Innymi słowy, Chrystus podjął decyzję o przejściu z drogi błogosławieństwa, a więc z Bożej obecności, na drogę przekleństwa, na którą poprzez przekroczenie Prawa wkroczył każdy człowiek. Jezus stał się w pełni człowiekiem, doświadczając śmierci krzyżowej. Bóg jednak nie pozostawił Go w stanie śmierci, lecz wywyższył Go ponad wszelkie rodzaje istot duchowych, „aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych” (Flp 2,10). W ten sposób kara za ludzki grzech została odpokutowana. Bóg okazał się w pełni miłosierny i absolutnie sprawiedliwy.

Takie działanie Boga uświadamia nam, że Jego miłość jest zupełnie darmowa! Żaden ludzki wysiłek nie sprawi, że On nas pokocha, ponieważ nie potrzebuje do tego żadnych naszych zasług! Nie możemy zrobić nic, by Bóg kochał nas bardziej, gdyż kocha najbardziej. Nie możemy też zrobić nic, by kochał nas mniej, gdyż On z natury swojej jest miłością i nie potrafi istnieć inaczej, jak tylko kochając! Bóg kocha ludzi całą swoją istotą, zupełnie bezwarunkowo i całkowicie za darmo. Kocha nie dlatego, że zachowujemy przykazania, ale ponieważ jest Ojcem. Kocha nie dlatego, że staramy się być święci, ale dlatego że On jest święty. Kocha nie dlatego, że my unikamy grzechu, ale ponieważ On jest bez grzechu.

ks. prof. Mariusz Rosik — wykłada na Uniwersytecie Wrocławskim i Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu. Należy do międzynarodowego stowarzyszenia Studiorum Novi Testamenti Societas z siedzibą w Cambridge. Jest autorem ponad czterdziestu książek naukowych i popularnonaukowych oraz ponad dwustu artykułów. Jego prace ukazały się w piętnastu językach. Przewodzi wspólnocie modlitewnej Porta coeli.

„Głos Ojca Pio” [97/1/2016]

www.glosojcapio.pl

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama