Krzysztof Zanussi
Rozkład jazdy
Ledwo wróciłem z Moskwy, to w weekend znalazłem się w Miami. W chwilę potem trafiłem na festiwal w Berlinie i już ruszam z wykładem do mroźnej Pensylwanii oraz nie mniej mroźnego Montrealu. Między tymi podróżami upycham spotkania w Pułtusku, Poznaniu oraz w Sochaczewie. Ktoś przekonał nas, że cały świat jest wioską. Z mojej perspektywy jest raczej miastem i jedynie, co jeszcze budzi we mnie zdziwienie, to ciągłe zmiany pór roku. Dzięki nim jednak rano odnajduję się w czasie i przestrzeni rozumując, że jeśli za oknem jest zima, to jestem w Moskwie albo w Montrealu, a jeśli lato, to w Miami.
Przemieszczając się zwracam szczególną uwagę na różne środki transportu, jakie oferuje mi technika. W Moskwie i w Miami rzucają się w oczy miejskie kolejki na wysokich słupach podpierających wiadukty, po których mkną wagoniki pozbawione motorniczego. Kiedyś spotkałem się z określeniem, że są to windy poziome. Skojarzenie z windą miało rozwiać mój niepokój, czy wagonik bez motorniczego wie, dokąd jechać i kiedy się zatrzymać. Porównanie to nie działa uspokajająco, bo w windach też kiedyś bywał motorniczy i dziś jeszcze w warszawskim Pałacu Kultury miłe panie pytają, na które piętro chcę się udać. W miarę rozwoju postępu rośnie bezrobocie. Technicy zręcznie automatyzują coraz to więcej procesów, dzięki czemu pracodawcy nie mają problemów ze strajkującym personelem, a maszyny zarabiają na zasiłki dla tych, których praca stała się niepotrzebna. Jeśli następna rewolucja techniczna przyniesie zwycięstwo robotów, to cały nasz system społeczny trzeba będzie wymyślić na nowo. Technicy twierdzą, że to wszystko nastąpi za kilka, najdalej za kilkanaście lat, czyli w czasach, kiedy moje pokolenie usunie się już ze sceny. Mogę więc uważać, że mnie to nie dotyczy, ale nie zazdroszczę młodym tego wstrząsu, z jakim przypuszczalnie przyjdzie im się zmierzyć.
Po tylu uwagach na temat podróży pozwolę sobie jeszcze na jedną relację pociągową. Na trasach objętych rezerwacją miejsc jakiś kolejowy komputer wyznacza nam sąsiadów i kaprys tego komputera, czyli tak zwany przypadek (piszę tak zwany, bo o tym, co jest przypadkiem, a co nie jest, można dyskutować godzinami), kazał mi się znaleźć w pociągu obok pewnego polityka, którego nigdy wcześniej nie miałem okazji poznać, natomiast kilka lat z rzędu prowadziłem z nim zawzięte polemiki, ponieważ w moim mniemaniu szkodził swoim działaniem słusznym sprawom. Ów polityk srożył się na mnie w wywiadach prasowych, a ja z kolei ogłosiłem publicznie, że przed wyborami będę przekonywał wyborców, by na niego nie głosowali. Pogróżki były czysto retoryczne, poleniłem się i nic nie zrobiłem. Jak słyszę, rzeczony polityk uzyskał w ostatnich wyborach rekordową ilość głosów. Na szczęście dla mojej sprawy zmienił komisję w parlamencie.
Opisuję to wszystko, ponieważ spotkanie w pociągu jadącym z Berlina było interesujące i przyjazne. Fakt, że różnię się z kimś poglądami, nie prowadzi do przekonania, że mój przeciwnik ma na sumieniu jakieś moralne uchybienia. Zakładam, że podobnie jak ja działa w dobrej wierze, tylko odwołuje się do złych przesłanek albo robi błąd w rozumowaniu. Muszę pogodzić się z faktem, że ktoś z nas dwu nie ma racji (z pewnością nie jestem nim ja), ale nie mogę żywić złych uczuć pod adresem mego adwersarza, nawet kiedy uważam, że jego działanie powoduje poważne szkody.
Spotykam ludzi, których gorszy przyjazny stosunek publicznych przeciwników, mnie gorszy ich nienawiść, bo różnić można się we wszystkich sprawach, co nie pociąga moralnej przewagi żadnej ze stron. Bardzo smutno, kiedy wobec polityków musimy wysuwać zarzut, że po prostu są nieuczciwi, że działają w trosce o dobro własne czy grupowe, nie powszechne. Wstyd, że często takich wybieramy. Wobec nieuczciwych polityków nie wolno się będzie lenić, a okazja właśnie się zbliża, bo za chwilę będziemy wybierać pierwszych Polaków do parlamentu Europy. Boję się czy lenistwo nie wyrazi się już we frekwencji, a tymczasem trzeba się przyłożyć do tego, by nasze głosy nie wyniosły tych, którym będzie chodziło o dobro własne, a nie wspólne.
opr. mg/mg
wyślij znajomym |
|
|

51/2003
wyślij znajomym
Lenistwo to napewno grzech... (andrzej.kotlarek@adres.pl, 2004-03-15 09:24:56)