Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl

Jacek Woźniakowski

Ping pong

W czasach naszej młodości, Herbert, kiedy chciał rozstrzygnąć, najpierw w sobie, jakąś myślową alternatywę, "ganaszował się" nieco, ważąc słowo, jakby mu ono z pewnym trudem miało przejść przez gardło, po czym następowała niespodzianka: bo tuż pod podszewką pierwszych słów, wygłoszonych niemal z namaszczeniem, czaił się krótki, stłumiony, zaraźliwy śmiech Zbyszka, a zaraz dalej ponowna chwila rozwagi, ale przez ten śmiech i błysk jasnych oczu leciutko zakolorowana ironią. Bo też ów śmiech nigdy nie wymykał się spod kontroli w postaci bezprzedmiotowego chichotu, jak się to nieraz trafia. Herbert był jednym z najdowcipniejszych ludzi, jakich znałem, i zarazem jednym z ludzi najbardziej serio.

Ciekawe, co by powiedział mądry grafolog o charakterze jego pisma - tych drobnych laseczek i literek tak uproszczonych, że niekiedy zamieniają się w znaki stenograficzne. Jedyna dedykacja, jaką umiem odczytać bez wątpliwości (ostatnia z trzech), została wykaligrafowana wyjątkowo starannie na "Wierszach zebranych": "Kochanemu / Jackowi Woźniakowskiemu / spirytualiście / Zbigniew / reista". I data, jeszcze mniejszymi literkami: "Warszawa, przed zjazdem / ale po powstaniu [odstęp] 1971".

Kiedy mowa o staranności, jeszcze jedno, całkiem błahe wspomnienie tu zapiszę. Zbyszek i nasze dzieci szczególnie cieszyły się meczami ping ponga. On mógłby powiedzieć jak Poussin: je n’ai rien négligé. Przykładał się do gry bardzo starannie, czaił się do piłeczki, przemyślnie operował rakietką. Miało się wrażenie, że wkłada w tego ping ponga wszystkie swoje ambicje. Był strasznie zabawny i - jak zawsze w tamtych latach - strasznie miły. Czy cieszył się wygraną, czy martwił przegraną? Tego nie wiem.



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: poczucie humoru Herbert poeta humor dowcip