|
Powrót | Dokumenty | Pierwszy stopień do... | Świadectwa | Szukaj pomocy | Uwaga ! Sekta | Ks. Jan KracikPrywatne echa jedynego ObjawieniaDziejom większoœci religii towarzyszą relacje o nadzwyczajnych przeżyciach i objawieniach, wizjach i snach. Spotykamy je także w Starym i Nowym Testamencie oraz w dziejach Koœcioła. Ustalenie prawdziwoœci takich doznań, a więc i obowiązku liczenia się lub nie z ich przesłaniem oraz ich interpretacją należą do podstawowych, a trudnych zadań miarodajnych przedstawicieli poszczególnych religii. Koœciół uznaje, że Bóg w Chrystusie "powiedział wszystko i nie będzie już innego słowa oprócz Niego". Objawienie, zawarte w Piœmie Œwiętym i Tradycji, zostało zakończone. Nie jest ono tylko jeszcze całkiem wyjaœnione; wiara w ciągu wieków wnika stopniowo w jego znaczenie (na tym polega rozwój Tradycji). "W historii zdarzały się tzw. objawienia prywatne, niektóre z nich zostały uznane przez autorytet Koœcioła. Nie należą one jednak do depozytu wiary". Mogą tylko pomagać w przeżywaniu Objawienia Chrystusowego na jakimœ etapie dziejów, nie zaœ je uzupełniać czy ulepszać, jak chciałyby najnowsze sekty, powołujące się na takie "objawienia". Tyle Katechizm Koœcioła katolickiego (65-67). Gdyby władze koœcielne przyjmowały tak szybko i bezkrytycznie każde posłannictwo kolejnego wizjonera, jak wbrew wskazaniom Nowego Testamentu czyni to częœć chrzeœcijan, Koœciół dawno zamieniłby się w zbiorowisko grupek, skupionych wokół coraz liczniejszych, natchnionych a skłóconych, prywatnych nauczycieli prywatnej wiary. Społeczny odzew objawień prywatnych w przeszłoœci, zwłaszcza najnowszej, nierzadko wyprzedzał oceny ze strony koœcielnej zwierzchnoœci, której powœciągliwoœć kontrastuje nieraz z entuzjazmem pielgrzymów. Prawidłowoœci Ukazywania się Maryi Prawie zupełnie ustało opisywane w dawnych wiekach ukazywanie się Chrystusa, œwiętych, aniołów i dusz czyœćcowych. Wizjonerzy czasów najnowszych spotykają niemal wyłącznie Matkę Boską. Do 1992 r. odnotowano 918 przypadków ukazywania się Maryi. Przybywa ich wyraŸniej od XVIIII w. W XIX w. miało się to zdarzyć 106, a w XX - aż 427 razy, czyli w dwóch ostatnich stuleciach łącznie 58 proc. ogółu znanych przypadków. W okresie baroku żywiołowemu rozwojowi kultu obrazów odpowiadały takież widzenia pobożnych: we œnie czy na jawie Maryja zwracała się do nich w takiej postaci, jaką znali z wizerunku. Jego płacz, to seryjny fenomen stojący u początku ujawnienia się cudownych właœciwoœci obrazu, przyciągającego odtąd pątników. Mimo zróżnicowanych okolicznoœci Maryja ukazuje się w XIX-XX w. w sposób podobny, a przedtem rzadki: zwykle w otwartej przestrzeni, sama lub z Dzieciątkiem. Wizjonerzy doznają zwykle wrażeń optycznych i akustycznych. Są to przeważnie kobiety, dzieci i młodzież, na ogół z niższych warstw społecznych. Ukazująca się postać przekazuje na ogół przesłania dla innych. Powtarzające się treœci tych orędzi to zwykle wezwanie do nawrócenia, pokuty i modlitwy. Towarzyszą im często apokaliptyczne przestrogi (bliska katastrofa, klęska żywiołowa, zbiorowe cierpienie), polecenie ustanowienia nowego œwięta, jakiejœ praktyki religijnej, założenia wspólnoty religijnej, zbudowania œwiątyni, obietnice błogosławieństwa i zbawienia. Znamienne, że w przesłaniach takich brak zwykle realiów ważnej dla chrzeœcijan tematyki społecznej, jaką w danym czasie żyje œwiat, a powinien i Koœciół. Relacje doznających widzenia budzą zainteresowanie zarówno pobożnych, jak i pozostałych. Doœwiadczeni przez życie szukają w prostych wskazaniach poczucia bezpieczeństwa przeciw własnym wątpliwoœciom. Czasy intensywnych przemian i kryzysów zawsze sprzyjały dawaniu wiary wieœciom o nowych objawieniach. Ich miejsce przyciąga tłumy ciekawskich i pielgrzymów, a gdy to się przyczynia do ożywienia życia religijnego, sceptycy cichną, a wzmagają się głosy, że drzewo poznaje się po owocach (Łk 6,43). Niektórzy w tym dużym zainteresowaniu ukazywaniem się Maryi dopatrują się także reakcji wiernych wobec dominacji struktur i nazbyt zracjonalizowanego kształtu doktryny. Bo oto Najœwiętsza Panna ukazuje się dzieciom, biednym, prostym ludziom. Prawie nigdy biskupom czy teologom. Wybrani przez Nią posłańcy należą do maluczkich i głoszą otrzymane orędzie oficjalnym nauczycielom Koœcioła. Zarówno ten fakt, jak i reagowanie nań przez hierarchię oraz refleksja teologiczna mają dawne precedensy i analogie. Stary koœcielny problem Już na początku II w. usiłowano (Didaché) formułować kryteria rozróżniające proroków fałszywych od prawdziwych. Sceptycznie o wizjonerach wyrażał się Augustyn, powœciągliwie - Tomasz z Akwinu. Prywatnymi objawieniami nie zajmowały się oczywiœcie z natury rzeczy sobory ani papieskie encykliki, zaœ teologowie uznając pojawienie się Maryi zasadniczo za możliwe, o poszczególnych przypadkach wypowiadają się ostrożnie lub sceptycznie. Władze koœcielne także nie okazują ani nie okazywały tu zaufania na kredyt. W 1516 r. V Sobór Laterański postanowił, że wizje rozgłaszać można dopiero po uzyskaniu aprobaty Stolicy Apostolskiej lub diecezjalnej komisji teologów z biskupem na czele. Sobór Trydencki w 1563 r. ocenie biskupa poddał cuda, jakie wówczas dawały zwykle początek kultowi kolejnego wizerunku, z reguły maryjnego. Charakter koœcielnej aprobaty prywatnych wizji czy objawień okreœlił dokładnie w połowie XVIII w. papież Benedykt XIV: uznanie takie, udzielane po dokładnym zbadaniu, oznacza jedynie tyle, że można, choć niekoniecznie trzeba, uznawać je za wiarygodne. "Wynika stąd - pisał papież - że można bez szkody dla swej wiary katolickiej takich prywatnych objawień nie uznawać, bez lekceważenia przecież przemawiających za nimi relacji". PóŸniej władze koœcielne kierowały się nadal tą zasadą, co widać choćby w wielu dekretach Kongregacji Rytów z lat 1875-1900 w sprawie objawień maryjnych. Pius X w encyklice "Pascendi" z 1907 r. przypomniał, że orzeczenie Stolicy Apostolskiej w tej sprawie nie oznacza ani uznania, ani potępienia faktów, lecz jedynie pozwolenie na ich akceptowanie zwykłą, ludzką wiarą, podobnie jak innych, dobrze uzasadnionych wydarzeń. Związany więc z takimi objawieniami kult nie jest argumentem podnoszącym ich wiarygodnoœć, lecz odnosi się do czczonej postaci, godnej tego niezależnie od jej ukazywania się lub nie. Prywatnego charakteru takich objawień nie zmienia też oczywiœcie osobista predylekcja poszczególnych papieży: Pius XII okazywał wielkie zainteresowanie wobec Lourdes, Jan Paweł II - wobec Fatimy, zaœ Paweł VI był w tym względzie bardziej powœciągliwy. To, co przeżywa doznający prywatnego objawienia, jest z natury subiektywne, w sensie niesprawdzalnoœci i wymykania się bezpoœrednim potwierdzeniom empirycznym. Pożądaną obiektywnoœć można jedynie przybliżać poœrednio, badając samą osobę i treœć przekazywanego przez nią orędzia, co jednak ani nie daje pewnoœci absolutnej, ani nie zobowiązuje do przyjęcia tegoż przesłania. Koœcielna aprobata, poprzedzona bardzo solidnym badaniem, nie jest gwarancją nadprzyrodzonego charakteru takiego wydarzenia, lecz stwierdzeniem, że towarzyszące wizji orędzie zgodne jest z katolicką wiarą i normą życia, więc może posłużyć do uwielbienia Boga, wprost czy w Jego œwiętych. Gdy więc ukazująca się Maryja nawołuje do pokuty, nie czyni nic innego niż to, co powiedziano w Nowym Testamencie. Wezwanie to jest i tak obowiązujące, niezależnie od autentycznoœci (tę przecież Koœciół w niejednym przypadku zakwestionował, a o większoœci przypadków się nie wypowiedział) zjawienia się Maryi czy innego œwiętego. Pytania do adresatów Skoro jednak objawienie prywatne nie jest żadnym uzupełnieniem ani ulepszeniem Objawienia Bożego i jego koœcielnej interpretacji, tylko powtarza wybraną cząstkę tejże nauki wiary i życia według niej, to co w ogóle znaczy? Tyle co nadzwyczajne przypomnienie czegoœ, co znane, ważne a zaniedbywane? Najczęœciej idzie o modlitwę i pokutę. Czy to mało? Dużo, ale nie w ogóle, lecz w zależnoœci od tego, co ludzie z tym zrobią. I czy nie uznają częœci za całoœć tak, że drzewa przesłonią im las. Wieœć bowiem o objawieniach prywatnych, dawnych czy œwieżych, pielgrzymowanie do tych miejsc może stać się impulsem wiary albo tylko bodŸcem do szukania sensacji, chwilowych wzruszeń, budowania na cudownoœci, zamiast na codziennym dojrzewaniu wiary i miłoœci. Sprawdzić łatwo, stawiając kilka narzucających się pytań: czy w głoszeniu i odbiorze orędzia zawartego w prywatnym objawieniu jego związek z całą Ewangelią i życiem chrzeœcijańskim jest wystarczająco mocny? Czy kazania, obrazki, foldery z pielgrzymkowych miejsc objawień Maryjnych nie próbują aby podnieœć rangi tych wydarzeń kosztem tego, co o Maryi - biblijnie a chrystocentrycznie - uczy Sobór i papieże? Są tam czy nie nawiązania do mariologii Koœcioła po, a nie przed Vaticanum II? Czy zatem owe teksty zamiast scalać, nie rozdwajają jaŸni katolików, mówiąc o "swojej" Matce Boskiej oraz Jej przesłaniu tak, jakby było ono jedyne (sanktuaria przemilczają się zwykle wzajem) i samoistne (pomijanie jego związku z całą Ewangelią wypacza jego odbiór)? Jednostronnoœć w przekazywaniu orędzia maryjnego powiększają nadto słuchacze. Rzecz bowiem nie w tym, by œciągnąć jak największe rzesze akurat do Fatimy czy Lichenia, a nie gdzie indziej, lecz w tym, jak je stamtąd dobrze rozesłać. Tak mianowicie, by umocnić w nich gotowoœć życia całą wiarą i rzeczywistą miłoœcią w ich własnych œrodowiskach domowych, cywilnych, religijnych. Ze wzmocnionym przekonaniem o potrzebie integralnego rozwoju życia chrzeœcijańskiego. Rozwoju, w którym ani czyn nie zastąpi modlitwy, ani modlitwa czynu. W którym częste pielgrzymki i rożańce nie będą się kojarzyć z zaniedbywaniem, a z podejmowaniem aktywnoœci społecznej na wielu jej pilnych odcinkach. Inaczej Ÿle pojęta pobożnoœć objawień prywatnych będzie się coraz bardziej odrywać od nurtu spraw, którymi żyje œwiat, Koœciół powszechny i człowiek obok. Skupi się na szerzeniu prostych recept na skomplikowanie i ból istnienia, proponując zagubionym i niespokojnym ludziom zamiast całej Dobrej Nowiny apokaliptyczne wizje katastrof, którym da się zapobiec okreœloną praktyką i modlitwą. Na dobrane wątki upatrzonego orędzia maryjnego chętnie powołują się niektóre integrystyczne œrodowiska katolickie, aby tak wysokim autorytetem osłonić wybiórcze traktowanie przez siebie nauki Koœcioła. Tym, których dziwi koœcielna powœciągliwoœć wobec prywatnych objawień, warto przypomnieć, co pisał wielki mistyk, œw. Jan od Krzyża. We "Wstępowaniu na górę Karmel" zauważył on, że niektórzy myœlący ludzie dochodzą całkiem naturalnie do stwierdzeń, które przypisują Bogu. Przekonani, że działają pod Jego dyktando, mogą nawet wprowadzać w błąd innych. W takie fałszywe objawienia łatwo włącza się diabeł. Z tego właœnie powodu œw. Bonawentura uczył, że objawień raczej należy się obawiać, niż ich pragnąć. Potwierdzenie lub zaprzeczenie tych obaw wyraża nie czyjakolwiek deklaracja, lecz kierunek przemian życia chrzeœcijańskiego tych, którzy przyjmują przesłanie zawarte w prywatnym objawieniu.
opr. TG/PO |
