słodki cukiereczek

Opoka jest przydatna? Wpłać darowiznę
Zapraszamy do czytelni Według autorów Według dziedzin Według tematów Wyszukaj Na zakupy!




Dziś polecamy


W księgarni Opoki











Michał i Edyta Jarosz

Idź do ludu...

Pewnego dnia, będąc jeszcze na studiach i żyjąc daleko do Boga, przeczytałem słowa z Pisma Świętego, które na zawsze zmieniły moje życie. Brzmiały następująco: Idź do tego ludu i powiedz: Usłyszycie dobrze, ale nie zrozumiecie, i dobrze będziecie patrzeć, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu. Ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, aby nie widzieli oczami i uszami nie słyszeli i nie rozumieli sercem, i nie nawrócili się, i abym ich nie uzdrowił (Dz 28, 26-27) — wspomina Michał.

Ze mną było podobnie. Byliśmy wtedy parą i chociaż uważałam się za katoliczkę, moje życie pokazywało zgoła coś innego. Myślałam coraz częściej o tym, co mówił Michał, ale nie akceptowałam jego poglądów. On bardzo modlił się w mojej intencji i Bóg dotknął także mnie. Ostateczną decyzję podjęłam, czytając książkę Piekło. Czy jest? Czym jest? ks. L.G de Segur. Wiele razy słyszałam o zbawieniu, ale dopiero teraz zrozumiałam, co czekałoby mnie w momencie, w którym byłam, a na pewno nie było to niebo. I tak zaczęła się moja przygoda z Jezusem — mówi Edyta.

Od tego czasu zaangażowaliśmy się bardzo mocno w Kościele. Zaczęliśmy czytać Biblię, razem z kolegą stworzyliśmy duszpasterstwo na AWF, które dzięki Bogu trwa do dzisiaj i otwiera drogę wielu studentom, pozwalając im poukładać swoje często popsute życie. Jako wolontariusze działaliśmy w międzynarodowej organizacji chrześcijańskiej Athletes in Action.

W 2006 r. pobraliśmy się, a w 2009 r. przyszła na świat Martynka, obecnie czekamy na nasze następne dziecko, które jest już w drodze.

Po studiach zacząłem pracę w gimnazjum w Wieliczce jako nauczyciel wychowania fizycznego, Edytka w tym czasie kończyła jeszcze studia. Angażowaliśmy się jeszcze w duszpasterstwo na AWF i we wspólnotę „Galilea” w Wieliczce, ale coś nie dawało nam spokoju. Jakieś trzy lata temu zaczęła nas nurtować myśl, że to, co robimy, nie jest tak naprawdę 100% oddaniem się Panu Bogu, czegoś nam brakowało. Modliliśmy się, analizowaliśmy nasze talenty, zastanawiając się, do czego Bóg chciałby je wykorzystać, i ostatecznie postanowiliśmy, że spróbujemy przygotować się do bycia świeckimi misjonarzami. Rozważaliśmy, czy rzeczywiście jest to nasza droga, ale zaczęliśmy działać. Oprócz Athletes in Action włączyliśmy się w działania Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego, aby zobaczyć, jak to wszystko wygląda od kuchni. Oczywiście, trwało to bardzo długo — Pan Bóg nie odpowiadał błyskawicznie, zostawiając nam czas na dogłębne przemyślenia. No, ale w końcu podjęliśmy decyzję na „tak”. Pozostawało jeszcze pytanie, czy ma to być praca wśród ludzi biednych w innym kraju, czy może wśród sportowców w Polsce, bo mieliśmy ofertę z Athletes in Action. Po długich namysłach postanowiliśmy zostawić nasze dotychczasowe życie i wybraliśmy pracę wśród biedaków w Peru. Co wartościowsze rzeczy z naszego dobytku poszły pod młotek i tak zaczęła się nasza misja.

Obecnie służymy w południowej części Peru w miejscowości Majes. Jest to nowo tworzące się miasto na pustyni. Mieszkamy na terenie salezjańskiej szkoły zawodowej, w której pomagamy ojcom salezjanom z pobliskiego miasta prowadzić internat dla chłopców z tejże szkoły. Prowadzimy świetlicę dla dzieci i młodzieży, organizując dla nich gry i zabawy sportowe, zajęcia edukacyjne i plastyczne, a na koniec dnia dzieciaki dostają również poczęstunek. Michał uczy w szkole angielskiego i informatyki, prowadzi zajęcia z wychowania fizycznego. Ale najważniejsze nasze działanie to ewangelizacja i tworzenie małych wspólnot w odległych sektorach miasta. Obecnie jest tu tylko dwóch księży na całe 100-tysięczne miasto, dwukrotnie większe od Krakowa. W dodatku panuje tu skrajna bieda. Wprawdzie ludzie mają co jeść, ale są ogromne problemy z wodą, środkami do życia i higieną. Przez miasto przepływa sztucznie stworzony kanał wodny, z którego czerpią wodę ludzie z pewnych — nierzadko dość odległych — sektorów miasta, do których nie docierają beczkowozy; bywa i tak, że z powodu braku pieniędzy ludzie nie mogą kupić wody z beczkowozu. Należy też dodać, że w ciągu dnia temperatury sięgają tutaj 40 stopni w cieniu, a w nocy potrafią spaść do 2-3 stopni lub niżej. Ludzie mieszkają w domkach z maty trzcinowej, a skoki temperatury sprawiają, że nie jest w nich najprzyjemniej. Najistotniejsze jest jednak to, że instytucja rodziny jest w stanie katastrofalnym. Jest tu epidemia samotnych matek.

Poprzez naszą służbę nie chcemy tylko i wyłącznie pomagać ludziom wyjść z biedy materialnej, bo nie brakuje organizacji zajmujących się tym problemem. My przede wszystkim chcemy wlać w ich serca nadzieję. Pragniemy pomóc im odnaleźć prawdziwą drogę, czyli Jezusa. Duża część tutejszej ludności nie słyszała jeszcze o Jezusie Chrystusie, a jeżeli nawet coś słyszeli, to bardzo niewiele. Większość tych, z którymi się spotykamy, jest nieochrzczona. Niestety, misjonarzy jest jak na lekarstwo, a potrzeby coraz większe. Dlatego jednym z naszych działań jest również poszukiwanie nowych misjonarzy.

Niektórym może się wydawać, że w Polsce też mamy biedę, a my pojechaliśmy do Peru zamiast tu pomagać... Ale Ameryka Łacińska według statystyk jest najbardziej niedożywionym krajem na świecie. W biednych dzielnicach na jedną osobę dziennie przypada średnio garść gotowanego ryżu lub kaszy kukurydzianej. W górskich partiach Peru, gdzie ludzie żyją na wysokości nawet ponad 5000 m n.p.m., staruszkowie i małe dzieci — często na rękach swoich matek — zamarzają żywcem. Statystki mówią o śmierci około 1000 dzieci, ale śmiem twierdzić, że może ich być nawet 2 razy więcej. Ubrania, zielony groszek czy herbatniki to dla nich luksus, który dostają z darów. Przy nich biedni ludzie z Polski naprawdę mają się czym podzielić. Dlatego my chcemy im „dać wędkę, a nie rybę”.

Na koniec nasuwają mi się słowa z Ewangelii św. Mateusza (9, 37-38): Wtedy rzekł do swych uczniów: żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Jeżeli ktoś z was jest zainteresowany wyjazdem na misje lub innym sposobem zaangażowania się w taką służbę, zapraszamy na naszą stronę internetową www.rodzinkamisyjna.pl, na której znajdziecie wszystkie potrzebne informacje.

Michał i Edyta Jarosz


opr. ab/ab




 wyślij znajomym

Zobacz także:
Kajetan Rajski, Remigiusz Kalski, Oto jestem... Chwalcie Pana wszystkie narody
Kajetan Rajski, Czesław Parzyszek SAC, Oto jestem... Zanieść Pana Jezusa potrzebującym na Wschodzie
Kajetan Rajski, Jan Bońkowski, Oto jestem. Kościół na Wschodzie o powołaniu. Oto idę...
Michał Koźlik, Michał Piekara, O miłości prosto z mostu. Rozmowa i emocje
Sławomir Zatwardnicki, Tata Strongman
Iwona Bielecka, Dominik Sidor, Wierny. Zanim powiesz "tak"
Mariola i Piotr Wołochowiczowie, Seks po chrześcijańsku
Benedykt XVI, Ewangelizacja i rodzina są nieodłączne
Michał Bondyra, Sklep innych wartości
Michał Koźlik, Michał Piekara, O miłości prosto z mostu. Wskazówki
Komentarze internautów:

Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Edukacja Ekonomiczna | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Księgarnia religijna | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Noclegi w Polsce | Noclegi, hotele w Polsce | Nowości na naszych stronach | PDA | Pielgrzymki piesze - ePielgrzymka | Rekolekcje | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Tapety i dzwonki religijne | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła