Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Boné Édouard

Bóg, niepotrzebna hipoteza?


Tytuł oryginału. DIEU. Hypothèse inutile?
Wydanie w języku polskim zrealizowane za pośrednictwem
Agencji Literackiej Eulama
Wydawnictwo WAM 2004




Rozdział III. Big bang, dziecko z probówki, internet:
i w tym wszystkim Bóg?

Dwa przeciwstawne prądy

Rzecz w tym, że nasze współczesne społeczeństwo jest wystawione na działanie dwu sprzecznych ze sobą nurtów, które warto tutaj krótko omówić. Z jednym z nich utożsamiają się ci wszyscy, którzy ciągle jeszcze wiele oczekują od nauki. Jest ich niemało. Nie mielibyśmy racji, gdybyśmy ich zlekceważyli, nawet jeżeli ich entuzjazm nie zawsze jest wolny od pewnego rodzaju „scjentyzmu”, a niekiedy brak im przenikliwości. Są oni wrażliwi na przypomniane wyżej spektakularne sukcesy i od nauki oczekują rozprawienia się z plagami raka i AIDS. Oddanie do dyspozycji całego społeczeństwa informacji dawniej zarezerwowanych dla niewielkiej liczby uprzywilejowanych wydaje się im znacznym postępem i otwarciem na rozwiązanie centralnych problemów dzisiejszej ludzkości. Mają oni w dużej mierze rację.

Jednocześnie, mniej więcej od ćwierćwiecza, i to w krajach o wysoko rozwiniętej technologii, jesteśmy świadkami rozpowszechniania się postawy antyscjentyzmu albo przynajmniej radykalnego kwestionowania sensu i granic aktywności naukowej, obserwujemy krytykę jej planów i metod. Obok skrajnego, nieprzejednanego ekologizmu w czystej postaci, który przyrodę uważa za wartość samą w sobie, obok transponowania go na teren kultury i polityki, dochodzi do głosu znacznie szersza i głębsza refleksja albo nawet wręcz kontestacja technicznej potęgi człowieka. Kwestionuje się sam sens sukcesów i oblicza się „cenę”, jaką musimy płacić za postęp. W wyniku tego pojawiło się całe spektrum różnego rodzaju inicjatyw, od seminariów naukowych albo warsztatów, aż po mrowie sekt czy ruchów katalogowanych pod hasłem New Age. I tak w Stanach Zjednoczonych obserwujemy nawrót fundamentalizmu, kreacjonizmu lub rozmaitych konserwatyzmów, które współczesne trudności i porażki składają na karb poczynań ludzkiego rozumu, zainicjowanych w epoce oświecenia.

Jak wytłumaczyć współistnienie tych dwóch, sprzecznych z pozoru prądów w obrębie tego samego oświeconego społeczeństwa? Nie od rzeczy będzie przypomnieć najpierw, że te dwa nurty nie są bezpośrednio związane z dawną opozycją dzielącą naukę i wiarę. Nie w imię jakiejś religijnej wiary ekologiści wyruszają do walki z lokalizacją urządzeń nuklearnych, ekonomiści kontestują cywilizację stawiającą sobie za cel maksymalizację produkcji i dochodów, albo socjologowie przeciwstawiają się w krajach Trzeciego Świata, a nawet tu na miejscu, niektórym technologiom niszczącym relacje międzyludzkie i drastycznie ograniczającym zatrudnienie. Także nie w duchu sekciarskim ani z pozycji walczącego agnostycyzmu tylu naszych współczesnych pragnie zaspokoić głód wiedzy, entuzjazmuje się badaniami, pokłada ufność w nauce i jej technologicznych zastosowaniach, po których wiele się spodziewają. Przedstawicieli obydwu prądów spotykamy na uniwersytetach Paris-Nantes, Patrice Lumumby w Moskwie, UCLA, Sherbrooke, Louvain, Brukseli i MIT. I nasze pytanie: „A Bóg w tym wszystkim?” pojawia się jako całkiem realne. Trzeba się temu dokładniej przyjrzeć.

 

Prawo narastającej złożoności

Chrześcijanie powinni raz na zawsze pozbyć się wątpliwości co do zasadniczej słuszności prowadzenia badań naukowych oraz wartości nauki i jej zastosowań technologicznych. Czy trzeba raz jeszcze przypomnieć centralny temat naszego opracowania? Stwórca rozumnego, myślącego człowieka, to ten sam Bóg, który objawia się w Jezusie Chrystusie. On chciał, żeby nasz rozum był badawczy i krytyczny, a prawidłowe posługiwanie się nim prowadziło nas do odkrywania nowych prawd. Dzisiejsza nauka daje nam, przyznajmy to, dość pełny obraz naszych początków, nie we wszystkich szczegółach oczywiście, ale w ogólnym zarysie i charakteryzujący się zasadniczą spójnością — i to jest coś wspaniałego. Ewolucja astrofizyczna, geneza i rozwój życia, proces hominizacji: historia świata, dzieje organizującej się materii. W ogólnym zarysie przewidział to już Lukrecjusz: przechodzenie od form prostszych, do bardziej złożonych, od mniejszej skuteczności do coraz większej. Od Big Bangu do pojawienia się życia, do umysłu refleksyjnego i do dzisiejszej ludzkości, jedna i ta sama ewolucja, posłuszna temu samemu prawu strukturalnemu, prowadzi całość widzialnego świata w kierunku coraz większej złożoności. Chociaż różnie definiowane, prawo to jest powszechnie uznawane przez nowożytną naukę.

Kosmos nie jest rzeczywistością statyczną: w miarę upływu czasu oziębia się, rozrzedza i osiąga coraz wyższy stopień organizacji. Ten sam gradient złożoności i organizacji przenika go od piętnastu miliardów lat, w czasie których zostały pokonane różne progi: (a) najpierw nieorganiczny, w astrofizyce, z galaktykami, pyłem gwiezdnym, Słońcem, jego planetami i Ziemią obdarowaną szczególnymi warunkami; (b) ciągle zgodnie z tym samym prawem złożoności, warunki te od około czterech miliardów lat były wykorzystywane do przekroczenia progu życia organicznego, któremu towarzyszyły takie zjawiska, jak: wielokomórkowość, system nerwowy, regulacje hormonalne, płciowość, stałocieplność, oddychanie w powietrzu, zapłodnienie maciczne; (c) wreszcie hominizacja wraz z chodem dwunożnym, rozwojem mózgu, uzdolnieniami rzemieślniczymi, iskierką świadomości, przebudzeniem się do życia osobowego, mową, symbolami, sztuką. To prawda, zaczynamy poznawać tę cudowną przygodę materii — „tworzywa świata”, jakby to bardziej precyzyjnie określił Teilhard de Chardin, jako że po drodze było coś więcej niż tylko materia; niezwykłe jest odkrywanie głębokiej jedności, która, jak się wydaje, stanowi wewnętrzne prawo rządzące całą tą przygodą: organizacja i złożoność, a w następstwie tego również rosnąca skuteczność. Zamiast się tym niepokoić, należałoby raczej zdumiewać się nad spójnością tego procesu.

 

Zamysł w naturze?

Ale na tym etapie refleksji mamy ochotę postawić „pytanie za jedną bańkę”: Czy w naturze jest jakiś zamysł? Jest to ten typ pytań, na które nauka nie jest zdolna odpowiedzieć, rodzaj pytań, jakie stawiał Leibniz: „Dlaczego raczej istnieje coś, niż nie ma niczego?” Dlaczego w naturze istnieją prawa, zamiast ich braku i całkowitego chaosu? A w zajmującym nas tutaj przypadku: dlaczego prawo złożoności? Są to zainteresowania filozofii, żeby nie powiedzieć — religii. Hubert Reeves3 napisał niedawno temu, że osobiście byłby skłonny przyjąć istnienie takiego zamysłu...
„W sensie alegorycznym, z wieloma cudzysłowami, można powiedzieć: gdyby «natura», Wszechświat czy rzeczywistość miała «zamysł» wyprodukowania istot obdarzonych świadomością, to «postąpiłaby» tak, jak właśnie się to stało”. Ale to nie jest odpowiedź „naukowa”.

Tak samo na próżno pytalibyśmy naukowca o to, co było przed Big Bangem. Big Bang stanowi ni mniej ni więcej tylko jego horyzont w czasie i przestrzeni: poza nim pojęcia czasu i przestrzeni są już dla niego pozbawione sensu. Big Bang jest początkiem naszej historii świata — takiej, jaką nauka potrafi odtworzyć. Wierzący natomiast myśli, że rzeczywisty początek historii znajduje się w sercu Boga, który nas stwarza. Ale tak mówiąc, od razu ustawiamy się poza czasem i przestrzenią, a tym samym również poza nauką.

Kiedy jednak zaczynamy rozumieć tę przygodę, kiedy odczytujemy jej etapy i odkrywamy nić Ariadny, jakiś kierunek, wtedy możemy dostrzec w niej jakiś sens i opatrznościową wolę. I to dodaje nam otuchy i pewności. Wtedy nasz świat nie znajduje się już w szponach ślepych sił, nie jest chaosem ani ofiarą brutalnego determinizmu. Wiara (o której powiedziano, że może coś „dodać” do naszych informacji naukowych) pozwala odkryć jakiś plan; Objawienie mówi coś więcej: że mianowicie działa tu Stwórca, sprawca rzeczy widzialnych i niewidzialnych, oraz że ten Stwórca jest Ojcem. Jeżeli istota ludzka jest iglicą na szczycie osi procesu postępującej złożoności, trwającego od piętnastu miliardów lat, znaczy to, że mężczyzna i kobieta stanowią jedyny rzeczywisty zamysł stwórczego czynu. W tym jest przynajmniej jakiś sens. Który absolutnie nie rodzi niepokoju. Wręcz przeciwnie, daje poczucie bezpieczeństwa.

 

Szlakiem ewolucji

Ale jest tu coś więcej: jak możemy stwierdzić, nasze możliwości dalszych osiągnięć ciągle wzrastają. Świadomość, myśl, nowe narzędzia w naszych rękach, wyostrzają nasze poczucie odpowiedzialności za stojący przed nami cel. Nasze pokolenie wie daleko więcej, ale tym samym zwielokrotniły się też jego zdolności tworzenia i ingerowania w naturę; stały się wręcz prometejskie. I pojawia się lęk: „Co z nami zrobicie przy całej waszej wiedzy naukowej?”

Ale bądźmy rozsądni. O co właściwie chodzi? Ciągle o to samo prawo złożoności i organizacji, które rządzi światem od samego początku. Po jego astrofizycznej fazie genezy Wszechświata, po fazie chemicznej przygotowującej życie, fazie biologicznej ewolucji organizmów aż do pojawienia się świadomości — oto na naszych oczach rozpoczyna się czwarta faza, faza zbiorowej organizacji tej świadomości. Złożoność wzrasta nieustannie od samego początku. I nie ma powodu, żeby zaprzestała wprawiać w ruch świat. Teraz prowadzenie przejmuje kultura, ewolucja trwa nadal; ale gdy ster ujął w swe ręce człowiek, doszły do niej nowe wymiary: świadomość, celowość i wymiar społecznościowy. Znajdujemy się na zakręcie historii, w momencie odkrywania nowej formy życia. Kosmos otoczony warstwą myśli, nazwaną przez Teilharda noosferą, stanowi jeden gigantyczny makroorganizm planetarny, który obejmuje świat istot żywych i wytwory człowieka.

Ewoluuje również człowiek, my zaś jesteśmy jakby myślącymi komórkami tego nowego organizmu, który ma swój własny system nerwowy (Internet jest jego embrionem), swoje struktury koordynacji i kontroli — słabe jeszcze i dopiero raczkujące: Stany Zjednoczone, UNESCO, Bank Światowy, jeden rynek, OCDE, Zjednoczona Europa, światowe stowarzyszenia humanitarne, Lekarze bez granic — oto ich zalążki. Ten wchodzący na plan globalny planetarny mózg jest złożony z systemów współzależnych, ale łączy on ludzi ze sobą z szybkością elektronu i bulwersuje naszą komunikację. Organizm ten na szczeblu systemu jest obdarzony nowym typem metabolizmu: przywraca do obiegu używane wcześniej materiały. Na tym nowym szczeblu organizacji nasze innowacje technologiczne są odpowiednikiem wczorajszych mutacji biologicznych; tworzą one nowe gatunki, mające na imię: telefon, telewizja, komputer, telstar, satelita, rakieta kosmiczna.

Ten wykaz może jeszcze sprawiać wrażenie mglistej wizji, niemniej oddaje on — może niezręcznie — prawdę o tym, co staje się na naszych oczach, ale na zbyt wielką skalę, żebyśmy mogli to opisać precyzyjnie. Teilhard de Chardin zapowiadał to pół wieku temu; stwierdzamy, że ta nowa rzeczywistość jest wypracowywana na naszych oczach.

 Czytaj dalej...

opr. mg/mg



 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: życie internet moralność etyka Bóg natura istnienie Boga teodycea ewolucja pozytywizm tajemnica życia laboratorium DNA nauka a wiara ewolucjonizm naukowy obraz świata światopogląd naukowy religijny obraz świata dziecko z probówki