Krzysztof ZanussiKasa w materacuW wielu dziedzinach techniki Europa straciła swoją odwieczną przewagę nad resztą świata. Za ocean odeszła przewaga w przemyśle zbrojeniowym, w badaniach kosmicznych i wielu innych dziedzinach. Jedno jednak pozostało bezspornie najlepsze w Europie: koleje. Podróżuję przez Francję pociągiem o wielkiej szybkości (tak wykłada się skrót TGV) i wiem, że nic podobnego nigdzie na świecie nie jeździ. Wyśmienite japońskie ekspresy są stosunkowo mniej zaawansowane technicznie i nie mają tej sieci nowoczesnych torów, dzięki którym z zawrotną szybkością mogę się przemieszczać z Lyonu do Brukseli, z Madrytu do Sewilli i nieco zwalniając osiągnąć Genewę, Londyn czy Marsylię. Szybki pociąg wygodnie zastępuje samolot, jest mniej czuły na kaprysy pogody i korki w drodze na lotnisko, zapewnia większy komfort i tańsze połączenia telefoniczne po drodze. Jestem wielkim entuzjastą samolotów, ale przyznaję, że tam, gdzie mam wybór, wolę pociąg o wielkiej szybkości i wzdycham rzewnie patrząc w moją datę urodzenia, bo pewnie nie doczekam czasów, kiedy w półtorej godziny będzie można przejechać z Berlina do Warszawy. Ojczyzną najlepszych pociągów jest niewątpliwie Francja. Ich fundatorem jest podatnik francuski, dla którego odczuwam wdzięczność, bo od lat łoży na budowę nowych torów i kupuje nowe składy, dzięki którym mam poczucie luksusu, a koleje krajowe już skutecznie zdążyły mnie od niego odzwyczaić. Chociaż przyznaję, że podróż pociągiem Intercity na trasie z Warszawy do Krakowa, Katowic i Poznania nie jest już takim spotkaniem z historią jak jazda do Łodzi czy Lublina. Oddaję przelotny ukłon w stronę Francji, bo ilekroć w niej goszczę, coś mnie od nowa zachwyca, ale też nieustannie przeżywam różne kolejne zdumienia. Żywiłem głębokie złudzenia, że kraj, który swój ustrój zawdzięcza mieszczańskiej rewolucji, będzie miejscem, gdzie szczególnie mocno odczuwa się świętość posiadania: nienaruszalne prawo własności. Ze zdumieniem dowiedziałem się niedawno, że święta własność jest złudzeniem, gdyż góruje nad nią legendarny francuski etatyzm, czyli władza państwa nad obywatelem. Za nieodebranie listu od fiskusa w ciągu kilku miesięcy (jeśli, na przykład, odbiorca wyjedzie i nie zostawi na poczcie właściwych upoważnień, po czym nikt za niego nie odbierze listu) można doczekać się nagle sekwestracji wszystkich pieniędzy. Fiskus decyzją jednego urzędnika, bez żadnej pomocy sądu, może zająć cały stan posiadania nawet wtedy, gdy w nieodebranym liście chodzi o sumę znikomą. To samo może się zdarzyć po kilkukrotnym niezapłaceniu mandatu za złe parkowanie samochodu. Zrozumiałem, że nie na darmo właśnie Francuzi bardzo sobie cenią lokowanie oszczędności w złocie i przechowywanie go w sienniku albo nowocześniej — w materacu. Wspominam o tym odkryciu, bowiem dopełnia ono moją wiedzę o funkcjonowaniu różnych francuskich urzędów, które zawsze mi imponowały poziomem kompetencji urzędniczej Kiedy zbadałem sprawę, okazało się oczywiście, że urzędnik źle rozumiał prawo, a data była graniczna, co rozwiązywało mój problem, ale dokonawszy już wpłaty, siedząc w szybkim pociągu z Paryża zastanawiałem się, czy rychlej będziemy mieli w Polsce szybką kolej, czy sprawną administrację. opr. JU/PO | ||
wyślij znajomym |
|
|

01/2003
wyślij znajomym