Pogłębiajmy wiedzę religijną!

Zdarza się, że w przypadku gorących dysput, czy to w gronie rodziny, czy współpracowników, czy kolegów, brak nam - katolikom -argumentów. Nie znaczy to, że ich nie ma, tylko że ich nie znamy

Pogłębiajmy wiedzę religijną!

Zdarza się, że w przypadku gorących dysput, czy to w gronie rodziny, czy współpracowników, czy kolegów, brak nam — katolikom — argumentów. Nie znaczy to, że ich nie ma, tylko że ich nie znamy

Proszę księdza, dlaczego Kościół opowiada się przeciw in vitro? — zapytał mnie, wcale nienapastliwie, acz z wyczuwalną lekką pretensją w głosie pewien młody interesant w kancelarii parafialnej przy okazji wypisywania aktu chrztu. — Przecież staje w ten sposób na drodze do zaspokojenia pragnień wielu małżeństw, które inaczej nie mogą mieć dzieci. Podniosłem głowę znad księgi, z której spisywałem dane, i powiedziałem krótko: — Proszę pana, przede wszystkim, choć to niejedyny zarzut, Kościół sprzeciwia się in vitro, ponieważ przy okazji dochodzi do tzw. niszczenia embrionów, a w istocie do zabijania istot ludzkich. To zakłada ta technika, która nie ma nic wspólnego z terapią.

Bazowanie na ignorancji

Myślałem, że to nie wystarczy i dyskusja rozwinie się dalej, że mężczyzna będzie oponował, ale nie — jemu to wystarczyło. Wydawał się zupełnie przekonany, a jeżeli tak było, to znaczy, że wcześniej nie wiedział tego, co mu w dwóch zdaniach powiedziałem. Pewnie wydawało mu się, że in vitro to sprawa tak prosta i niekontrowersyjna, jak wstawianie implantu do uzębienia. Z tego zdarzenia wynika, że poparcie opinii publicznej dla in vitro i innych tego typu nieetycznych metod biotechnologicznych, bierze się w sporej części z niewiedzy. Gdy bowiem do przeciętnego Kowalskiego dotrze tylko odrobina wiedzy, to otwierają mu się oczy i staje się odporny na argumenty adwokatów liczonego w milionach, a w skali świata pewnie miliardach dolarów „przemysłu”, brutalnie żerującego na naturalnym i szlachetnym w swej istocie ludzkim pragnieniu.

Mądrość trudnych dokumentów

Niestety, zdarza się też, że my sami — mam na myśli zdeklarowanych katolików — nie potrafimy w dyskusji, w rodzinie czy w pracy, znaleźć argumentów, aby obronić nauczania Kościoła, bo go po prostu nie znamy. Kiedy pierwszy raz czytałem dokumenty Kościoła na temat in vitro — czy to starszy „Donum vitae”, czy młodszy — „Dignitas personae”, dostrzegłem precyzję, jasność i w pewnym sensie oczywistość argumentacji. Gdy w centrum uwagi postawi się szacunek dla drugiego człowieka, to tak po prostu musi być, dlatego przy okazji różnych, rozpalających opinię publiczną debat zachęcam, aby pogłębiać wiedzę, co jest najlepszym zabezpieczeniem przed próbami jawnej i mocno zakamuflowanej manipulacji. A przy okazji możemy całkiem skutecznie poapostołować.

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama