słodki cukiereczek

Sekty


Powrót | Dokumenty | Pierwszy stopień do... | Świadectwa | Szukaj pomocy | Uwaga ! Sekta |


Jacek Gałuszka OP

Zwierzenia Inkwizytora

Wstąpienie kogoś bliskiego do sekty bardzo często wiąże się z zerwaniem kontaktu z rodziną i najbliższymi przyjaciółmi. Sąsiedzi krzywo patrzą na taką rodzinę w której ktoś przeszedł do innej wiary. Rodzina więc pragnie najpierw swojego członka odzyskać prośbą i groźbą, co najczęściej utwierdza go w przekonaniu, iż cierpi męczeństwo dla słusznej sprawy, jak apostołowie, lub prorocy, a następnie przychodzi do Centrum Informacji, żądając interwencji w swojej sprawie.

Bardzo często rodzice dorosłych już ludzi oczekują od Centrum cudownej recepty: jak wyciągnąć kogoś z sekty. Bywa, że pretensje z powodu wstąpienia syna lub córki do sekty kierują pod adresem kościoła, szkoły, uczelni, państwa i wszystkich dookoła, ale nie do siebie. Tymczasem nasza praktyka pokazuje, że problem w 90-ciu procentach tkwi właśnie w rodzinie, w której nie ma prawdziwego kontaktu pomiędzy jej członkami.

Kontakt prawdziwy zostaje zastąpiony konwencjonalnym, stereotypowym:

- "jak leci",

- "w porządku"

i cała rodzina zasiada przed telewizorem, lub rozmawia o sprawach zawodowo - towarzyskich. Taki sposób komunikowania się skutecznie izoluje członków rodziny od siebie, wytwarzając emocjonalną próżnię, która może zostać zapełniona przez cokolwiek, w tym również sektę

Powodów dla których ludzie idą do sekt jest wiele: religijne, społeczne, materialne, psychologiczne. Być może te psychologiczne są najistotniejsze, mimo, iż często bywają ukrywane pod maską bardziej wzniosłych, religijnych, czy duchowych.

Świat w którym żyjemy nie jest wcale prosty i piękny. Zewsząd jesteśmy atakowani przez informacje, które nie tylko wzajemnie sobie przeczą, ale których nie jesteśmy w stanie przetworzyć. Problem zaczyna się wtedy, gdy informacje te dotyczą rzeczy podstawowych: sensu życia, pochodzenia zła, moralności... Człowiek dorosły musi podejmować decyzje. I musi to czynić w 1 osobie liczby pojedynczej, tzn. wiedzieć czego chce i ponosić odpowiedzialność za swoje działania.

W tym momencie rodzi się niesamowicie silna pokusa ucieczki od tej odpowiedzialnej wolności. Łatwiej jest żyć, jeśli ktoś za mnie podejmuje decyzje, zdejmując jednocześnie ciężar odpowiedzialności. To postawa charakterystyczna dla dziecka. Rodzice podejmują decyzje, a dziecko jest posłuszne. W zamian ma ono poczucie bezpieczeństwa i wygody. Nawet jeśli czasami okazuje swój bunt tupiąc nogami, to i tak nie ma to poważniejszych konsekwencji. W życiu dziecka obowiązuje zasada: jeśli dziecko rozbije szybę - tatuś zapłaci.

Wbrew pozorom taka infantylizacja relacji społecznych jest znacznie częstsza niz. się wydaje. Potrzeba bycia dzieckiem, może doprowadzić dorosłego nawet człowieka do uzależnienia się od silniejszej, lub niekiedy psychopatycznej osobowości guru, by oprzeć się na niej i piąć w górę jak bluszcz wokół tyczki. Guru musi być przekonany, iż wie jak ten świat działa, musi budzić zaufanie i zapewniać bezpieczeństwo, a wtedy może sobie podporządkować osobowości słabsze, niezależnie od tego jaką doktrynę głosi Co więcej znajdzie on całą rzeszę wyznawców, którzy oddadzą mu całą swoją wolność byleby uzyskać spokój i pewność w niespokojnym świecie.

To nieprawda, że sekty przekupują ludzi, aby do nich wstępowali, większość wstępuje sama, zauważając w osobie przywódcy "tyczkę", wokół której słaby "bluszcz" może się piąć. Taką tyczką może być sama doktryna sekty wyjaśniająca prosto i jasno skomplikowany świat w sposób nie dopuszczający wątpliwości.

Również nie jest prawdą, że sekty perfidnie manipulują informacją, piorąc mózgi biednych adeptów. Doktryna sekt nie jest ani nowa (podobne pomysły jak. np. sekta Moona mieli już gnostycy w II w.), ani niemożliwa do racjonalnego podważenia. Problem w tym, że większość ludzi nawet nie usiłuje sobie zadać trudu, by ją podważyć, ponieważ chce dać się oszukać z wyżej przedstawionych powodów.

Jeśli okaże się np. ze zapowiadany koniec świata nie nastąpił i kosmici nie przylecieli, (vide: Antrovis), to należy dobudować nowy element teorii, który to wyjaśni: np. że przylecieli, tylko w innym wymiarze i na razie mogą ich zobaczyć tylko wybrani ludzie, oczywiście z sekty, bo poza sektą wszyscy są ignorantami.

Taka religia z pewnością jest opium dla ludu, bo skutecznie usypia umysł, karmiąc go wytworami fantazji, znieczulając na problemy REALNEGO świata. Najgorsze jest to, że ludzie sami sięgają po to opium, tak jak sięgają po narkotyki.

Zjawisko sekt określiłbym jako wysypkę społeczeństwa, znamionującą poważną chorobę prawdziwej duchowości i relacji międzyludzkich. Ludzie znacznie częściej kierują się w swoich wyborach życiowych zasadą przyjemności (dobre to co przyjemne), niż. zasadą realności (dobre to, co prawdziwe, nawet jeśli wymaga ofiary). Kłania się tu stara, ale jak widać jara teoria Zygmunta F.

Przyjemnie jest być dzieckiem, bawić się różnymi zabawkami i niech inni myślą, oraz podejmują decyzje. Przyjemne jest to, co szybko dostępne i dostarczy nowych wrażeń. Jeśli się znudzi - to można znaleźć coś nowego, co dostarczy nowych bodźców. Jeśli poszukiwanie przyjemności jest najważniejszym napędem działania, to będzie się jej szukało wszędzie podstawowym celem człowieka jest wtedy gromadzenie doświadczeń. Raz mogę tańczyć ku czci Kryszny, zaraz potem idę do kościoła. Innym razem zażyje narkotyki, żeby zobaczyć jak działa marihuana. Kiedy indziej znowu zapiszę się na kurs doskonalenia umysłu, poderwie kolejną dziewczynę lub chłopaka (a co?!), a potem zaangażuje się w pomoc charytatywną. Wszystko jest dopuszczalne tak długo jak długo mi sprawia przyjemność i daje nowe doświadczenia, które w żadnym wypadku nie podlegają ocenie moralnej, bo dziecku wszystko wolno. Taki sposób myślenia dość charakterystyczny dla nastoletniego pokolenia jest zupełnie obcy dla Kościoła, który zawsze odwołuje się do rzeczywistości, przypominając każdemu człowiekowi o jego odpowiedzialności za swoje czyny, o obowiązku bycia dorosłym, zachowując prostotę dziecka. Niektórzy mylą jednak prostotę z naiwnością szukając w kościele tego samego co inni w sektach - zwolnienia z życia na swój rachunek.

Kościół głosząc Ewangelie, mówi ludziom o ich odpowiedzialności i wolności. Jednak często np. księża głoszący kazania nie zdają sobie sprawy, że takie mówienie przypomina trochę lekcje o wielkich bohaterach skierowaną do zaćpanej klasy. Brak porozumienia wynika z zupełnie różnych wzajemnych oczekiwań. Ksiądz oczekuje, że ludzie są odpowiedzialni i myślą kategoriami konsekwencji w dążeniu do ostatecznego celu. Tej jednak konsekwencji ogromnie ludziom brak, bo nie mają rozeznania owego celu i pragnienia, aby temu celowi poświęcić wysiłek

Doświadczenie religijne w sekcie często bazuje na przyjemnym doznaniu relaksu i omija wszelki wysiłek, dając poczucie błogostanu. To poczucie jest dla wielu ludzi jedynym kryterium prawdy, do tego stopnia, że poddadzą się wszelkiej manipulacji, by owo "poczucie" podtrzymać. Wiadomo, że uczucia są nietrwale i ich odgrzewanie wymaga coraz to większych nakładów energii. Toteż rośnie liczba godzin medytacji, ćwiczeń, kursów na jakie adept uczęszcza, w celu osiągnięcia błogostanu.

Z czasem może okazać się, że za owym uczuciem zieje straszna pustka, ale wtedy człowiek może sobie sam ze sobą nie dać rady. Doświadczenie, że zostało się przez sektę oszukanym należy do najstraszliwszych momentów przebudzenia w życiu człowieka. Różni się ono od nocnego koszmaru przede wszystkim tym, że w momencie przebudzenia koszmar się kończy, zaś tu - dopiero się zaczyna.

Przerabiamy to na co dzień w Centrum Informacji o Sektach, które nie na darmo zatrudnia dwóch psychologów. W momencie przebudzenia i decyzji, aby odejść z sekty nasilają się lęki egzystencjalne. Przecież człowiek był przekonany, że tylko w sekcie jest zbawienie. Jeśli to zakwestionuje - może będzie potępiony?!, ponadto nie ma dokąd wrócić. Pozrywał więzi z przyjaciółmi, którzy uznali go za nawiedzonego świra, gdyż umiał z nimi rozmawiać tylko w celu nawrócenia ich na jedynie słuszną drogę.

Rodzina też już może zrezygnowała z kontaktu, wypłakawszy ocean łez. Także uczelnia wykreśliła go z listy studentów... Niestety taka jest cena przedłużonego dzieciństwa do którego tak wielu się garnie. Czy warto te cenę płacić? - na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Moim zadaniem nie jest decydowanie za kogokolwiek, lecz ostrzeżenie przed tragicznymi konsekwencjami zostania przerośniętym dzieckiem, oddającym swoja wolność sekcie, za parę srebrników jałowego spokoju i niespełnialne obiecanki.

opr. TG/PO


Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Nowości na naszych stronach | PDA | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła |