Kto z kim walczy?

Cotygodniowy felieton z Przewodnika Katolickiego (39/2002)

Histeria to choroba polegająca na chorobliwym fantazjowaniu, przypominającym urojenia. Przyczyną tej postaci nerwicy mogą być np. urazy albo sytuacje trudne, nie rokujące szans na ich przezwyciężenie. My niedawno doświadczyliśmy przejawów histerii medialnej.

Oto na przystankach tramwajowych zaroiło się od plakatów zapowiadających kolejny numer jednego z tygodników, wieszczących... rozłam w polskim Kościele! W pierwszym odruchu można było przeżyć chwilę niepokoju, ale kiedy przejrzało się zawartość owego czasopisma, powracał spokój. Sam nieźle ubawiłem się, usiłując rozwiązać dziwaczny „test wiary”, który miał odpowiedzieć na pytanie, czy należę jeszcze do Kościoła rzymskokatolickiego, czy może do... toruńskokatolickiego! A to ci kolegę po piórze (czy raczej po klawiaturze) poniosła fantazja...

Ale wkrótce okazało się, że także inny opiniotwórczy tygodnik pisze w tym samym czasie w podobnym tonie i na ten sam temat. I jak tu się nie wzruszyć, skoro naraz tylu redaktorów zamartwia się o los „rozbijanego polskiego Kościoła” i o wynik trwającej „walki o dusze”? Oni to wszystko wiedzą, a my nie? Ano nie, bo człek jest zabiegany i nie przypuszcza nawet, że pomiędzy prymasem Polski a ojcem Rydzykiem toczy się wojna o jego skromną duszyczkę, że Radio Maryja to koń toruń... — o, przepraszam — trojański, próbujący rozbijać Kościół, że istnieją już dwa polskie Kościoły, że... To ten rodzaj troski, który służy kreowaniu wydumanych konfliktów wewnątrz Kościoła.

Nie od dzisiaj wiadomo, że Radio Maryja wzbudza niepokój w rozmaitych środowiskach, zazdrosnych o jego wpływ na kilka milionów polskich katolików. Usiłuje się więc przeciwdziałać temu wpływowi, m.in. poprzez kreowanie fałszywego wizerunku przeciętnego słuchacza toruńskiej rozgłośni. Ma to być, rzecz jasna, typowy, siermiężny Ciemnogrodzianin. Cóż, znam przynajmniej kilku z nich i tak się dziwnie składa, że żaden nie jest kobietą po pięćdziesiątce mieszkającą na wsi, słabo wykształconą, bez specjalnych zainteresowań, kręcącą się tylko wokół domu i gapiącą się bezmyślnie godzinami w telewizor. Taki właśnie wizerunek zaprezentowała pod koniec sierpnia „Gazeta Wyborcza”, powołując się na agencję reklamową o tajemniczej nazwie Gruppa66 Ogilvy. A to przecież na łamach tej gazety rozdmuchano sprawę dekretu prymasa z 14 sierpnia, sugerując, jakoby zmierzał on do zamknięcia biur Radia Maryja, działających przy parafiach archidiecezji warszawskiej. Tekst zamieszczono na pierwszej stronie pt. „Prymas: Radio ma słuchać”, sugerując, że Rodzina Radia Maryja jest jedyną organizacją kościelną w Polsce, nie podlegającą żadnej władzy Kościoła, a rozgłośnią prymasowską ma być Radio Józef.

Skoro jednak biskup Jarecki wyjaśnił, że Prymasowi chodzi o zachowanie jedności, a dekret ma jedynie uporządkować sprawę, to należy uspokoić zatroskaną — choć obawiam się, że nie zawsze szczerze — brać redaktorską z wpływowych dzienników i tygodników. Nie ma, doprawdy, powodu do rozdzierania szat, ponieważ: Kościół w Polsce nie jest rozbity, walka o dusze toczy się na zupełnie innym polu i pomiędzy innymi stronami, a Radio Maryja nadal będzie nadawać swe audycje, tak jak i Radio Józef. Warto bowiem pamiętać, że Rodzice Pana Jezusa — patronujący tym rozgłośniom — wspierali się nawzajem, jak przystało na zgodne małżeństwo.

opr. mg/mg



« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama