Nagrody

Cotygodniowy komentarz z "Przewodnika Katolickiego" (42/2003)

Przez media przeszła najpierw cała fala spekulacji na temat możliwości przyznania Papieżowi Pokojowej Nagrody Nobla. Spekulowały głównie gazety włoskie i polskie.

Potem komitet noblowski ogłosił swoją decyzję i, jak to już wcześniej wiele razy bywało, przyznał nagrodę stosunkowo mało znanej działaczce broniącej praw człowieka w Iranie, skądinąd zacnej osobie.

Wielu komentatorów, zwłaszcza w Polsce i Włoszech, było rozczarowanych. Niektórzy wyrażali zawód. Lech Wałęsa wręcz wyglądał na obrażonego. No bo rzeczywiście, Wałęsa dostał, a Ojciec Święty, do którego byłemu prezydentowi bardzo daleko, nie dostał - to gdzie tu sprawiedliwość?

Z pewnym zdziwieniem obserwowałem całą tę historię. Nobel dla Papieża? A po co?

To trochę tak, jakby prezydent Kwaśniewski postanowił przyznać Papieżowi order. Przyznają państwo sami, że byłoby to śmieszne. Przy całym swoim splendorze Nagroda Nobla jest jedną z wielu nagród przyznawanych co roku na świecie, może tylko o wiele lepiej rozreklamowana niż inne. Otrzymywali ją również ludzie, którzy, mówiąc najdelikatniej, nie grzeszyli ani jakimiś specjalnymi zasługami, ani nie byli wzorem do naśladowania. W 1973 roku nagrodę pokojową na spółkę dostali Henry Kisinger i szef komunistycznej partii w Wietnamie Północnym za podpisanie porozumienia zawieszającego wojnę w Wietnamie. Dwa lata później wojska Wietnamu Północnego zaatakowały i ostatecznie zlikwidowały resztki niepodległego Wietnamu Południowego. Całe porozumienie okazało się oszustwem i kpiną z naiwności Zachodu.

Oczekiwanie, by komitet noblowski przyznał nagrodę Janowi Pawłowi II, wydaje mi się nieco naiwne. Bo jest orędownikiem pokoju? Bo zrobił dla porozumienia między ludźmi różnych krajów, systemów politycznych i religii więcej niż ktokolwiek ze współczesnych? No i co z tego? W zeszłym roku, kiedy również w wielu środowiskach oczekiwano na Nobla dla Papieża, jeden z członków komitetu noblowskiego oświadczył, że Papież nie ma szans na nagrodę, bo sprzeciwiając się antykoncepcji, winien jest śmierci setek tysięcy ludzi z powodu AIDS w Afryce i Trzecim Świecie.

Przy takim podejściu właściwie nie ma o czym rozmawiać. Można tylko wyrazić zdziwienie, że mimo głoszenia równie radykalnych poglądów w dziedzinie antykoncepcji, Nobla dostała Matka Teresa z Kalkuty.

Mówiąc krótko - Papieżowi Nobel potrzebny jest jak dziura w moście.

Co do nagród, to trzeba wspomnieć o jeszcze jednej z ostatniego tygodnia. Ekipa Telewizji Polskiej została wyróżniona możliwością zrobienia programu na żywo z Watykanu, Wadowic, Krakowa i Warszawy. Kamil Durczok, Piotr Kraśko i inni mieli okazję w przerwie między obroną prezesa Kwiatkowskiego, całowaniem w mankiet premiera Millera i wysławianiem wolności słowa w eseldowskiej telewizji, wyrazić przywiązanie do Ojca Świętego.

Dużo lepsze niż Nobel dla wietnamskich komunistów.


opr. mg/mg



« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama