Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Powrót do strony głównej działu Kultura


Krzysztof Zanussi

Zagadka Miłosierdzia

Wizyta głowy Kościoła, zwana wyraźnie pielgrzymką, może mieć znaczenie wyłącznie dla współwyznawców. Wszyscy inni, jak mogę się domyślać, traktują ten fakt w kategoriach osobliwego zdarzenia, które zaistniało zaledwie kilka razy w historii i nie ma wielkiej nadziei, że w przyszłości będzie się powtarzać. Przypuszczam jednak, że nawet dla ludzi najgłębiej obojętnych na chrześcijańskie przesłanie może być godnym zastanowienia, że religijny przywódca przyjeżdża tym razem kładąc akcent nie na sprawiedliwość, ale na jej przeciwieństwo - miłosierdzie.

Na biegunie przeciwnym do zawiłych teologicznych rozważań jest powiedzonko sfer przestępczych: "Nie ma zmiłuj". Oznacza ono odrzucenie prośby o miłosierdzie ze strony kogoś, kto zaniechał obrony z pozycji sprawiedliwości. "Nie ma zmiłuj" - to znaczy, że ktoś prosi o zmiłowanie, a jeśli prosi, to oznacza, że nie podważa wyroku (który w domyśle przyjmuje za sprawiedliwy). "Nie ma zmiłuj" pada najczęściej przy egzekucji długów, o czym można się przekonać oglądając filmy o przestępcach.

Długi są zjawiskiem znajomym zarówno w ludzkim życiu indywidualnym jak i w naszym życiu zbiorowym. Kończąc okres socjalizmu realnego zostaliśmy jako zbiorowość z długami i w obliczu gospodarczej katastrofy prosiliśmy o zmiłowanie; rzeczywiście, część długów nam umorzono. Trudno przymierzać do długów państwowych kategorie, które dotyczą doświadczeń osobistych, ale trudno też ustrzec się od analogii.

Kiedy żyjemy na kredyt, gdy wydajemy więcej niźli zarabiamy, wtedy to, co nas otacza, nie jest naprawdę nasze i w wypadku egzekucji długu zostanie nam odebrane. Czy można także coś odebrać państwu? Można podobno zaaresztować mu konta, zatrzymać flotę, uziemić samoloty, ale przypuszczam, że będą to tylko działania symboliczne.

W różnych podróżach słyszałem o tym, że kiedyś Meksyk był niewypłacalny, jeszcze bardziej niewypłacalne okazało się ongiś Haiti i wtedy wierzyciele, czyli Amerykanie, przybyli z wojskiem i rozpoczęli okupację. W życiu indywidualnym dłużnik czasem siedzi w więzieniu za długi - częściej długie lata pracuje na wierzyciela (dawniej bywał jego niewolnikiem). Wydaje się, że państwo może mieć podobne doświadczenia, a wojsko wierzyciela może nawet pełnić rolę komornika.

Kilkanaście lat temu na początku transformacji powracał emocjonalny argument naszej krzywdy, odwołujący się do faktu, że nie pozwolono nam skorzystać z planu Marshalla (a skorzystał na nim winowajca, czyli zachodnie Niemcy). Patrzyliśmy też z zawiścią na Czechosłowację niemal wolną od długów i śledziliśmy, jak Rumuni spłacali skwapliwie długi za Ceausescu mordując już nie tylko własną gospodarkę, ale naród. Mimo tego klimatu krzywdy, który otaczał Polskę, pamiętam, że Japończycy do końca pozostali głęboko nieprzekonani do tego, by długi umarzać. Jeśli raz podważymy świętość zobowiązań, to nie wiadomo, jak ją potem przywrócić. Jeśli przestajemy ufać w solidność dłużnika, to nie możemy nic pożyczać, co w dzisiejszym świecie wzajemnych zobowiązań byłoby krokiem wstecz w stronę autarkii, która tylko kilku najbogatszym krajom dałaby zdolność przeżycia.

Rozpisałem się na temat długów, których z zasady unikam, wychowany w staromodnej moralności zawierającej się w przysłowiu "Nie pożyczaj - zły obyczaj". W dojrzałej gospodarce jest podobno zupełnie na odwrót. Kto ma długi, ten cieszy się estymą, bo to oznacza, że ktoś inny mu zaufał. W produkcjach filmowych kilkakrotnie widziałem kredytodawców, którzy wpraszali się po to, by pożyczyć od nich jakąś sumę - atmosfera taka otacza produkcje różnych "pewniaków", a więc kontynuacji filmów, które już miały sukces, albo wielkich komercyjnych adaptacji utworów już skądinąd popularnych na rynku. Nowość wiąże się zawsze z najwyższym ryzykiem i tu chętnych do pożyczenia znajduje się tylko wtedy, kiedy ktoś zostanie oszukany albo znajdzie wyższą motywację (religijną czy ideową), by uczestniczyć w przedsięwzięciu, które może się okazać nieopłacalne. Czy w dniu wizyty papieża w Łagiewnikach te rozważania są w ogóle na temat?

Gangster mówi do dłużnika: "Nie ma zmiłuj", a tymczasem w litaniach kościelnych lud powtarza prośbę o zmiłowanie, chcąc uniknąć sprawiedliwej kary, która tak widomie w Starym Testamencie wyrażała się przez gniew Boży. Za winę musi przyjąć karę, bezkarność wydaje się niesprawiedliwa. Czy w społeczeństwie zlaicyzowanym jest miejsce na miłosierdzie? Oczywiście to w ludzkim wymiarze? Wydawałoby się, że nie ma, a tymczasem w całym cywilizowanym świecie narasta powszechna niechęć do karania w imię abstrakcyjnej sprawiedliwości. Ludzie jakby polubili szafowanie miłosierdziem w swoim własnym imieniu (bo przecież nie Bożym). W poczuciu obojętności dla jakiegoś abstrakcyjnego moralnego ładu. Kto wie, czy papież nie powiedział czegoś na ten temat tak, by wciągnąć obojętnych w zagadkowy koncept miłosierdzia.


opr. JU/PO

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska Europa kultura pokój polityka ekonomia literatura pielgrzymka Jan Paweł II gospodarka konflikt felieton Izrael pieniądze wojsko Zanussi zbrojenia pokolenie spory