Metalowe psalmyNiewielkie, czarno-białe, rozklejone na dziko plakaty informujące o koncercie ginęły w natłoku innych. Tymoteusz - potoczna nazwa zespołu 2Tm2,3 - był prawie niewidoczny pośród innych informacji. To jednak wystarczyło, aby w ostatnią środę około l9 przed sceną ustawioną na boisku obok podnoszącego się dopiero z fundamentów kościoła Św. Pawła Apostoła na warszawskim Ursynowie zaczął gromadzić się tłum. Z kolumn leciała płyta "Abba Pater", więc mieszkańcy okolicznych bloków przyszli zobaczyć, co się dzieje. Jednak większość publiczności stanowili fani nie spotykanego chyba w żadnym innym kraju zjawiska, nazywanego potocznie rockiem katolickim. Mają oni niewiele wspólnego z tzw. młodzieżą oazową, a więcej z fanami metalu. Są przeważnie nastolatkami, mają długie włosy, chodzą w martensach, wojskowych spodniach i czarnych koszulkach ulubionych zespołów: Armii, Houku, rzadziej Acid Drinkers, Kultu czy Kazika, ale przede wszystkim właśnie 2Tm2,3. Powstanie tego zespołu dwa lata temu wywołało sensację na rynku muzycznym. Liderzy trzech ostrych formacji muzycznych, Darek Malejonek z hardcore'owego Houku, Tomek Budzyński z postpunkowej Armii i Robert "Lica" Friedrich z heavymetalowego Acid Drinkers, przy udziale innych znanych muzyków, m. in. znakomitego jazzmana i producenta muzycznego Marcina Pospieszalskiego (Young Power, Tie Break), stworzyli zespół ewangelizacyjny, który miał grać mocną muzykę i otwartym tekstem mówić o Bogu. 2Tm2,3 nie stało się nagle. Trzej muzycy już od kilku lat coraz mocniej ciążyli w stronę chrześcijaństwa. Kiedyś jeszcze w latach 80., prowadzili ostre, rockandrollowe, raczej mało chrześcijańskie życie. Dlatego ich nawrócenia były zaskoczeniem, a coraz odważniejsze wplatanie elementów chrześcijańskich do muzyki, symboliki i sposobu życia doprowadziło niektórych z nich do konfliktów z macierzystymi zespołami. Rock and roll wytworzył własny system wartości: hipisowski, anarchistyczny, pacyfistyczny, kosmopolityczny i ekologiczny. Kościół przez ludzi rock and rolla często odbierany jest jako ostoja tradycyjnych, konserwatywnych, prawicowych wartości, jako niemal organ władzy. Dlatego w latach 80., chociaż cały bez wyjątku polski rock miał charakter antykomunistyczny, przeważnie nie po drodze mu było z Kościołem. Tomek Budzyński: -My się opowiadamy nie po stronie wartości tradycyjnych czy nowoczesnych, ale po stronie wartości totalnych. My nie jesteśmy konserwatystami. Jesteśmy anarchistami do setnej potęgi. Jezus był radykałem. To, co robimy nie jest żadnym konserwatyzmem. To jest totalny progres. Nie ma kompletnie znaczenia, czy się jest prawicowcem czy lewicowcem. Jezus miał w nosie politykę. Nie angażujemy się w żadne działania polityczne, bo "nasze królestwo nie jest z tego świata". Chociaż w środowisku szybko wystawiono im "wariackie papiery", upór i determinacja musiały budzić szacunek. Zwłaszcza, że ich działalność szła pod prąd wszelkich koniunktur. Była to wyprawa w nieznane. Robert "Lica" Friedrich: -O tym zespole nie można myśleć w sposób tradycyjny, porównywać nakładów płyt czy frekwencji na koncertach. Ja w swoim życiu grałem w różnych kapelach i przyzwyczaiłem się do różnych dziwnych rzeczy, ale to jest zupełnie nowa jakość. Są koncerty, na które ludzie przyjeżdżają opr. JU/PO | ||
