słodki cukiereczek
Strona główna Opoki | Liturgia na dziś | Baza Mszy św. | Porozmawiajmy o wierze | Życie Kościoła | Jan Paweł II | Dołącz do grona darczyńców

Opoka jest przydatna? Wpłać darowiznę
Zapraszamy do czytelni Według autorów Według dziedzin Według tematów Wyszukaj Na zakupy!





Audiobooki w odcinkach




Wiadomości


Dotyczy artykułu: Barbara Smolińska, Grażyna Rolkiewicz, Na dobre i na złe

Jak pomóc?

Artykuł "Na dobre i na złe" bardzo mnie poruszył, zgadzam się z każdym zawartym w nim słowem, choć Rozmówczyni nie wspomina o trudniejszych małżeńskich sprawach. Życie jest przecież bardziej skomplikowane. Przedstawione problemy ja traktuję jako "zwyczajne", z którymi wcześniej czy później boryka się każdy. Gorzej, gdy w małżeństwie wypali się uczucie albo do głosu dojdzie ukrywany wcześniej egoizm jednego z partnerów. Początkowo niezauważalne objawy prowadzą z czasem do lekceważenia nie tylko potrzeb bliskiej osoby, ale i jej samej, a nawet oczekiwanych przecież dzieci i rozmaitych spraw rodzinnych. Zaczyna się próba dominacji w związku, demonstrowanie przewagi, nadużywanie siły itp. i powolna destrukcja rodziny. Z zewnątrz nie od razu widać chorobę, ocena osób, na opinii których nam zależy, nie zawsze zgadza się z naszą, a więc nie oczekujemy od nich pomocy. Próbujemy bronić się, walczyć o właściwą pozycje w związku, ale z czasem powoli usuwamy się z życia aktywnego w cień, oby tylko był spokój. Sądziłam kiedyś, że takie związki to patologia, dotyczy określonych środowisk. Dziś z przerażeniem patrzę na wielką skalę zjawiska. Aż trudno uwierzyć, że większość tych ludzi łączyła kiedyś miłość. Sądzę, że pojęcie to jest dziś nadużywane; tak naprawdę w związku potrzebny jest szacunek dla człowieka i jego potrzeb, oraz troska o partnera. Jeśli nie będzie dominował egoizm , jest szansa na zbudowanie trwałej, szczęśliwej rodziny.Trwanie "na dobre i na złe" w związku, w którym każdy dzień wypełnia walka o zachowanie godności mimo wszystko, ale także rozpacz i lęk o teraźniejszość i przyszłość dzieci, jest tak trudne, a dla niektórych nawet pozbawione sensu. Czy takim małżeństwom jeszcze można pomóc? A co w przypadku, gdy tylko jedno z małżonków oczekuje pomocy? Przyczyny choroby małżeństwa leżą zawsze po obu stronach, tyle że często jednej tylko przypisuje się fizyczną czy psychiczną przemoc, a drugiej co najwyżej nieudolne próby samoobrony i ratowania, co się da. Myślę, że do takich małżeństw specjalista nie dociera. Bez pomocy z zewnątrz często dochodzi do tragedii. To bardzo wymowny znak naszych czasów.
Być może moja wypowiedź przyćmiła jasny i optymistyczny wydźwięk artykułu, ale chcę zwrócić uwagę na prawdziwe problemy, dla których nie ma jeszcze dobrych metod. Piszę to z perspektywy własnych, wciąż aktualnych doświadczeń.

Podpisano: Teresa, 2005-10-18 00:54:48

Skomentuj tę wypowiedź

Pokaż wszystkie wypowiedzi w bieżącym wątku    Pokaż wszystkie wątki dla bieżącego artukułu







Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Edukacja Ekonomiczna | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Europa, Polska, Kościół | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Księgarnia religijna | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Noclegi w Polsce | Noclegi, hotele w Polsce | Nowości na naszych stronach | Papież Franciszek | Pielgrzymki piesze - ePielgrzymka | Rekolekcje | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Tapety i dzwonki religijne | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła