Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Leo Maasburg
Matka Teresa
Cudowne historie


ISBN: 978-83-7516-234-9
Wydawnictwo Święty Wojciech 2010


wybrane fragmenty:



ŻYCIE KONTEMPLACYJNE W ŚWIECIE

Dla całego świata Matka Teresa stała się symbolem chrześcijańskiej miłości i współczucia. Jej imię uważa się niemal za synonim czułej troski o najbiedniejszych spośród ludzi. Wiele osób wciąż pyta o to, co jest prawdziwą istotą tajemnicy Matki Teresy. Wszyscy, którzy znali ją naprawdę dobrze, są zgodni co do tego, że w jej życiu bardzo szczególną rolę odgrywała Eucharystia - zarówno w postaci Mszy świętej, jak i adoracji.

Podczas jednej z podróży do Włoch powiedziała nam coś zaskakującego. Pewien młody ksiądz, który właśnie skończył odmawiać z Matką Teresą i towarzyszącymi jej osobami brewiarz i różaniec, zapytał spontanicznie: „Matko Tereso, jaka jest właściwie Matki tajemnica?”. Ona spojrzała na pytającego nieco z ukosa i odpowiedziała: „To bardzo proste. Modlę się”. Po otrzymaniu święceń kapłańskich i pierwszym spotkaniu z Matką Teresą bardzo zainteresowałem się jej duchowością. Wziąłem wówczas udział w trzydziestodniowych rekolekcjach w milczeniu w domu ojców misjonarzy miłości w Nowym Jorku, aby rozważyć przystąpienie do tego niedawno założonego zgromadzenia kapłańskiego, gałęzi rodziny zakonnej, której dała początek Matka Teresa. Ona sama bywała wówczas często w nowojorskim domu ojców, ponieważ omawiano tam sprawy związane z życiem nowej wspólnoty.

Po zakończeniu rekolekcji powiedziałem Matce Teresie, że wkrótce po otrzymaniu powołania kapłańskiego pewien kapucyn napomniał mnie: „Nie myśl, że możesz być księdzem, jeżeli nie będziesz modlił się przynajmniej półtorej godziny dziennie!”. Słowa te wywarły na mnie duże wrażenie, ale sensu długiej modlitwy tak naprawdę wówczas nie rozumiałem. Teraz pragnąłem się dowiedzieć, jak wielką wagę przykłada Matka Teresa do modlitwy.

Jej odpowiedź była prosta i jasna: „Ojcze, bez Boga jesteśmy zbyt ubodzy, aby pomagać ubogim, lecz gdy się modlimy, Bóg napełnia nas swą miłością. Popatrz, siostry są ubogie, ale modlą się. Owocem modlitwy jest miłość. Owocem miłości jest służba. Tylko modląc się, jesteś w stanie naprawdę służyć ubogim”. Pamiętam, jak pewnego razu podczas wspólnej podróży samochodem długo wpatrywała się w dystrybutor na stacji benzynowej, z którego płynęła do baku benzyna, a potem powiedziała:

„Popatrz, to jak krew w naszym ciele - bez krwi nie ma w nim życia. Bez benzyny samochód nie może jeździć. A bez modlitwy nasza dusza jest martwa”.

Do często powtarzanych przez Matkę Teresę słów należą te: „Modlitwa daje nam czyste serce. A czyste serce może oglądać Boga”. Nie od razu zrozumiałem, czym jest oglądanie Boga. Dla niej oznaczało ono zdolność do dostrzeżenia w naszym życiu Jego obecności i działania, uznania we wszystkim Jego dzieła i odpowiedzenie Mu poprzez naszą miłość. Pewnego razu powiedziała: „Jeżeli masz czyste serce, jesteś w stanie zobaczyć Boga we wszystkim i we wszystkich”.

Płynął z tego dla niej następujący wniosek: „Jeżeli będziemy oglądać Boga, będziemy kochać się nawzajem tak, jak On nas ukochał”. Stąd jej dewizą życiową były słowa „miłość przejawiająca się w czynach” („love in action”).

***

Gdy widziałem, jak Matka Teresa się modli - głęboko skupiona, czasem z twarzą całkowicie ukrytą w dłoniach i wyginając palcami ku górze czubek nosa, przypominały mi się słowa uczniów Jezusa, którzy, widząc modlącego się Pana, prosili Go: „Panie, naucz nas modlić się!” Jezus nauczył ich wówczas modlitwy Ojcze nasz.

Na pytanie, czym jest dla niej modlitwa, Matka Teresa odpowiadała: „Bóg mówi do mnie, a ja do Niego. To takie proste. Na tym właśnie polega modlitwa”. Modlitwa jest - jak mawiała Matka Teresa - rozmową dwóch serc: „Gdy modlę się do Jezusa, moje serce rozmawia z Jego sercem. Gdy modlę się do Matki Bożej, moje serce rozmawia z sercem Maryi. Gdy modlę się do mojego Anioła Stróża, moje serce również rozmawia z Jego sercem”. „Bóg mówi w ciszy naszego serca, a my Go słuchamy. Potem my mówimy z obfitości naszego serca, a On nas słucha. I na tym właśnie polega modlitwa”.

Jej stosunek do Jezusa, Jego Matki i niektórych świętych wydawał się bardzo osobisty. Papież Jan Paweł II pobłogosławił piękną figurę Matki Bożej Fatimskiej, abyśmy mogli zawieźć ją Matce Teresie w podarunku. Figurę tę zabrała kiedyś do pociągu podczas podróży po Ukrainie, gdzie odwiedziła dzieci, które przeżyły katastrofę w Czarnobylu. Jedna z jej towarzyszek podróży spostrzegła, że twarz Matki Bożej odwrócona jest od Matki Teresy, a zwrócona ku oknu, i, nie namyślając się długo, obróciła ją. Matka Teresa zaoponowała: „Pozwól Jej wyglądać przez okno - musi przecież wiedzieć, dokąd jedzie. Jest tak szczęśliwa, że mogła tu przyjechać!”

„Matka Teresa
pogrążona w modlitwie
w czasie podróży
pociągiem

„Modlitwa nie rodzi się sama z siebie” powiedziała kiedyś „musimy brać na siebie trud jej podejmowania”. Nauczyła się skomplikowanych technik modlitewnych, ale wciąż przypominała, że musimy być świadomi tego, co dzieje się z nami podczas modlitwy, i być wówczas czujni. Modlitwa dokonuje się w głębi naszego serca.

Dla Matki Teresy modlitwa była dziecięcą rozmową czy też rozmową, jaką odbywa dziecko ze swoim ojcem, ale bynajmniej nie powierzchowną, lecz właśnie rozmową „serca z sercem”. Modlitwa stanowiła w duchowości Matki Teresy odpowiedź na tęsknotę Boga, wyrażoną w wołaniu Jezusa na krzyżu „Pragnę!”. Gdy mówiła o domach swych sióstr, stwierdzała tylko:

„Dałyśmy Jezusowi nowe tabernakulum” albowiem niezależnie od tego, z jakim pragmatyzmem wybierała ich lokalizację i urządzała je, założenie domu bez miejsca na Najświętszy Sakrament było dla niej nie do pomyślenia. Miało się wrażenie, że uważała, iż w każdym zakątku Ziemi powinno znajdować się przynajmniej jedno tabernakulum. W poszczególnych domach określała dokładnie miejsce, w którym tabernakulum miało być umieszczone, własnoręcznie przybijała gwóźdź pod krzyż i wycinała z czarnego papieru litery, tworzące napis: „I THIRST” („Pragnę”).

Była przekonana, że człowiek może zaspokoić tę tęsknotę Syna Bożego, gdy w ciszy przebywa przed Nim i z Nim.

Dla Matki Teresy modlitwa polegała nie tylko na zachowywaniu określonych jej pór. Tak jak święty Paweł mówiła, że musimy się modlić „nieustannie” (1 Tes 5,17). Owo „nieustawanie” przejawiało się u niej w modlitwie na różańcu, który stale trzymała w ręku i którym stale się „posługiwała”. Często widziałem, jak koraliki różańca szybko prześlizgiwały się między jej palcami.

Pamiętam na przykład wspólną podróż w góry środkowych Indii, gdzie otwarto nowy uniwersytet. Siedziałem o stopień niżej od niej, a jej ręce z różańcem znajdowały się na wysokości moich oczu. Przez kilka godzin patrzyłem, jak nieprzerwanie przesuwała koraliki między palcami, robiła to jednak zdecydowanie zbyt szybko, aby zdążyć odmówić w tym czasie całe Zdrowaś Maryjo. Postanowiłem zapytać ją, jaką to modlitwę odmawia w takim tempie. Niestety, również dziś nie jestem w stanie tego powiedzieć, ponieważ zabrakło mi wówczas odwagi, aby ją o to zapytać. Coś powstrzymywało mnie przed tym, aby ją zapytać, w związku z czym dziś mogę snuć jedynie przypuszczenia, jaka mogła być treść owej odmawianej z niesłychaną szybkością modlitwy. Podejrzewam, że na każdym koraliku wydawała z siebie westchnienia modlitewne, wypowiadając krótkie wezwania, takie jak „Jezu, bądź miłościw mnie grzesznej” czy „Jezu, Synu Boży, zmiłuj się nade mną”.

Gdy byłem już kapłanem, ale wciąż studiowałem jeszcze misjologię w Rzymie, zapytałem pewnego razu Matkę Teresę: - Matko Tereso, Matki przemówienie w Oslo z okazji wręczenia Matce Nagrody Nobla zrobiło na wielu ludziach ogromne wrażenie. Teraz nawet na uniwersytetach pisze się na jego temat prace naukowe. Jak Matka przygotowywała się do przemówienia, z czego Matka korzystała? Czy ktoś Matce pomagał?

Matka Teresa nie odpowiedziała, tylko odwiązała od paska swój różaniec, uniosła go niczym sztandar i z niewiarygodnie szelmowskim wyrazem twarzy pomachała mi nim przed oczyma. To modlitwa, a właściwie całe życie duchowe, zwłaszcza sakramentalne, stanowiło fundament prowadzonego przez Matkę Teresę na całym świecie dzieła apostolskiego. Dziś jestem przekonany, że znam prawdziwy powód, dla którego często mogłem jej towarzyszyć - Matka Teresa potrzebowała kapłana, który codziennie odprawiałby dla niej i dla sióstr Mszę świętą i u którego mogłyby się spowiadać.

Siostry odbywały codziennie co najmniej godzinną adorację przed Najświętszym Sakramentem. Gdy w roku 1972 Bangladesz dotknęła wielka powódź, Matka Teresa natychmiast wysłała swe siostry, aby niosły tam pomoc. Skala tragedii była olbrzymia, a ogrom pracy do wykonania przekraczał ludzkie siły. Poproszono więc siostry, by w porach modlitwy wyjątkowo nie przerywały pracy.

Kontemplacja wypisana na twarzy

Matka Teresa postanowiła, że nie będzie wyjątków, mówiąc: „Nie, siostry będą powracać do domu na adorację i Mszę świętą”. Wiele osób, które pomagały w zwalczaniu skutków katastrofy, nie było wówczas w stanie tego zrozumieć, dla niej było jednak oczywiste, że siły jej sióstr wyczerpią się, jeżeli nie będą się one żywić codzienną Eucharystią i adoracją.

Z nieustającej modlitwy Matki Teresy wypływało jej nieustające świadectwo. W czasie licznych wspólnych podróży uderzał mnie fakt, że nie było chwil, w których nie występowałaby jako zakonnica, a przede wszystkim jako głosicielka miłości Jezusa. Gdy towarzyszyłem jej jako kapłan, nosząc koloratkę i pełniąc oficjalne funkcje, moja posługa w pewnym momencie się kończyła. Gdy tylko wracałem do kwatery lub kładłem się w pokoju gościnnym sióstr, by odpocząć, przez pewien czas nie byłem dostępny dla nikogo. Oczywiście nie przestawałem być wówczas księdzem, ale czynne dawanie świadectwa ustępowało miejsca zmęczeniu lub potrzebie odpoczynku i odprężenia się. U Matki Teresy sytuacje takie - jak się wydawało - nie zdarzały się, niezależnie od tego, czy była chora, poruszała się na wózku inwalidzkim, czy też znajdowała się na lotnisku lub wśród swych sióstr. Jej życie polegało na ciągłym dawaniu świadectwa. Doświadczenie tęsknoty Boga za naszą miłością przenikało ją do tego stopnia, że nigdy nie było ono w stanie ustąpić miejsca własnym potrzebom. Powiedziałbym wręcz, że nie potrafiła dotknąć chleba, nie myśląc o Eucharystii. Głód fizyczny i inne formy niedostatku stanowiły dla niej zawsze wyraz naszego głodu Chrystusa. W swym codziennym życiu pokazywała, że nasze życie na ziemi jest zalążkiem życia wiecznego.

Podobnie jak Jan Paweł II, Matka Teresa nigdy nie przepuszczała okazji do spotkania się z młodymi ludźmi - tak przynaglała ją do tego miłość Chrystusa. Czuła przymus wewnętrzny, by powiedzieć im po prostu: „Młodzi, słuchajcie, świętość jest wielkim celem, warto go pragnąć, warto do niego dążyć - i z Bożym błogosławieństwem można go osiągnąć”. Bardzo dokładnie wyczuwała, kiedy była pora na dawanie świadectwa, ale nie obawiała się czynić tego również nie w porę.

***

Niezliczoną ilość razy Matka Teresa cytowała słowa: „Rodzina, która modli się razem, razem pozostaje” („A family who prays together stays together”). To przypisywane jej zdanie wcale nie pochodzi od niej - jego autorem jest ojciec Peyton, amerykański ksiądz i wielki apostoł modlitwy rodzinnej. Matka Teresa utożsamiała się z nim, ponieważ jej wielkim pragnieniem było to, aby rodziny wspólnie się modliły i panowała w nich pełna miłości jedność. Swym rozmówcom wciąż zadawała pytanie: „Gdzie zaczyna się miłość?”, aby zaraz sama udzielić na nie odpowiedzi: „Miłość zaczyna się w domu, w rodzinie”.

„Rodzina - tak słowa Matki Teresy cytował kiedyś ojciec Brian Kolodiejchuk MC - jest w ręku Boga instrumentem szczególnym, ponieważ to przede wszystkim poprzez rodzinę Bóg pragnie powiedzieć nam, że jesteśmy stworzeni do rzeczy wielkich - a mianowicie do tego, aby kochać i być kochanymi. Tak, jak wyglądają nasze rodziny, będą wyglądać też nasze stosunki z innymi ludźmi, i tak będą wyglądać również nasze wioski, miasta i cały kraj. Jeżeli rodziny będą miejscem miłości, pokoju i świętości, to w miłości, pokoju i jedności z Bogiem oraz z sobą będą żyć także nasze ojczyzny i cały świat”.

W wielu miastach świata siostry opiekują się starszymi i słabymi ludźmi. Wyposażenie domów jest zawsze bardzo proste, ale jest w nich bardzo czysto i zwraca uwagę to, że ludzie starsi w towarzystwie swoim i sióstr wyglądają na szczęśliwych. Powiedziałem kiedyś o tym Matce Teresie, a ona odparła:

- Ojcze, jak ci się wydaje, dlaczego w tak wielu domach starców ludzie przesiadują blisko wejścia i wpatrują się w drzwi?

Ponieważ nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi, Matka Teresa kontynuowała:

- Ponieważ do tych domów, w których pod względem materialnym niczego im nie brakuje, oddali ich być może ich synowie i córki. I tak naprawdę zostali przez swe dzieci zapomniani. Czy spotykasz w tych domach starszych ludzi z uśmiechem na twarzy?

Często są oni najbiedniejszymi z biednych, bo odczuwają wielki głód - głód miłości. Musimy zawsze zadawać sobie pytanie: czy takich najbiedniejszych z biednych nie ma w naszej rodzinie? Musimy też pamiętać, że miłość zaczyna się w domu.

Tak, w rodzinie doświadczamy tego, co oznaczają słowa Jezusa, gdy mówi On o sobie, że jest Drogą, Prawdą i Życiem. Używając słów Matki Teresy, „to, co odnosi się do każdego człowieka, odnosi się także do rodziny - rodzina, słuchając słów Jezusa, słucha Prawdy. Przestrzegając Jego przykazań, podąża za Jezusem, który jest Drogą. Przyjmując Jego sakramenty, czerpie życie z Jezusa, który jest Życiem”.

opr. aw/aw







 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: duchowość śmierć modlitwa Eucharystia adoracja charyzmat Kalkuta umierający ubodzy Matka Teresa z Kalkuty samotność Misjonarki Miłości biedni służba ubogim