słodki cukiereczek
Strona główna Opoki | Liturgia na dziś | Baza Mszy św. | Porozmawiajmy o wierze | Życie Kościoła | Jan Paweł II | Dołącz do grona darczyńców

Opoka jest przydatna? Wpłać darowiznę
Zapraszamy do czytelni Według autorów Według dziedzin Według tematów Wyszukaj Na zakupy!





Audiobooki w odcinkach




Wiadomości


 


Gracjan F. Majka OFMCap

ŚWIĘTY
OJCIEC PIO

ISBN: 978-83-7505-907-6
wyd.: Wydawnictwo WAM 2012

Wybrane fragmenty
Wprowadzenie
Od początku pod znakiem cierpienia


Od początku pod znakiem cierpienia

Wszczepienie przez chrzest ludzkiej istoty w Chrystusa zakłada powinność naśladowania Go. Kryje ona w sobie szczególny paradoks. Aby zdobyć życie obiecane wierzącym przez Chrystusa — trzeba stracić to, które się posiada. Zdaje się to kłócić z wrodzonym pragnieniem życia. A Jezus mówi wyraźnie: „Kto straci swoje życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je” (por. Mk 8, 35). Ten ewangeliczny paradoks przedziwnie ujawniał się już od dzieciństwa w życiu Francesca Forgione, znanego dziś jako o. Pio z Pietrelciny. W życiu dziecka pierwszym po narodzeniu jest krzyk, oznajmiający ból. Bywa, że jak cień towarzyszy on po ostatnie tchnienie człowieka. Nie inaczej było i w życiu tego dziecięcia. Rozważmy najważniejsze fakty z jego życia.

Od początku było ono bardzo zwyczajne i nic nie wskazywało, aby miało być niezwykłe. Jak każde dziecko, także i on jako maluch płakał, tulił się do matki. Z czasem zaczęły się pojawiać jakieś znaki. Były to zjawy, tajemnicze ataki jakichś mocy. Pytał matkę, co to wszystko ma znaczyć. Czy ma się zmagać z tym wszystkim? Kto to jest? Jednocześnie odkrywał w sobie dziwne pragnienie wierności Bogu za wszelką cenę i dochodził do rozpoznania swego powołania: poświęcenia życia Bogu.

Przyszedł na świat 25 maja 1887 r. w małżeństwie Grazio Forgione i Giuseppy Di Nunzio w Pietrelcinie, niedaleko Benewentu we Włoszech. Był czwartym, kolejnym dzieckiem tego małżeństwa spośród w sumie ośmiorga rodzeństwa, z których czworo zmarło w niemowlęctwie. Rychłe zgony dwojga młodszego rodzeństwa były dla rodziców znakiem zapytania: dlaczego dzieci umarły? Oboje, ludzie prości, bez żadnego wykształcenia, analfabeci, ale głęboko religijni, odpowiadali sobie: widocznie tak Bóg chciał. Trzeba zgodzić się z Jego wolą.

To drugie ich dziecię już następnego dnia zostało ochrzczone w pobliskim kościele parafialnym. Zalęknionego o życie dziecka ojca proboszcz pocieszał: „wszystkie dzieci po urodzeniu są słabe. Miejmy nadzieję ...”. Grazio jednak myślał swoje. Na chrzcie dziecię otrzymało imię Francesco — na cześć popularnego wtym regionie świętego Franciszka z Paola (1436-1507) w Kalabrii, który jako franciszkanin zasłynął sławą cudów. Matka, Giuseppa Di Nunzio, całą macierzyńską troskę wkładała w to, aby dziecię żyło i wzrastało w klimacie wiary chrześcijańskiej. Dziecko było jednak słabe, często chorowało i płakało. „Co mu jest? — zastanawiał się Grazio. — Chyba diabeł urodził się w moim domu...” Z czasem Francesco zwierzył się matce: „Mamo, pokazują mi się jakieś zjawy ... tak się boję! Co to może być?” Matka pocieszała go, jak mogła: „Synu, nie martw się ... może to jakoś przejdzie? Ufaj Bogu!” W sercu jednak zastanawiała się: co mu może być? Czyżby jakaś nowa choroba?

Francesco szybko dojrzewał duchowo. W tyglu cierpienia, ataków szatana, atakże charyzmatycznych darów, które już w dziecinnym wieku zaczęły się ujawniać, myślał o poświęceniu się Bogu. Później, po latach, wyznał: „Miałem wtedy pięć, może sześć lat. Modliłem się w kościele i odczułem pragnienie całkowitego poświęcenia się Bogu. Ukazało mi się Serce Pana Jezusa i zachęciło, bym się zbliżył do ołtarza. Jezus położył rękę na mej głowie, pragnąc w ten sposób potwierdzić, że podoba Mu się to moje postanowienie ofiarowania i poświęcenia się Jemu i Jego miłości ...” Francesco od najmłodszych lat zdradzał zamiłowanie do modlitwy. Gdy przebywał w gronie kolegów, był małomówny, zamyślony, choć lubił się bawić, figlować.

Nadszedł czas pójścia do szkoły. „Niech się uczy — zdecydowali rodzice — może coś z niego wyrośnie. Może zostanie nauczycielem, księdzem?” Pierwszym jego nauczycielem był Cosmo Scocca. Gdy Francesco zaczął naukę, przyszły znowu choroby (bóle żołądka, gorączka). Musiał przerwać naukę. Co mu jest?zastanawiali się rodzice. Grazio zdecydował: „Niech idzie do pracy na roli, a na razie niech pasie owce”. Gdy chłopiec powrócił do zdrowia, znowu podjął naukę. Jako dziecko pilnie uczęszczał do kościoła na Mszę św. Został nawet ministrantem. Polubił go proboszcz, który w duszy myślał sobie: może zostanie księdzem, może tutaj go przeznaczą?

W 1896 r. Grazio wraz z Francesco wybrał się furmanką na pielgrzymkę do sanktuarium św. Peregryna w Altavilla Irpina. Tłumy wiernych, błagalne modlitwy chorych, uroczysta Msza św. pod przewodnictwem biskupa zrobiły na chłopcu ogromne wrażenie i nasunęły pytania: dlaczego ludzie cierpią? Zapytany ojciec zbył chłopca: „Później sam o tym się dowiesz ...”.

Po powrocie Francesco był dalej słaby i anemiczny. Trawiła go wysoka gorączka, czuł ból w piersiach. Wezwany lekarz, Andrea Cardone, orzekł, że musiała nastąpić jakaś infekcja. Inny lekarz stwierdził chorobę jelit. Trwało to ponad pół roku. Choroba poważnie go osłabiła. Na wiosnę 1897 r. powrócił do zdrowia. Poszedł do szkoły. Prawdopodobnie w 1898 r. przystąpił do pierwszej Komunii św., a 27 września 1899 r. przyjął w Pietrelcinie sakrament bierzmowania. Było to wielkie przeżycie. Pamiętał o nim przez lata, bo w 1914 r. tak pisał, będąc obecnym w czasie udzielania tego sakramentu: „Moje serce wprost płakało z pociechy, jaką dał mi wtedy Duch Święty. Już na samą myśl o tym ogarnia mnie i pali jakiś żar. Jakże byłbym szczęśliwy, gdyby ów żar mnie spalił!” (Ep1 I, s 471).

Powiększała się rodzina. Przychodziły na świat następne dzieci. Rodzina żyła ubogo, bardzo skromnie. Rodzice ciężko pracowali na roli, ale to nie wystarczało. Ojciec, chcąc zaspokoić potrzeby licznej rodziny, postanowił pojechać na pracę zarobkową. Wmarcu 1900 r. dotarł do Brazylii. Tu jednak nie było łatwo o pracę. Wkrótce wrócił do Pietrelciny, by następnie udać się do Stanów Zjednoczonych. Tym razem jego pobyt „za wielką wodą” trwał w sumie 6 lat. Gdy wrócił, zastał syna jako kleryka w klasztorze kapucynów.



1 Cytowane fragmenty z Listów o. Pio zostały zaczerpnięte z Padre Pio da Pietrelcina, Epistolario, I, II, III, IV, wyd. w San Giovanni Rotondo 1973-1984 (skrót: Ep I, II, III, IV).

opr. ab/ab








 wyślij znajomym

Zobacz także:
Maria Miduch, Biografia Jezusa Chrystusa
Marek Łuczak, Dobry Pasterz z Neapolu
Augustyna Kiewro, MD, Zapalał się, gdy mówił o miłosierdziu
Papież Franciszek, Jak matczyne łono
Mateusz Wyrwich, "On cię przeprowadzi"
JKD, Cud dnia siódmego
Papież Franciszek, Nie utrudniajcie pojednania z Bogiem
Papież Franciszek, List Apostolski Misericordia et misera
Papież Franciszek, Okrywajcie grzesznika płaszczem miłosierdzia
Papież Franciszek, Klucz otwierający serce Boga
Komentarze internautów:

Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Edukacja Ekonomiczna | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Europa, Polska, Kościół | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Księgarnia religijna | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Noclegi w Polsce | Noclegi, hotele w Polsce | Nowości na naszych stronach | Papież Franciszek | Pielgrzymki piesze - ePielgrzymka | Rekolekcje | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Tapety i dzwonki religijne | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła