Kilometry wiary

O motocyklowej pielgrzymce Katyń - Syberia, wzięło w niej udział czterech kapłanów z diecezji siedleckiej

Miesiąc na motocyklu, 16 tys. przebytych kilometrów, spotkania z Polakami i wizyty w miejscach męczeństwa naszych rodaków. Tak wyglądała motocyklowa pielgrzymka Katyń - Syberia, w której wzięło udział czterech kapłanów z diecezji siedleckiej. To była długa lekcja wiary i historii.

Pomysłodawcą wyprawy był ks. Tomasz Denicki, a inspiracją stał się ubiegłoroczny Rajd Katyński. Po powrocie z niego zaczął myśleć o tym, by pojechać jeszcze dalej niż do Moskwy. Zdawał sobie sprawę, że Syberia jest niebezpieczna i groźna, ale także bardzo pociągająca. We wrześniu 2010 r. rozesłał do swoich przyjaciół - motocyklistów wiadomość, że planuje wyprawę nad jezioro Bajkał. W styczniu zrobił plan wyjazdu i obliczył, ile kilometrów będą musieli przebyć. Na mapie zaznaczył miejsca, w których warto się zatrzymać. Miała to być pielgrzymka śladami św. Rafała Kalinowskiego. Propozycja spotkała się z dużym zainteresowaniem wśród miłośników motocykli. W kwietniu okazało się, że chęć wyjazdu deklaruje już tylko siedem osób. W wyprawie, oprócz ks. Tomasza wzięli udział księża: Piotr Pielak, Paweł Zazuniak i Piotr Kruk. Do ekipy dołączyło dwóch motorzystów z północy Polski. Przez pewien czas z kapłanami jechał też Włodzimierz Lach, który potem odłączył się od grupy i ruszył bardziej na wschód.

Setki kilometrów

1 lipca motocykliści wyjechali z Białej Podlaskiej, przejechali przez Białoruś i przekroczyli granicę Rosji. Kolejnego dnia pojechali do Smoleńska; na miejscu katastrofy modlili się za tych, którzy tam zginęli. Po drodze wstąpili też do Katynia, gdzie odprawili Mszę św. w intencji ojczyzny i tych, którzy w jej obronie oddali życie. Grupa zatrzymała się także w Moskwie, potem był Kazań, Ufa, Nowosybirsk i Omsk. Następne przystanki to: Krasnojarsk, Brack, Usole Syberyjskie, Irkuck, Listwianka i jezioro Bajkał oraz Tunka. Stąd zaczęła się droga powrotna. Ekipa motorzystów wracała przez Ukrainę. Tam zatrzymali się w Odessie i w Latyczowie. Potem kierowali się na Lwów. Do Polski wrócili pod koniec lipca. Patronat nad całym przedsięwzięciem objęło Stowarzyszenie Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński.

Ziąb i zmęczenie

- Z Białej wyjeżdżaliśmy w deszczu, padało przez pierwsze dwa dni. Za Moskwą bywało tak, że w ciągu dnia deszcz padał cztery razy dziennie. Na przemian mokliśmy i wysychaliśmy. Ciągle musieliśmy się ubierać w nieprzemakalne ubrania. Syberia przywitała nas temperaturą sięgającą ponad 30°C. Zdarzały się jednak dni, kiedy słupek rtęci pokazywał tylko 5-8 kresek. Zimno najbardziej dokuczało nam podczas noclegów w namiotach i w czasie jazdy; nakładaliśmy na siebie wszystkie ubrania, jakie ze sobą zabraliśmy, a mimo to dalej marzliśmy. Patrząc jednak na całą wyprawę, nie mamy powodów do narzekań - opowiada ks. Tomasz.

Między Białą Podlaską a Tunką (najdalszym punktem wyprawy) jest siedem godzin różnicy. - Co dwa dni dochodziło nam kolejne 60 minut, dlatego też ta zmiana czasu nie była dla nas zbyt drastyczna. Z każdym dniem czuliśmy jednak coraz większe zmęczenie. Na Syberii noce są krótkie, do północy jest tam dość jasno. Rozwidnia się ok. 4.00 nad ranem. Próbowaliśmy jechać jak najdłużej. Po tygodniu prawie zasypialiśmy w czasie jazdy. Rozwiązaniem były 20-minutowe drzemki. Zatrzymywaliśmy się na poboczu, kładliśmy się na trawie i na chwilę zasypialiśmy - wspomina kapłan.

Syberyjskie drogi nie są zbyt bezpieczne, szczególnie dla motocyklistów. Nie wszędzie da się dojechać po asfaltowej nawierzchni. Podróż drogami szutrowymi wymaga znacznego ograniczenia prędkości i wielkiej uwagi. Na takim trakcie nietrudno o wywrotkę. Po przekroczeniu Nowosybirska motocykliści zobaczyli Syberię taką, jaką znali z filmów. Określili ją słowami: bezkres i dzika przestrzeń. Na trasie napotykali wiele stacji benzynowych i moteli, nie mieli więc większych problemów ze zdobyciem paliwa, co pozytywnie ich zaskoczyło.

Śladami męczeństwa Polaków

- Punktem kulminacyjnym wyprawy było Usole Syberyjskie - miejsce zesłania św. Rafała Kalinowskiego. Po upadku powstania styczniowego, na te tereny wygnano tysiące Polaków. Początkowo skazywano ich na karę śmierci. Potem wyroki zamieniono na zesłanie. Zatrzymaliśmy się także w miejscowości Tunka, dokąd zesłano ponad 150 polskich kapłanów katolickich. Cmentarzu, gdzie są pochowani, jest bardzo niepozorny. Widzieliśmy małe mogiły, na których poukładano krzyże z kamieni. Nie ma tam żadnej tablicy informacyjnej. Na tym wymownym miejscu celebrowaliśmy Eucharystię. Tamci księża w chwili zesłania nie mieli ze sobą opału, żywności ani żadnych perspektyw. Umierali z wycieńczenia, chorób, zimna i głodu. Włodek, który nam towarzyszył, pojechał później traktem zwanym drogą kości. Jest ona jedną z wielu syberyjskich dróg usłanych ludzkimi szczątkami. Tamtędy pędzono polskich zesłańców. Jeśli ktoś umierał w czasie wędrówki, zostawiano go tam, gdzie skonał - mówi ks. T. Denicki.

Podczas ubiegłorocznego Rajdu Katyńskiego motocykliści zawieźli do Latyczowa krzyż, w którym umieszczony był obraz Matki Bożej Katyńskiej. Na krucyfiksie widniały napisy: Syberia, Katyń, Miednoje i Golgota Wschodu. Pamiątka zawisła w miejscowym kościele.

- Ks. Adam Przywuski, proboszcz Latyczowa, opowiadał nam, że przy tym krzyżu zatrzymuje się mnóstwo pielgrzymów, turystów i zwykłych ciekawskich. „Zobaczcie, jak Polacy pamiętają o swojej historii, o korzeniach i o tych, którzy polegli” - mówią. To jeden z owoców, jakie wydał Rajd Katyński - z dumą podkreśla mój rozmówca.

Młody Kościół

Rosja jest wielką niwą Pańską, na której brakuje robotników. Tamtejszy kościół katolicki dopiero budzi się do życia. Lata zniewolenia zmieniły mentalność ludzi - trudno zdobyć ich zaufanie. W Krasnojarsku motocykliści widzieli piękną neogotycką świątynię, która do dziś nie została oddana katolikom. Wierni wynajmują ją codziennie na kilka godzin, podczas których celebrowana jest Eucharystia. W Krasnojarsku wiosną będzie konsekrowany nowy kościół, proboszcz zapraszał nawet naszych kapłanów na uroczystości. Podczas pobytu w Usolu Syberyjskim motocykliści wzięli udział w odpuście ku czci MB z Góry Karmel. Msza św. odprawiana kaplicy, która dawniej służyła jako sklep. Liturgii przewodniczył bp Cyryl Klimowicz. W tym mieście swój klasztor mają też s. karmelitanki.

- Na uroczystości przybyło wielu kapłanów. W mej pamięci pozostanie niesamowity klimat modlitwy, jaki nam towarzyszył i wspaniała oprawa Mszy św. Biskup, wdzięczny za przybycie i wspólną modlitwę, powitał nas bardzo ciepło. Powiedział, że dajemy świadectwo wiary i powszechności Kościoła. Doświadczyłem, że katolicy, pomimo że posługują się różnymi językami, w czasie modlitwy mówią jednym językiem, który prowadzi do Boga. Biskup zapraszał nas także do podjęcia pracy na terenie jego diecezji - największej na świecie. Jej terytorium można porównać z Australią. Pracuje w niej tylko dwóch kapłanów pochodzenia rosyjskiego. Reszta duchownych pochodzi z Polski, Niemiec i USA - mówi ks. Tomasz.

Wiara, nasz skarb

Katolickie parafie w Rosji, bardzo rozległe terytorialnie, liczą niewielu wiernych. Ci, którzy praktykują, w swojej wierze są autentyczni i szczerzy. Do kościoła idą z potrzeby serca i bardzo mocno angażują się w życie parafii. Powrót do Kościoła jest jednak trudny. Na Syberii mieszka dużo ateistów.

- Próbowałem rozmawiać z jednym z nich. Powiedział mi: „Tyle lat żyliśmy w komunizmie, tyle lat wpajali nam, że Boga nie ma, to jak ja mam w Niego wierzyć?” - wspomina ks. Tomasz.

Mój rozmówca opowiada, że kiedy likwidowano kościoły, wierni wynosili z nich po kryjomu obrazy, lichtarze i obrusy; zabierali, co się dało. Przedmioty ukrywali na strychach i zakopywali w ziemi. Kiedy w latach 90 doczekali się wolności, zaczęli wydobywać to wszystko z ukrycia i zanosić do świątyń. - Te przedmioty podkreślają dziś łączność dawnego i współczesnego Kościoła - wyjaśnia mój rozmówca.

Czas się zatrzymał

Rosja to kraj kontrastów i skrajności. - Polacy, którzy znaleźli się na Syberii, wsiąkli już w tę rzeczywistość; dziś trudno ich odróżnić od Rosjan. Czytałem wypowiedź pewnego księdza - historyka, który pisał, że miejscowość Tunka wygląda tak samo, jak sto lat temu. Usole Syberyjskie ma ok. 100 tys. mieszkańców. Owo miasto to zlepek drewnianych domków z ogródkami, w których rosną pokrzywy. Podwórka z dziedzińcem są ogrodzone płotami z patyków - wszystko po to, aby zimą nie nawiewało tam śniegu. Przez środek Usola przebiega kilka asfaltowych ulic. W centrum można znaleźć sklepy i bloki. To kraj kontrastów: obok kobiety z jarzmem na karku, niosącej dwa wiadra wody, przejeżdża nowoczesne bmw albo mercedes. W miastach jest bogactwo, a na wsiach bieda. Ludzie są zapatrzeni w siebie, nie wyznają wartości religijnych. Spotykaliśmy się z tamtejszymi motocyklistami. W razie potrzeby mogliśmy liczyć na ich pomoc, ale żaden z nich nie był wierzący. Nie uważali się nawet za prawosławnych - kontynuuje kapłan.

Praca w dalekim kraju

Podczas wyprawy motocykliści spotykali się również z polskimi duchownymi, którzy od lat służą miejscowym katolikom. Wspólnym rozmowom nie było końca. O. Marcin, który pracuje w Bracku, opowiadał im, że różnica temperatur na Syberii wynosi 100°C. Latem są tam 40-stopniowe upały, zimą słupek pokazuje nawet 60 kresek poniżej zera. Szczególnie w miesiącach zimowych trudno jest dotrzeć z jednej miejscowości do drugiej.

- Kiedy w drodze zepsuje się auto, szanse na przeżycie są niewielkie. Po dwóch godzinach człowiek umiera. Dawniej zimą ksiądz musiał wstawać w nocy po kilka razy, aby odpalić swoje auto. Jeśliby tego nie zrobił, samochód mógłby uruchomić dopiero na wiosnę. Na szczęście współczesne pojazdy mają funkcję samoczynnego odpalania co dwie godziny. Dzięki życzliwości katolików z zachodu, misjonarze są zaopatrzeni w takie auta. Wiele tamtejszych dróg jest przejezdnych tylko zimą. Podróżować można także po drogach rzecznych. Obowiązuje na nich bezwzględny zakaz zapinania pasów bezpieczeństwa - kiedy załamie się lód, są szanse na uratowanie się. Kapłani pracujący na Syberii przemierzają setki kilometrów, by dla kilkunastoosobowej wspólnoty odprawić Mszę św., udzielić sakramentów i wygłosić katechezę. Dla nas tamten styl życia wydaje się dziwny. Okazuje się jednak, że na Syberii też można funkcjonować. Jej mieszkańcy nie znają innego życia - tłumaczy ks. T. Denicki.

Tego, co doświadczyli motocykliści, nie da się w pełni opisać. Mój rozmówca twierdzi, że warto było poświecić tyle czasu i potrudzić się, by na własne oczy zobaczyć prawdziwą Syberię.

- Ciągle czuliśmy Bożą Opatrzność nad nami, odczuwaliśmy też opiekę Aniołów Stróżów, bo pomimo różnych przygód, awarii i drobnych wypadków, wszyscy wróciliśmy cało do naszych domów - podsumowuje ks. Tomasz.

AGNIESZKA WAWRYNIUK
Echo Katolickie 34/2011

opr. ab/ab

Echo Katolickie
Copyright © by Echo Katolickie

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama