s³odki cukiereczek

Zapraszamy do czytelni Wed³ug autorów Wed³ug dziedzin Wed³ug tematów Wyszukaj


Magdalena Korzekwa

Cz³owiek, hormony i mi³o¶æ



Wiara w to, ¿e mi³o¶æ to jedynie biochemia i hormony,
jest najgro¼niejszym zabobonem XXI-go wieku.

XXI wiek przynosi wiele paradoksów. Jednym z nich jest coraz szybszy rozwój nauk przyrodniczych i technicznych, któremu towarzyszy coraz wiêkszy kryzys nauk o cz³owieku. Wiêkszo¶æ biologów, seksuologów, psychologów i socjologów da³a siê zaszanta¿owaæ tak zwan± „poprawno¶ci±” polityczn±, która w rzeczywisto¶ci ingeruje nie tylko w ¶wiat polityki, ale te¿ w ustalenia nauk o cz³owieku. Wed³ug „naukowców”, którzy poddaj± siê dyktatowi politycznej „poprawno¶ci” cz³owiek w ogóle przesta³ istnieæ! Istnieje tylko dwuno¿ne zwierzê, które biernie wykonuje polecenia instynktów, popêdów i hormonów. Oczywi¶cie „nowocze¶ni” naukowcy wierz±, ¿e owe instynkty, popêdy i hormony wymy¶li³y same siebie...

Na szczê¶cie tak¿e w XXI wieku ka¿dy cz³owiek têskni za mi³o¶ci±. Têsknota ta jest wspólna wszystkim ludziom, bo nikt z nas nie pochodzi od ma³py, lecz wszyscy pochodzimy od Mi³o¶ci! Bóg jest tak niezwyk³± mi³o¶ci±, ¿e zupe³nie przekracza granice naszych oczekiwañ i marzeñ. Uczenie siê takiej mi³o¶ci stawia nam wysokie wymagania. Mi³o¶æ traktuje nas powa¿nie i nigdy nie proponuje czego¶ ³atwego, a przez to banalnego. W³a¶nie dlatego mi³o¶æ prawdziwa bywa tak czêsto wypaczana i zniekszta³cana. Najbardziej niepokoj±ca sytuacja ma miejsce wtedy, gdy mi³o¶æ z jej karykaturami myl± ci, którzy powinni byæ specjalistami w tej dziedzinie, a zatem ksiê¿a, psycholodzy i inni specjali¶ci od cz³owieka.

W tej sytuacji coraz wiêcej m³odych ludzi ulega iluzji, ¿e mi³o¶æ to sprawa hormonów i feromonów, albo ¿e istot± mi³o¶ci jest seks, uczucie, tolerancja czy akceptacja.

Mi³o¶æ to wiêcej ni¿ uczucia

Osiemnastoletnia Ola — uczennica drugiej klasy jednego z renomowanych ogólniaków — twierdzi, i¿ mi³o¶æ to najpiêkniejsze uczucie. „Kocham Daniela i wiem, ¿e on czuje to samo”. Podobnie twierdzi wiele jej kole¿anek. Dla nich mi³o¶æ jest emocjonalnym zauroczeniem i mi³ym nastrojem. Gdyby jednak mi³o¶æ by³a uczuciem, to nie mo¿na by jej ¶lubowaæ. Uczucia s± przecie¿ zmienne, a mi³o¶æ jest trwa³a. Gdy w zesz³ym tygodniu s³ucha³am homilii na Mszy ¶w., podczas której moja kole¿anka bra³a ¶lub, „dowiedzia³am siê” od ksiêdza, ¿e ¿yczy nowo¿eñcom, aby „to uczucie trwa³o przez ca³e ¿ycie”. S± to szczere i serdeczne ¿yczenia. Nie s± to natomiast ¿yczenia dojrza³e, gdy¿ wprowadzaj± w b³±d, bo sugeruj±, ¿e mi³o¶æ opiera siê na uczuciach. Tymczasem uczucia zawsze towarzysz± mi³o¶ci, ale nie powinny stanowiæ kryterium postêpowania dla tych, którzy kochaj±. Bóg nie jest uczuciem lecz w³a¶nie mi³o¶ci±. Ka¿dy z nas zna przyk³ady nieszczê¶liwej „mi³o¶ci”, czyli sytuacji, w której kto¶ pomyli³ mi³o¶æ z zakochaniem.

Mi³o¶æ to nie seks

Zgodzi³am siê na seks, bo prosi³, ¿ebym mu udowodni³a, jak bardzo go kocham.” — zwierza siê z bólem jednak z kole¿anek Oli. Po owym „udowodnieniu” ch³opak j± porzuci³. Przesta³a byæ dla niego cenna i atrakcyjna. Poszed³ szukaæ sobie innej, która te¿ „udowodni mu”... w³asn± naiwno¶æ. Wanda Pó³tawska — autorka ksi±¿ek o ma³¿eñstwie i rodzinie zaprzyja¼niona z Janem Paw³em II — zwraca uwagê na to, i¿ „m³odzi ludzie przed ma³¿eñstwem nazywaj± mi³o¶ci± to, ¿e jest im razem przyjemnie, albo wrêcz, ¿e prze¿ywaj± zjednoczenie cielesne — niejednokrotnie tak w³a¶nie mówi±: „kochali¶my siê”, mówi±c o wspó³¿yciu cielesnym.” Rzeczywi¶cie, coraz wiêcej m³odych osób uto¿samia mi³o¶æ z seksem.

Tymczasem ks. Marek Dziewiecki przypomina nam o tym, ¿e „seksualno¶æ oderwana od mi³o¶ci staje siê miejscem wyra¿ania przemocy, do gwa³tu w³±cznie, a tak¿e miejscem przekazywania ¶mierci, do aborcji i ¶miertelnych chorób wenerycznych w³±cznie.” Dojrzali ludzie wiedz± o tym, ¿e nawet w ma³¿eñstwie seksualno¶æ jest jedynie „czubkiem góry lodowej” w ca³ym morzu czu³o¶ci. „Wspó³¿ycie seksualne powinno byæ szczególnym znakiem mi³o¶ci ma³¿eñskiej. Szczególnym, ale nie jedynym.” — dodaje Wanda Pó³tawska. Kilka tysiêcy odcinków „Mody na sukces”, a tak¿e inne telenowele wy¶wietlane codziennie w godzinach najwy¿szej ogl±dalno¶ci na wszystkich kana³ach bardzo „dbaj±” o to, aby tworzyæ wiele karykatur mi³o¶ci. Nawet osoby uwa¿ane za wybitnych naukowców coraz czê¶ciej nie rozumiej± czym jest prawdziwa mi³o¶æ. Robert J. Sternberg, który jest okre¶lany jako wybitny amerykañski psycholog, rozumie mi³o¶æ wy³±cznie jako sumê trzech sk³adników: namiêtno¶ci, intymno¶ci i zobowi±zania. Jego powa¿nym b³êdem jest to, ¿e nie odró¿nia on mi³o¶ci od zakochania. Tymczasem zakochanie ma wspólnego z mi³o¶ci± tyle, ¿e mo¿e j± poprzedzaæ. Mo¿e, ale nie musi. Czêsto nie prowadzi do mi³o¶ci, ale do rozczarowania, krzywd i dramatycznych zranieñ. Kto¶, kto jest zakochany, koncentruje siê na w³asnych prze¿yciach i przyjemno¶ciach zamiast na trosce o drug± osobê. Jacek Pulikowski — znany autor ksi±¿ek o mi³o¶ci i zakochaniu — w ksi±¿ce „Zakochanie... i co dalej?” podaje zasady, które warto respektowaæ, je¶li chcemy, by zakochanie sta³o siê krokiem w stronê mi³o¶ci. Ludzie niedojrzali traktuj± zakochanie nie jako fazê dorastania do mi³o¶ci, ale jako sposób na ¿ycie.

„Wolne” zwi±zki wolne od...

Jedn± z karykatur mi³o¶ci jest mylenie jej z tak zwanymi „wolnymi” zwi±zkami. Wspomniana ju¿ wcze¶niej osiemnastoletnia Ola z wielk± dum± w glosie opowiada kolegom i kole¿ankom z klasy o tym, ¿e zamierza ¿yæ w „wolnym” zwi±zku. „To my zdecydujemy, kiedy chcemy byæ razem, a kiedy siê rozstaæ. Po co mêczyæ siê z za³atwianiem ¶lubu, a pó¼niej rozwodu. W „wolnym” zwi±zku jeste¶my wolni!” — wykrzykuje i znajduje aprobatê wielu rówie¶ników. Tymczasem „wolne” zwi±zki s± wolne od... mi³o¶ci. Mi³o¶æ jest decyzj± na ca³e ¿ycie. Gdy decydujemy siê troszczyæ siê o dobro drugiej osoby, to przynosi nam to ogromn± rado¶æ, a przede wszystkim rado¶æ kochanej osobie. Na szczê¶cie nie wszyscy m³odzi ludzie maj± takie ma³e „marzenia”, jak Ola i jej ch³opak. Uczeñ tej samej szko³y — Kamil — tak¿e osiemnastolatek, który zamierza studiowaæ prawo, mówi, ¿e marzy o tym, aby mieæ ¿onê, któr± pokocha na zawsze, by przez ca³e ¿ycie mogli byæ szczê¶liwi. Dla niego mi³o¶æ to nieodwolalna decyzja troski o dobro drugiej osoby. Nic z³ego w „wolnych” zwi±zkach nie widzi Sarah Cussen, która mówi: „wolne zwi±zki zmieniaj± dotychczasow± koncepcjê pojêcia rodziny. Trzeba zapomnieæ o stereotypie: ojca zapewniaj±cego utrzymanie i matki zajmuj±cej siê domem, którzy wychowuj± ¶rednio 2,4 dziecka we wspólnym mieszkaniu z gara¿em.”. To, co jest normalne i przynosi ludziom szczê¶cie, nazywa ona stereotypem. Na szczê¶cie wiele rodzin, a w¶ród nich pierwsze ma³¿eñstwo, które zosta³o og³oszone ¶wiête (jest nim Józef i Maryja!) potwierdza, ¿e sposób ¿ycia i model rodziny, jaki zosta³ zapocz±tkowany ju¿ na pocz±tku stworzenia, mo¿e staæ siê drog± ¶wiêto¶ci, je¶li tylko opiera siê na mi³o¶ci.

Warto przytoczyæ s³owa ks. Marka Dziewieckiego, który zwraca uwagê na wa¿ny fakt, i¿ osoby, które ¿yj± w „wolnych” zwi±zkach „u¿ywaj± wewnêtrznie sprzecznego wyra¿enia (je¶li wolny, to nie zwi±zek, bo nic mnie nie wi±¿e) po to, by ukryæ bolesny dla nich fakt, ¿e ich „wolny” zwi±zek to w rzeczywisto¶ci zwi±zek niewierny, niep³odny, nietrwa³y, powierzchowny, egoistyczny.” Najczê¶ciej osoby rozpoczynaj±ce taki sposób ¿ycia nie zdaj± sobie sprawy z konsekwencji, jakie je nieuchronnie spotkaj±. „Takie zwi±zki prowadz± do dramatycznych rozczarowañ i dlatego u wielu wspó³czesnych ludzi powoduj± niewiarê w mo¿liwo¶æ wiernej i odpowiedzialnej mi³o¶ci miêdzy mê¿czyzn± a kobiet±” — dodaje cytowany duszpasterz i psycholog.

Naiwno¶æ

Wiele kobiet cierpi, gdy¿ myli mi³o¶æ z naiwno¶ci±. Takie kobiety s±dz±, ¿e powinny „poddaæ siê” uzale¿nionemu mê¿owi, nawet je¶li stosuje on przemoc. Do tego dochodzi t³umaczenia religijne „Skoro Chrystus cierpia³, to ja te¿ muszê” — wyznaje z p³aczem s±siadka mojej znajomej, której m±¿ przebywa w³a¶nie w izbie wytrze¼wieñ. Nale¿y dodaæ, ¿e policjê wezwali s±siedzi. Chrystus cierpia³, ale to nie by³a naiwna ofiara z Jego strony. Gdy Chrystus zosta³ spoliczkowany po tym, jak powiedzia³ prawdê, zapyta³ krzywdziciela: «Je¿eli ¼le powiedzia³em, udowodnij, co by³o z³ego. A je¿eli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?» (J 18, 23). Dlaczego zatem przyj±³ krzy¿? Bo wiedzia³, ¿e to mo¿e kogo¶ przemieniæ. Nauczy³ nas ¿yæ w ka¿dej sytuacji, a zatem tak¿e w chwili, gdy umiera siê za mi³o¶æ i prawdê. Chrystus uczy nas m±drej mi³o¶ci, a zatem wolnej od naiwno¶ci. Mamy prawo broniæ siê wtedy, gdy jeste¶my nies³usznie potêpiani czy krzywdzeni. Niestety s±siadka mojej znajomej nawet od swojego proboszcza us³ysza³a, ¿e powinna znosiæ cierpienie, jakim „obdarzy³” j± Bóg. Szkoda, ¿e ksi±dz ten nie czyta Ewangelii, w której Chrystus uczy nas jedynej prawdziwej, czyli m±drej mi³o¶ci. On sam wspiera³ ludzi szlachetnych, Twardo upomina³ b³±dz±cych i stanowczo demaskowa³ krzywdzicieli.

Akceptacja i tolerancja

Te dwa s³owa wisz± w niejednej szkole na tablicy og³oszeñ. To nowe „bo¿ki” XXI-go wieku. Plakat, stawiaj±cy akceptacjê i tolerancjê na pierwszym miejscu w¶ród warto¶ci, zauwa¿y³am nawet w jednym ze szkolnych gabinetów lekarskich. Tymczasem tolerowaæ mo¿na tylko to, co dobre i co nie krzywdzi cz³owieka, a akceptowaæ mo¿na tylko to, co s³u¿y dobru cz³owieka. Je¶li jednak tolerancja by³aby najwy¿sz± warto¶ci±, to nie wolno by³oby ¶cigaæ przestêpców! I nie móg³by istnieæ kodeks karny. „Gdyby tolerancja by³a najwiêksz± warto¶ci±, to musia³aby tolerowaæ wszystko, tak¿e nietolerancjê” — zauwa¿a ten sam nastolatek, który marzy o szczê¶liwej rodzinie i który potrafi krytycznie my¶leæ.

Wiele osób my¶li, ¿e mi³o¶æ jest tym samym, co akceptacja. „Akceptuje mnie tak±, jak± jestem” — us³ysza³am z ust kole¿anki, która jest przekonana, i¿ jej ch³opak bardzo j± kocha. Warto znów przytoczyæ s³owa ks. Dziewieckiego: „akceptowaæ drugiego cz³owieka, to mówiæ: b±d¼ sob±; pozostañ takim, jakim jeste¶ tu i teraz! Tego typu przes³anie jest skrajn± naiwno¶ci± wobec ludzi, którzy prze¿ywaj± kryzys. Nikt roztropny nie zachêca bandyty, z³odzieja czy gwa³ciciela do tego, by by³ sob±.” Gdy m³oda dziewczyna, najprawdopodobniej maturzystka, zwraca uwagê, i¿ w takim razie mo¿na akceptowaæ kogo¶, kto jest dobrym cz³owiekiem, a nie przestêpc±, ks. Marek dodaje: „akceptacja to co¶ znacznie mniej ni¿ mi³o¶æ nie tylko w odniesieniu do ludzi w kryzysie, ale tak¿e w odniesieniu do ludzi szlachetnych. Nikt z nas nie jest przecie¿ na tyle dojrza³y, by nie móg³ siê dalej rozwijaæ. W rozwoju cz³owieka nie ma granic!” Akceptacja „zamra¿a” cz³owieka w obecnej fazie rozwoju, a mi³o¶æ to si³a, która pomaga nam nieustannie siê rozwijaæ a¿ do radosnej ¶wiêto¶ci.

Hormony i mózg

Alek — finalista tegorocznej olimpiady filozoficznej — twierdzi, ¿e to hormony decyduj± o tym, czy kogo¶ kocha. „A pó¼niej powstaje przywi±zanie i dlatego chce mi siê przebywaæ z t± osob±”. Ewelina — tak¿e licealistka, uwa¿aj±ca siê za ateistkê — mówi: „Zastanówmy siê, czym jest mi³o¶æ. Mózg! Mi³o¶æ - jak ka¿de uczucie - pochodzi z mózgu. Wspomagana jest ró¿nego rodzaju ¶rodkami chemicznymi, po¿±danie mo¿emy wzbudziæ ró¿nego rodzaju afrodyzjakami... To taki banalny przyk³ad.” ¯adna z tych osób nie chce zauwa¿yæ, ¿e to nie mózg, a osoba decyduje o tym, czy kogo¶ kocha. To „ja”, a nie jaka¶ czê¶æ mnie ma wp³yw na moje zachowania. Jest tego pewna dziewiêtnastoletnia Alicja mieszkaj±ca w Raciborzu. „Mi³o¶æ pozwala mi stawaæ siê wiêksz± od samej siebie. To, ¿e kocham zale¿y przecie¿ ode mnie i od moich marzeñ.” Co zatem z hormonami i mózgiem? Maj± racjê ci naukowcy, którzy, mówi±c o procesach chemicznych, hormonach i pracy mózgu, nie zapominaj± o wolnych decyzjach osoby. Kocha ca³y cz³owiek, a nie tylko jego mózg.

Rado¶æ znakiem mi³o¶ci

Jan Pawe³ II wielokrotnie zachêca³ nas: „Uczcie siê kochaæ! Uczcie siê kochaæ od Chrystusa!” Kochaæ naprawdê to uczyæ kochaæ i wspólnie powracaæ do raju, który trac± ci, co nie kochaj±. Prawdziwej mi³o¶ci towarzyszy rado¶æ. Rado¶æ nie wyp³ywa jednak z samego faktu, ¿e istniejê, ale rodzi siê we mnie wtedy, gdy kocham i gdy jestem kochana. Po rado¶ci naj³atwiej mo¿na rozpoznaæ mi³o¶æ. Rado¶ci nie dozna ten, kto uto¿samia mi³o¶æ z uczuciem, zakochaniem, wspó³¿yciem seksualnym, ”wolnymi” zwi±zkami, naiwno¶ci±, hormonami... Tylko ten, kto podejmuje decyzjê troski o czyj¶ rozwój, kocha naprawdê. Tylko ten, kto kocha i jest kochany, mo¿e byæ szczê¶liwy. Mi³o¶æ i rado¶æ nie opuszcza cz³owieka nawet na ¶cie¿kach cierpienia. Dowodem tego jest rado¶æ Jana Paw³a II, który w godzinie swojej ¶mierci pozostawi³ nam szczególny znak „Jestem radosny. I wy b±d¼cie rado¶ni”.

B±d¼my, czyli kochajmy!


opr. mg/mg



 wy¶lij znajomym

Zobacz tak¿e:
Benedykt XVI, Katecheza o prawie i uczynkach mi³o¶ci
Stefan Swie¿awski, Geneza lubelskiej szko³y filozoficznej
Marek Dziewiecki, Mi³o¶æ i fizyczna blisko¶æ
Jan Ozga, Znale¼æ jednego, by pomóc
Natalia Budzyñska, Seks po Bo¿emu
Benedykt XVI, "Z³ota zasada" mi³o¶ci jest zapisana w ka¿dym sercu
Benedykt XVI, Katecheza papieska o Paw³owym rozumieniu krzy¿a
Lech Mankiewicz, Marek Paw³owski, Proste i tanie eksperymentowanie
Marek Dziewiecki, Agnieszka Warecka, Kobieta - arystokratka w¶ród osób
Marek Dziewiecki, M³odzi pytaj± o mi³o¶æ, rodzinê i wychowanie
Komentarze internautów:

Pytanie (Jasmin, 2007-07-14 18:21:53)
 mam te¿ pytanie. Czy...  wiêcej   skomentuj tê wypowied¼

Akceptacja (Jasmin, 2007-07-14 18:18:31)
 Akceptacja nie jest...  wiêcej   skomentuj tê wypowied¼

     Mi³o¶æ to wiêce ni¿ akceptacja... (My¶l±cy..., 2007-07-17 23:32:27)
 Moim zdaniem,...  wiêcej   skomentuj tê wypowied¼

Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Ko¶cio³a | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjêæ | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Pawe³ II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Liturgia - na dzi¶ i na niedziele | Mapa serwisu | Msze ¶w. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Nowo¶ci na naszych stronach | PDA | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | S³ownik | Sonda | ¦wiêci patroni | Szukaj | Teologia | Twój g³os w dyskusji | Varia | ¯ycie Ko¶cio³a |