słodki cukiereczek

Kultura


Powrót do strony głównej działu Kultura


Krzysztof Zanussi

Okiem lumpa

Wróciłem po kilku tygodniach do kraju z radością, że były mi oszczędzone żenujące sejmowe widowiska, którym na szczęście europejskie media nie użyczyły uwagi. Parlamentarne awantury wybuchają od czasu do czasu w ustabilizowanych demokracjach i tam są z pewnością mniej groźne w skutkach niż u nas, gdzie relacja obywatela z wybranym przez niego prawodawcą jest dosyć nieokreślona i zawsze grozi, że się ją zdefiniuje w sposób dla ogółu szkodliwy.

Kilka tygodni spędzonych w teatrze przerywane było paroma kongresami, w których biorę udział z przewrotnym upodobaniem. Kongresy, szczególnie te niezwiązane ze sztuką, stanowią okazję do wycieczki w świat innych obyczajów i innych pojęć obiegowych — to co stanowi zwykły sposób nazywania rzeczy w jednym świecie, w innym budzi głębokie zdziwienie, a trud budowania języka ponad tymi odmiennościami wydaje mi się czymś twórczym (co nie znaczy, że rezultaty są bardzo zachęcające).

Wyjeżdżając z kraju napisałem na tych łamach parę słów w kwestii mentalności związanej z formacją lumpa, a więc człowieka wykorzenionego, nie mającego za sobą środowiskowego zaplecza. Lumpem stawał się chłop po przyjeździe do miasta, kiedy przestawał być chłopem, a jeszcze nie zaczął być proletariuszem.

Znamieniem lumpa jest wykorzenienie, a co za tym idzie odwołanie się do prawd podstawowych w ich prymitywnej postaci. Cechą lumpa jest pozorna przenikliwość i odarcie z jakichkolwiek złudzeń, stąd powiedzonko (jakże lumpom bliskie), że jak nie wiadomo o co chodzi, to na pewno chodzi o pieniądze, może jeszcze chodzić o zaspokojenie płciowe, ale to realizm lumpa też sprowadza do pieniędzy. Pracując w Niemczech w teatrze, w którym pokutuje duch Brechta, znalazłem ślady tych samych procesów, które przeżywamy w kraju, z tym że procesy te, odmiennie niż u nas, toczą się bardzo powoli, bo zamożne społeczeństwo stawia opór zmianom, a biedne się w nich realizuje.

Zastanawiam się, czy to zdanie ma wagę uogólnienia, czy też po prostu jest głupstwem? Spróbowałem je zaprezentować na jednym z niedawnych kongresów i wywołało dyskusję. Zamożne mieszczańskie Niemcy powolutku wycofują się ze swoich tradycyjnych bastionów kultury — widać to w telewizji, gdzie presja oglądalności w ciągu dwudziestu lat przeniosła telewizyjne transmisje ze spektakli teatralnych i koncertów do programów satelitarnych czy kablowych. Do znudzenia powtarzam, że tak jak gorsza moneta (ta, w której jest mniej złota) zawsze wypiera lepszą, tak tandetna szmira i kicz zwyciężają w konkurencji ze sztuką wyższą. Ten sam widz, który dwadzieścia lat temu domagał się w telewizji „Blaszanego bębenka”, dziś zadowala się sitcomem i głupawym teleturniejem. Patrząc z niemieckiej perspektywy teatru widzę rysę w tym rozumowaniu. To co oglądam od dwudziestu paru lat na scenach subwencjonowanych teatrów, polegało w ogromnej mierze na propagowaniu takich kluczy do lektury, przy których „Faust” Goethego, zamiast problemów z metafizyką i Bogiem, miał problemy z erekcją, a książę Homburga jawił się jako psychopata i marionetka w rękach ludzi, którym jak zawsze chodzi o pieniądze i władzę. Rewelacyjne odkrycia dokonane z perspektywy lumpa wniknęły w sztukę wysoką i dziś subwencjonowany teatr żyje w Niemczech w wielkim stopniu w próżni, którą niedawny minister kultury w naszym kraju nazwał trafnie domeną AUTYSTÓW (artysta-autysta to ten, który mówi sam do siebie). Z niemałym rozbawieniem odnajduję się w Niemczech bliżej drugiej strony barykady.

Inscenizując sztukę, która odniosła sukces na Broadwayu i w prostym, może nawet telewizyjnym, języku opowiada o czymś co wzrusza, o szaleństwie i o geniuszu — teatr broni się na rynku, potrzebuje niewielkiej pomocy i z łatwością wypełnia salę. Ktoś z naszych polskich publicystów, w porywie neofickiej wiary w liberalizm, gromił polskich artystów za to, że narzekają, zamiast odnajdywać się na rynku i to oczywiście na Zachodzie. Nieświadomie posłuchałem jego rady (chociaż nie chcę przyznać, że się odnalazłem, jako że się już od dawna nie gubiłem), ale wszystko to nie zmienia mego sądu, że z kulturą w Polsce źle się dzieje, a rynek nie jest wyrocznią.


opr. JU/PO

 wyślij znajomym

Zobacz także:
Alfons J. Skowronek, Religia jako fundamentalna postawa człowieka
Szymon Babuchowski, Skąd się biorą dzieci?
Jarosław Gowin, Andrzej Grajewski, Czy wygra homo geszeftus?
Jacek Dziedzina, Klapsy z paragrafem
Agnieszka Warecka, Umiłowany ciężar
Zbigniew Ziobro, Andrzej Grajewski, Jasne reguły i państwo prawa
Tomasz Rożek, Polska w EUROpie
Edward Kabiesz, Andrzej Urbański, Nie dam zniszczyć telewizji
Sławoj Leszek Głódź, Słowo na Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu
Dariusz Andrzejewski, Wartość ojcostwa i obrona rodziny
Komentarze internautów:

Okiem lumpa - Lump ma dobry wzrok. (Leszek., 2002-11-15 00:42:04)
 Jak zwykle Pan...  więcej   skomentuj tę wypowiedź

Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Nowości na naszych stronach | PDA | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła |