NIE DA SIĘ UKRYĆ - Piątek I tygodnia adwentu (7 grudnia 2007)
dodał: ks. Zbigniew Kapłański | sekcja: Rekolekcje on-line
Czytania
Iz 26, 1-6
W ów dzień śpiewać będą tę pieśń w Ziemi Judzkiej: "Miasto mamy potężne; On jako środek ocalenia sprawił mury i przedmurze. Otwórzcie bramy! Niech wejdzie naród sprawiedliwy, dochowujący wierności; jego charakter stateczny Ty kształtujesz w pokoju, w pokoju, bo Tobie zaufał. Złóżcie nadzieję w Panu na zawsze, bo Pan jest wiekuistą Skałą! Bo On poniżył przebywających na szczytach, upokorzył miasto niedostępne, upokorzył je aż do ziemi, sprawił, że w proch runęło: podepcą je nogi, nogi biednych i stopy ubogich".
Ewangelia
Mt 9, 27-31
Gdy Jezus odchodził stamtąd, szli za Nim dwaj niewidomi którzy wołali głośno: "Ulituj się nad nami, Synu Dawida!" Gdy wszedł do domu niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: "Wierzycie, że mogę to uczynić?" Oni odpowiedzieli Mu: "Tak, Panie!" Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: "Według wiary waszej niech wam się stanie!" I otworzyły się ich oczy, a Jezus surowo im przykazał: "Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie!" Oni jednak, skoro tylko wyszli, roznieśli wieść o Nim po całej tamtejszej okolicy.
NIE DA SIĘ UKRYĆ
Moc przepełnia Jezusa, radość przepełnia ludzi z Nim zjednoczonych. Czy chcemy do nich dołączyć? Do ludzi, którzy głoszą chwałę Bożą samym swoim istnieniem? Którzy umieją radować się zwykłym życiem? Wiara w sercu człowieka jest otwarciem serca Jezusowego, z którego zaczyna wypływać siła. W Ewangelii bardzo konkretnym niewidomym Pan Jezus przywrócił zdolność patrzenia na świat, ale prorok Izajasz używa podobnego porównania w znacznie ogólniejszym rozumieniu: brak wzroku i słuchu są raczej niezdolnością dostrzeżenia dzieł Pana Boga, a przywrócenie władz zmysłów symbolizuje otwarcie serca zamkniętego dotychczas na wspaniałość Stwórcy.
Ale co zrobić, jak ktoś takiej wiary „nie czuje"? Jeśli nie potrafi tak z ufnością otworzyć serca na łaskę? Jeśli obserwacja świata wywołuje w nim tak wiele niepokoju, że pojawiają się wątpliwości dotyczące Pana Boga?
Niezastąpioną odpowiedź daje osoba Matki Teresy z Kalkuty. Niedawno opublikowana książka z jej listami odsłania mało znane dotychczas oblicze tej zakonnicy. (Kilkanaście dni temu Gość Niedzielny opublikował krótki opis treści tej książki. )
Matka Teresa w wielu listach przyznawała się do tego, że niczego nie czuje. Ani wiary, ani miłości, ani gorliwości. Kiedyś rozpoznała swoją drogę, a przez 50 lat życia żyła w ciemności pragnąc tylko służyć Jezusowi i ludziom opuszczonym, najbiedniejszym. Zupełnie bez uczuć, bez wewnętrznej satysfakcji, bez emocjonalnego potwierdzenia. W ciemności. Można zatem nic nie czuć i błagać o łaskę wiary. Można - nie otrzymawszy jej - żyć według Prawa Miłości Bożej. Nikt nie ma prawa się usprawiedliwiać „ja nie jestem Matką Teresą": każdy może sobie narzucić styl życia, każdy może żyć, jak postanowi. Nie ma wątpliwości, że jest to niezwykle trudne. Ale Matka Teresa pisze, że po 40 latach pokochała te ciemności, przecież „brak czucia" wzywa do prawdziwej bezinteresowności, a ta dopiero jest szczytem miłości, jaką człowiek może w sobie obudzić.
Rozum podprowadza wolę do podjęcia takiej decyzji, wola postanawia, a „czucie" jest jedynie darem, którego Pan Bóg nie obiecał, bez którego bezinteresowność oczyszcza nasze życie.
Można okazywać cześć Bogu bez „Jego pogłaskania", bez „słodyczy", jakimi niekiedy nas obdarowuje.
Warto jeszcze zauważyć kolejną porcję nadziei ofiarowaną nam przez pośrednictwo proroka: „Duchem zbłąkani poznają mądrość, a szemrzący zdobędą pouczenie". Nawet dla tych, którzy dziś są ciemięzcami i szydercami jest jakaś ścieżka: ścieżka ich decyzji pozwalających działać łasce Pana Boga. Łasce, której nie da się ukryć, łasce, która przemienia sposób patrzenia na świat, a zatem przemienia życie.
Może zacząć od prostego postanowienia: aby przestać narzekać i próbować dostrzegać dobro, przez które z czasem można zobaczyć Pana Boga.




