Kazimierz Wielki - Marcinkiewicz?

Cotygodniowy felieton z "Przewodnika Katolickiego" (42/2005)

Wyznaczony przez PiS na premiera - bo przecież nie desygnowany, cóż to za potworek słowny! - Kazimierz Marcinkiewicz zapowiedział, że chciałby kontynuować dobre tradycje króla Kazimierza Wielkiego, który zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną. On natomiast zastaje Polskę skorumpowaną, a chce zostawić przeźroczystą. Oby się tylko nie okazało, że był to jedynie pobożny zamiar, bo Rzeczpospolita już nazbyt przypomina rozmaite republiki bananowe.

Ale Marcinkiewicz chce również, jak Kazimierz Wielki, murować domy. Ta zapowiedź, przyznam szczerze, wzbudziła mój największy niepokój. Trzy miliony mieszkań w ciągu najbliższych czterech lat? Zbyt dobrze pamiętam, jak Aleksander Kwaśniewski karmił młodych ludzi mrzonkami mieszkaniowymi, których nigdy później nawet nie usiłował zrealizować. Uważam, zresztą, że było to z jego strony równie haniebne jak łgarstwo w sprawie rzekomego dyplomu czy pijaństwo nad grobami polskich oficerów w Charkowie. Potrzeba własnego dachu nad głową jest przecież dla każdego człowieka tak samo ważna jak chleb i woda. Trzeba być nie lada cynikiem, aby rozbudzać w tym zakresie ludzkie nadzieje, tylko dla zaspokojenia własnej próżności, czyli pokusy władzy. Oczekiwałbym, aby obecny kandydat na premiera nie powielał tak kiepskich wzorców. Chyba, że naprawdę zdoła urzeczywistnić swoje zapowiedzi.

Tymczasem nam, po ostatnich zmianach personalnych w parlamencie, przyjdzie jeszcze złożyć stosowny „haracz" odchodzącym posłom, którzy opuszczają ławy poselskie. Chociaż rozstajemy się z nimi bez cienia żalu, to, niestety, musimy im jeszcze za to zapłacić. Każdy z nich otrzyma na pożegnanie - jako swoistą nagrodę pocieszenia - trzy miesięczne wynagrodzenia, co odpowiada niebagatelnej kwocie 30 tysięcy złotych na głowę. Ktoś obliczył, że można było za to zakupić np. 35 karetek dla pogotowia. A my wyrzucamy te pieniądze lekką ręką, chociaż umowy z posłami mają charakter kontraktowy: przecież nikt nikogo wcześniej nie usunął z pracy; minął ich czas. Choć są wyjątki, takie jak eseldowski poseł Pęczak, który także otrzyma ową odprawę. Będzie więc mógł ją wydać na realizację wypisek w więziennej kantynie.

Pamiętam, że przed laty - w epoce schyłkowego Gierka - czeski Elvis Presley, czyli Jirzi Korn, wyśpiewał przestrogę: „ani czierna, ani blondina". Tymczasem moja ulubiona „blondynka", czyli wiceszefowa rządu Izabela Jaruga-Nowacka - może już czas, zacni utracjusze raju, powołać jej „fan-klub"? - uparła się, aby udowodnić, że w dowcipach o blondynkach było coś na rzeczy. Po nocnym napadzie na jej „ochroniarza" wyznała, że do tej pory nie miała świadomości, iż centra miast są aż tak niebezpieczne. Zmartwiłem się, bo może rzeczywiście, siedząc za przyciemnionymi szybami służbowego BMW, nie widzi się, jak wygląda polska rzeczywistość?

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama