Krzysztof ZanussiPewność niepewnościOglądałem ostatnio zestaw wywiadów ze zmarłym geniuszem kina Federico Fellinim, zarejestrowanych przez publiczną włoską telewizję. Wywiady te, jeszcze czarno-białe, pochodziły z czasów, gdy wielki Federico odnosił w Cannes triumfy ze swym „Dolce vita”, a później „Giulettą i duchami”. W tle widać stary pałac festiwalowy, wiwatujące tłumy. Fellini na pytanie dziennikarzy odpowiada tak, jakby się dziwił, że to on jest autorem sukcesu. Często pyta rozmówców, czy naprawdę to może kogokolwiek interesować, co on myśli. Opowiada anegdoty o tym, co zdarzyło się w trakcie festiwalu, jakie czyniono mu zarzuty. Sam wypada jako postać śmieszna, zagubiona, targana wątpliwościami. Przypominam sobie także śmiertelnie poważne programowe wystąpienia innych artystów, którzy zamierzali reformować świat poprzez kino. Fellini skromnie tłumaczy, że on robi kino dla zabawy, że sztuka powinna być czymś radosnym, a tymczasem na ekranie w „Dolce vita” pojawia się tragizm zagubienia uwieńczony mrocznym samobójstwem. Mój włoski przyjaciel, pisarz po przekroczeniu sześćdziesiątki, ukuł aforyzm o tym, że wraz z wiekiem jest coraz bardziej pewien swych niepewności. To stwierdzenie brzmi równie sympatycznie jak stare wywiady Felliniego. Jest w nim pokora wobec tajemnic tego świata i skromność w ocenie własnej mądrości. Jest też delikatnie ukryta kokieteria — przecież wiemy, że tych, którzy rzeczywiście nic nie wiedzą, nikt nie pyta o zdanie, a więc ten, który wie, że nic nie wie, wyróżnia się pewnością swej niewiedzy. Piszę to wszystko zaniepokojony, że za często sam sprawiam wrażenie człowieka, który czegoś jest pewien. Odczuwam taką postawę jako niesympatyczną i nieskromną, choć wątpienie powinno dotyczyć tylko spraw zasadniczych. Kiedy w drobnych zaczynamy wątpić, życie staje się nie do zniesienia. Kierowca pełen wątpliwości i wahań blokuje skrzyżowanie i jest utrapieniem w ruchu ulicznym. Lekarz, który dzieli się z pacjentem wątpliwościami na temat skuteczności podjętej kuracji czy zażywanego leku, nie ułatwia terapii, a przeciwnie — przyczynia się do tego, że lek może słabiej podziałać, bo element autosugestii jest ważną częścią leczenia. Nauczyciel, który powątpiewa w to, czego uczy, a szczególnie wychowawca wątpiący w zasady, które z konieczności głosi, robi raczej więcej szkody niż pożytku. Dzisiaj wchodzi w życie pokolenie, które wychowali ludzie często pozbawieni wiary w zasady swego własnego wychowania i mam wrażenie, że to pokolenie jest bardziej zgubione aniżeli ci, którzy wchodzili w życie sprzeciwiając się jakimś twardo głoszonym zasadom swoich rodziców. Jak to wszystko przenosi się na politykę? Czy przywódca, który głosi pewność, zasługuje na zaufanie? Czy ktoś, kto głosi, że znalazł jedno doskonałe rozwiązanie, jest kimś, komu można zaufać? Praktyka wszelkich wyborów mówi, że to właśnie tacy ludzie zbierają najwięcej głosów i jednocześnie to oni powodują frustracje zawiedzionych i torują miejsce swym następcom, którzy zwykle z podobną pewnością głoszą prawdy równie wątpliwe. Przeglądam ostatnią książkę George'a Młodzi ludzie, których spotykam jeżdżąc po Polsce, chcą ode mnie jasnych jednoznacznych odpowiedzi na pytania, jak należy postępować w życiu publicznym i w życiu osobistym, jakie normy przyzwoitości są realne, a jakie są pięknoduchowskim urojeniem. Kiedy odpowiadam, najlepiej jak potrafię, angażując całą pewność jaką dysponuję, patrzę czujnie, czy ktoś tego, co mówię do publiczności, nie rejestruje na taśmie. Boję się bowiem, że zostanie przykry ślad mojego zadufania. Tymczasem po Fellinim pozostały filmy, w których jest pewność tego, co jest naprawdę piękne, i wywiady, w których pozostaje zapisana ostrożność w wypowiadaniu sądów. opr. JU/PO | ||
wyślij znajomym |
|
|

23/2003
wyślij znajomym
Zgadzam sie z p. Zanussim (Mikolaj, 2003-10-31 13:16:26)