O miłości do nieprzyjaciół

Homilia na 7 Niedzielę zwykłą roku C

Miłujcie waszych nieprzyjaciół, dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą (Łk 6, 27).

Dzisiejsze słowo Boże pobudza nas do zastanowienia się nad miłością do ludzi, którzy nam źle życzą i pragną nam szkodzić. Jest to bardzo trudne zagadnienie, gdyż miłość do nieprzyjaciół jest chyba najtrudniejszą rzeczą w życiu człowieka. Jednakże dzisiejsza Ewangelia poucza nas, że miłość do nieprzyjaciół stanowi miarę doskonałości człowieka wierzącego. Człowiek, który miłuje nieprzyjaciół, jest przyjacielem samego Boga, bo przecież Chrystus mówi nam dzisiaj bardzo wyraźnie:

miłujcie waszych nieprzyjaciół... a będziecie synami Najwyższego, ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych (Łk 6, 35).

W naszym życiu chrześcijańskim powinniśmy przede wszystkim naśladować samego Chrystusa, który umierając na krzyżu, modlił się za swoich nieprzyjaciół słowami: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią (Łk 23, 34). Zło jest wynikiem jakiegoś zaślepienia, błądzenia, i dlatego właśnie w ten sposób Chrystus modli się na krzyżu za swoich prześladowców.

Gdy czynimy dobro tym, którzy nas nienawidzą, czyli naszym nieprzyjaciołom, to tym samym nie dajemy się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężamy, a w ten sposób realizujemy Ewangelię w naszym życiu. Tą zasadą zwyciężania zła dobrem kierował się sługa Boży ks. Jerzy Popiełuszko, gdy w swoich słynnych kazaniach do narodu przypominał słowa św. Pawła: Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj (Rz 12, 21). Swego czasu św. Paweł upominał chrześcijan w Rzymie, którzy byli prześladowani przez pogan, aby nikomu złem za złe nie odpłacali (zob. Rz 12, 17).

Dlaczego, drodzy, tak trudno jest nam realizować miłość w stosunku do naszych wrogów? Przede wszystkim jest nam trudno to czynić, gdyż przesadnie rozczulamy się nad naszymi cierpieniami, a w ten sposób nie jesteśmy w stanie współczuć błądzącemu człowiekowi, który popełnia zło. Gniewamy się, że ktoś źle o nas mówi, a nie bolejemy nad tym, że taki człowiek w ogóle nie umie dobrze mówić o innych ludziach, i z pewnością potrzebuje naszej modlitwy. Gniewamy się, że ktoś spojrzał krzywo na nas, a nie umiemy dostrzec, że może ma problemy z własnym zdrowiem lub może nie układa mu się w pracy lub też w domu. Gniewamy się, że ktoś przeszkadza nam w robieniu kariery, a nie chcemy dostrzec, że to właśnie nasza nieumiarkowana pogoń za awansem rodzi niechęć innych do nas. Gniewamy się, że ktoś jest młodszy od nas, że ktoś inny jest mądrzejszy, a nie chcemy przyznać, że właściwie, to nie umiemy się cieszyć z dobra innych ludzi. Gniewamy się, że ktoś nam zwraca uwagę na niewłaściwe zachowanie naszych dzieci, bo nie chcemy widzieć ich błędów. W sumie więc, to przesadne skoncentrowanie się na sobie samym i swoich przykrościach sprawia, że miłość do nieprzyjaciół staje się czymś tak trudnym do zrealizowania i czymś tak bardzo wymagającym naszego samozaparcia się.

W kontekście dzisiejszej Ewangelii należy powiedzieć o tym, że miłość do nieprzyjaciół stanowi doskonałą formę miłości, w której nie kryje się nasz interes doraźny. Sama miłość najlepiej realizuje się w przyjaźni, kiedy to ludzi łączy miłość wzajemna oparta na wzajemnym pragnieniu dobra dla siebie.

Taka miłość, zwana przyjaźnią, najpełniej łączy ludzi i sprawia, że jeden człowiek żyje w drugim człowieku pełniejszym życiem. Jest to zdecydowanie najpiękniejszy rodzaj miłości, bo na czyjąś miłość odpowiada się własną miłością. Przyjaźń tak bardzo potrafi złączyć ludzkie serca, że nawet czas - który w pył obrócił największe budowle świata - nie jest w stanie zniszczyć tej więzi. Autentyczna przyjaźń tworzy najgłębszą więź między ludźmi i dlatego też tyle cierpienia rodzi się po śmierci przyjaciela. Takie cierpienie przeżył swojego czasu św. Augustyn, który po śmierci swojego przyjaciela z lat młodości, pisał: "Wiele nas łączyło: mieliśmy wspólne zainteresowania... razem dorastaliśmy, razem chodziliśmy do szkoły... I nagle Ty, Panie... zabrałeś mojego przyjaciela... Wtedy ból zamroczył moje serce. Na cokolwiek patrzyłem, wszędzie widziałem tylko śmierć... Wszystko, co przedtem było nam obu wspólne, teraz, bez niego, zmieniło się w straszną mękę. Wszędzie go szukały moje oczy, a nigdzie go nie było. Wszystkie miejsca, gdzie dawniej bywaliśmy razem, były mi nienawistne przez to, że jego tam nie było... I stałem się sam dla siebie wielkim problemem... im bardziej go kochałem, z tym większą nienawiścią i trwogą myślałem o... śmierci, która mi go zabrała... dziwiłem się, że po jego śmierci żyję ja, który byłem połową jego duszy". Aby ukoić ból po śmierci przyjaciela, wyjechał z Tagasty do Kartaginy.

Wielka jest, drodzy, potęga wzajemnej miłości, zwanej przyjaźnią, ale przecież w dniu dzisiejszym Chrystus mówi nam wyraźnie: Jeśli bowiem miłujecie tylko tych, którzy was miłują, jakaż za to dla was wdzięczność? Przecież i grzesznicy miłość okazują tym, którzy ich miłują... (Łk 6, 33). Kto więc umie zachować życzliwość wobec nieżyczliwego mu człowieka, ten realizuje miłość najbardziej bezinteresowną, heroiczną i doskonałą.

Miłości do nieprzyjaciół nie znał starożytny świat pogański, gdyż przyniósł ją na ten świat Jezus Chrystus wraz ze swoją Ewangelią, czyli dobrą nowiną o miłości. Świadomi tego, jak bardzo miłość nieprzyjaciół przekracza nasze siły, prośmy Boga, aby umocnił nas w czynieniu dobra. Starajmy się także o miłość wobec osób nam nieżyczliwych, bo jaką miarą mierzymy, taką i nam odmierzą, gdy nadejdzie czas sądu nad nami. Starajmy się o doskonałą miłość w naszym życiu chrześcijańskim, bo św. Augustyn poucza nas, iż takim każdy jest, jaka jest jego miłość". W miłości więc realizuje się nasza prawdziwa, chrześcijańska tożsamość.

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama