Ks. Remigiusz Sobański
ŚWIAT I MY
Chyba nigdy nie brakowało ludzi obrażonych na świat. Nie mam na myśli
ascetów, którzy rezygnowali ze zdobywania dóbr tego świata i motywowani
względami religijnymi decydowali się prowadzić samotne, pustelnicze życie.
Mam na myśli ludzi mocno wprawdzie przywiązanych do świata, ale mających
mu za złe, że nie kształtuje się wedle ich wyobrażeń ani nie spełnia ich
życzeń. Ich narzekania dotyczą zazwyczaj teraźniejszości: to teraz, dziś,
współcześnie świat jest wedle nich zły, zepsuł się, a raczej został zepsuty
przez wrogie, sprzysiężone siły. Zepsuty - jak mówią - do tego stopnia,
że sam świat stał się wrogi, i co najgorsze, przypada żyć na takim wrogim
świecie. Co by znaczyło, że trzeba bronić się przed światem, bo przecież
wrogowi trzeba dać odpór. Konstrukcja myślowa o wrogim świecie jest jednak
bardzo krucha, bo niby co jest tym wrogiem? Czemu dać odpór? I co to znaczy
dać odpór wrogiemu światu, skoro na nim się żyje, korzysta zeń i używa
urządzeń tego świata? Tej samonastawionej pułapki usiłuje się uniknąć właśnie
przez wycelowanie narzekań we współczesność. To pozwala ustawić front:
"my nie przeciw światu, my przeciw światu dzisiejszemu". Niektórzy
są "przeciw" w ogóle i nie marnują żadnej okazji, by to zademonstrować.
Inni przesuwają wroga na celowniku swych armat i powiadają, że są "przeciw
zagrożeniom, jakie niesie dzisiejszy świat". Paradoks polega na tym,
że w tym sprzeciwie wobec współczesności nader umiejętnie wykorzystują
jej najnowsze osiągnięcia, zwłaszcza techniczne - już nie tylko radio,
ale całą elektronikę z Internetem i telefonami komórkowymi włącznie. Słowny
sprzeciw bywa tym krzykliwszy, im pełniejszą garścią sami posługują się
niebezpiecznymi produktami tego groźnego świata. Hałaśliwemu "nie"
wobec świata nie towarzyszy nie tylko postawa ascetyczna, ale też żaden
pozytywny program. Trudno dosłuchać się jakichś propozycji, nie ma nic,
o czym można by dyskutować. Jeśli pojawiają się jakieś pomysły, to jedynie
w postaci odgrzebywania przeszłości (słyszałem niedawno wysuwane całkiem
na serio propozycje, by przywrócić społeczeństwo stanowe!). Porażająca
jest ta beztroska, z jaką obwieszcza się swoje "ja uważam" (przeważnie
zresztą powtarzane za jakimś politycznym wodzirejem), owa nieodpowiedzialna
niefrasobliwość, z jaką prezentuje się wyciągnięte skądś klucze do naprawy
społeczeństwa, bez zastanowienia się, czy ów klucz do czegokolwiek pasuje.
Zbyt łatwo ulega się złudzeniu posiadania wytrycha do wszystkich problemów.
Granica między anarchizmem a romantyzmem politycznym wcale nie jest ostra,
a wspólna ich cecha to lekceważenie polityki. Zarówno anarchiści, jak i
romantycy gardzą polityką - całą tą działalnością, która motywowana troską
o dobro wspólne zmierza do pokojowego ułożenia współżycia ludzi mimo skażeń
natury ludzkiej i rozbieżności interesów. Za nic mają oni takie podstawowe
cnoty polityczne jak roztropność, umiar, cierpliwość. Spina te cnoty nadzieja,
każąca postrzegać świat nie jako zagrożenie, lecz jako zadanie, które może
się udać. A podbudowuje je miłość: kto rzeczywiście pragnie, by świat był
lepszy, ten naprawdę kocha ludzi, a pojęcie "wróg" jest mu obce.
Wszystkie te cnoty idą w parze z pokorą pozwalającą dostrzec, że to my
sami jesteśmy adresatami naszych pretensji do świata, a kto obraża się
na świat, ten obraża się na siebie. Nie jest to mądre.
opr. mg/mg
Zobacz także: |
| Jarosław Gowin, Andrzej Grajewski, Czy wygra homo geszeftus?
|
| Robert J. Domina, Dobra inwestycja
|
| Piotr Jarecki, Sprawiedliwość z korektą miłosierdzia
|
| Zbigniew Ziobro, Andrzej Grajewski, Jasne reguły i państwo prawa
|
| Edward Kabiesz, Andrzej Urbański, Nie dam zniszczyć telewizji
|
| L'Osservatore Romano, Annuario Pontificio na rok 2008
|
| Mariusz Roszewski, Odnowiona walka z Bogiem
|
| Krzysztof Bronk, Niedopracowana apolityczność Kościoła
|
| Jacek Wł. Światek, Pochwała konsekwencji
|
| Jacek Wł. Światek, Płacz po zabawce
|
|
|