słodki cukiereczek
 
Posłuchaj kolęd
 

Kolędy Pospieszalskich

dodał: Marcin Perfuński | sekcja: Boże Narodzenie

dodano: 2007-11-30 11:11:01

 
Zaczęło się niewinnie od corocznego rodzinnego śpiewania kolęd przy choince. Potem zaczęli wystawiać jasełka, aż w pewnym momencie ich występami zainteresowała się telewizja. Gdy na rynku pojawiła się płyta zawierająca kolędy w ich wykonaniu, Polska oszalała. Bożonarodzeniowe pieśni w tradycyjnym opracowaniu nie robiły już żadnego wrażenia, ale w wykonaniu Pospieszalskich można było ich słuchać codziennie - nawet w wakacje. Teraz także zamierzają ruszyć w podróż po Polsce. I pewnie - jak w poprzednich latach - zapełnią po brzegi największe świątynie w kraju.

Za długie nogi Jezuska

Historia sięga kilkadziesiąt lat wstecz, kiedy to dzisiejsi dorośli Pospieszalscy byli jeszcze małymi brzdącami. Mieszkali w domu parafialnym na plebani św. Barbary w Częstochowie, gdzie w miejscu telewizora stało pianino, a zamiast słuchania magnetofonu grało się na skrzypcach. Dużo muzykowali przy różnych okazjach, szczególnie zaś wtedy, gdy zbliżały się święta Bożego Narodzenia. - Mama śpiewała nam kolędy przy fortepianie, a tata grał na skrzypcach - wspomina Janek Pospieszalski, obecnie dyrektor artystyczny Radia PLUS. - Gdy było nas w domu dziewięcioro, mama zaczęła organizować jasełka. Ponieważ mieszkaliśmy przy kościele, to naszą pierwszą widownią byli księża, a później znajomi sąsiedzi. Antek był Józefem, Joaśka grała Maryję, ja wcieliłem się w postać pasterza, Elka była aniołem, a najmłodsze dziecko leżało w żłóbeczku. Jednak co roku pojawiał się istotny problem: najmniejsza pociecha nie była już najmniejsza i brakowało kogoś do roli Jezusa. - Dzieciątko było już tak duże, że jego nogi wystawały ze żłóbeczka. W związku z tym rodzice bardzo szybko organizowali kolejne dziecko, a to wyrośnięte stawało się owieczką, kolejnym aniołkiem lub pasterzem - wyjaśnia Janek. Po obsadzeniu ról rodzina śpiewała chronologicznie ułożone kolędy: od Zwiastowania do pokłonu Trzech Króli.

Aniołki w dziwnych dymach

Z czasem dzieci dorastały, same zaczęły tworzyć piosenki i trafiły do muzycznych szkół. - Na początku bardziej koncentrowaliśmy się na odtwarzaniu ról. Dopiero później zaczęliśmy przynosić do domu swoje instrumenty, a z nimi własne widzenie świata i muzyki. Ja interesowałem się rock`n`rollem i big bitem, a w szkole uczyliśmy się muzyki klasycznej - opowiada Janek. Fuzja zainteresowań, umiejętności i warsztatu klasycznego wszystkich członków rodziny umożliwiała im łatwość przerabiania kolęd na własną nutę. Stąd znalazł się w nich rock`n`rollowy temperament, etniczne klimaty i jazzowe improwizacje. Pojawiły się także dzieci. W pewnym momencie o jasełkach Pospieszalskich zrobiło się głośno. - W 1992 r. nagraliśmy je dla TVP 2 jako jednorazowy projekt, który miał być takim esejem, opowieścią, teatrem. Dzieciaki były poprzebierane za anioły w jakimś dziwnym świetle i w dymach. Kolędy nagraliśmy w studio jako ścieżkę dźwiękową do tej audycji, a sam program był czystym playbackiem. To nam umożliwiło wielokrotne nagrywanie głosów i instrumentów, stąd aż tak bogate aranże.

Wysokie ciśnienie koncertowe

Gdy krążek z tymi kolędami pojawił się na rynku, wtedy rozpętała się burza. Nagle wszyscy chcieli zaprosić Pospieszalskich do swojego miasta. - Pojawiło się ciśnienie, żeby to gdzieś wykonać, dlatego zaczęliśmy grać koncerty - wspomina Janek. Nie było to jednak takie proste, bowiem w studio - dzięki możliwości nagrywania wielu ścieżek naraz - każdy grał co najmniej na dwóch instrumentach jednocześnie. Janek zajął się kontrabasem i gitarą, Marcin obsługiwał organy, skrzypce i gitarę basową a Mateusz grał na klarnecie, akordeonie, saksofonie, flecie oraz fortepianie. Jednocześnie nakładane były wielokrotnie wokale, w związku z tym odtworzenie tego na estradzie w sposób właściwie brzmiący było niemożliwe. Stąd się pojawił pomysł zaproszenia Steczkowskich. - To jest nasza zaprzyjaźniona rodzina, znamy się od lat z różnych zjazdów muzykujących rodzin. Ich też jest dziewięcioro, tylko pokoleniowo trochę młodsi, bo najstarsza Steczkowska jest w wieku naszego najmłodszego. Poza tym zaprosiliśmy do tego projektu jeszcze górali, Michała Urbaniaka i w tym składzie wystąpiliśmy w Poznaniu - opowiada Janek. To ponownie sfilmowała telewizja, tym razem już jako występ "live". I tak zaczęła się ich podróż przez całą Polskę. Od 1994 r. przez te kilka lat zagrali ok. 16 koncertów we wszystkich największych miastach Polski, za każdym razem gromadząc minimum po 2 tys. ludzi. Zatem "Kolędy Pospieszalskich" na żywo zobaczyło już co najmniej 30 tys. ludzi!

Polonezy, calypso, jungle?

Zabawa kolędami nadal trwa. Ostatnio w zespole pojawił się kubańczyk Jose Torres i senegalczyk Mamadou Diouf, który występował jako jeden z trzech króli. - To wszystko się rozrasta, ciągle wprowadzamy nowe elementy. Nie jest to jakaś forma skostniała - zapewnia Janek. Według niego fenomenem tego projektu jest to, że cały materiał oparty jest na kompozycjach tradycyjnych. - My nie zmieniamy zasadniczo linii melodycznej ani słów. Zmieniamy formę, robimy pewne zapętlenia, ale tylko dlatego, że według nas tak na początku brzmiała ludyczność tych tematów. Kolędy Pospieszalskich to niezwykle radosne i optymistyczne utwory, niekiedy wręcz same nogi zaczynają tańczyć. - To są polonezy, oberki, mazury. One mają w sobie element takiej naturalnej obrzędowej emocji, radości i siły witalnej, którą staramy się współczesnymi środkami osiągać - tłumaczy Janek. Jego zdaniem nie chodzi o to, żeby odegrać kolędy posługując się przy tym instrumentarium rock`n`rollowym, co zresztą próbowało zrobić wielu muzyków popowych na początku lat dziewięćdziesiątych. - Nasza praca szła w tym kierunku, żeby z każdej kolędy wyciągnąć to, co jest w niej najistotniejszego. Jeżeli np. w "Anioł pasterzom mówił" jest mocny, archaiczny tekst z XVI w. i taka bardzo dostojnie i uroczyście brzmiąca monumentalna nuta, to gramy to monumentalnie. Jeżeli to jest rytm oberkowy czy taneczny to staramy się, żeby było to roztańczone. A jeżeli coś inspiruje nas w kierunku calypso czy rytmów junglowych, to takie się tam pojawiają. Podobnie jest ze spokojnymi pieśniami. - Na przykład w kołysance "Lulajże Jezuniu" pojawia się melancholijna nuta utrzymana w klimacie orientalnym, ze złamaną skalą i dziwnymi be-molami, które tę melodię w pewnym momencie przeorientowują. Zresztą kto wie, czy ta kołysanka właśnie tak nie brzmiała te 2 tys. lat temu w stajence betlejemskiej.

Bonus dla rodziny

Rodzinne granie kolęd służy także samym Pospieszalskim, muszą bowiem przed świętami częściej się spotykać, żeby przypomnieć sobie repertuar. - Prowadzimy w tej chwili dojrzałe życie, mamy własne rodziny i mieszkamy w innych miastach, a dzięki takiemu wyjazdowi na trasę otrzymujemy dodatkowy bonus w postaci bycia ze sobą przez cały tydzień - mówi Janek. Ma to jednak także swoje złe strony. - Coś gdzieś się rozlazło w tym naszym spontanicznym, domowym śpiewaniu. Te kolędy przestają już nas tak kręcić, gdy śpiewamy je w domu podczas Wigilii czy przy choince. Pewna prywatność oraz ten urok nieskrępowanego i niezobowiązującego swobodnego śpiewania stał się rodzajem jakiejś dyscypliny. Robimy to na pokaz, więc skupiamy się na ich bardzo dobrym wykonaniu. Przez to, że zaczęliśmy tym kupczyć i handlować, coś straciliśmy.

Bombowy koncert

Koncerty Pospieszalskich to radość, entuzjazm i zaraźliwy optymizm. Ta mieszanka jest niekiedy wręcz wybuchowa. - W Szczecinie dostaliśmy sygnał, że w kościele podłożono bombę, więc kazano wszystkim wyjść na zewnątrz. Zaczął padać mokry śnieg i było zimno. Myśmy siedzieli w ciepłych garderobach, a inni ludzie stali na zewnątrz. Pomyśleliśmy sobie, że to trochę niesprawiedliwe, więc do nich wyszliśmy i przy pochodniach, świeczkach oraz zapalniczkach zaczęliśmy z nimi śpiewać. Górale mieli swoje instrumenty, zatem przy naprędce zorganizowanych parasolach zaczęli grać na tych swoich skrzypcach, dzięki czemu radocha była wielka - wspomina Janek. Atmosfera każdego ich występu jest fantastyczna i niepowtarzalna. - Był taki koncert, gdzie ludzie zaśpiewali "Sto lat" staremu Steczkowskiemu, który się w pewnym momencie pojawił na scenie - opowiada Janek. Burzę oklasków wywołuje także góral Sobek Karpiel, który śpiewa "Oj maluśki, maluśki". To właśnie jest fenomen Pospieszalskich: nagle kościoły zamieniają się w sale koncertowe, co w Polsce jest raczej rzadko spotykane. - Ludzie trochę się boczą i zastanawiają czy wypada klaskać, czy wypada spontanicznie reagować. Ale co robić, kiedy ze sceny płyną rytmy kubańskie? Janek podkreśla, iż wszyscy w rodzinie pamiętają o tym, że pieśni te są modlitwą. - To jest na chwałę Boga i jest w tym na pewno jakiś element uwielbienia. A bębny i te rytmy - chyba nie ma w tym nic złego.

Pozostałe artykuły:

1 | 2 | 3  >>  >|
 

Wyniki konkursu Opoki i Plusa na zdjęcie Szopki wysłane MMSem

Fundacja "Opoka",  2008-02-25 13:37:19Konkurs

 
Ogłaszamy wyniki konkursu na zdjęcie Szopki wysłane MMSem. Otrzymaliśmy ponad 330 fotografii. Wybór był naprawdę trudny. Docenialiśmy pracę włożoną w przygotowanie Szopki oraz pomysł na zdjęcie. Cieszymy się, że tak wielu rodziców wzięło udział konkursie razem ze swoimi pociechami. [ więcej ]

Galeria MMSów na najładniejsze zdjęcie Szopki 2007

Fundacja "Opoka",  2008-01-08 12:58:07Galeria MMS

 
więcej ]

W WOLNOŚCI TWORZYĆ KOŚCIÓŁ, WIGILIA BOŻEGO NARODZENIA - Poniedziałek IV tygodnia adwentu (24 XII 2007)

ks. Zbigniew Kapłański,  2007-12-21 10:31:24Rekolekcje on-line

 
Dawid usłyszał w dzisiejszym I czytaniu, że nie on ma postawić świątynię, ma ona powstać później. Mowa tu nie tylko o świątyni - budynku, mowa tu o Kościele, który założył Chrystus, potomek króla Dawida. Święty Łukasz wkłada z usta Zachariasza, ojca Jana Chrzciciela słowa wdzięczności wychwalającej wierność Pana Boga i zapowiadającej przyszłe dary - wschód, czyli nadzieję. Czemu ta nadzieja jest tak ważna? Bo grzech przysłania każdą dobrą perspektywę, bo człowiek ma niejako zakryte oczy wiary. Tylko nie wszyscy to widzą.... [ więcej ]

NIE BÓJ SIĘ! ŻYJ Z BOGIEM! - Niedziela IV tygodnia adwentu (23 XII 2007)

ks. Zbigniew Kapłański,  2007-12-21 10:26:08Rekolekcje on-line

 
Przypomnijmy sobie, jak to było na początku. Pan Bóg był tak blisko, że - jak mówi autor biblijny - przechadzał się z ludźmi w ogrodzie Eden. A co zrobił człowiek? Zechciał „być mądrzejszy". Dramatyczna historia ludzkości przypomina nam o zlekceważeniu Bożych darów. W trzecim rozdziale Księgi Rodzaju odnajdujemy opis ludzkiej samowoli. Przywykliśmy do nazywania tego zdarzenia grzechem pierworodnym i opowiadanie o tym nie wywołuje już na nas większego wrażenia. Owszem, słyszymy czasem pytanie: „cóż ja zawiniłem, że pierwsi ludzie odeszli od Stwórcy? Dlaczego muszę ponosić skutki ich nieroztropności?" [ więcej ]

OWOCE WDZIĘCZNOŚCI - Sobota III tygodnia adwentu (22 XII 2007)

ks. Zbigniew Kapłański,  2007-12-21 10:21:01Rekolekcje on-line

 
Wczorajsze rozważania prowadziły od spostrzegawczości do wdzięczności. Dziś widzimy (w I czytaniu), jak Anna, matka Samuela, jednego z najwspanialszych proroków, wdzięczna za dar syna z wielkodusznością składa go w darze. Wie, że narodziny tego syna są wielkim wywyższeniem jej kobiecości, jej człowieczeństwa i teraz pragnie, aby tym darem mogli cieszyć się inni, by inni ludzie mogli korzystać z łask, które Pan Bóg przez Samuela zechce zlać na ziemię. Oddaje go Panu. [ więcej ]
 
1 | 2 | 3  >>  >|