|
Powrót | Dokumenty | Pierwszy stopień do... | Świadectwa | Szukaj pomocy | Uwaga ! Sekta | Sekty - zagrożenie dla Kościoła?Z ks. prof. Michaelem Fussem - wykładowcą historii religii na uniwersytecie we Freiburgu i na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie - rozmawia o. Marek Rostkowski OMI. - Kościół katolicki w ostatnich latach wielokrotnie zwracał uwagę na niepokojące zjawisko przechodzenia wiernych do sekt lub do tzw. nowych ruchów religijnych. Czy w związku z tym można mówić o zagrożeniu dla Kościoła? - Wydaje mi się, że bardziej niepokojący jest proces przemiany świadomości religijnej wiernych, wpływ relatywizmu i subiektywizmu. Te tendencje oddziałują w sposób negatywny na życie wiarą. Ludzie czują się zwolnieni od wszelkich zasad i uważają, że mogą stworzyć swoją religię, która będzie dostosowana do indywidualnych potrzeb każdego człowieka. Wystarczy wybrać dowolnie elementy z wielkich religii i połączyć według zapotrzebowania w danej chwili. Problemy, które sekty stwarzają, można porównać do wierzchołka góry lodowej, który wystaje nad powierzchnię wody. Pozostała część jest niewidoczna i stanowi ogromne zagrożenie. Obecność sekt we współczesnym świecie jest jedynie efektem końcowym. Uwagi umykają o wiele poważniejsze przyczyny, wynikające z przemian zachodzących w życiu religijnym współczesnego człowieka. Te przemiany powinny być dokładniej analizowane przez Kościół. - Jakie grupy społeczne są szczególnie narażone na wpływy sekt? - Wszystkie grupy społeczne znajdują się w strefie zainteresowania tzw. nowych ruchów religijnych, ale najbardziej koncentrują się one na młodym pokoleniu, ponieważ młodzież poszukuje swego miejsca w świecie, pragnie znaleźć wartości, na których zbuduje dorosłe życie. Sekty jawią się jako grupy, w których panuje idealna wspólnota i które mogą służyć pomocą innym. Często proponują tę pomoc w sposób bardzo konkretny, np. zapraszając na kursy językowe, proponując podróż do USA czy możliwość pracy za granicą. Drugą grupę, szczególnie atrakcyjną dla sekt, stanowią ludzie w podeszłym wieku, chorzy i samotni. Im "apostołowie" nowej religii oferują czas oraz swoją obecność. Wykorzystują okazję, aby zasiać w sercach wątpliwości co do słuszności wyznawanej dotychczas religii i proponować swoją jako alternatywę. Do kolejnej grupy należą małżeństwa przeżywające kryzys lub osoby pozostające w związku niesakramentalnym, którym sekty ofiarowują własną wersję sakramentu małżeństwa jako przeciwstawienie "sztywnym" zasadom Kościoła katolickiego. - Liczba członków sekt rośnie z roku na rok. W czym tkwi przyczyna sukcesu tych grup? - Wiele osób spośród nowych członków sekt podkreśla swoje zagubienie, poczucie anonimowości i braku wspólnoty, jakie dają się odczuć w dużych parafiach. Sekta ofiarowała im przede wszystkim czas, poczucie bycia potrzebnym i wprowadziła w życie małej grupy. Myślę, że jest to wyzwaniem dla naszego duszpasterstwa, wezwaniem do poszukiwania nowych sposobów dotarcia do pojedynczego człowieka. Inną przczyną sukcesów, jakie odnoszą sekty, jest oparcie się na popularnej obecnie potrzebie religijności elementarnej, pozbawionej rozbudowanej doktryny. Ludziom "nie wystarcza" już przekazywane przez Kościół Objawienie nadprzyrodzone, szukają magii, uciekają w czary. To zabawne, że u schyłku XX stulecia człowiek zajmuje się magią, ale oficjalne statystyki podają, że np. we Włoszech działa zawodowo około 10 000 zarejestrowanych wróżbitów, czarownic i jasnowidzów, którzy nie narzekają na brak klientów. - W jaki sposób Kościół powinien bronić się przed sektami? - Wydaje mi się, że powinniśmy bardziej zwracać uwagę na potrzebę świadczenia życiem o Jezusie Chrystusie. Nie możemy ograniczać się tylko do przekazywania suchej doktryny. Musimy świadczyć o osobistym spotkaniu Chrystusa Zbawiciela w Kościele. Trzeba uczyć ludzi modlitwy indywidualnej, medytacji, osobistego zjednoczenia się z Bogiem. Ważnym wezwaniem dla Kościoła jest też informowanie wiernych o różnych religiach i sektach. Wierni powinni wiedzieć jak najwięcej o innych wierzeniach, o ich doktrynie, o kulcie i praktykach, jak również o zagrożeniach, jakie ze sobą niosą. Często zdarza się, że ktoś podąża w zafascynowaniu za nowym ruchem religijnym, zapominając, że katolicyzm wiele z tych poszukiwanych elementów posiada, ale wierzący nie znają ich lub nie dostrzegają. - Sekty stają się coraz bardziej obecne i aktywne w naszym otoczeniu. Jaka powinna być nasza postawa wobec nich? Czy można mówić o dialogu? - Kościół wielokrotnie dawał świadectwo otwarcia się na dialog z innymi religiami i osobami reprezentującymi inny światopogląd. Dialog jednak domaga się jasnego przedstawienia własnej pozycji, aby - opierając się na tej bazie - wspólnie poszukiwać Prawdy. W nowych ruchach religijnych, które oparte są często na synkretyzmie, trudno znaleźć ich prawdziwą tożsamość. Przedstawiciele wielkich religii, np. islamu czy hinduizmu, reprezentują własną osobowość religijną. Z nimi też można podjąć dialog. Trudności pojawiają się, gdy mamy do czynienia z ruchami reprezentującymi relatywizm i synkretyzm, które często używają terminologii chrześcijańskiej w znaczeniu całkowicie odmiennym lub też posługują się Biblią w instrumentalny sposób. Bardzo ważną rzeczą jest właściwe, poprawne i jasne odczytanie ich doktryny. Stąd też wydaje mi się słuszny postulat, aby w każdej diecezji był przynajmniej jeden specjalista w dziedzinie religioznawstwa, który pomagałby duszpasterzom i wiernym w przyjęciu właściwej postawy wobec sekt. Widzę tu ogromne pole do działania dla świeckich znających teologię i psychologię. Niektóre nowe ruchy religijne niejako z zasady odrzucają możliwość podjęcia dialogu z Kościołem katolickim, np. Świadkowie Jehowy. Taka postawa nie zwalnia nas, chrześcijan, z obowiązku dawania świadectwa miłości i dobra wobec każdego człowieka, również tego, który nie wykazuje dobrej woli do dialogu. Niech wskazówką będą słowa papieża Jana XXIII, który zalecał stanowcze zamknięcie się na błędy, ale wielką miłość dla błądzących. - Dziękuję za rozmowę. Copyright by Gość Niedzielny, 44/1998 opr. TG/PO |
