Groza zgorszenia i okazji do grzechu większa niż kalectwo i śmierć

Groza zgorszenia i okazji do grzechu większa niż kalectwo i śmierć
Tydzień temu w Ewangelii Jezus zachęcał do otwarcia serca na dzieci. Dziś przestrzega nas przed zgorszeniem dawanym ludziom „małym”. Znów chodzi o dzieci, ale także o osoby nie mające wysokiej pozycji społecznej. Jezus mówi zdecydowanie i dosadnie: „kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze”.
Jezus przestrzega przed sytuacją, w której z powodu naszego zachowania, postępowania, z powodu naszych słów ktoś popełniłby grzech. Oczywiście, każdy człowiek może niestety drugiego doprowadzić do grzechu, jednak jeśli Jezus przestrzega, by nie doprowadzać do grzechu ludzi „małych”, to znaczy, że przestrogę kieruje przede wszystkim do tych, którzy podejmują odpowiedzialność za dzieci, za młodzież, za niepełnosprawnych. Ostrzeżenie dotyczy zatem przede wszystkim rodziców, duszpasterzy, nauczycieli, wychowawców, opiekunów, ale także ludzi mediów i twórców kultury.
W dzisiejszym kontekście społecznym słowa Pana Jezusa odczytuje się przede wszystkim przez pryzmat sfery seksualnej i ma się na myśli grzech pedofilii. Prawdą jest, że pedofilia jest ciężkim wykroczeniem przeciw młodemu człowiekowi. Jest poważną krzywdą wyrządzoną drugiemu. Rodzi ona szczególnie poważne zgorszenie, jeśli jest dokonana przez duszpasterza, nauczyciela, opiekuna, osobę z rodziny.
Równocześnie trzeba dodać, że pouczenie Jezusa z dzisiejszej Ewangelii należy rozumieć szerzej. Chodzi w nim o wiele innych sytuacji, które sprawiają, że „mały”, czyli na przykład dziecko czy młodzieniec popełnią grzech z powodu zachowania dorosłych. Niezwykle bolesny jest tu przypadek, w którym to postawa rodziców sprawia, że dziecko nie uczestniczy w niedzielnej Mszy świętej. Może zdarzyć się tak, że dziecko na katechezie dowie się, iż dobrowolne opuszczenie Mszy w niedzielę jest grzechem ciężkim. Po czym wraca do domu i widzi, że rodzice nie idą do kościoła albo tak organizują weekendowy wyjazd, że nie ma w nim miejsca ani czasu na Eucharystię. Choć samo dziecko bierze pewną odpowiedzialność za nieuczestniczenie we Mszy św. (tym większą, im jest starsze), to jednak rodzice taką odpowiedzialność ponoszą w sposób szczególny (tym większą, im dziecko jest mniejsze i bardziej od nich zależne). Wiara i niewiara są osobistą decyzją każdego człowieka, jednak rodzice winni stawiać sobie pytanie, czy zrobili wszystko, by w dziecku umocnić wiarę, winni zapytać siebie, czy swoją postawą nie doprowadzili do niewiary swoich dzieci.
To samo dotyczy wychowania moralnego dzieci. Dorośli (duszpasterze, rodzice, nauczyciele) powinni sobie postawić pytanie, czy nauczyli młode pokolenie dokonywać właściwych wyborów moralnych i czy dali w tym względzie dobry przykład. Ten, kto promuje (na przykład w mediach) akty seksualne poza małżeństwem, w tym te określane literami LGBT, ten prowadzi do zgorszenia, gdyż popiera zachowanie grzeszne. Każde bowiem dobrowolne współżycie poza małżeństwem jest grzechem. Kapłan odchodzący od kapłaństwa daje ciężkie zgorszenie, bo pokazuje, że można być niewiernym, że można złamać przyrzeczenia złożone w dniu święceń. Zaciemnia prawdę o świętości kapłaństwa. A to osłabia wiarę i życie moralne wspólnoty Kościoła. Małżonkowie rozwodzący się dają zgorszenie własnym dzieciom, ale i swojemu otoczeniu, bo pokazują, że można nie dotrzymać przysięgi złożonej przy ołtarzu, osłabiając w ten sposób społeczne rozumienie nierozerwalności małżeństwa. Zaciemniają prawdę o małżeństwie i sprawiają, że kolejnym osobom łatwiej będzie podjąć decyzję o rozwodzie.
Co oznaczają w wypowiedzi Jezusa „kamień młyński” i „wrzucenie do morza”? To nie jest preferowanie wyroku śmierci dla gorszycieli. Jezus nie mówi, że należy uwiązać kamień młyński i wrzucić do wody. Całe zdanie Jezusa jest w trybie przypuszczającym, warunkowym: „kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze”. Tak sformułowane zdanie oznacza pewne ważenie ciężarów i pokazanie, że lepszym od zgorszenia jest eliminacja gorszyciela, i byłoby to rozwiązanie lepsze zarówno dla społeczeństwa, bo uniknęłoby się zgorszenia, jak i dla samego gorszyciela, bo nie miałby dalszych możliwości zgorszenia. To zdanie pokazuje też, że w życiu śmierć fizyczna jest mniejszym problemem niż popełnianie grzechów ciężkich. Jeśli bowiem ktoś umiera pojednany z Bogiem, to nie grozi mu wieczne potępienie. Jeśli zaś ktoś żyje w grzechu ciężkim, popełnia kolejne i innych doprowadza do grzechów, to naraża na wieczne potępienie przede wszystkim siebie, ale i innych. Choć ustaliliśmy, że Jezus nie mówi tu o karze śmierci, to jednak właśnie z powodów wyżej przywołanych (czyli eliminacja ze społeczeństwa ciężkich przestępców w celu ochrony tegoż społeczeństwa), Kościół przez wieki dopuszczał wykonywanie kary śmierci. Znane są sceny z filmów, w których ktoś idzie na miejsce wykonania kary śmierci, a wcześniej spowiada się i jedna się z Bogiem. Dziś z racji na lepiej rozwinięte systemy penitencjarne Kościół sprzeciwia się karze śmierci. Wychodzi bowiem z założenia, że obecnie można inaczej chronić społeczeństwo przez ciężkimi przestępcami.
W dzisiejszej Ewangelii Jezus przestrzega także przed narażaniem się na okazję do grzechu. Mówi: „Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie, chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie”. I znów nie jest to zachęta do samookaleczania się. Słowa te wzywają do tego, by czynić wszystko (nawet za cenę poważnych strat życiowych), by nie popełnić grzechu ciężkiego, by nie wchodzić w okazję do grzechu. Tak jak wcześniej powiedzieliśmy, że w życiu mniejszym problemem jest śmierć fizyczna niż popełnianie grzechów ciężkich, które grzo utratą zbawienia, tak tu możemy stwierdzić, że mniejszym problemem jest niepełnosprawność fizyczna i kalectwo (brak oka, ręki, nogi) niż dobrowolne narażanie się na popełnienie grzechu ciężkiego. Dlatego też Kościół naucza, że dobrowolne narażanie się na okazję do grzechu już jest grzechem. Od grzechu bowiem trzeba stać jak najdalej. To tak jak nieprzekraczanie pasu bezpieczeństwa na peronie w chwili, gdy nadjeżdża pociąg.
Nauka Jezusa jest stanowcza, czytelna, jednoznaczna. Gdybyśmy wszyscy w Kościele i społeczeństwie, księża i świeccy, starsi i młodsi przyjęli tę naukę w całości i zastosowali ją w życiu, to byłoby na świecie mniej zgorszeń, zła i krzywd.

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama