Pisz do końca...Liliana Osses AdamsPoniższy artykuł w 45. rocznice śmierci Jana Lechonia (1899-1956) pt. „Pisz do końca...” ukazał się w Przeglądzie Polskim, literacko-społecznym tygodniowym dodatku do Nowego Dziennika w Nowym Jorku, z dnia 8 czerwca 2001, str.4.
Był jednym z najwybitniejszych twórców okresu Dwudziestolecia. Już od pierwszych zbiorów wierszy: Karmazynowy poemat z 1920 r. i Srebrne i czarne z 1924 r. uznawano go za klasyka. Czesław Miłosz w The History of Polish Literature (University of California Press, Berkeley, 1983, str.393) stwierdził: „W całej polskiej poezji współczesnej jego kryształowy, zimny wers wydaje sie zbliżac najbardziej do klasycznego rygoru”. A sam poeta w wierszu z 1943 r. Jablka i astry napisał: Spokojnie pisz do końca swe wiersze klasyczne, Najcenniejszym dokumentem do poznania życia poety, jego pracy twórczej, wewnętrznych zmagań i zawodów, poglądów i nastrojów, przemyśleń i złudzeń jest rozpoczęty w dniu 30 sierpnia 1949 r. Dziennik. Trzytomowe dzieło - "kolubryna" - jak nazywał je Autor, to zapiski człowieka o dramatycznie skomplikowanych, owianych do dziś dozą tajemnicy związkach osobistych, udręczonego twórczą niemocą, niespełnieniem pokładanych w nim nadziei, obejmujące siedem lat. To bardzo ważny dokument emigracyjnego losu i swego rodzaju "konfesjonał" literacki poety, spisywany w zdyscyplinowaniu, choć pod koniec życia z niejakim trudem; to zapiski artysty, któremu przyszłość objawiała się obrazami wspomnień z przeszłości. Dziennik spełniał także rolę terapeutyczną: codzienne notatki na jego kartach pomagały często samopoczuciu poety, przywracały mu poczucie równowagi psychicznej. Ostatni zapis datowany jest 30 maja 1956 r. - na 9 dni przed śmiercią: „Można zawsze znaleźć w swej inteligencji, woli, sercu coś, co pomoże nam w walce z życiem, ludźmi. Ale na walkę z sobą - jest tylko modlitwa”. Wybuch drugiej wojny światowej i szok druzgocącej klęski wrześniowej przerwał kilkunastoletnie milczenie poety, różnie zresztą interpretowane. Świadomość tragicznych losów narodu, cierpień i bohaterstwa wyzwoliła nowe emocje, domagające się poetyckiego kształtu. Jan Lechoń powraca do liryki. Na wiosnę roku 1940, jeszcze w Paryżu, napisał Grób Agamemnona z tragicznym wersem 17-18: Patrz! jakiś orzeł znakomity Poeta zamieszkał w Nowym Jorku późnym latem 1941 r. po tułczace wojennej przebytej „transatlantyckim szlakiem”, jak wielu polskich artystów, intelektualistów i twórców. W mieście tym przeżył ostatnich piętnaście lat "burzliwych" i "nędznych." W przedmowie do wydanego w 1992-1993 w Warszawie przez Instytut Wydawniczy Dziennika Roman Loth pisze: „Świadomy swego wychodźczego losu, mając do wyboru różne scenariusze akceptacji wybrał ten, ktory określić można jako emigranckie getto', jako „bycie Polakiem w Nowym Jorku”. Z wierszy Lechonia przebija ubolewanie, a nawet rozpacz nad losem emigranta. Wydaje mi się, że właśnie polscy emigranci, rozsiani po całym świecie, najbardziej wczuwają się w poezję Jana Lechonia, bowiem odnajdują w niej odbicie własnych nastrojów - trosk i załamań, nadziei i wiary. Dwa dni przed tragicznym finałem - desperackim skokiem [8 VI 1956] z 14. piętra hotelu Henry Hudson w Nowym Jorku - Jan Lechoń wczesnym rankiem wyspowiadał się, przystąpił do komunii św. i otrzymał ostatnie namaszczenie. „Najcięższego grzechu” jednak nie wyjawił. 11 maja 1991 r. na cmentarzu Calvary w dzielnicy Queens w Nowym Jorku ekshumowano prochy poety. Pochowano je w Laskach, pod Warszawa, na skraju Puszczy Kampinoskiej, zgodnie z życzeniem Lechonia wyrażonym w wierszu To, w co tak trudno nam uwierzyć: To, w co tak trudno nam uwierzyć, Niech ci ta myśl się nie wydaje I nagle widzisz: jest noc chmurna (1941) Kalifornia, maj-czerwiec 2001 opr. MK/PO | ||
