Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Powrót do strony głównej działu Kultura


Krzysztof Zanussi

Wszystko przechlapane

Podstarzali autorzy lubią używać słów slangowych, bo te są znakiem czasu i dają pozory wigoru oraz tego, że jesteśmy na bieżąco. Do lamusa zawędrował pogląd, że o dobrym tekście trudno jest powiedzieć, kiedy naprawdę został napisany. Świat się zmienia i należy pospiesznie gonić za modą. Nawet jeśli to oznacza, że na przykład wbijamy się w jeansy, chociaż w metryce mamy już ponad pół wieku, a otyły zad nie wygląda wdzięcznie w opiętych spodniach.

Mając charakter przekorny, od wielu lat się staram pozostać w okopach Świętej Trójcy, szydząc z mody i głosząc zasady przeciwne do tych, które są w obiegu. W imię tych zasad stronię od wyrazów, które się lęgną na użytek chwili i stanowią swoisty znak czasu. Bywa jednak, że się poddaję. Nie umiem znaleźć synonimu dla modnego słówka „przechlapane”. Mam gdzieś czy u kogoś „przechlapane”. Nie wiem, skąd to słowo się wzięło i o jaki płyn tutaj chodzi — czy to kelner pochlapał klienta i na pamiątkę tego faktu powstało słowo „przechlapane”? Mam nadzieję, że rodowód nie jest obsceniczny i dlatego z poczuciem ryzyka chcę użyć tego słowa na piśmie, bez cudzysłowu, bo bardzo często mam wrażenie, że po tym co powiem, napiszę czy nakręcę, mam u kogoś czy gdzieś przechlapane.

Mam na przykład przechlapane u wszelkich postmodernistów, ale tu znaczenie słowa jest cząstkowe, bo wielu poglądów postmodernistów nie znoszę i oczekuję wzajemności. Ale mam także przechlapane u różnych feministek, a tu odnoszę wrażenie, że po trosze chodzi o niezrozumienie. Zdarzyło mi się wykpiwać feminizm tam, gdzie oznaczał on modę. Napisałem kiedyś na tych łamach o jakiejś pani papużce i po prawdzie miałem za natchnienie Polskę papugę narodów. Jeżeli ktoś bezrozumnie powtarza banalne sądy, to niezależnie od tego, czy jest on panem, czy panią, zasługuje na miano papugi. Pech, że papuga zawsze pozostaje rodzaju żeńskiego. Ta gramatyczna niedogodność przypomina mi o PRL-u, kiedy to oficjalnie smarowano na fabrykach slogan „Socjalizm naszym celem”. Wystarczyło zmienić rodzaj celu i słuszny państwowy slogan zmieniał się w jawną dywersję. Socjalizm naszą celą — to brzmiało jadowicie.

Wpadła mi w ręce książka norweskiej byłej minister spraw zagranicznych, katoliczki pani Matlary, którą po przeczytaniu zaproponowałem wydawnictwu W drodze. Przed paru miesiącami książka się ukazała i okazało się, że znowu na nic moje pojednanie z feminizmem. Autorka jest chrześcijanką, a więc jej feminizm się nie liczy, bo jest w nim mowa o tym, że największym dziełem kobiety jest drugi człowiek, czyli dziecko. Prawdę mówiąc znów niepoprawnie chciałbym tę tezę rozszerzyć. Dziecko nie jest dziełem tylko i wyłącznie kobiety. Nie myślę już tylko o poczęciu, do którego mężczyzna się przydaje, ale o wychowaniu. Najprostsza obserwacja potwierdza, że rola mężczyzny w wychowaniu jest nie mniejsza niż rola kobiety, pod warunkiem rzecz jasna, że ktoś spełnia tę rolę, bo ogromna dzisiaj liczba dzieci nie zaznaje pełni ojcostwa (tak jak często także nie zaznaje pełni prawdziwego macierzyństwa). Kiedy widzę dziś młodych ludzi skupionych na jakimś dziele (są nim zwykle pieniądze, nie kariera) myślę, że osiągnęliby więcej, gdyby nadali pierwszeństwo wychowaniu swoich dzieci. W nich w końcu odradza się ludzkość i kultura, a poszczególne fortuny i kariery odchodzą do grobu z ich twórcami. Wiem, że praktycznie wybór nie jest łatwy, a dziecko, jak i kariera, wymaga poświęceń, a w końcu ani jedno, ani drugie nie spełnia wszystkich pokładanych wcześniej nadziei.

Pisząc to mam obawę, że znów będę miał przechlapane, bo niemodne jest dzisiaj wzruszać się nad ojcostwem ani też macierzyństwem. Na swoje skromne usprawiedliwienie powiem, że żadna z nich nie jest mym własnym udziałem, a więc piszę o czymś, czego nie zaznałem. Skoro jednak mam już przechlapane, to doniosę na Quebec w Kanadzie, gdzie pod presją feministek zakazano żonom przybierać nazwisko męża. Można to robić w innych stanach Kanady, ale w Quebecu nie można. Z męskiej perspektywy czuję krzywdę tych wszystkich, którzy przy ślubie chcieli przyjąć nazwisko żony, a znam takich, nawet w Polsce, z czego jeden jest bardzo znany. Przyroda nie znosi równowagi i stąd nawet równość wobec prawa ma także niedobre strony.


opr. JU/PO

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: kultura społeczeństwo konformizm postawy Zasady Zanussi poglądy Grupy