Antykrzyż współuzależnionych

Osoby współuzależnione zazwyczaj nie zdają sobie sprawy z tego, że ciche znoszenie uzależnienia małżonka nie tylko nie rozwiązuje problemu, ale jeszcze go nasila

Diabeł złapał się na haczyk Krzyża, a ludzie nabierają się na przynętę antykrzyża

Ponieważ „ambicją szatana jest małpować Boga” (L. Kołakowski), dlatego człowiek nie może nie aspirować do posiadania umiejętności odróżnienia oryginału od karykatury. Przy czym diabeł jako szaleniec — działa szalenie logicznie, a więc ambitnie małpuje aż do końca, aż do krzyża. Wszak wie już, że krzyż nie jest końcem, ale początkiem.

Jak w tej bajce: księżyc okazuje się mniejszy od stawu, w którym mieści się jego odbicie, w malutkim jak koralik oku myszki odzwierciedla się i księżyc, i staw, ale ostatecznie to żołądek drapieżnego ptaka przelicytowuje wszystkich, kiedy ten pożera szare stworzonko ze srebrnym oczkiem. Tak właśnie diabeł dał się złapać, mawiali Ojcowie Kościoła, jak ryba na haczyk, choć widział już swoje zwycięstwo.

Ale może jeszcze małpować Ukrzyżowanie; na haczyk antychrystusowego krzyża a nuż się ktoś da przynęcić. I rzeczywiście, łykają; leszcze. Tam, gdzie obficie rozlał się grzech — na przykład w rodzinie alkoholika — tam wzmogła się pokusa pomyłki w odróżnieniu krzyża od antykrzyża; logiczne! Nie jest trudno przyjąć diabelskie poświęcenie się w imię źle rozumianej ofiarności, nie jest łatwo grzesznemu człowiekowi pojąć, na czym polega współcierpienie ze Świętym.

Przykładowa żona alkoholika — bohaterska mama i ratownica męża — staje się męczennicą, która połknęła haczyk antychrystowego krzyża. Tak rodzi się współuzależnienie, droga przypominająca tę prowadzącą na Kalwarię, ale właśnie — tylko przypominająca. Stroma ścieżka na Wzgórze Czaszki wiedzie ku konfrontacji z problemem i mężem. Choć współuzależniony — a im bardziej religijny, tym łatwiej połyka pseudopobożna przynętę — będzie tłumaczył swoje zachowanie miłością ofiarną, nie będzie to naśladowanie Chrystusa, tylko kroczenie po śladach Antychrysta; znajduje się bowiem w niewoli przymusu, jest wiedziony uzależnieniem od uzależnionego, i jak tamten w kieliszku, tak ten również doznaje poczucia chwilowej satysfakcji, do czego oczywiście się nie przyzna.

Jakby Chrystus dźwigał każdy krzyż, który chciano na Niego włożyć, a nie tylko ten, który zechciał przyjąć w wolności i w godzinie wyznaczonej przez Ojca; jakby Ewangelie nie prezentowały Mistrza Trzeźwości, wchodzącego w zdrowe relacji z innymi, miłującego ludzi w wolności, a nie „kompulsywnie”, z przymusu. Jakby Baranek prowadzony na rzeź upajał się swoim cierpiętnictwem, a nie wzdragał się od kielicha, który zdecydował się wychylić tylko dlatego, że ostatecznie to Bóg przechylał go w ten sposób na nasze ołtarze.

Oko współuzależnionej szarej myszki spija alkohol, ale nie widzi tego żołądka, który się nad nią zamyka. Antykrzyż jest końcem, nie początkiem. Z owoców — drzewo to rodzi jedynie banany. Krzyżem dla współuzależnionego jest życie w trzeźwości od współuzależnienia, nie uleganie szaleństwu małpowania Ukrzyżowanego.

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama