Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl

Krzysztof Dorosz

Nie samym wychowaniem człowiek żyje

Front walki przebiega dziś nie między światopoglądem religijnym a laickim, lecz między uznaniem wartości a ich odrzuceniem, czyli między wiarą a nihilizmem.

Nie wierzę w wychowanie - w wychowanie jako zespół zbiorowych działań, których celem jest ukształtowanie człowieka według dowolnie przyjętego wzorca. Wbrew pokutującym jeszcze ideom oświeceniowym nie wierzę w nieskończoną plastyczność natury ludzkiej, którą można by lepić na modłę chrześcijańską, laicką czy jakąkolwiek inną. Złudzeniem jest zatem sądzić, że jako rodzice lub wychowawcy mamy wolną rękę. Nasze pedagogiczne zamysły są ograniczone przede wszystkim przez naturę ludzką - choć nigdy dokładnie nie znamy jej wszystkich możliwości - i przez wzorce kultury, w jakiej żyjemy. Pomijanie tych ograniczeń to groźna w skutkach utopia, bez względu na to, czy inspirowana jest z lewa czy z prawa.

Fiasko tak zwanego "wychowania socjalistycznego" powinno dać nam wiele do myślenia. Światopoglądowy rozziew pomiędzy szkołą a większością polskich domów dobitnie pokazał, że wzorce polskiej kultury, choć skrywane w sferze prywatności i w Kościele, uniemożliwiły realizację socjalistycznego wychowania. Uniemożliwił ją również głęboki brak zaufania do narzuconego Polsce ustroju, do jego przedstawicieli i funkcjonariuszy.

Zaufanie to kolejna bariera projektów wychowawczych. Nie wychowamy przecież nikogo, kto nam nie będzie ufać, nam jako ludziom, naszej wychowawczej wizji, wartościom, które wyznajemy i, co najważniejsze, które realizujemy w życiu. Często nie doceniamy wrażliwości dzieci i młodzieży. Nie doceniamy, bo nie potrafią jej nadać kształtów słów i nie są w stanie skutecznie przeciwstawiać się naszym "nie garb się", "umyj ręce", "masz dwóję". Ale brak harmonii między słowami a czynami dorosłych nieraz wyczuwają doskonale.

Posłużę się osobistym przykładem. Mieszkając w Anglii, posłałem syna do lokalnej szkoły anglikańskiej. Chciałem, by młoda dusza wchłonęła dawkę liberalnego chrześcijaństwa. Szkolny "reżim" religijny był skromny i mało zobowiązujący. Święta obchodzono stosunkowo rzadko, a prawd chrześcijańskich nie wbijano uczniom do głowy mocnymi środkami. Mimo to mój syn wyszedł z tej szkoły z wyraźną niechęcią, by nie powiedzieć nienawiścią do chrześcijaństwa. Mniej go raziły dość prymitywnie podane twierdzenia religijne, sprzeczne z jego rozumowym obrazem świata, a bardziej hipokryzja jego chrześcijańskich preceptorów. Mówili jedno, czynili drugie.

Wniosek jest oczywisty: wychowuje nie system, lecz człowiek. Pouczający był przykład mego drugiego syna, który poważnie wszedł w chrześcijańską wiarę dlatego, że miał wspaniałego kapelana szkolnego. Ten zresztą uczył go nie religii i nie prawd wyłącznie chrześcijańskich, ale przedmiotu pod nazwą "religious studies", czyli religioznawstwa. A że był to człowiek autentycznie wierzący, wrażliwy, inteligentny, otwarty i w najlepszym sensie tego słowa liberalny, mój syn za nim poszedł. Oto jeszcze jeden powód skłaniający mnie do niewiary w zbiorowe wychowanie.

Wychować i rzeczywiście ukształtować człowieka jesteśmy w stanie wtedy i tylko wtedy, kiedy żyjemy tym, czego uczymy. Banalna to prawda, dobrze znana duchownym nauczycielom różnych tradycji i ich uczniom, ale w naszej technologicznej kulturze nieco zapomniana. Kiedy więc dyskutujemy o katolickim czy laickim wychowaniu, czy nie powinniśmy rozglądać się przede wszystkim za ludźmi, którzy potrafią sprostać tym zadaniom? Prawdziwymi chrześcijanami i prawdziwymi humanistami.

Ale któż to są prawdziwi chrześcijanie? Ci, którzy są ochrzczeni, chodzą w niedzielę (a może codziennie) do kościoła i przyjmują sakramenty? A idąc do Komunii, pchają się i rozpychają łokciami, uniemożliwiając dostęp do Stołu Pańskiego słabszym, starym i niepełnosprawnym? Czy to są prawdziwi chrześcijanie? Albo ów kapłan, który wyniośle pokrzykiwał na ojca i córkę, otępiałych po stracie najbliższej im osoby, złośliwie utrudniał załatwienie formalności pogrzebowych i dowodził, że do nieba nie tak łatwo się dostać? Słusznie. Ale czy to on o tym decyduje? I czy to jest prawdziwy chrześcijanin? Ewangelia określa te sprawy zwięźle, twierdząc, że do Królestwa wejdzie ten, kto spełnia wolę Boga, a nie każdy, kto woła "Panie, Panie" (por. Mt 7. 31).

A prawdziwi humaniści? Ci sytuowali się kiedyś w opozycji do religijnej wiary, przeciwstawiali Bogu człowieka i z prometejskim patosem głosili wyzwolenie z okowów religii. Ale ci są dzisiaj w odwrocie (przynajmniej w Polsce), albo w ogóle już ich nie ma, inni złagodnieli, godzą się na wiarę i Kościół, a niektórzy przyznają nawet, że bez Boga i bez Ewangelii nie ma prawdziwego człowieczeństwa.

Obawiam się, że wychowanie laickie dziś to wychowanie w indyferentyzmie dla wszelkich wartości, czyli śmiertelne zagrożenie dla całej naszej kultury.

I tu dopiero zaczyna się problem, bo indyferentyzm wobec wartości, zwłaszcza wartości wyższych, których symbolem w cywilizacji judeo-chrześcijańskiej jest zdanie "nie samym chlebem człowiek żyje", to po prostu neobarbarzyństwo. Jak się mu przeciwstawiać? Przecież porządek demokratyczny, w jakim żyjemy, ani nie narzuca nikomu żadnego światopoglądu, ani nie potępia jego braku. Jest - mówiąc uczenie - aksjologicznie neutralny. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by w ramach tego porządku istniały szkoły katolickie, żydowskie, muzułmańskie czy laickie. Ale czy faszystowskie też? Skrajni zwolennicy tolerancji powiedzieliby "tak". Natomiast Karl Jaspers, wybitny filozof niemiecki, który mawiał, że dla nietolerancji nie może być tolerancji, zapewne powiedziałby "nie". Z czego chyba wynika, że porządek demokratyczny wcale nie jest aksjologicznie neutralny, bo w gruncie rzeczy opiera się na pewnym zespole fundamentalnych wartości. Tyle tylko, że nasza zgoda co do tych wartości jest chwiejna i podlega zmianom. Podlega zmianom, ponieważ ustanawiamy obowiązek przestrzegania tych, a nie innych wartości nie mocą niewzruszonego autorytetu państwa czy Kościoła, ale perswazyjną siłą naszej wizji, wyobraźni i wolnych inicjatyw. Nie jest to sytuacja wygodna ani bezpieczna, ale tymczasem jedyna, która zapewnia nam wolność. Powracam do postawionego pytania: jak chronić się przed neobarbarzyństwem, które zalewa naszą kulturę, sączy się ze środków masowego przekazu i wdziera się we wszystkie, nawet najbardziej intymne, zakamarki życia? Neobarbarzyństwem łatwego sukcesu, pieniądza, egoizmu, przekonanym, że przecież samym chlebem człowiek żyje, niewrażliwym na cierpienie, łapczywie sięgającym po bogactwa świata, ślepym na dobro, prawdę i piękno, zanurzonym w wiecznym zgiełku i hałasie, stale żądnym rozrywki, obojętnym na wartości. Słowem, jak bronić wysokiej kultury, której przez wieki fundamentem i inspiratorem było w Europie chrześcijaństwo?

Wypada w tym miejscu podkreślić, że wysoka kultura to nie wyrafinowany estetyzm, filozoficzna wizja zamkniętych w kręgu czystego rozumu erudytów czy żałosny skowyt pisarzy, których poczucie bezsensu świata popycha do twórczości z trudem zrozumiałej nawet dla wtajemniczonych. Co nie znaczy, że wysoka kultura jest zawsze łatwa i przystępna. Niekiedy wymaga ogromnego wysiłku, choćby dlatego, że idzie pod prąd, przeciwstawia się rutynie życia, nie służy niczyim interesom ani zachciankom, jest dyspozycyjna tylko wobec tego, co bezwarunkowe. W kategoriach religijnych taka kultura jest sławieniem Boga, w świeckich - spontaniczną odpowiedzią człowieka na wartość. Dostęp do niej mogą mieć wszyscy, nie tylko wierzący. Odwołując się do dobrej katolickiej tradycji, można powiedzieć, że każdy człowiek ma wartości wyryte w sercu. Nie sądzę więc, by światopoglądowa segregacja wychowania mogła się dobrze przysłużyć obronie wysokiej kultury.

Zagrożona jest bowiem zewsząd. Niszczy ją nie tylko neobarbarzyństwo, ale dobrze już zadomowiony w całej Europie pragmatyzm edukacyjny, przekonanie, że nade wszystko liczy się nie teoria, czyli bezinteresowna kontemplacja rzeczywistości, ale praktyka, czyli działanie służące wygodnemu i szczęśliwemu ułożeniu życia. Dobitnie wyrażali to niegdyś marksiści twierdząc, że świat trzeba zmieniać zamiast go tylko interpretować. Zresztą w wygodnym i szczęśliwym życiu nie ma nic złego; zagrożenie dla wysokiej kultury czy dla samego człowieczeństwa pojawia się wtedy, gdy wygodne ułożenie życia przesłania wszystkie inne cele, gdy ziemskiemu bytowaniu człowieka brak wymiaru ostateczności.

Pragmatyzm i neobarbarzyństwo dominują dzisiaj w kulturze i tworzą wzorce, które przeciwdziałają wychowaniu człowieka wokół wartości. A człowiek potrzebuje żyć w świecie wartości, potrzebuje poczucia sensu tego, co robi. Tracąc to poczucie, traci własną godność. Broniono już tej godności różnymi sposobami, do różnych odwoływano się dóbr i idei. Myślę, że pod koniec dwudziestego stulecia obrona godności człowieka wymaga również - a może przede wszystkim - obrony świata wartości. Front walki - by się tak wyrazić - przebiega dziś nie między światopoglądem religijnym a laickim, lecz między uznaniem wartości a ich odrzuceniem, czyli między wiarą a nihilizmem. I tu zapewne leży szczególny sens wychowania: otwarcie i uwrażliwienie młodych ludzi na wartości, te, które nam jeszcze zostały, te, w które nadal wierzymy i urzeczywistniamy na co dzień, chrześcijańskie i nie tylko chrześcijańskie. Dla chrześcijanina źródłem i depozytariuszem wszelkich wartości jest Bóg; nie wynika z tego wszakże, by człowiek niewierzący nie uznawał i nie afirmował cnót takich jak, powiedzmy, szczodrość, wspaniałomyślność czy odwaga. Wartości mają to do siebie, że mogą, choć nie muszą, oddziaływać na nas bezpośrednio i bez uzasadnień.

Jedna jest w naszej europejskiej kulturze wartość szczególna i powszechna, uznawana przez chrześcijan i przez nie-chrześcijan. Ci pierwsi nazywają ją miłością bliźniego, ci drudzy - wrażliwością na drugiego człowieka. By jej bronić, potrzeba współdziałania wszystkich ludzi dobrej woli, wszystkich religii, wyznań i światopoglądów. Bo gdy miłości bliźniego zabraknie, czeka nas już tylko barbarzyństwo.
Krzysztof Dorosz



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: kultura wychowanie światopogląd pedagogika zaufanie indyferentyzm humanista chrześcijanin laicyzm