Belka w oku

Byłem w błędzie, gdy przed czterema laty na antenie Polsatu twierdziłem, że homoseksualista może być księdzem, o ile tylko w kapłaństwie zachowuje czystość. Za tę publiczną wypowiedź winien jestem publiczne sprostowanie.

Byłem w błędzie, gdy przed czterema laty na antenie Polsatu twierdziłem, że homoseksualista może być księdzem, o ile tylko w kapłaństwie zachowuje czystość. Za tę publiczną wypowiedź winien jestem publiczne sprostowanie.

Z błędnych przekonań wyprowadziła mnie dopiero ubiegłotygodniowa rozmowa z kard. Zenonem Grocholewskim, byłym prefektem Kongregacji Wychowania Katolickiego, która w 2005 r. pod jego kierunkiem przygotowała instrukcję o rozeznawaniu powołania u osób o utrwalonej skłonności homoseksualnej bądź wspierających tzw. kulturę gejowską.

To tylko jedna z przesłanek wskazujących na kompetencje Księdza Kardynała do wypowiadania się w tej sprawie. Oprócz tego jest on jednym z najwybitniejszych w świecie znawców prawa kanonicznego, z doświadczeniem pracy na wielu szczeblach watykańskiego wymiaru sprawiedliwości, potwierdzonym ponad pięciuset publikacjami naukowymi i wykładami na wielu uczelniach. Mimo osiągnięcia wieku emerytalnego, z woli papieża Franciszka, dalej służy swoją wiedzą Kościołowi. Między innymi jako członek specjalnego Kolegium Odwoławczego w ramach Kongregacji Nauki Wiary, które zajmuje się najcięższymi przestępstwami popełnianymi przez ludzi Kościoła przeciwko świętości sakramentów i godności człowieka. Do tych spraw należą m.in. te o nadużycia seksualne wobec nieletnich. To kolejny powód, dla którego Ksiądz Kardynał naprawdę wie, o czym mówi. Dlatego wywiad z nim powinien być lekturą obowiązkową nie tylko dla wszystkich księży, biskupów i kandydatów do kapłaństwa, ale także dla świeckich, aby z pierwszej ręki wiedzieli, jakie jest w tej sprawie nauczanie Kościoła.

Zarządzenia zawarte w instrukcji z 4 listopada 2005 r., zatwierdzonej do publikacji przez Benedykta XVI, nie straciły nic na aktualności. Zostały w całości powtórzone w dokumencie „Dar powołania do kapłaństwa”, wydanym za zgodą papieża Franciszka przez Kongregację ds. Duchowieństwa 8 grudnia 2016 r. Prawodawstwo kościelne jest w tej sprawie bardziej radykalne, niż moje głoszone dotąd przekonania. Okazuje się bowiem, że utrwalone skłonności homoseksualne lub zaangażowanie we wspieranie tzw. kultury gejowskiej wyklucza kandydata do święceń kapłańskich nawet wtedy, gdyby był on w stanie żyć w czystości. Nie chodzi bowiem jedynie o taki czy inny rodzaj seksu, ale o samą zdolność do realizacji kapłaństwa jako duchowego ojcostwa.

Potrzeba zatem wierniejszego stosowania obu watykańskich instrukcji we wszystkich diecezjach i zakonach. Tam, gdzie się to robi, skala nadużyć seksualnych popełnianych przez duchownych wobec nieletnich wyraźnie się zmniejsza. Przykładem jest Pensylwania, gdzie na przestrzeni prawie 70 lat, do roku 2000, odnotowano 70 duchownych i świeckich pracowników Kościoła, którym zarzuca się takie nadużycia. A już po 2000 r. liczba podobnych przypadków zmniejszyła się do dwóch – we wszystkich sześciu pensylwańskich diecezjach.

W trosce o dobro i bezpieczeństwo dzieci nie wolno nam nie wyciągać z tego wniosków, nawet gdyby szły one pod prąd politycznej poprawności. Choć bowiem przestępstwa pedofilii w świecie najczęściej popełniane są w patologicznych konkubinatach, a ich ofiarami padają dziewczynki, to wśród duchownych aż 90 proc. nadużyć seksualnych wobec nieletnich jest popełnianych wobec chłopców i dorastających młodzieńców! Jeśli uwzględnimy, że homoseksualiści stanowią ok. 2 proc. populacji (wśród artystów i księży więcej?), to owe 90 proc. wskazuje skalę ryzyka niestosowania się do watykańskich instrukcji.

W Polsce największej lawiny problemów, które przetaczają się przez Kościół na Zachodzie możemy jeszcze uniknąć. Nie tylko dlatego, że w PRL Kościołowi odebrano prawie wszystkie szkoły i placówki wychowawcze – a to tam np. w Irlandii popełniano najwięcej nadużyć. Ale również dlatego, że fala erotyzacji wszelkich dziedzin życia dociera do nas z opóźnieniem, kiedy są odpowiednie przepisy i można uczyć się na cudzych błędach. Mimo to nadużycia wśród duchownych też się przecież zdarzają. Nie powinno to jednak blokować Kościoła przed pozostawaniem w awangardzie obrony godności dziecka we wszystkich środowiskach. Nie wolno nam dać się zagonić do kąta fałszywą propagandą, jakoby nadużycia seksualne były wyłącznie albo głównie problemem Kościoła. Aby tak nie było, musimy jednak najpierw usunąć belkę ze swego oka. To bowiem, co w świecie może być „tylko” drzazgą, w Kościele staje się belką.

"Idziemy" nr 36/2018

opr. ac/ac

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama