słodki cukiereczek

Opoka


Dla kogo jest najpierwsze miejsce?

Opowieść Brata Zdumiewajka

Spotkały raz Jezusa dorosłe dwa gawrony - nie przyszło im do głowy powiedzieć: „POCHWALONY".

„Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!" - tymi słowami przywołuję Pana Jezusa i stawiam Go na NAJPIERWSZYM miejscu, żeby jakiś gawron-gapa czy ślepowron nie przegapił, komu to najpierwsze miejsce się należy. Gdzie Jezus jest na miejscu pierwszym, tam wszystko jest na swoim miejscu i już! Zwłaszcza podczas Pierwszej Komunii Świętej, gdy w kościele dzieciom wydaje się, że są na pierwszym miejscu. Owszem tak, ale - po Panu Jezusie. Nawet ksiądz przy ołtarzu może tu być tylko - jak kapitan na statku — pierwszym po Panu Bogu.

Zresztą, to co nąjpierwsze, jest nie tylko najważniejsze, ale i najświeższe, i najdziwniejsze, jak: pierwszy śnieg, pierwsza wigilijna gwiazdka, pierwszy wiosenny kwiat, pierwszy ząb i słowo niemowlaka, pierwszy guz i pierwszy raz rozbity nos, pierwsza klasa, pierwsza szóstka i pierwsza jedynka, pierwszy grzech i pierwsza łza do środka wypłakana, pierwsza spowiedź i w końcu Pierwsza Komunia Święta, czyli takie spotkanie z Jezusem, jak spotkanie dwóch kropli wędrujących ku sobie na sznurze, co nie wiadomo kiedy stają się jedną kroplą.

Trzeba więc bardzo uważać, żeby to, co jest pierwsze, było najlepsze i najpiękniejsze. Czemu? Bo potem to, co drugie, trzecie, piąte, a nawet ostatnie - może być podobne do pierwszego jak dwie krople wody (lepiej rosy, po której biegał Jezus nieśmiały i bosy, i dlatego rosa jest tak czysta, że choćby wpadła w kurz, to i tak lśni jak brylant).

Jeśli więc ktoś przegapi Pana Jezusa podczas Pierwszej Komunii Świętej, to może już na zawsze zostać takim gapiszonem, co będzie patrzył, a nie zobaczy. Będzie chciał kogoś spotkać, a go ominie.

Będzie się gapił na kościół jak ci, co na witraże patrzą z ulicy i mówią: „Takie ciemne, zakurzone, zawiłe -jak wszystko w kościele..." Zamiast wejść do środka i zobaczyć, że w witrażach święci są słońcem prześwietleni (bo chcieli być przed Bogiem przezroczyści), a dzięki witrażom nawet kurz jest kolorowy, a siwy ksiądz - tęczowy.

I dlatego lubię kościoły. Za co?

Bo kościół jest jak dobre serce, w którym jest dużo miejsca dla ludzi, bo Pan Bóg jest tam na pierwszym miejscu. W kościele można nawet serce ustawić na swoim miejscu.

W kościele jest tyle ciszy, że słychać, jak Pan Bóg w sercu oddycha, a serce do Niego wzdycha i wcale nie chce mu się... zdychać. A gdzie serce zdycha? Na przykład na bazarze, targu czy jarmarku. Tam o sercu się nie mówi, tylko o pieniądzach. Tam człowiek jakby nie miał serca, ale „złotówkę" czy „stówkę". Tam serce zamienia się czasem jakby w wielką torbę czy kram lub w końcu w śmietnik... I dlatego teraz serca w wielu ludziach... zdychają lub ledwo zipią, o coraz mniej ludzi zachodzi do kościoła, a coraz więcej przepycha się na bazarach, w sklepach, supermarketach, jakby tam można było szczęście znaleźć. A ja myślę, że tam szczęście można zgubić lub stracić na amen.

O tym mogliby opowiedzieć Majka i Kajtek. Ich Mama miała na bazarze kram ze słodyczami, z wielkim, kuszącym napisem „Łakocie". A Tato miał sklepik z napisem „Przyjaciele dzieci", czyli z lalkami, miśkami, futrzakami. Ktoś mógłby powiedzieć o Majce i Kajtku: „Oni to mają szczęście!" Dlaczego? Bo Kajtek siedział na bazarze godzinami i pochłaniał słodycze jak Miś Puchatek, a Majka w sklepiku swojego Taty wyglądała jak królowa lalek. Ale czy szczęście mieszka między górami łakoci? A może ukrywa się w domkach lalek? Nie, szczęście zwykle bywa tam, gdzie się go nikt nie spodziewa.

