Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Powrót do strony głównej działu Kultura


Krzysztof Zanussi

Obrazy i dźwięki

Mimo że na tych łamach posługuję się słowem pisanym, muszę od czasu do czasu głosić pochwałę obrazków i dźwięków, to jest bowiem moja prawdziwa ojczyzna. Język obrazkowo-dźwiękowy prezentuje się o wiele lepiej pod wytwornym łacińskim terminem. „Epoka komunikacji audiowizualnej” brzmi lepiej niż „czasy, w których głównym nurtem porozumienia były przekazy obrazkowo-dźwiękowe”. Jak wiemy w dzisiejszych urynkowionych czasach niezwykle liczy się nazwa. W marketingu (czyli sztuce wciskania towarów niechcianych) sprzedaje się nazwę i opakowanie. Zawartość ma mniejsze znaczenie, chociaż nie wypada być cynicznym, bo zawsze grozi nam powrót do tego co było. Praktycznie mówiąc — nie grozi, ale nie od rzeczy będzie przypomnienie filozoficznej anegdoty o tym, że był kiedyś kraj, w którym panowała przemoc i bieda, gdzie oficjalnie kazano wszystkim wierzyć, że dwa plus dwa jest sześć. Potem nastąpiła rewolucja i w o wiele bardziej praworządnym kraju podniosła się stopa życiowa, ale wciąż powszechnie uważano, że dwa i dwa to pięć. Pośród wiecznie niezadowolonych inteligentów powstał ruch na rzecz prawdy i wtedy mądrzy władcy wezwali buntowników i powiedzieli im szczerze: my wiemy, ile naprawdę jest dwa i dwa. Jest cztery. Ale czy wy zdajecie sobie sprawę, że na skutek waszego działania mogą znów wrócić czasy, w których dwa i dwa będzie sześć? Opowiedział mi tę anegdotę poeta, reemigrant z Izraela, i słuchając go pomyślałem, że już kiedyś słyszałem te historie oraz że niezupełnie rozumiem, co ona oznacza, bo nam właśnie dziś wcale nie grozi powrót do dawnych czasów. Dwieście kilometrów na wschód od Warszawy żart ten nie stracił jednak na aktualności, co więcej — okazuje się, że na wschodzie nie sprawdza się też przekonanie, że nowe media audiowizualne powodują, iż ludzie mogą porównywać różne rzeczywistości i oceniać, co się u nich dzieje. Kiedyś uważano, że kraj Honeckera zaczął się kruszyć pod wpływem oglądania zachodnich telewizji. Białoruś tymczasem się nie kruszy, przeciwnie — obrazy i dźwięki utwierdzają w prostych ludziach przekonanie, że u nich dzieje się lepiej, natomiast biedni Polacy przymierają głodem eksploatowani przez zagraniczny kapitał. Odwiedziłem w tym miesiącu Mińsk i Grodno i moje pierwsze wrażenie jest takie, że na zmianach zależy odważnym i młodym, a ci są większością w dużych miastach. Reszta społeczeństwa, czyli większość, ceni sobie to, że nie ma zmian. Wpadły mi niedawno w ręce opracowania z UJ prowadzone przez pana profesora Sztompke. Jest w nich mowa o przeżywaniu wstrząsów w perspektywie różnych zbiorowości. Zbiorowość, która ma wybór, może odrzucić wstrząsy, tak jak w każdej przewlekłej chorobie możemy odmówić pójścia do szpitala i poddania się operacji.

Wyprawa na Białoruś jest dygresją w moich rozważaniach na temat epoki, w której dominuje przekaz obrazkowy. Na innych łamach napisałem kiedyś o pewnej przewadze obrazu, który nigdy nie jest abstrakcją i odnosi się do osoby. W telewizji oglądamy, jak wygląda ten, co mówi. Dużo mniej słuchamy tego, co powiedział. Upatruję w tym pewnej przewagi, bo w ubiegłym dwudziestym stuleciu wiele złego zrobili demagodzy i mąciciele umysłów, którzy przez słowo pisane hipnotyzowali tłumy. Nieostrożnie wymieniłem tu Nietzschego i zwróciłem uprzejmie uwagę, że na podobiznach tego pana widać rys szaleństwa, a w pisaniu robi wrażenie mocarza. Oberwało mi się najpierw od pewnego profesora psychiatry ze Śląska, który stanął w obronie umysłowo chorych (co jeszcze mogę zrozumieć), a następnie od profesora Marcina Króla, który po mentorsku zalecił mi uważną lekturę pism Nietzschego i powstrzymanie się od sądów. Speszony autorytetem moich oponentów pomyślałem, że może nie jest już powszechnie dziś pamiętane, że to Nietzsche ze swoim pisaniem stanowił natchnienie nazizmu i że ta zbitka pozwala skrótowo ująć moją tezę. Szczerze mówiąc, kiedy dzisiaj oglądamy kroniki z twarzą Hitlera, łatwo odnosimy wrażenie, że był psychopatą. Mój antagonista ze Śląska upomni się na pewno o prawa dla psychopatów, ale ja ich przecież nikomu nie odmawiam, tylko myślę, że one nie mogą kwalifikować do przywództwa.

Język obrazów i dźwięków jest słusznie w pogardzie, ponieważ ciągle w większości są ludzie wychowani tak jak ja, na słowie pisanym. Porównania są zwykle zupełnie nieuprawnione, bzdurę z ekranów telewizora porównuje się bowiem z Tomaszem Mannem, zamiast porównywać ją z Mniszkówną czy publikacjami Harlekina. A troskliwi rodzice załamują ręce, kiedy ich dziecię spędza cały czas przed ekranem, i są dumni, kiedy całymi dniami czyta. Ale jeśli czyta szmirę, a ogląda Planete albo Discovery, to czy rzeczywiście jest powód do zmartwienia, że ktoś woli obrazy i dźwięki?


opr. JU/PO

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: kultura społeczeństwo telewizja obraz marketing postawy Dźwięk Zanussi Grupy