słodki cukiereczek

Kultura


Powrót do strony głównej działu Kultura


Krzysztof Zanussi

Widok z windy

Z licznych listów i różnych wycinków prasowych (sygnowanych czasem przez dostojne pióra np. z “Gazety Polskiej”) wnoszę, że moje częste relacje z niezwykle częstych podróży niektórym czytelnikom działają na nerwy. Nie przypuszczam, by z powodów niskich (takich na przykład jak zawiść), zakładam więc, niezbyt szczerze, że błąd leży po mojej stronie. Nie potrafię go jednak naprawić, bo przemieszczanie się jest w moim zawodzie koniecznością, która wydaje mi się także pożyteczna, zgodnie z łacińską maksymą navigare necesse est.

Kilka dni temu byłem w Grazu, który pełni w tym roku funkcję kulturalnej stolicy Europy i dzięki temu postawiono tu kilka niezwykłych budowli. Jedną z nich jest winda wybudowana na placu. Winda, którą wjeżdżają turyści po to, by obejrzeć plac z ptasiej perspektywy. Dostawszy się na szczyt, nie można wyjść ze szklanej kabiny, można tylko rozejrzeć się i następnie powrócić na ziemię. Inną zabawną budowlą jest cień wieży, który towarzyszy prawdziwej wieży na wzgórzu wyrastającym w środku miasta. W początkach miasto Graz było ponoć osiedlem Słowian, a jego nazwa jest przekręceniem słowiańskiego określenia grodu. Później z Bawarii spłynęli Germanie. Wieża jest jednym z licznych wspomnień średniowiecza. Wybudowana za nią w tym roku bliźniacza czarna kopia jest znakiem cienia i służy wywoływaniu zdziwienia.

Na środku rzeki Mur wyrosła wyspa – wielka metalowa barka, przycumowana dwoma mostami do brzegów i unosząca się na wodzie. Mieści restaurację, amfiteatr i jakieś studio radiowe, ale jej głównym zadaniem jest zdumiewać. Zabawa świadomie przeważa nad praktycznością. Gospodarze wpędzili miasto w długi, ale stworzyli szereg nowych atrakcji dla turystów. Po sezonie okaże się, czy inwestycje w zabawę w roku kultury zwróciły się, czy też spowodowały dziurę w budżecie.

Dla Polaków Graz jest miastem bardzo bliskim, bo przywodzi na myśl Kraków. Wiele uliczek z dziewiętnastego wieku wygląda bardzo podobnie do tych w podwawelskim grodzie, renesansowe krużganki w pałacu w centrum miasta do złudzenia przypominają Wawel. Pisząc “do złudzenia” mam na myśli moje osobiste doświadczenia sprzed lat ponad dwudziestu, kiedy planując film “Z dalekiego kraju” o życiu Karola Wojtyły na prośbę moich zachodnich producentów wskazywałem miejsca zdjęciowe, które w Grazu mogłyby zastąpić Kraków. Film w końcu zaczął powstawać w Krakowie, ale nieustannie nad zdjęciami ciążyła groźba tego, że armie zaprzyjaźnione przerwą epizod naszej pierwszej Solidarności i wtedy poważnie brano pod uwagę, że ekipa filmowa pospiesznie wyjedzie (oczywiście w swym zachodnim składzie) i dokończy pracę właśnie w Grazu. Na moje miejsce, rzecz jasna, przewidziano na wstępie zastępstwo, ale dano mi szansę, bym wybrał miejsca zdjęciowe w Grazu. Tym razem przezorność okazała się przesadzona. Pytanie z ówczesnej piosenki o tym, czy wejdą, czy nie wejdą, doczekało się odpowiedzi pod nazwą “stan wojenny”. A Graz rok później posłużył za Kraków w innej telewizyjnej produkcji poświęconej biografii Karola Wojtyły z Albertem Finneyem w roli głównej.

Brałem udział w sympozjum na prastarym uniwersytecie w Grazu i usłyszałem z ust rektora jeremiadę na temat zmian w austriackim prawie, które czynią z uczelni jednostkę gospodarczą, odbierając profesorom i docentom status pracowników państwowych ze wszystkimi przywilejami, z nieusuwalnością włącznie. Rektor łamał ręce nad utratą społecznego i politycznego zaufania, jakim dotąd przez wieki cieszyła się zawsze instytucja uniwersytetu. Vox populi, czyli populiści coraz mocniej prą do tego, by jak w Ameryce uniwersytet był rynkowo rozliczany, by był miejscem żywej konkurencji dotyczącej także profesorów.

Słuchając tej jeremiady miałem w uszach moje własne narzekania na niknący w Polsce prestiż sztuki, do której dołącza nauka. Bez prestiżu i bez zaufania nie ma mowy o automatycznym finansowaniu czyichś działań. Byłem więc całym sercem z lamentującym rektorem, ale przekora kazała mi zapytać, jak doszło do tego, że prestiż uniwersytetów się rozsypał. Czy aby nie za wiele było na uniwersytecie samozadowolenia i badań pozbawionych większej wagi. Myślę tu zarówno o humanistycznym przyczynkarstwie jak i o naukach ścisłych, gdzie Europa w ostatnich kilku dziesięcioleciach straciła pozycję lidera. Do drugiej wojny światowej pięć najlepszych uniwersytetów miało swe siedziby w Europie, dziś podobno już żaden nie mieści się w pierwszej piątce. Nie wiem, na ile obiektywne są rankingi uczelni, tak samo jak nie wiem, na ile miarodajne są sądy dzisiejszych krytyków o sztuce. Ale jedno, co łączy dzisiaj artystów i naukowców, to zagrożenie ze strony tych, którzy nie chcą, by ich pieniądze szły na marne albo też żeby niefrasobliwie wydawano je na rozrywki.


opr. JU/PO

 wyślij znajomym

Zobacz także:
Leonid Ostrowski, Józef Augustyn, Wyszliśmy spod płaszcza Gogola
Przemysław Kucharczak, Nie rozjeżdżać buraków!
Jarosław Gowin, Andrzej Grajewski, Czy wygra homo geszeftus?
Mateusz Wyrwich, Prezes od trudnych prawd
Natalia Budzyńska, Opowiadacze i słuchacze
Maria Przełomiec, Z perspektywy diabelskiego lustra
Grzegorz Górny, Media katolickie na rozdrożu
Zbigniew Ziobro, Andrzej Grajewski, Jasne reguły i państwo prawa
Tomasz Rożek, Polska w EUROpie
Malcolm Macmillan, Anna O. i początki teorii osobowości Freuda
Komentarze internautów:

Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Nowości na naszych stronach | PDA | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła |