Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


GRZEGORZ GÓRNY

Nie lękajcie się!



Nie lękajcie się!” Tak brzmiały pierwsze słowa przesłania, jakie 16 października 1978 roku skierował do świata nowo wybrany Papież - Jan Paweł II. Świat był wówczas podzielony na dwa bloki militarno-polityczne, straszące się nawzajem swoimi nuklearnymi arsenałami, których potencjał zdolny był zniszczyć kilkakrotnie życie na Ziemi. Milionom ludzi ów podział wydawał się trwały na dziesięciolecia, zwłaszcza zaś mieszkańcom krajów komunistycznych, którzy na co dzień żyli w strachu.

„Nie lękajcie się! Otwórzcie drzwi Chrystusowi!”, mówił nowy Papież, wskazując na osobę Jezusa jako Tego, który może pomóc przezwyciężyć strach.

To przesłanie skierowane było również do ludzi Kościoła, z których wielu przeżywało wówczas ciężkie chwile. Po Soborze Watykańskim II, zwłaszcza w krajach wysoko rozwiniętych, nastąpiło gwałtowne załamanie się religijności wśród katolików. Fałszywe interpretacje soborowe w duchu wyimaginowanego Vati-canum Tertium siały zamęt wśród wiernych. Świątynie zaczęły pustoszeć, księża i zakonnicy masowo porzucali kapłaństwo, nastąpiło zahamowanie nowych powołań, zanikła praktyka sakramentów, zwłaszcza spowiedzi. Mnóstwo katolików odeszło od wiary, a w serca wielu z tych, którzy zostali, zaczął się wkradać strach o przyszłość Kościoła.

Kościołowi groził zaś rozłam, zwłaszcza w Ameryce Południowej, gdzie triumfy święciła tzw. teologia wyzwolenia, będąca mieszaniną chrześcijaństwa i marksizmu. Teologia ta, głosząca „Chrystusa z karabinem na ramieniu”, zaprowadziła niektórych zakonników katolickich w szeregi lewackich partyzantek lub komunistycznych rządów, jak np. w Nikaragui. Receptę na zlikwidowanie nierówności społecznych i szczęście ludzkości widzieli oni w walce klasowej.

Jan Paweł II tymczasem pokazał inną drogę. Jeśli walka, to przede wszystkim duchowa. Jeśli Chrystus, to nie z karabinem, ale z Krzyżem na ramieniu. Jeśli ktoś chce naśladować Chrystusa, powinien dźwigać nie karabin, lecz Krzyż.

Papież zrozumiał, że największym problemem Kościoła jest kryzys tożsamości - że wielu katolików zatraciło samoświadomość własnej wiary. Dlatego postanowił z całą mocą powrócić do samego sedna chrześcijańskiego orędzia zbawczego - do prawdy o Jezusie, który jest Zbawicielem człowieka, Tym, który nadaje sens ludzkiemu życiu. Taki był wydźwięk jego pierwszej programowej Encykliki „Redemptor hominis” (Odkupiciel człowieka). Po latach Papież stwierdzi, że encyklika ta była „wielkim hymnem radości na cześć faktu, że człowiek został odkupiony przez Chrystusa. Została odkupiona jego dusza i ciało”.

Ten pierwszy swój dokument, który był zarazem programem całego pontyfikatu, Jan Paweł II zakończył zdaniem nawiązującym do „Wyznań” św. Augustyna: „stworzyłeś nas, Boże, dla siebie i niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie”. Papież wskazał więc, że kluczem do przezwyciężenia niepokoju, strachu i nienasycenia, jakie trapią współczesny świat, jest zawierzenie Chrystusowi i uczestnictwo w Jego posłannictwie.

Ojciec Święty wielokrotnie powtarzał, że „człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa”. I z tym ewangelicznym przesłaniem postanowił wkroczyć w obszary polityki, ekonomii, kultury. W swej mowie inauguracyjnej wołał: „Nie lękajcie się otworzyć Chrystusowi granic państw, systemów politycznych i ekonomicznych”.

Szesnaście lat później, kiedy tygodnik „Time” przyznał Janowi Pawłowi II tytuł Człowieka Roku 1994, brytyjski historyk Paul Johnson w odredakcyjnym komentarzu napisał, że Ojciec Święty zażegnał największy kryzys Kościoła katolickiego od czasów reformacji.

W tym samym mniej więcej czasie amerykański filozof George Weigel w swej książce „Ostateczna rewolucja” pisał: „To, co Lenin rozpoczął 16 kwietnia 1917 roku na Dworcu Fińskim w Piotrogrodzie, i to, co Stalin uznał za zagwarantowane na konferencji w Jałcie w lutym 1945 roku, a Breżniew w brutalny sposób potwierdził, dokonując inwazji na Czechosłowację i ujarzmiając ją w 1968 roku - to wszystko Jan Paweł II zaczął demontować 4 czerwca 1979 roku w częstochowskim klasztorze na Jasnej Górze, świątyni Czarnej Madonny, Królowej Polski.”

Paul Johnson i George Weigel mieli rację - za czasów trwania tego pontyfikatu zmieniło się oblicze świata. Zmieniło się też oblicze Kościoła. I na jednym, i na drugim Jan Paweł II wywarł niezatarte piętno.

Jan Paweł Wielki

Nieprzypadkowo w pierwszą podróż zagraniczną Jan Paweł II wyruszył do Meksyku. Na początku 1979 roku wziął udział w zgromadzeniu generalnym Rady Episkopatu Ameryki Łacińskiej w Puebla, zaś tematem jego wystąpienia była teologia wyzwolenia. Jak pisze biograf Papieża, George Weigel, „rozwiązanie tej kwestii miało określić przyszłość wiernych stanowiących połowę światowego katolicyzmu”.

Jan Paweł II wezwał południowoamerykańskich hierarchów, aby byli przede wszystkim „nauczycielami prawdy o Chrystusie”. Przypomniał im, że Jezus nie był „działaczem politycznym, walczącym przeciwko dominacji rzymskiej i władzom, a nawet zaangażowanym w walkę klas. Obraz Chrystusa, polityka, rewolucjonisty, wywrotowca z Nazaretu nie zgadza się z katechezą Kościoła”. Papież podkreślił, że „Chrystus nie podziela stanowiska tych, którzy mieszają sprawy Boże z polityką. Odrzuca zdecydowanie stosowanie przemocy. Kieruje swoje orędzie nawrócenia do wszystkich”.

Latynoskiej teologii wyzwolenia Jan Paweł II przeciwstawił teologię prawdziwie chrześcijańskiego wyzwolenia, dokonującego się przez „miłość przemieniającą i przynoszącą pokój, przez przebaczenie i pojednanie”.

Poligonem doświadczalnym tej papieskiej teologii wyzwolenia przez Chrystusa miała stać się Polska, dokąd Jan Paweł II wybrał się w swoją drugą zagraniczną podróż.

Jeszcze w Meksyku, przemawiając do ubogich Indian w Culiacan, Ojciec Święty powiedział, że chce „być waszym głosem, głosem nie mogących mówić lub nie słyszanych”, po czym w pełnym pasji wystąpieniu napiętnował niesprawiedliwości niszczące życie latynoskich biedaków.

Podobnie w Polsce - Papież postanowił być „głosem nie mogących mówić lub nie słyszanych”. Jako człowiek, który całe swoje życie kapłańskie spędził na walce o wolność religijną, stał się rzecznikiem milionów ludzi pod jarzmem komunizmu, którym odebrano prawo głosu. Symptomatyczny był zwłaszcza moment podczas homilii w Gnieźnie, gdy Jan Paweł II zauważył w tłumie transparent z napisem w języku czeskim: „Ojcze, pamiętaj o swych czeskich dzieciach”. Przerwał wówczas czytanie przygotowanego wcześniej tekstu i zapewnił naród czeski oraz wszystkich, którym nie pozwala się słuchać jego głosu, że nigdy o nich nie zapomni.

Podczas owej gnieźnieńskiej homilii Papież zakwestionował jałtański podział Europy, mówiąc o duchowej jedności naszego kontynentu. Dla wszystkich przywódców świata w tym czasie Mur Berliński i Żelazna Kurtyna były nienaruszalnymi pewnikami. Papież jako pierwszy przerwał zmowę milczenia w tej sprawie. Jak twierdzi o. Maciej Zięba, postawa Ojca Świętego motywowana była nie względami politycznymi, lecz teologicznymi:

„Co jest najistotniejsze, to fakt, że taka decyzja Jana Pawła II płynie nie z tego, że watykański Sekretariat Stanu dysponuje lepszymi danymi niż analitycy wywiadu USA czy Francji lub że Papież jako człowiek, który osobiście doświadczył realnego socjalizmu, lepiej od innych dostrzega, że kolos ma gliniane nogi i powoli zaczyna upadać. Nie. Tym, co pozwala Papieżowi przebić się przez zasłonę Realpolitik, jest teologia. Dla Jana Pawła II znacznie ważniejsza jest obecność Papieża-Słowianina u grobu św. Wojciecha niż informacja o dyslokacji wszystkich wyrzutni SS-20, istotniejsza jest postać św. Stanisława, symbolizująca prymat prawdy moralnej nad koniunkturą polityczną, od milionów żołnierzy Armii Czerwonej stacjonujących w Europie Wschodniej. Dane teologiczne są dlań ważniejsze od socjologicznych, wojskowych czy politycznych analiz.”

Jan Paweł II w ciągu „dziewięciu dni, które zmieniły świat” (jak pisze Weigel), dał Polakom doświadczenie indywidualnej godności i zbiorowej mocy. Dzięki jego wizycie w społeczeństwie zaczął pryskać lęk, anomia i poczucie beznadziejności. Nic dziwnego, że Timothy Garton Ash, opisując dzieje „Solidarności” w latach 1980-81, zaczyna od papieskiej pielgrzymki w roku 1979 i w niej widzi czynnik sprawczy późniejszych wydarzeń w Polsce, które z czasem doprowadziły do demontażu systemu komunistycznego.

Sam Papież, kiedy w styczniu 1990 roku spotkał się z korpusem dyplomatycznym akredytowanym przy Stolicy Apostolskiej, powiedział, że decydujące znaczenie dla upadku komunizmu miało to, że „kobiety, młodzież, mężczyźni, wszyscy pokonali strach”. Posłuchali papieskiego wezwania: przestali się lękać.

W ciągu dwóch tysięcy lat tylko trzech papieży zasłużyło, w oczach historyków, na przydomek „Wielki” -św. Leon, który powstrzymał inwazję Hunów, św. Grzegorz, który powstrzymał inwazję Longobardów oraz św. Mikołaj, który podniósł funkcję papiestwa do nadrzędnego urzędu całej Europy. Amerykańscy komentatorzy obecnego pontyfikatu, m.in. Richard Neuhaus, Michael Novak czy George Weigel już teraz piszą o Janie Pawle Wielkim - Papieżu, który powstrzymał ekspansję komunizmu. Nie ma w tym przesady, skoro tak wiarygodni świadkowie, jak Ronald Reagan, Michaił Gorbaczow czy Helmut Kohl potwierdzili, że ze wszystkich ludzi na świecie największy wpływ na przezwyciężenie komunizmu w skali globalnej miał właśnie Papież z Polski.

Warto też przypomnieć, że pod znaczącym wpływem papieskich wizyt rozsypało się - i to w sposób pokojowy, bez większego rozlewu krwi - wiele dyktatur w różnych częściach świata, m.in. w Haiti, na Filipinach, w Paragwaju czy w Chile. Na przykład przebywając w tym ostatnim kraju w 1987 roku Jan Paweł II, przemawiając na stadionie, gdzie niegdyś więziono i torturowano przeciwników generała Pinocheta, wezwał do wyrzeczenia się przemocy i narodowego pojednania.

W czasie tej pielgrzymki - jak pisze George Weigel - „Chilijczycy doświadczyli czegoś, czego brakowało ich narodowemu życiu przez ponad trzynaście lat: publicznego wspólnego wystąpienia ludzi o różnych poglądach, którzy potrafili być dla siebie uprzejmi”. W osobistej rozmowie z Pinochetem Papież powiedział, że „ludzie mają prawo do swobód obywatelskich, nawet jeśli, używając ich, popełniają błędy”. Chilijski przywódca zwierzył się później nuncjuszowi papieskiemu, że wypowiedź Jana Pawła II kazała mu się poważnie zastanowić nad tą kwestią. Osiemnaście miesięcy po owej wizycie doszło w Chile do bezkrwawego oddania władzy przez rządy wojskowych.

Amerykański politolog Samuel Huntington, komentując polityczną skuteczność papieskich pielgrzymek do różnych krajów, pisał: „Wyglądało wręcz na to, że Jan Paweł II posiadł sposób pojawiania się w pełni pontyfikalnego majestatu w krytycznych momentach procesu przechodzenia do demokracji”.

Świadek nadziei

Jan Paweł II wziął niezwykle mocno do serca słowa, jakie skierował do jego poprzednika sam Chrystus, który polecił św. Piotrowi, by „umacniał braci w wierze”.

W swej pierwszej Encyklice Ojciec Święty napisał, że „człowiek jest drogą Kościoła”. Ponieważ zdanie to dotyczy każdego człowieka, dotyczy także Papieża. Dlatego stał się on „drogą”, którą Kościół przychodzi do drugiego. Najbardziej wymownym przejawem tego posłannictwa stało się ponad sto pielgrzymek zagranicznych Ojca Świętego, podczas których - na wszystkich kontynentach -„umacniał braci w wierze” i przynosił im nadzieję. Sam zresztą powiedział o sobie, że jest tylko „świadkiem nadziei”.

To zdanie pokazuje, jak wielką wagę Jan Paweł II przywiązuje do kategorii świadectwa. Zauważył on mianowicie, że w dzisiejszej epoce szumu informacyjnego i wielkich słów ludzie bardziej niż pouczania potrzebują świadectwa; jeśli zaś przyjmują kogoś jako nauczyciela, to dlatego, że jest on także świadkiem.

W tym przeświadczeniu tkwi również źródło papieskiego stosunku do kanonizacji i beatyfikacji. Otóż Jan Paweł II wyniósł na ołtarze Kościoła więcej świętych i błogosławionych niż wszyscy jego poprzednicy. Wśród nich znalazło się także wiele postaci mu współczesnych, m.in. św. Faustyna Kowalska, św. Edyta Stein, św. Maksymilian Kolbe, św. Ojciec Pio czy św. Josemaria Escriva de Balaguer. Chodziło o pokazanie współczesnemu światu, że także dziś - w czasach niepokoju i zwątpienia - jest możliwe praktykowanie miłości, jest możliwa prawdziwa wolność.

Dla wielu ludzi żywym świadectwem obecności Boga w świecie są nie tylko postacie świętych, lecz również sam Jan Paweł II. Zmarły niedawno włoski watykanista Domenico Del Rio wyznał, że stracił kiedyś wiarę i odszedł z Kościoła. Pojednał się z Bogiem i Kościołem, kiedy zobaczył modlącego się Jana Pawła II.

Papież może też być przykładem przebaczenia win swoim prześladowcom - gdy tylko odzyskał przytomność po zamachu 13 maja 1981 roku, od razu wybaczył swemu niedoszłemu mordercy Ali Agcy.

W ostatnich latach coraz bardziej wymowne jest świadectwo cierpienia Jana Pawła II. Sam Papież mówił o tym w maju 1994 roku, po operacji stawu biodrowego i wyjściu ze szpitala. Podczas modlitwy „Anioł Pański” na Placu św. Piotra podziękował Bogu za „dar cierpienia”, by następnie wyznać: „Raz jeszcze przemyślałem, rozważyłem to wszystko podczas mego pobytu w szpitalu (...) Zrozumiałem wtedy, że mam wprowadzić Kościół Chrystusowy w trzecie tysiąclecie przez modlitwę i wieloraką działalność, ale przekonałem się później, że to nie wystarcza: trzeba było wprowadzić go przez cierpienie - przez zamach trzynaście lat temu i dzisiaj przez tę nową ofiarę”. Ponieważ rok 1994 był ogłoszony Międzynarodowym Rokiem Rodziny, Jan Paweł II ofiarował swe cierpienia właśnie w intencji rodzin, które - jego zdaniem - są dziś szczególnie atakowane i zagrożone.

Taki sposób sprawowania pontyfikatu przez Karola Wojtyłę zmienił zupełnie formułę papiestwa. Jan Paweł II nie jest postrzegany jako przywódca Państwa Watykańskiego czy najwyższy urzędnik Kościoła, lecz przede wszystkim jako świadek prawd objawionych przez Chrystusa. Nie jest niedostępnym hierarchą, zamkniętym za murami i obnoszonym w lektyce nawet we własnych ogrodach. Dzięki swojej otwartości, licznym podróżom i wykorzystaniu środków masowego przekazu stał się osobą bliską wielu milionom ludzi na świecie. Z jednej strony jest nowoczesny, gdyż wprzągł w służbę ewangelizacji najnowsze zdobycze techniki (nagrał np. CD z modlitwą różańcową), z drugiej zaś - na co zwracają uwagę liczni komentatorzy - wrócił do korzeni posługi Piotrowej; tak jak pierwszy biskup Rzymu stał się przede wszystkim wędrownym katechistą i głosicielem Ewangelii.

Jan Paweł II podkreśla przy tym cały czas, że jest spadkobiercą i wykonawcą Soboru Watykańskiego II, który uważa za największy dar Ducha Świętego dla Kościoła w XX wieku. Jeszcze jako biskup był on jednym z uczestników Vaticanum Se-cundum, później jako kardynał wprowadzał go w życie w Archidiecezji Krakowskiej, następnie zaś już jako Papież rozwinął wiele wątków soborowych w swoim nauczaniu.

Człowiek zawierzenia

Po upadku komunizmu niektórzy publicyści zaczęli pisać, że Jan Paweł II był znakomitym Papieżem na czas walki z totalitaryzmem, ale teraz przed światem stoją inne wyzwania, z którymi nie będzie on w stanie sobie poradzić.

Publicyści ci zapomnieli, że Karol Wojtyła był pierwszym Papieżem w XX wieku, który odebrał nie tylko klasyczną formację filozoficzną i teologiczną, lecz miał również gruntownie przemyślaną całą myśl nowożytną - w jego pismach znaleźć można odwołania do Bubera, Levinasa, Schelera czy Whitehaeda. Był nie tylko wykładowcą akademickim i wysublimowanym intelektualistą, poetą i aktorem, lecz również robotnikiem fabrycznym, wiejskim wikarym i duszpasterzem młodzieży. To wszystko jednak za mało -trzeba wspomnieć, że był przede wszystkim (i jest nadal) człowiekiem zawierzenia - zaufał Bogu do końca i był otwarty na działanie Ducha Świętego.

Widać to wyraźnie w papieskim stosunku do historii, którą traktuje on przede wszystkim jako miejsce spotkania człowieka z Bogiem. Punktem odniesienia są dla niego dzieje biblijne, których kamieniami milowymi są kolejne przymierza Stwórcy ze swym stworzeniem. Jest w tym pojmowaniu dziejów pewien polski rys tego pontyfikatu. Wielu biografów Karola Wojtyły podkreślało mianowicie, że „terminował on w szkole” Prymasa Wyszyńskiego, dla którego Śluby Jasnogórskie Narodu Polskiego w 1956 roku i milenijny akt odnowienia Chrztu Polski w 1966 roku były właśnie, na wzór biblijny, rodzajem przymierza Boga ze swoim ludem.

W tej perspektywie należy też widzieć takie akty Jana Pawła II, jak akt zawierzenia Rosji i świata Niepokalanemu Sercu Maryi, dokonany w Fatimie w 1983 roku (co Papież uznał za wypełnienie proroctw fatimskich z 1917 roku) czy akt zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu, który miał miejsce w Krakowie-Łagiewnikach w 2002 roku (co z kolei Ojciec Święty uznał za wypełnienie proroctw zawartych w „Dzienniczku” św. siostry Faustyny).

„Niech to przesłanie rozchodzi się z tego miejsca na całą naszą umiłowaną Ojczyznę i na cały świat”, mówił Jan Paweł II w łagiewnickim sanktuarium. „Niech spełnia się zobowiązująca obietnica Pana Jezusa, że stąd ma wyjść 'iskra', która przygotuje świat na ostateczne Jego przyjście”. W ten sposób Papież nawiązał do zapisanych w „Dzienniczku” siostry Faustyny słów, jakie skierował do niej Jezus: „Polskę szczególnie umiłowałem, a jeśli będzie posłuszna Mojej Woli, wywyższę ją w potędze i świętości - z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na powtórne Moje Przyjście.”

Niektórzy komentatorzy tego tekstu interpretowali go w ten sposób, że ową iskrą jest właśnie osoba Jana Pawła II i jego pontyfikat. Sam Ojciec Święty, tak jak zawsze, wskazał jednak na osobę Tego, którego stara się być na ziemi uczniem i namiestnikiem. Ową iskrą, według niego, jest zawierzenie Bożemu Miłosierdziu, którego kult za sprawą św. Faustyny wyszedł z Polski, a rozprzestrzenił się na cały świat. Jan Paweł II był tym, który wprowadził do kalendarza liturgicznego nowe święto -Święto Bożego Miłosierdzia.

Nie sposób też zrozumieć wiary Ojca Świętego bez jego pobożności maryjnej. Papieskie motto Totus Tu-us (Cały Twój) jest przecież wyrazem zawierzenia Maryi. W książce „Przekroczyć próg nadziei” pisze on, że „zwycięstwo, jeśli przyjdzie, będzie odniesione przez Maryję. Chrystus przez Nią zwycięży, bo chce, aby zwycięstwa Kościoła w świecie współczesnym i przyszłym łączyły się z Nią”.

Obrońca prawdy

Papież patrzy więc na rzeczywistość i odczytuje ją teologicznie. Nie oznacza to wcale spirytualizmu i ukierunkowania się wyłącznie na doskonalenie duchowe, wewnętrzne. Wręcz przeciwnie, nigdy wcześniej w dziejach żaden Papież nie wypowiadał się publicznie tak często i na tak wiele tematów. Zarazem jednak starał się je wszystkie umieścić w perspektywie teologicznej.

Przede wszystkim Jan Paweł II dał się poznać jako bardzo wnikliwy krytyk współczesnej cywilizacji. Chociaż dostrzega on wiele zagrożeń społecznych, politycznych czy gospodarczych, to jednak ich przyczyn upatruje gdzie indziej niż większość analityków. Jego zdaniem, źródłem wielu dzisiejszych zagrożeń jest postępująca sekularyzacja kultury zachodniej. Jeżeli traci się wrażliwość na Boga -a człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga - to traci się również wrażliwość na człowieka. Filozofia „śmierci Boga” musi prowadzić do uśmiercenia człowieka jako żyjącej ikony Boga. Nic więc dziwnego, że zjawisko odchodzenia od Boga Jan Paweł II uważa za źródło „cywilizacji śmierci”, która legalizuje zbrodnie aborcji i eutanazji.

Godności i nienaruszalności ludzkiego życia poświęcił Papież Encyklikę „Evangelium vitae”, w której zdecydowanie napiętnował pozbawianie życia osób nienarodzonych, niepełnosprawnych, chorych i starych. Ostry sprzeciw delegacji watykańskiej na Międzynarodowej Konferencji na temat Zaludnienia i Rozwoju w Kairze oraz na Światowej Konferencji na temat Kobiet w Pekinie sprawił, że nie doszło do proponowanego m.in. przez administrację Billa Clintona oraz agendy ONZ „powszechnego uznania, na skalę światową, prawa do aborcji bez żadnych ograniczeń”.

Jan Paweł II prowadzi też intensywny dialog z nowożytną myślą filozoficzną, z którą często się nie zgadza. Przykładem takiej polemiki mogą być zwłaszcza Encykliki „Veritatis splendor” (Blask prawdy) i „Fides et ratio” (Wiara i rozum). W pierwszej z nich Papież polemizuje z mentalnością postmodernistyczną, broniąc pojęcia prawdy, które jest kluczowe nie tylko dla chrześcijaństwa, lecz również dla humanizmu. Jego sprzeciw budzi zwłaszcza twierdzenie, że prawda zniewala, któremu przeciwstawia Chrystusowe: „poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”.

W drugiej Encyklice z kolei Jan Paweł II dowodzi, że wiara i rozum nie muszą być ze sobą sprzeczne. Wręcz przeciwnie. Nawiązując do św. Augustyna („Sama wiara nie jest niczym innym, jak przyzwoleniem myśli... Każdy, kto wierzy, myśli -wierząc, myśli i myśląc, wierzy... Wiara, jeśli nie jest myśleniem, nie istnieje”), Papież pokazuje, że wiara nie może opierać się jedynie na uczuciach i doznaniach, lecz musi mieć również sojusznika w rozumie. Dlatego wzywa do „wiary rozumnej”. Tytułowe „wiara i rozum”, pisze Jan Paweł II, „są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy”. I znów wzywa do przezwyciężenia strachu: „Nie lękajcie się rozumu”.

Dający otuchę

Ważnym elementem tego pontyfikatu jest też nauczanie społeczne Jana Pawła II, które ma charakter an-tyutopijny i antyideologiczny. Papież nie konstruuje nowych systemów politycznych czy ekonomicznych, lecz stara się ocenić te istniejące w świetle Prawdy Objawionej. Miarą ich jakości jest zwłaszcza stosunek do najuboższych i najsłabszych. Wiąże się to z kolei z miejscem, jakie w życiu publicznym przeznacza się prawdzie, wolności i moralności.

Ze wszystkich Encyklik społecznych Jana Pawła II temat ten został najbardziej rozwinięty w „Centessimus annus” (Rok setny), wydanej w 1991 roku, sto lat po ogłoszeniu pierwszej w dziejach papiestwa Encykliki społecznej - „Rerum novarum” Leona XIII. Dokument ten został odebrany jako wskazówka dla narodów, które zrzuciły właśnie komunistyczne jarzmo, w jaki sposób powinny budować swoją przyszłość. Z jednej strony znajduje się w nim pochwała demokracji, która zapewnia obywatelom udział w decyzjach politycznych, w wolnych wyborach i kontrolowaniu rządów, z drugiej jednak mamy ostrzeżenie, że demokracja bez fundamentu etycznego i odniesienia do prawdy zaprzecza samej sobie.

Jan Paweł II pisze o tym następująco: „Autentyczna demokracja możliwa jest tylko w państwie prawnym i w oparciu o poprawną koncepcję osoby ludzkiej. Dziś zwykło się twierdzić, że filozofią i postawą odpowiadającą demokratycznym formom polityki są agnostycyzm i sceptyczny relatywizm, ci zaś, którzy żywią przekonanie, że znają prawdę i zdecydowanie za nią idą, nie są, z demokratycznego punktu widzenia, godni zaufania, nie godzą się bowiem z tym, że o prawdzie decyduje większość, czy też, że prawda się zmienia w zależności od zmiennej równowagi politycznej.

W związku z tym należy zauważyć, że w sytuacji, w której nie istnieje żadna ostateczna prawda, będąca przewodnikiem dla działalności politycznej i nadająca jej kierunek, łatwo o instrumentalizację idei i przekonań dla celów, jakie stawia sobie władza. Historia uczy, że demokracja bez wartości szybko przemienia się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm.”

Jan Paweł II jest więc obrońcą wolności, jednak wolność nie jest celem samym w sobie - jest ona warunkiem praktykowania wartości i trzeba ją odpowiednio zagospodarować. Dlatego też wolność musi być podporządkowana prawdzie, gdyż dopiero wówczas znajdzie swe spełnienie w urzeczywistnianiu dobra.

W przemówieniu na forum ONZ w 1995 roku Papież podkreślił, że „oderwana od prawdy o człowieku, wolność wyradza się w życiu indywidualnym w samowolę, a w życiu politycznym w przemoc silniejszego i w arogancję władzy”. Z tego powodu - zdaniem Jana Pawła II - upadł komunizm. Był to bowiem system, który opierał się na kłamstwie - i to nie tylko na oszukiwaniu ludzi, lecz również na błędnej koncepcji człowieka: skolektywizowanego i oderwanego od religii.

W odróżnieniu od socjalizmu, który Papież jednoznacznie krytykuje, jego stosunek do kapitalizmu jest bardziej złożony. We wspomnianej Encyklice „Centessimus annus” Jan Paweł II zapytywał sam siebie: „Czy można powiedzieć, że klęska komunizmu oznacza zwycięstwo kapitalizmu jako systemu społecznego?

Odpowiedź jest oczywiście złożona. Jeśli mianem 'kapitalizmu' określa się system ekonomiczny, który uznaje zasadniczą i pozytywną rolę przedsiębiorstwa, rynku, własności prywatnej i wynikającej z niej odpowiedzialności za środki produkcji oraz wolnej ludzkiej inicjatywy w dziedzinie gospodarczej, na postawione wyżej pytanie należy z pewnością odpowiedzieć twierdząco, choć może trafniejsze byłoby tu wyrażenie 'ekonomia rynku' czy po prostu 'wolna ekonomia'.

Ale jeśli przez kapitalizm rozumie się system, w którym wolność gospodarcza nie jest ujęta w ramy systemu prawnego, wprzęgającego ją w służbę integralnej wolności ludzkiej i traktującego jako szczególny wymiar tejże wolności, która ma przede wszystkim wymiar etyczny i religijny, to wówczas odpowiedź jest zdecydowanie przecząca.”

Tak więc Jan Paweł II każe przyglądać się różnym odmianom kapitalizmu pod kątem tego, czy nie degradują one osoby ludzkiej tylko do roli producenta lub konsumenta.

Młody duchem

Papieskie nauczanie zainspirowało do badań i przemyśleń wiele ośrodków intelektualnych i naukowych na całym świecie. Amerykański myśliciel ks. Richard Neuhaus zauważył, że za pontyfikatu Jana Pawła II „Kościół stał się podstawowym miejscem obrony praw człowieka, miejscem promowania nauki, miejscem uniwersalnego patrzenia na sprawy świata oraz stawiania fundamentalnych pytań współczesnej liberalnej demokracji”. Jak pisze o. Maciej Zięba, „Papież dał Kościołowi nowy wewnętrzny impuls i nową wizję relacji ze światem. Tak na płaszczyźnie intelektualnej, jak i pastoralnej nadał mu nową dynamikę.”

Ów największy kryzys Kościoła od czasów reformacji (o którym wspominał Paul Johnson) został przezwyciężony przez Jana Pawła II dzięki jego chrystocentryzmowi, powrotowi do źródeł chrześcijaństwa i umocnieniu samoświadomości Kościoła.

Oprócz wspomnianych już Encyklik, podróży czy kanonizacji służyło temu również opublikowanie dwóch fundamentalnych dokumentów - nowego Kodeksu Prawa Kanonicznego i nowego (pierwszego od 400 lat) Katechizmu Kościoła Katolickiego, który w sposób przystępny, lecz zarazem pogłębiony prezentuje chrześcijańskie prawdy wiary.

Wielkim pomocnikiem Papieża w dziele wzmacniania tożsamości Kościoła okazał się jego najbliższy współpracownik, niemiecki kardynał Joseph Ratzinger, który od roku 1981 aż do dziś stoi na czele Kongregacji Nauki Wiary. Kongregacja ta wydała wiele ważnych dla Kościoła dokumentów, dzięki którym udało się uniknąć zamieszania i dezorientacji w niektórych kwestiach teologicznych. Najbardziej znana jest deklaracja „Dominus lesus”, potwierdzająca niezmienność nauki Kościoła, że jedynym Zbawicielem ludzkości jest Jezus Chrystus.

Jan Paweł II zaangażował się też w dialog ekumeniczny, którego wynikiem było przezwyciężenie podziałów w niektórych kwestiach teologicznych (np. porozumienie w Kościołem Ormiańskim w sprawach chrystologicznych, które zażegnało podział wywołany w roku 451 na soborze chalcedońskim). W tej sferze wiele zostało jeszcze do zrobienia i sam Papież dał wyraz swojej trosce o to w specjalnej Encyklice poświęconej ekumenizmowi „Ut unum sit”.

Trzeba podkreślić, że wiele negatywnych dla Kościoła wskaźników zostało w czasie tego pontyfikatu zahamowanych, a pojawiło się wiele symptomów duchowego ożywienia. Sam Papież często mówi o „nowej wiośnie Kościoła”, a swoje nadzieje wiąże zwłaszcza z młodym pokoleniem. W 1986 roku zapoczątkował on tradycję Światowych Dni Młodzieży, podczas których co roku spotyka się z młodymi ludźmi w innym zakątku świata.

Przed spotkaniem w Denver w 1993 roku amerykańskie media wieszczyły całej imprezie kompletne fiasko. Miejscowi katolicy zorganizowali nawet konferencję prasową, by odwołać zaproszenie Jana Pawła II do ich miasta. Zastanawiano się, czy zjawi się choć garstka nastolatków, by wysłuchać Papieża, który - według mediów - był dobry do obalenia komunizmu, ale współczesnemu młodemu człowiekowi nie ma wiele do powiedzenia.

Tymczasem to, co się stało, przerosło najśmielsze oczekiwania. W Denver zjawiło się ćwierć miliona młodzieży, której nie odstraszył padający cały dzień deszcz, i która najpierw entuzjastycznie witała, a następnie w skupieniu słuchała słów Papieża. Podobnie gorące przyjęcia zdarzyły się także w następnych latach, m.in. w Paryżu czy w Manili. Podczas tego ostatniego spotkania w 1995 roku doszło do największego zgromadzenia w historii ludzkości. We Mszy świętej, kończącej Światowe Dni Młodzieży, brało udział od pięciu do siedmiu milionów ludzi.

Znakiem nadziei dla Ojca Świętego jest także dynamiczny rozwój licznych nowych zgromadzeń oraz ruchów i wspólnot katolickich. W działaniu takich formacji, jak Odnowa w Duchu Świętym, Droga Neokatechumenalna, Opus Dei, Focolari, Communione e Liberazione i wiele innych, widzi Papież zapowiedź „nowej wiosny Kościoła”. Dzięki nim bowiem miliony ludzi mogą przeżyć osobiste doświadczenie spotkania z Bogiem.

Rzecznik prasowy Stolicy Apostolskiej Joaąuin Navarro-Valls powiedział, że różnica między młodością a starością polega na tym, że starcy rozpamiętują przeszłość, a młodzi myślą o przyszłości. W tym sensie Jan Paweł II jest człowiekiem młodym, ponieważ myślą i modlitwą jest wychylony w przyszłość. Od samego początku swego pontyfikatu rozwijał konsekwentnie swoją przyszłościową wizję - przygotowania i wprowadzenia Kościoła w trzecie tysiąclecie.

Kościół katolicki wchodzi w to trzecie millenium odmieniony przez Papieża z Polski i bardziej gotowy do wyzwań, jakie przed nim stoją. Niektórzy już teraz wyrażają obawy, czy kiedy zabraknie Jana Pawła II, na Kościół nie spadną nowe problemy. Tym wszystkim, którzy czują strach przed odejściem Papieża, warto przypomnieć słowa, jakimi zainaugurował swój pontyfikat: „Nie lękajcie się!”.


opr. mg/mg



 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: młodzież PRAWDA cywilizacja komunizm polityka ewangelizacja miłosierdzie papież Jan Paweł II jubileusz przyszłość nadzieja kontemplacja Sobór Watykański II młodzi nauczanie papieskie kryzys Kościoła 25 lat wiara i rozum Pinochet