U Majki i Kajtka go nie było - ani na bazarze, ani w ich domu, który był trochę magazynem, trochę hotelem, a trochę wystawą ładnych mebli. Niby było tam wszystko, oprócz... czegoś. A czego tam brakowało, tego nikt nie wiedział. Może właśnie szczęścia, ale kto wie, jak ono wygląda, gdzie się je kupuje i za ile...

Wszystko się wyjaśniło, gdy przyjechała Babcia Anna. Po co? Aby te „poganiątka", te „sieroty Boże" -lak nazwała Majke i Kaitka - przygotować do Pierwszej Komunii Świętej. Ich rodzice mieli przecież sklepik na głowie i stragan w sercu. Więcej już im się nie zmieściło.

Kiedy Babcia Anna zobaczyła, jak Kajtek obżera się słodyczami, krzyknęła: „Ty obżartuchu! Zamiast mózgu będziesz miał nadzienie Milky Way!" Ale wieczorem siadła przy łóżku Kajtka, przytuliła go i ciepło spytała: „Powiedz, dlaczego jesz aż tyle tych łakoci?"

„Nie wiem - odpowiedział Kajtek, rozwijając batona - czuję się, jakbym cały czas był głodny".

Babcia wyjęła mu z rąk batona i powiedziała: „Ty nie potrzebujesz łakoci, ale serca. Powiedz, czy Mama cię przytula?"

„Nie - odpowiedział Kajtek - bo idzie wcześnie spać, aby raniutko jechać po towar".

„Widzisz, Kajtuś - powiedziała Babcia - ty nie znasz smaku zwykłego chleba smarowanego masłem i miłością"

Kajtek nie rozumiał, ale tego wieczoru usnął bez Mentosa w ustach, uśpiony babciną opowieścią o Chlebie, w którego najmniejszym kawałeczku jest cała miłość Boga. A rano, gdy Babcia naznaczyła krzyżem chleb i pocałowała go, to Majka i Kajtek, jedząc kanapki, czuli że jest w nich coś z babcinego uśmiechu i z tego wieczornego opowiadania.

Następnego wieczoru Babcia poszła do pokoiku Majki. „Dziewczyno -powiedziała - gdybyś się nie poruszyła, to nie rozpoznałabym cię wśród tych wszystkich maskot i lal. Ile ich masz?" „Sto pięć - odpowiedziała Majka -ale i tak się tu czuję sama". „No cóż - westchnęła Babcia - lalki nie mają serca, tylko gąbkę i trociny". „Mają serce! - zawołała Majka - z przyszytym I love you. W jednej lalce to nawet coś śpiewa o kochaniu, ale się zacięło. A ja, gdy jestem sama i się boję, to wymyślam sobie takiego Duszka-Serduszka, żeby miał mnie kto kochać, ale to jest łajza i do kogoś innego łazi..."

„Oj, Majeczko - westchnęła Babcia -po co masz wymyślać Łajzów-Serduszków, gdy jest Ktoś, kto jest bliżej ciebie niż te wszystkie lale, tylko ty Go nie znasz

prawie wcale". ,,Ktooo?" -zapylała Majka.

Tego wieczoru Majka usnęła nie wtulona, jak dawniej, w lalkę, tylko w babciny dekolt z krzyżykiem.

I zaczęło się wspólne wędrowanie na religię. Najpierw wstąpili do kościoła. Majka i Kajtek aż zlękli się, tak tam było cicho. Na bazarze zawsze był gwar i wrzask, a tu nawet szept brzmiał jak dzwon. „Tu się karmi serce -powiedziała Babcia. - Wyjmij więc z ust tego Mentosa, Kajtusiu".

A Majka zapatrzyła się w obraz Maryi przytulającej Jezusa i patrzącej Mu w oczy tak, jakby świata obok nie było. „Babciu - szepnęła -czy przytulisz mnie dziś tak w domu? Bo Mama mówi, że nie ma czasu na takie głupoty... A ja to bardzo lubię". „Dobrze, Majeczko - powiedziała Babcia -ale niedługo to Pan Jezus was przytuli i nakarmi wam te serca-głdomory".

Babcia Anna była cudowna! Przychodziła na każdą lekcję religii. Razem z Księdzem opowiadała, jak katechizm można widzieć w ptakach-zawadiakach, w krzyżu dziurawionym przez korniki, w niektórych filmach, w baśniach Andersena... Ksiądz nazwał ją Prorokinią Anną.

Zmieniło się na lekcjach religii, ale też zmieniło się w domu Majki i Kajtka.

„Kajtek - mówiła Babcia - dość już oszukiwania

serca łakociami - gdy pełny brzuch, to dusza pusta. Nie burczenia brzucha, lecz Jezusa dziś wieczorem w sercu posłuchaj!" A Majce szeptała na ucho: „Nie będzie żadnych Duszków-Serduszków, bo jest krzyż na ścianie, jest Anioł Stróż i Jezusowe w ciebie zasłuchanie.

Jesteś dzieckiem Bożym, a nie pustą lalą z ajlowy zamiast głowy".

I było coraz piękniej i milej, jakby już, już szczęście można było uchwycić. Ale zwykle blisko szczęścia czai się... nieszczęście. To był już dzień Pierwszej Komunii Świętej. Kajtek byt bardzo elegancki i szczupły, bo bez łakoci schudł siedem kilogramów.

Majka w białej sukni wyglądała nie jak lalka Barbie, lecz jak Kopciuszek, którego zaprosił Królewicz.

W kościele wszystko było tak cudowne, że prawie nie-do-wiary, a właściwie to do-wiary, bo gdzie coś się dzieje między nami i Bogiem, to w sercu mamy okulary wiary. Kajtek pierwszy raz poczuł pełne serce, a nie brzuch. Majka szła do Komunii jakby z Kimś niewidzialnym, a tak kochanym, że nie wiedziała, co się dookoła dzieje...

I wtedy ktoś ją szarpnął za rękę. To był Tato - bardzo zdenerwowany. Drugą ręką trzymał już Kajtka i prawie siłą wyprowadzał ich z kościoła. „Tato! - mówi Kajtek -jeszcze się Komunia nie skończyła!" „Dobrze, dobrze - wysapał Tato -

Mama miała wypadek. Musimy jechać do szpitala, jej stan jest ciężki". Wepchnął ich do samochodu, gdzie i dziś leżały głupio uśmiechnięte lale, i ruszyli do szpitala.

Gdy wpadli na salę, gdzie leżała Mama, nie mogli jej poznać -cała była w bandażach i gipsach, jak mumia egipska.

I wtedy Kajtek zaczął krzyczeć: „Mamo, nie umieraj! Miałem opowiedzieć ci coś cudownego!" Ale Mama ledwie chwytała oddech. „Mamo - szeptał Kajtek - dałbym ci Jezusa, ale już mi się w ustach roztopił. Dam ci Go trochę w moim oddechu..." I przyłożył swoje usta do ust Mamy, jak ratujący lekarz. A Majka trzymała Mamę za ręce i szeptała:

Mamo, jest w nas Żywy Chleb -Chleb Życia. Ożyj. Mamusiu, ożyj!"

Lekarz nagle się uśmiechnął i powiedział do pielęgniarki: „O! Serce zaczyna

pracować normalnie! Chyba te dzieciaki uratowały swoją Mamę". A pielęgniarka wytarta mokre oczy i zaczerwieniła się, bo przypomniała sobie, że jest niewierząca...

Tego wieczoru, pierwszy raz, cała rodzina była w komplecie przy łóżku Mamy, która patrzyła na Majkę i Kajtka, jakby długo ich nie widziała i szeptała: „Kto was tak odmienił? Szkoda że dopiero tutaj przypomniałam sobie, że jestem Mamą, a nie straganiarką z nieczynnym sercem". Babcia Anna uśmiechnęła się i „puszczała oczko" do dzieci, jakby mieli wielką, wspólną tajemnicę.; „Wiecie kochane dzieci, duże i małe - powiedziała Babcia zwracając się do całej rodziny - od dzisiaj będzie mieszkał u was... Pan Jezus. Nie zajmuje dużo miejsca. Z Nim to wasz dom będzie nareszcie prawdziwym domem, gdzie się pamięta, że każdy domownik ma serce... Tylko że On musi mieć tam pierwsze miejsce! Bo gdzie Pan Bóg jest na pierwszym miejscu, tam wszystko jest na swoim miejscu! Majka i Kajtek to zrozumieli, może i rodzice też zrozumieją".

Zabrzmiało to jak dzwon. Ale przecież Ksiądz nazwał Babcię Prorokinią, a prorok mówi tylko prawdę, nieprawdaż?

Ale na to wszystko trzeba wciąż patrzeć przez okulary wiary, aby nie zgubić Pana Boga i własnego serca wśród kramów, sklepów, prezentów, od których szczęście ucieka, gdzie pieprz rośnie. A dokąd to szczęście biegnie? To już zobaczycie przez okulary wiary!

Fragment książki brata Tadeusza Rucińskiego „Przyjdź, Jezu, jak baranek na pierwsze spotkanie. Pamiętnik z Pierwszej Komunii Świętej”


opr. MK/PO


Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Nowości na naszych stronach | PDA | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła |