Jedno jest niebo

Wspólna beatyfikacja kard. Wyszyńskiego i Róży Czackiej jest być może wydarzeniem opatrznościowym, podkreślającym jedność pozornie różnych nurtów w Kościele w Polsce w XX w.

Wreszcie jest ostateczna — miejmy nadzieję — data wyniesienia na ołtarze kard. Stefana Wyszyńskiego. Wraz z nim 12 września w Warszawie beatyfikowana będzie również twórczyni Dzieła Lasek oraz założycielka Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża s. Elżbieta Róża Czacka.

To już trzeci nieoficjalnie termin beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia. Pierwszy był wyznaczony na 7 czerwca ubiegłego roku. Metropolicie warszawskiemu kard. Kazimierzowi Nyczowi bardzo zależało na połączeniu tej uroczystości z wypromowanym przez niego Świętem Dziękczynienia, celebrowanym wokół Świątyni Opatrzności Bożej. Trzeba przyznać, że jedno i drugie było jego oczkiem w głowie. Dzięki jego osobistemu zaangażowaniu udało się sfinalizować budowę świątyni wotum, nad którą przez ponad dwieście lat ciążyło fatum imposybilizmu, a proces beatyfikacyjny kard. Wyszyńskiego nabrał realnego przyśpieszenia.

Oficjalnym powodem przesunięcia pierwotnej daty beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia na nieokreśloną przyszłość była trwająca pandemia COVID-19. Wiadomo jednak, że nie był to powód jedyny. Środowiska, które były niechętne Prymasowi jeszcze za jego życia, podejmując kampanię oszczerstw przeciwko niemu nawet na Watykanie, zachowały bowiem swoje wpływy także dzisiaj. Szczególnym powodem do niepokoju był fakt, że przesunięcie beatyfikacji nastąpiło na czas nieokreślony, i to zaledwie kilka miesięcy po tym, jak w USA zablokowano — też na czas nieokreślony — beatyfikację abp. Fultona Sheena.

Dlatego wypowiedzi kard. Nycza sprzed pół roku, w których dzielił się „przekonaniem graniczącym z pewnością”, że beatyfikacja Prymasa Tysiąclecia nastąpi w 120. rocznicę jego urodzin i 40. rocznicę śmierci, dawały nadzieję na szczęśliwy finał. Wiele wskazywało na to, że tym drugim terminem będzie tegoroczne Święto Dziękczynienia. Data ta stała się jednak mało realna nie tylko ze względu na liczne znaki zapytania dotyczące rozwoju pandemii, ale także z powodu choroby i konieczności rehabilitacji gospodarza uroczystości kard. Kazimierza Nycza. W tej sytuacji, jak to określiły siostry franciszkanki z Lasek, prymas „poczekał na s. Elżbietę Różę Czacką”.

W związku z tym podnoszą się jednak głosy, że włączenie wielkiego Prymasa Tysiąclecia w tę „podwójną” beatyfikację nie sprzyja podkreśleniu jego wyjątkowości w dziejach naszego narodu. Tę wyjątkowość potwierdził sam św. Jan Paweł II podczas inauguracji swojego pontyfikatu w Rzymie i potwierdzał w czasie dwóch pierwszych pielgrzymek do Polski. Ale być może ta „podwójna” beatyfikacja jest okazją do uwypuklenia jedności Kościoła, zarówno tzw. „otwartego”, który szermuje tradycją Lasek, jak i tego wiernego, który bazuje na spuściźnie Prymasa Tysiąclecia. Może ten sam dzień wyniesienia na ołtarze dwojga błogosławionych, którzy swoją posługę pełnili w niezwykłym duchowym zjednoczeniu i autentycznej przyjaźni, będzie okazją do wspólnego świętowania obydwu środowisk?

Jeśli czegoś jeszcze w tej uroczystości może do kompletu brakować, to beatyfikacji sługi Bożego ks. Władysława Korniłowicza, za którego sprawą doszło do spotkania i współpracy ks. Stefana Wyszyńskiego z s. Różą Czacką. Ks. Korniłowicz przez wiele lat był kierownikiem duchowym ich obojga, a także współtwórcą Lasek. To z jego inspiracji w czasie wojny siostry sprowadziły ukrywającego się we Wrociszewie ks. Wyszyńskiego do swoich zakładów opiekuńczych w Żułowie i Kozłówce, a następnie w podwarszawskich Laskach jako kapelana. Posługiwał im i żołnierzom także w niezapomnianych dniach powstania warszawskiego. Te doświadczenia formowały przyszłego prymasa.

Warto podkreślić, że oczekiwana beatyfikacja ma się odbyć w dniu wspomnienia Najświętszego Imienia Maryi, ustanowionego w podzięce za zwycięstwo Jana III Sobieskiego pod Wiedniem. Prymas Tysiąclecia przywiązywał wielką wagę do tego, żeby najważniejsze wydarzenia w jego życiu dokonywały się w dni poświęcone Matce Bożej. Gotów był nawet dłużej pozostawać więźniem, byleby uwolnienie nastąpiło w dzień poświęcony Maryi. Dlatego i tym razem „poczekał”. Za swoją maryjność prymas wiele wycierpiał, zwłaszcza od świeckich odwołujących się formalnie do duchowości Lasek, którą ks. Wyszyński osobiście współtworzył bardziej aktywnie niż oni. Taki paradoks!

Może i o to Panu Bogu przez tę wspólną beatyfikację chodzi, aby ci, którzy powołują się na dziedzictwo s. Czackiej, nabrali takiego nabożeństwa do Matki Bożej i szacunku do wielkiego prymasa, jaki miała założycielka Lasek. Bo dla świętych niebo jest jedno.

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama