12 kroków od dna (wprowadzenie)

Opowieść o trzeźwości osiągniętej dzięki Wspólnocie AA

12 kroków od dna (wprowadzenie)

Meszuge

12 KROKÓW OD DNA
Opowieść o trzeźwości osiągniętej
dzięki Wspólnocie AA

ISBN: 978-83-7505-825-3
wyd.: Wydawnictwo WAM 2011

Spis wybranych fragmentów
WPROWADZENIE
12 KROKÓW WSPÓLNOTY ANONIMOWYCH ALKOHOLIKÓW
KROK PIERWSZY PROGRAMU 12 KROKÓW ANONIMOWYCH ALKOHOLIKÓW
Gdy ktokolwiek, gdziekolwiek potrzebuje pomocy chcę, aby napotkał wyciągniętą ku niemu pomocną dłoń AA. I za to jestem odpowiedzialny.
Apel Billa W., zwany Deklaracją Odpowiedzialności, wygłoszony na kongresie z okazji 30-lecia Wspólnoty Anonimowych Alkoholików w Toronto, w lipcu 1965 roku.

WPROWADZENIE

Nazywają mnie Meszuge, jestem alkoholikiem. W chwili obecnej alkohol nie stanowi problemu w moim życiu. Kiedy mówię coś takiego podczas mityngu AA, to zwykle znaj dzie się ktoś, kto ironicznie spyta, po co w takim razie nadal chodzę na te mityngi. Odpowiadam, że głównie po to, żeby znowu nie mieć problemu z alkoholem. Często odnoszę wrażenie, że nie wszyscy to rozumieją.

Jeśli dziś alkohol nie jest w moim życiu problemem, to taki stan rzeczy zawdzięczam profesjonalnej terapii odwykowej oraz Wspólnocie Anonimowych Alkoholików. Obu jestem wdzięczny i pewnie dlatego nigdy nie zajmuję stanowiska ani nie biorę udziału w dyskusjach na temat: co jest lepsze — terapia czy może Wspólnota AA? Ja korzystałem z jednej i drugiej formy pomocy, i wciąż uważam takie rozwiązanie za optymalne. W moim przypadku sprawdzało się ono znakomicie. Oczywiście do czasu, bo trudno przecież zakładać, że można zbudować normalne życie, tylko opierając się na zaleceniach i regułach psychoterapii odwykowej. Ale to już zupełnie inna sprawa...

Nie odpowiadam również na pytanie, czy w AA bardziej potrzebna jest wiara, czy wiedza? Ja głęboko wierzę, że Program AA jest dobrym pomysłem na moje życie. Wierzę też w mądrość wielu prostych powiedzeń aowskich, choćby te8 go, które mówi, że „ten Program* działa, kiedy ja działam”. A jeżeli mam działać, to chyba lepiej byłoby dla mnie, choć na pewno nie tylko dla mnie, gdybym wiedział, co, i w jaki sposób, mam zrobić, żeby osiągnąć pożądane i oczekiwane efekty, czego się ode mnie oczekuje, na czym konkretnie ma polegać realizacja zadania, które mam wykonać; a jeszcze wcześniej, jak osiągnąć gotowość do tego działania. W pijanym widzie próbowałem podejmować się najróżniejszych prac, o których nie miałem żadnego pojęcia, na których kompletnie się nie znałem. Duma i pycha nie pozwalały mi przyznać, że czegoś nie wiem, i poprosić o radę, wskazówki lub instrukcje. Kierując się zupełnie nierealistycznymi, czyli po prostu pijanymi rojeniami o własnych możliwościach, umiejętnościach i zdolnościach, wierzyłem, że potrafię naprawić zegarek, gaźnik, aparat fotograficzny. Rezultaty były zawsze opłakane. Wierzę, że objawem obłędu jest oczekiwanie odmiennych efektów przy niezmienionych działaniach (w AA mówią w takich sytuacjach „rąbiesz nie to drzewo”), dlatego w trzeźwym życiu chcę postępować inaczej: najpierw więc dowiedzieć się, zorientować, co mam zrobić i jak się do tego zabrać, a dopiero później działać. Wierzę, że wiara, zapał i dobra wola są niezwykle ważne, ale obawiam się, że w wielu wypadkach jednak nie wystarczą.

W sensie organicznym, czy biologicznym, alkoholizm jest chorobą trwałą. Ale alkoholizm nie ogranicza się przecież tylko do specyficznej reakcji organizmu osoby uzależnionej na alkohol — jest więc nie tylko chorobą ciała, lecz także chorobą duszy i umysłu. Jeśli gdziekolwiek piszę o możliwości wyzdrowienia z alkoholizmu, nie mam na myśli możliwości powrotu do kontrolowanego picia, ale właśnie uzdrowienie duszy i umysłu (psychiki). I tylko w takim sensie uważam, że z choroby alkoholowej można wyzdrowieć (wytrzeźwieć).

Dno pijącego alkoholika, które wzbudza tyle wątpliwości, kontrowersji i sporów, nie jest może łatwe do zdefiniowania, ale przedstawienie kilku przykładów nie nastręcza zazwyczaj większych problemów: zwolnienie z pracy (zwłaszcza dyscyplinarne), rozwód, atak delirium tremens, wypadek drogowy spowodowany po pijanemu, detoks, próba samobójcza — zdarzenia czasem spektakularne, ale zawsze dramatyczne. Bardzo często w wydarzenia tego typu zaangażowanych jest też, w różny zresztą sposób, wiele innych osób lub instytucji: personel medyczny, rodzina, policja, pracodawca, sąd, kurator, komornik, bank.

Uderzenie o takie dno ma często skutki zbawienne, a wstrząs, który temu towarzyszy, może na moment wyrwać alkoholika z pijanego obłędu i skierować w stronę poradni odwykowej lub na mityng AA. Wtedy los potrafi się odmienić: alkoholik przestaje pić, bić, oszukiwać i kraść, jest już dobrze, spokojnie, wszyscy są zadowoleni. Bajka mogłaby się kończyć w tym momencie zdaniem: „odtąd żyli długo i szczęśliwie”, ale przyszłość nie zawsze jest tak kolorowa, jak obiecują to pierwsze tygodnie i miesiące abstynencji. Dno alkoholika niepijącego nie jest aż tak ostro zarysowane, powiedziałbym, że to raczej niewyraźny cień majaczący słabo w mętnej wodzie. W takie dno nie uderza się z wielkim hukiem, w sposób zwracający powszechną uwagę, lecz opada na nie cicho, niepostrzeżenie, grzęznąc powoli w lepkim mule...

Poczucie nieudolności i niewydolności, kompletne zagubienie w tym swoim nowym życiu, przekonanie o nieprzydatności, przykre wrażenie, że jest się jednak kimś gorszym, człowiekiem drugiej kategorii, samotność i alienacja, urazy i lęki, poczucie winy i krzywdy, rozgoryczenie, brak sensu i celu w życiu, i wreszcie... całkowita i ostateczna utrata nadziei. Z takimi problemami zwykle zostajemy sami. „Na własne życzenie” — ktoś powie — i bardzo możliwe, że będzie miał rację, mnie jednak, w tej chwili, interesują raczej środki zaradcze, a nie szukanie winnych.

Mam wrażenie, że niewiele brakowało, a utknąłbym na takim dnie na długo, być może na zawsze. Nie jest przy tym wykluczone, że nadal byłbym w stanie skutecznie utrzymywać abstynencję, jednak... Przecież nie o takie życie mi chodziło, nie tak miało być, nie po to przestawałem pić, żeby dalej się męczyć. Męczyć z życiem i samym sobą. Od kilku lat żyję zupełnie inaczej. Może ciągle niedaleko dna, ale jednak w takiej odległości, która zapewnia mi względne poczucie bezpieczeństwa, a nawet satysfakcjonujący komfort psychiczny. Wynosi ona dokładnie dwanaście kroków. Dwanaście Kroków Anonimowych Alkoholików. Narzędziem, jakie poznałem i dzięki pomocy innych ludzi z powodzeniem zastosowałem wobec siebie samego, jest Program Wspólnoty Anonimowych Alkoholików. Oczywiście na AA i ich Dwunastu Krokach oraz Dwunastu Tradycjach świat alkoholika się nie kończy, a przynajmniej nie musi. Znam propozycję psychologa, Fryderyka Skinnera, nazywaną humanistycznymi dwunastoma krokami. Dosyć ciekawym rozwiązaniem dysponuje wspólnota Cenacolo. Dalej Guttempler, choć ich zakres działania jest nieco szerszy, bo obejmuje osoby uzależnione od różnych substancji zmieniających świadomość; to zresztą jest dość częste w przypadku rozwiązań alternatywnych. W wielu krajach niemieckojęzycznych działa Blaues Kreuz, w Ameryce i Niemczech istnieje wspólnota Synanon. Ponadto pomoc i wsparcie oferuje alkoholikom Ośrodek Apostolstwa Trzeźwości w Zakroczymiu, Ruch Trzeźwości im. św. Maksymiliana Kolbego, Katolicki Ruch Światło-Życie, także Krucjata Wyzwolenia Człowieka. W każdym razie jest w czym wybierać. Ja wybrałem Wspólnotę Anonimowych Alkoholików. Książka „12 KROKÓW OD DNA” dotyczy Programu Dwunastu Kroków oraz Dwunastu Tradycji Wspólnoty Anonimowych Alkoholików i zawiera, między innymi, odpowiedzi na pytania: jak ja ten Program rozumiem, jak stosowałem i stosuję go w życiu, jakie przy tym popełniałem błędy. Czytelnik znajdzie tutaj moje przemyślenia, doświadczenia i wątpliwości na temat Dwunastu Kroków i Dwunastu Tradycji, ale również wnioski wynikające z doświadczeń i obserwacji innych ludzi, z którymi zetknąłem się na wspólnotowym szlaku. Zwrócę jeszcze raz uwagę na słowo „moje” — ja nie prezentuję tutaj jakiejś oficjalnej wykładni Wspólnoty AA — nawet gdyby taka istniała. Kilka razy spotkałem się z zarzutem, że dostrzegam w Programie Dwunastu Kroków AA coś więcej, niż Bill faktycznie w nim zawarł. Potwierdzam. Zdecydowanie tak właśnie jest. Mówiąc wprost: jestem głęboko przekonany, że w Programie Anonimowych Alkoholików kryje się potencjał, z którego, w ubiegłym wieku, Bill W. nawet nie zdawał sobie sprawy.

Wzrasta poziom wiedzy na temat uzależnienia od alkoholu, rośnie też suma doświadczeń Wspólnoty AA dotyczących Kroków, Tradycji, ich zastosowania, sposobów i metod realizacji. Jeżeli w chwili obecnej tej wiedzy i doświadczeń jest więcej niż siedemdziesiąt pięć lat temu, w czasach Billa W. i Boba, to moim zdaniem jest to jak najbardziej oczywiste i naturalne. Nawet więcej — bardzo bym się zdziwił, gdyby było inaczej, gdyby okazało się, że alkoholicy, członkowie Wspólnoty AA, przez cały ten czas, niczego więcej się nie nauczyli i nie doświadczyli.

* „Program” piszę przez duże „P”, by nie było wątpliwości, że chodzi mi konkretnie o Program powrotu do zdrowia Wspólnoty Anonimowych Alkoholików, a nie jakiś program, jakikolwiek.

opr. aw/aw

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama