Odkrywanie Ameryki

Cotygodniowy komentarz z "Przewodnika Katolickiego" (6/2006)

Po ogłoszeniu przez Benedykta XVI pierwszej encykliki, poświęconej fenomenowi miłości, pojawiły się w mediach liczne komentarze. Szkoda tylko, że wiele z nich sprowadzało się do mało odkrywczego spostrzeżenia, jakoby Kościół uznał wreszcie, iż seks jest dobry. Czyżby dopiero teraz zauważyli, że Kościół nie patrzy na życie seksualne jako coś zdrożnego? Nie wiem tylko, czy dostrzegli, że dotyczy to małżonków, a więc ludzi, którzy nie unikają odpowiedzialności za ten szczególny rodzaj ludzkiej aktywności. Ale o tym Kościół mówił już na długo przed Benedyktem XVI. Chyba już czas, aby ci, którzy tak ochoczo powołują się na autorytet Jana Pawła II - zawsze, ilekroć jest im to na rękę - zaznajomili się wreszcie z jego nauczaniem. Dowiedzieliby się wówczas, co takiego pisał Karol Wojtyła zanim został papieżem, np. na kartach „Miłości i odpowiedzialności".

Dziwaczne i chyba niezbyt szczere komentarze dało się również słyszeć po ogłoszeniu przez wydawnictwo watykańskie decyzji, że za teksty wystąpień papieskich będzie trzeba teraz wnosić opłaty. Zaraz podniosło się larum, że papiestwem zaczyna rządzić pieniądz, że finansiści watykańscy usiłują w niegodziwy sposób załatać dziurawy budżet, że dostępność do wystąpień papieskich będzie teraz bardzo ograniczona, zwłaszcza dla chrześcijan z krajów uboższych, że to sprzeczne z Ewangelią. Nie wiem jak wam, zacni utracjusze raju, ale mnie większość tych „zatroskanych" głosów pobrzmiewa fałszywą nutą. A cóż się takiego stało? Czyżby nie chciano pogodzić się z faktem, że prawa autorskie mają obowiązywać wszystkich?! skąd wiadomo, że wpływy z tych opłat nie będą przeznaczane na zbożne cele? A poza tym, przy odrobinie dobrej woli, można było odczytać to jako sygnał, że Kościół nie ma nic przeciwko roztropnemu bogaceniu się człowieka.

Szkoda, że nie zająknięto się, iż do tej pory media wielu krajów chętnie wykorzystywały materiały pochodzące np. z audiencji generalnych czy z niedzielnej modlitwy Anioł Pański, bo się dobrze sprzedawały. A i wydawnictwa ochoczo korzystały z materiałów papieskich, publikując rozmaite książki. I nikt się nie wstydził czerpać z tego powodu zysków! Nie słyszałem, dalibóg, aby były one przekazywane na cele charytatywne. Wygląda więc na to, że protesty wypływają z niskich pobudek, od ludzi poirytowanych perspektywą, że ich własne zyski zostaną uszczuplone. Ale to już wyłącznie ich problem.

Tymczasem w kraju, po przyjęciu ustawy budżetowej, choć sytuacja się nieco ustabilizowała, dyżurni malkontenci nie przestają narzekać. To ci, którym od wyborów nic się w Polsce nie podoba: ani prezydent, ani PiS, ani rząd Marcinkiewicza. Sam już nie wiem, kto jest bardziej nieszczęśliwy: te wszystkie sieroty po Kwaśniewskim, Millerze i SLD czy zawiedzeni w niespełnionych nadziejach sympatycy „platformersów"?

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama