I gdzie ten Rejtan?

Cotygodniowy felieton z "Przewodnika Katolickiego" (16/2008)

Zgodnie z ustaleniami unijnymi, na straży których stoi kanclerz Niemiec Angela Merkel, państwa członkowskie muszą ratyfikować traktat lizboński do końca 2008 roku. Nie ma jednak żadnej pewności, że tak się rzeczywiście stanie. I co wtedy będzie? A pewności nie ma choćby dlatego, że od ostatnich dni marca przez kolejne dni kwietnia w śródmieściu jednej z europejskich stolic trwają antyunijne - a zwłaszcza antytraktatowe - demonstracje. „Nie chcemy dyktatury UE"; „Wy zdrajcy ojczyzny - my mamy prawo głosu w referendum"; „Precz z traktatem UE" - to treść tylko niektórych, wznoszonych tam transparentów.

Nie jest to, oczywiście, Warszawa, bo jak wiadomo - przez niezwykły pośpiech zdecydowanej większości posłów, a potem senatorów - Polska praktycznie dokonała już wyboru. To znaczy, że oni wybrali za nas, a przynajmniej za mnie. Traktat został już wstępnie parafowany przez prezydenta i nie ma wątpliwości, że niebawem Lech Kaczyński złoży swój podpis, ostatecznie ratyfikując ów dokument. W konsekwencji - jak uważa wielu - oznacza to, że rezygnujemy z suwerenności własnego państwa. Możemy więc wkrótce spodziewać się kolejnych kroków: nasilenia dążeń do rychłego zastąpienia złotówki przez euro, potem ujednolicenia podatków w całym eurosojuzie, a wreszcie - w ramach marginalizacji wpływów NATO - utworzenia unijnych sił zbrojnych. Do czego to wszystko doprowadzi i czym się skończy? Póki co politycy udają, że nic takiego się nie stało, a najzagorzalsi euroentuzjaści zacierają z radości ręce. Za to wśród eurosceptyków dominują nastroje minorowe: ktoś wyraża żal, że tym razem, niestety, zabrakło w polskim Sejmie posła tak wyrazistego jak Tadeusz Rejtan, inni z oburzeniem przypominają losy marszałka sejmu rozbiorowego księcia Adama Ponińskiego, albo otwarcie wieszczą prawdziwy finis Poloniae. Czy sądzicie, zacni utracjusze raju, że to przesadne skojarzenia?

Pora bym wyjaśnił, że owe hasła na transparentach pojawiły się na kilkunastotysięcznej demonstracji w centrum Wiednia. Komentatorzy obserwujący Austriaków zgromadzonych na placu św. Stefana - a w kolejnych dniach także w innych miejscach - podkreślali, że niektórzy demonstranci przywoływali Anschluss z marca 1938 r. Swoistym fenomenem jest fakt, że żądanie przeprowadzenia referendum oraz gotowość odrzucenia traktatu lizbońskiego zmobilizowały do wspólnego działania rozmaite - często przeciwne sobie - obozy polityczne oraz inicjatywy obywatelskie. Wkrótce przekonamy się czy i jakie będą skutki.

Ale warto również uważnie przyglądać się innym państwom. Ciekawe np., co uczyni parlament słowacki, bo na razie nasi południowi sąsiedzi wyraźnie nie mają zamiaru zaakceptować traktatu. A już na pewno nikt się z tym tak nie spieszy, jak to miało miejsce w Polsce.

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama