Cóż to jest prawda?

O współczesnych przekłamaniach

„Piłat zatem powiedział do Niego: «A więc jesteś królem?» Odpowiedział Jezus: «Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu». Rzekł do Niego Piłat: «Cóż to jest prawda?» To powiedziawszy, wyszedł powtórnie do Żydów i rzekł do nich: «Ja nie znajduję w Nim żadnej winy”. (J 18,37-38)

Piłat, zadając pytanie Jezusowi, nie poczekał na odpowiedź. Nie interesowała go? Nie dostrzegał w niej siły sprawczej, która mogłaby zagrozić potędze Cesarstwa Rzymskiego? Pewnie tak. Jak zauważył papież Benedykt XVI w książce „Jezus z Nazaretu”, Piłat - jako wytrawny polityk - wiedział, że tę [potęgę - przyp.] zapewnić mogą wyćwiczone legiony i spryt w układaniu się z elitami podbitych narodów. Że tak naprawdę istotniejsza od filozoficznych dywagacji jest narracja, którą można podyktować większości, jeśli tylko dysponuje się odpowiednimi środkami przymusu. Rzucone mimochodem pytanie: „Cóż to jest prawda?” zabrzmiało pogardliwie i głucho. Orzeczenie: „Ja nie znajduję w Nim żadnej winy” było nie tyle efektem sędziowskiego namysłu, uczciwego procesu, co raczej znakiem pogardy, wyrazem przekonania, że Skazaniec jest zbyt słaby, by mu zagrozić, nawet jeśli po Jego stronie stoi jakaś tam „prawda”. Wszak dawno została „wkręcona” w trybiki politycznej poprawności - która, jak się okazuje - wcale nie jest „wynalazkiem” speców od propagandy w XX w. Zaczęło się już przecież w rajskim ogrodzie. Tam po raz pierwszy został wysłany w świat fake news...

Zatrute owoce

Trudno znaleźć dziś odpowiedź na pytanie postawione przez Piłata w medialnym świecie, który tak bardzo zapętlił się w kłamstwie, żonglowaniu narracjami, serwowaniu różnego rodzaju „poprawnościami”, iż traci resztki wiarygodności. Kiedyś (a nie były to jeszcze całkiem zamierzchłe czasy) udowodnienie komuś kłamstwa było powodem wstydu tegoż, jak również domagało się „satysfakcji”. Dziś pojęcie wstydu zdaje się nie istnieć. Honor? Mało kto wie, co to słowo oznacza. Śmieszy w świecie politycznych gierek, „faktów prasowych” i wszechobecnych fake newsów, które już dawno utorowały sobie drogę na medialne salony. Zatrute owoce takiego stanu rzeczy są wszechobecne. Fiodor Dostojewski pisał w powieści „Bracia Karamazow”: „Ten, kto łże przed samym sobą i słucha własnych łgarstw, doprowadza się do tego, że już żadnej prawdy ni w sobie, ni wokół siebie nie znajduje i traci w końcu szacunek do siebie i do innych. Nie szanując nikogo, kochać przestaje, a żeby, nie znając miłości, zająć się czymś i rozerwać, oddaje się żądzom i prymitywnym rozkoszom i osiąga stan całkowitego zbydlęcenia w rozpuście swej, a wszystko to z łgarstwa względem innych ludzi i samego siebie”. Dużo w tym profetyzmu...

Era fake newsów?

Poraża pomysłowość różnego rodzaju tub w sączeniu kłamstwa. Nic dziwnego. „Słów kłamstwa musi być dużo, bo kłamstwo jest detaliczne i sklepikarskie, zmienia się jak towar na półkach, musi być ciągle nowe, musi mieć wiele sług, którzy wedle programu nauczą się go na dziś, na jutro, na miesiąc” - pisał sługa Boży kard. Stefan Wyszyński. „Potem znowu będzie na gwałt szkolenie w innym kłamstwie. By opanować całą technikę zaprogramowanego kłamstwa, trzeba wielu ludzi”. Kiedy wypowiadał te słowa, telewizja była w powijakach, nie było internetu, komputerów, tabletów i smartfonów. Co powiedziałby dzisiaj? Jak pokazują najnowsze badania, 72% Polaków korzysta z internetu. Ponad 27,5 mln osób wpatruje się w monitory telefonów i komputerów, szukając informacji, rozrywki, rozmawiając ze sobą, tworząc wirtualne przyjaźnie itp. Przynajmniej połowa z nich ma kontakt z tzw. fake newsami, czyli wymyślonymi, nieprawdziwymi wiadomościami, które powielane przez użytkowników portali społecznościowych, portale plotkarskie i całkiem poważne platformy informacyjne zaczynają żyć „własnym życiem”. Mało kogo stać na ich weryfikację, dotarcie do źródeł. Jesteśmy na to za leniwi, zbyt bezkrytycznie traktujemy nowego cyfrowego bożka, aby się przejmować detalami. Poza tym: nie ma na to czasu! News goni news! Emocje sięgają zenitu. Komentujący jeszcze bardziej je podkręcają, dokładając własne frustracje, przekonanie o swojej nieomylności. Przecież twarze kryją się za nickami, a zatem można wszystko napisać, praktycznie bezkarnie bluznąć, przykleić obelgę, wyzwisko itd. Wstyd? Odpowiedzialność? To prehistoria. Chaos informacyjny? O, a to akurat niekoniecznie.

Wojna światowa w kawałkach

Istnieją dziś potężne wyspecjalizowane komórki w branży zajmujące się monitorowaniem internetu, prasy, wpływające na zachowania odbiorców. To potężny front zdobywania wpływów, jedna z najważniejszych obecnie metod walki politycznej. Papież Franciszek użył nawet sformułowania: „trzecia wojna światowa w kawałkach”. Nie trzeba armat, „zielonych ludzików”, aby podbijać ludy. Ukryci - często bardzo daleko - internetowi trolle wysyłają każdego dnia setki tysięcy komentarzy, profilują dyskusje, „podrzucają” określone tematy. Świetnie znają ludzką psychikę. Wiedzą, kiedy i jak najcelniej uderzyć. Niczym kropla wody wytrwale uderzająca w skałę, aby ją w końcu skruszyć, wpływają na decyzje, stopniują nastroje, formatują umysły. Kategorie: prawda - fałsz odgrywają drugoplanową rolę. Ważny jest efekt.

Problem fake newsów stał się na tyle istotny dla całej cywilizacji, że papież Franciszek poświęcił mu tegoroczne orędzie na 52 Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu. „Fake newsy stają się często wirusowe, to znaczy rozprzestrzeniają się w szybki i trudny do powstrzymania sposób, nie ze względu na logikę dzielenia się, która charakteryzuje media społecznościowe, ile raczej ze względu na ich oparcie w nienasyconej chciwości, która łatwo rozpala się w człowieku” - napisał. „Same ekonomiczne i oportunistyczne motywacje dezinformacji mają swoje korzenie w żądzy władzy, posiadania i używania życia, która w ostatecznym rachunku czyni nas ofiarami oszustwa znacznie bardziej tragicznego, niż każdy jego pojedynczy przejaw: zła, które przechodzi od fałszu do fałszu, aby nam skraść wolność serca”. Mocne słowa. Ale jakże prawdziwe.

„Cóż to jest prawda?” - pytał Piłat Jezusa. Nie uzyskał odpowiedzi, ponieważ tak naprawdę nie interesowała go. Cywilizacja, której był reprezentantem, legła w gruzach. Pogardzany Skazaniec, biorąc dobrowolnie krzyż na ramiona, a potem powstając z martwych, sam stał się odpowiedzią. Ukazał głębię prawdy o Bogu i człowieku, która przetrwała Piłata i jemu podobnych. Tak będzie i teraz.

Maybachy ojca Rydzyka

Któż o nich nie słyszał? Podobnie jak o yeti, UFO i kwiecie paproci. Dyrektor Radia Maryja ponoć ma na swoim biurku miniaturkę słynnej marki i chętnie, aczkolwiek z rozbawieniem, potwierdza fakt jej posiadania...

Tysiące użytkowników sieci - pomimo wielokrotnych dementi - jest jednak święcie przekonanych o prawdziwości stwierdzenia. Podobnie jak o autentyczności historii bezdomnego, który miał podarować dwa luksusowe auta o. Rydzykowi. Znalazła się na większości polskich portali internetowych. Nikomu nie chciało się sprawdzić źródła. Bzdura, zmultiplikowana i puszczona w tryby portali społecznościowych żyje dziś własnym życiem. I zapewne długo jeszcze będzie lajkowana i wzmacniana przez bezkrytycznych „klikaczy”. Komuś dokładnie o to chodziło. Cytując klasyka, ponieważ „ciemny lud to kupi”, zatem ciąg dalszy zapewne nastąpi. Wszak zbieranie lajków można przekuć w całkiem dochodowy biznes. Mniejsza o moralność.

To samo tyczy się tabloidów, mających się za poważne tygodniki opinii, wypowiedzi polityków. Chaos staje się coraz większy. Wiedzą, że uwierzymy w to, w co chcemy wierzyć, a nie w to, co jest prawdziwe. A że przez to świat wokół staje się jakąś koszmarną podróbką? Kogo to obchodzi? Zamknięci w bańkach informacyjnych (facebook jest tak skonstruowany, że analizując nasze polubienia, wybierane teksty i zdjęcia, stopniowo „dobiera” nam przyjaciół, newsy, a przez to buduje wrażenie, że wszyscy się z nami zgadzają, tego samego szukają! Wszyscy myślą podobnie!) tracimy krytycyzm i zdolność krytycznego osądu. Wszystko można nam wcisnąć. Nawet największą bzdurę.

Papież Franciszek we wspomnianym wyżej orędziu na tegoroczny Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu pyta, jak się bronić. Reagować, a przez to wzmacniać kłamstwo, reklamując je? Przecież jego autorom o to najbardziej chodzi. Milczeć? Wydaje się, że to również nie jest właściwy kierunek. Ojciec Święty prosi o głębokie i staranne rozeznanie. O to, by dać się oczyścić przez prawdę. Odkryć Boga jako fundament prawdy. Szukać ścieżek wyzwalania się z fałszu.

Wydaje się, że jest to jeden z podstawowych kierunków naszego nawrócenia. Bez niego utoniemy w chaosie.

KS. PAWEŁ SIEDLANOWSKI
Echo Katolickie 12/2018

opr. ab/ab

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama