I Bóg stał się człowiekiem

W Boże Narodzenie w nasze zabiegane życie wkracza sam Bóg. Na czym polega właściwe przeżywanie świąt?

Z ks. prof. Waldemarem Chrostowskim, biblistą z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, tegorocznym laureatem Nagrody Ratzingera, rozmawia Jolanta Krasnowska-Dyńka.

I Bóg stał się człowiekiem

Księże Profesorze, co wydarzyło się ponad dwa tysiące lat temu w Betlejem?

Wydarzyło się wtedy coś, co ma decydujące znaczenie dla całej ludzkości i każdego człowieka. Na świat przyszedł Jezus Chrystus - prawdziwy człowiek i Bóg prawdziwy. Chociaż jest to wydarzenie absolutnie bez precedensu, zostało przygotowane przez Boga w czasach Starego Testamentu. Bóg, wybierając Izrael spośród wielu ludów i narodów, kierował się duchowym dobrem całej ludzkości. W wyborze Izraela wyraził się uniwersalny zamysł Boży, który spełnił się w Jezusie Chrystusie. Należy też pamiętać, że istnieje ścisły związek między Betlejem a Nazaretem. To, co przez zwiastowanie Najświętszej Maryi Pannie i dziewicze poczęcie Jezusa rozpoczęło się w Nazarecie, po dziewięciu miesiącach urzeczywistniło się w narodzinach Syna Bożego w Betlejem. Wydarzenie narodzin Jezusa na zawsze odmieniło losy świata, a z czasem zostało potraktowane jako punkt odniesienia dla zupełnie nowego kalendarza.

W 525 r. rzymski mnich Dionizy Mały dokonał nowej rachuby kalendarzowej, ustanawiając jako jej początek datę narodzin Zbawiciela. Twierdził, że jest ona „początkiem naszej nadziei”, źródłem odnowienia ludzkości, a więc centralnym wydarzeniem w dziejach świata. Tak powstała era nazywana Chrystusową. Narodziny Jezusa stały się więc początkiem nowej epoki, liczonej zresztą do dzisiaj.

Misterium Betlejem, potwierdzające misterium Nazaretu, jest znakiem pokory Boga, zejścia Go do nas, które w języku religijnym nazywamy Wcieleniem. Bóg nie tylko ukazał nam swoje oblicze, nie tylko odpowiedział na wielkie wołanie ludzkości, by potwierdzić swoje istnienie i obecność, ale stał się jednym z nas. Doniosłość i waga Betlejem polegają na tym, że o ile przez akt stworzenia jesteśmy dziećmi Bożymi, o tyle przez wcielenie Syna Bożego staliśmy się Jego braćmi, braćmi Jezusa Chrystusa, a więc w pewien sposób braćmi samego Boga. To niezwykle piękna i wzniosła perspektywa, która pozwala lepiej zrozumieć, kim naprawdę jest człowiek oraz skuteczniej uszanować jego wielkość i godność.

Czy możemy wskazać konkretną datę narodzin Chrystusa?

Dokładnej daty nie znamy. Musimy pamiętać, że Jezus przyszedł na świat w warunkach niesłychanie skromnych, a okoliczności Jego narodzin stały się ważne i interesujące dopiero, gdy okazało się, kim On naprawdę jest. Okresem niemowlęctwa i dzieciństwa zajęto się z perspektywy dorosłości, a zwłaszcza z perspektywy Jego męki, śmierci i zmartwychwstania. Wówczas także narodziny w Betlejem nabrały nowego blasku i sensu. W starożytności odnotowywano jedynie narodziny najważniejszych osób Imperium Romanum. Prowadzono specjalne księgi, z których - z dokładnością co do dnia - możemy dowiedzieć się, kiedy przyszedł na świat ten czy inny cesarz. Zwykłych ludzi w takich spisach nie uwzględniano. Podobnie było z Jezusem.

Jeśli chodzi o obchody Bożego Narodzenia, weszły one do liturgii stosunkowo późno. Dla pierwszych chrześcijan ważniejsza była celebracja pamiątki męczeńskiej śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Dlatego określenie daty tych wydarzeń jest łatwiejsze niż precyzyjne ustalenie narodzin Chrystusa. Gdy wspomniany już kanonista i chronograf rzymski Dionizy Mały dokonał całkowitej reformy kalendarza, ustalając rok narodzin Jezusa na 754 r. od założenia Rzymu, to jednak pomylił się o kilka lat. Uczeni, biorąc pod uwagę inne udokumentowane daty (np. spisy ludności), twierdzą, iż Jezus narodził się pomiędzy 8 a 4 r. przed Chr., czyli około 746-750 r. od założenia Rzymu.

Dlaczego zatem Boże Narodzenie świętujemy właśnie 25 grudnia?

Chrześcijanie żyjący w III i IV w., gdy ustalano podstawy i treść kalendarza liturgicznego, nie znając faktycznego terminu narodzin Jezusa, celowo wybrali tę symboliczną datę, a mianowicie dzień przesilenia zimowego. Chodziło również o to, by obchodzonemu w tym dniu w Rzymie pogańskiemu świętu narodzin boga Słońca, ustanowionemu pod koniec III w. przez cesarza Aureliana jako uroczystość państwowa, przeciwstawić narodziny Boga-Człowieka, Jezusa Chrystusa - „Światłości świata” (J 8,12) i „Światła na oświecenie pogan” (Łk 2,32).

W ewangelicznych opisach narodzenia Jezusa czytamy o nadzwyczajnych zjawiskach. Jest niezwykła gwiazda, są zastępy niebieskie wielbiące Boga. Czy tak mogła wyglądać noc Bożego Narodzenia?

Ewangeliści opowiadają o okolicznościach narodzin Jezusa z pewnej perspektywy czasowej. Nie są kronikarzami, którzy wszystko widzieli na własne oczy, lecz utrwalają wspomnienia Maryi i pamięć Kościoła apostolskiego. Widać to wyraźnie w Ewangelii wg św. Łukasza, która w pierwszych dwóch rozdziałach ukazuje punkt widzenia Maryi i przeżywanie przez Nią wydarzeń z najwcześniejszego okresu życia Jezusa. Z kolei Ewangelia wg św. Mateusza opowiada o tych samych wydarzeniach z perspektywy św. Józefa. Relacje ewangelistów, choć opowiadają o tym samym, różnią się, bo odzwierciedlają odmienne podejścia. Tkwi w nas pokusa, by wszystko, co dotyczy dzieciństwa Jezusa, zrozumieć i po ludzku zracjonalizować, wyjaśniając rozmaite przyczyny i skutki. Tymczasem powinniśmy w tych sprawach polegać przede wszystkim na świadectwie Ewangelii. Przecież nie możemy cofnąć się do tamtych czasów, by np. zweryfikować, jak wyglądała gwiazda, która prowadziła mędrców do Betlejem. Powinniśmy zachować pokorę i zaufać przekazom ewangelistów, którzy nie mniej niż my używali rozumu i nie dawali posłuchu wszystkiemu, co do nich docierało.

W Ewangelii św. Mateusza czytamy o gwieździe betlejemskiej. Św. Łukasz opisuje, że pasterzom ukazał się Anioł Pański, a potem przyłączyły się zastępy niebieskie wielbiące Boga. Są też pastuszkowie, szopka ze zwierzętami itd. Ewangeliczne relacje różnią się od tych, które znamy np. z kolęd, pastorałek. Dlaczego?

Elementy, które Pani wyliczyła, należą do różnych wymiarów rzeczywistości. Inaczej trzeba patrzeć na obecność gwiazdy, inaczej na mędrców, a jeszcze inaczej na żłóbek czy zwierzęta przy narodzinach Jezusa. Przykładowo, obecność pasterzy i ubogie warunki, w jakich narodził się Jezus, to realia, które znamy. Pasują one do porządku tego świata i nie powinny budzić zdziwienia. Są jednak również realia nadnaturalne, stanowiące dla nas tajemnicę. Tak jest w przypadku aniołów czy gwiazdy, która prowadziła mędrców do Betlejem. Warto uświadomić sobie, że są to aspekty nieweryfikowalne, gdyż ich cechą jest niepowtarzalność i nadnaturalność. Jeżeli jednak wierzymy, iż Ten, który urodził się w Betlejem, nie jest zwykłym, jednym spośród wielu miliardów, człowiekiem, ale człowiekiem i Synem Bożym, wówczas fakt, że Jego narodzinom towarzyszyły niecodzienne okoliczności i zjawiska przekraczające nasze możliwości poznawcze, stanie się zupełnie zrozumiały. Ktoś tak wyjątkowy jak Jezus Chrystus nie mógł przyjść na świat w sposób, który nie różniłby się od narodzin każdego innego człowieka.

A co z magami, o których pisze św. Mateusz, a których tradycja zamieniła na trzech królów? Skąd taka interpretacja?

Mateusz w swojej Ewangelii nazywa ich po grecku magoi. Nie chodzi jednak o magów w znaczeniu osób zajmujących się magią, ani tym bardziej o magików, ale o starożytnych mędrców, uczonych, znawców gwiazd i tajemnic świata. Ewangelista nie mówi, że było ich trzech, jak to utrzymuje tradycja, która, co więcej, nadaje im imiona: Kacper, Melchior i Baltazar. Dobrze widać, że w tradycji w grę wchodzi nie tylko ścisła pamięć historyczna, lecz także legenda, czyli pamięć karmiona emocjami i sercem. Na legendę trzeba jednak zasłużyć. Nikt nie jest jej godzien bardziej niż Syn Boży, który stał się człowiekiem. I właśnie dlatego zwięzły tekst Ewangelii stał się pokarmem dla tradycji rozwijanych w sztuce, ikonografii, przedstawieniach, żłóbkach, literaturze, muzyce czy kolędach. Piękne elementy tradycji są obecne we wzruszających polskich kolędach, odzwierciedlając nastrój wydarzeń opisanych w Piśmie Świętym. Na przykład pieśń „Lulajże Jezuniu” chętniej śpiewają kobiety i oddaje ona charakter Ewangelii wg św. Łukasza. Z kolei „Pójdźmy wszyscy do stajenki” czy „Dzisiaj w Betlejem” - przekazuje nastrój, który dominuje w Ewangelii wg św. Mateusza. Natomiast kolęda „Bóg się rodzi, moc truchleje” nawiązuje do narodzin Jezusa przedstawionych we wspaniałym hymnie, który otwiera Ewangelię wg św. Jana.

Trzej mędrcy radośnie witali Mesjasza. Wielu katolików zastanawia się, jak przyjęlibyśmy Jezusa, gdyby narodził się we współczesnym świecie.

Dla Boga nie ma nic niemożliwego! Gdyby Jezus dzisiaj przyszedł na świat, mielibyśmy do czynienia z tymi samymi paradoksami, co wtedy, tyle tylko, że bylibyśmy informowani o tym niezwykłym wydarzeniu w nowoczesnej oprawie medialnej. Ta niezwykła wiadomość przewijałaby się obok innych „newsów”, w większości banalnych, zmanipulowanych, niepotrafiących poruszyć człowieka. Choć z pewnością znaleźliby się „pastuszkowie” i „mędrcy”, którzy odpowiedzieliby miłością do Nowonarodzonego, to z drugiej strony pojawiliby się różni komentatorzy i eksperci, zaś każdy z nich przedstawiałby własny punkt widzenia na temat narodzin Jezusa. Jeden uznałby za niemożliwe to, kim On jest, drugi przekonywałby, że nie ma to większego znaczenia, a trzeci próbowałby dowodzić, że być może ma to jakieś znaczenie, ale nie teraz i nie dla nas. Mielibyśmy również do czynienia z podobną niewiarą jak 2 tys. lat temu, kiedy Herod zadrżał na wieść, że oto narodził się „król żydowski”. Także dzisiaj niejeden „Herod” miałby poważne obawy, iż Nowonarodzony, o którym tyle się mówi, może zagrozić jego władzy. Osobne zastrzeżenia zgłaszałyby rozmaite „autorytety” i „gwiazdy” kreowane przez media, a w końcu wielu widzów zmieniłoby kanał telewizyjny, wybierając oglądanie filmu, serialu albo meczu. Dlatego powinniśmy pielęgnować historię sprzed tysięcy lat przechowywaną i rozwijaną w Kościele oraz żywo obecną w naszych rodzinach. Bo to właśnie ona pozwala rozpoznać znaczenie wydarzeń w Betlejem, a także zrozumieć i uznać, kim naprawdę jesteśmy.

W Boże Narodzenie w nasze zabiegane życie wkracza sam Bóg. Na czym polega właściwe przeżywanie świąt?

Kiedy Jezus rodził się w Betlejem, przychodził na świat w absolutnym ubóstwie i biedzie. Nie ma żadnej przesady w tym, że urodził się w całkowitej nędzy. Jednak nie posiadając nic, otrzymał wszystko: miłość Maryi i Józefa. I właśnie tego człowiek, zarówno mały, jak i duży najbardziej potrzebuje. Jeśli ma miłość, przetrwa i zniesie wszystko, nawet największą biedę i trud. Podczas Bożego Narodzenia trzeba odnowić tę świadomość w naszych rodzinach oraz relacjach sąsiedzkich i koleżeńskich. Im więcej innym będziemy okazywali miłości, lojalności i wierności, tym bardziej będą oni w stanie przyjąć Boga, który jest Miłością. A jeżeli człowiek raz Go doświadczy, będzie to miało decydujący wpływ na całe jego życie.

Dziękuję za rozmowę.

opr. aś/aś

Echo Katolickie
Copyright © by Echo Katolickie

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama