słodki cukiereczek

Zapraszamy do czytelni Według autorów Według dziedzin Według tematów Wyszukaj Na zakupy!















Barbara Stefańska


Zwyczajna święta nastolatka


Montse Grases we wczesnej młodości zrozumiała, na czym polega dążenie do świętości w codziennym życiu. Wkrótce zapadła na nieuleczalną chorobę, z którą zmagała się dwa lata, znosząc ogromne cierpienie z pogodą ducha i nadprzyrodzonym spojrzeniem. Bóg zabrał ją do siebie w wieku 17 lat.




W 1941 roku na świat przyszła Montserrat, zdrobniale Montse jako drugie spośród dziewięciorga dzieci zamieszkałej w Barcelonie rodziny państwa Grases. W wieku dwóch lat cudem wyszła ze śmiertelnej choroby. Dorastała w głęboko chrześcijańskiej rodzinie, w atmosferze jedność i wzajemnego zaufania.

Zwieńczeniem jej edukacji była Szkoła Zawodowa dla Kobiet, gdzie uczyła się pilnie prac domowych, rysunku, gotowania, prac artystycznych i rękodzielniczych. Wykazywała zdolności manualne i artystyczne, uprawiała różne sporty. Była ładną dziewczyną o żywym spojrzeniu, regularnych rysach twarzy; wysoka i silna, zawsze uśmiechnięta. Wiedziała, że w jej rodzinie się nie przelewa; stara się pomagać rodzicom i żyć duchem ubóstwa, a jednocześnie zawsze prezentowała się elegancko i z prostotą.

Odkrycie powołania

W tym czasie w Barcelonie rozpoczęła się praca apostolska Opus Dei (po polsku Dzieło Boże) – instytucji, przypominającej chrześcijanom, że ich codzienne życie rodzinne i zawodowe, jest miejscem spotkania z Bogiem. Rodzice Montse odkrywają swoje powołanie do Opus Dei, a Montse już w wieku 13 lat zaczęła uczestniczyć w formacji duchowej, ludzkiej i kulturalnej Dzieła Bożego: w rozważaniach, prowadzonych przez księdza kaplicy, w pogadankach na temat cnót chrześcijańskich, potrzeby oddania się innym i apostolstwa; poza tym angażowała się w działalność ośrodka Llar, prowadzonym przez Opus Dei. Spodobała jej tamtejsza rodzinna atmosfera, przypominająca je rodzinny dom. Formacja przyczyniła się w widoczny sposób do zmiany jej zachowania. W dzieciństwie często kłóciła się z rodzeństwem, teraz jej charakter złagodniał. Codziennie rozmawiała z Bogiem na osobistej modlitwie i prowadziła rachunek sumienia, które zawsze kończyła się konkretnym postanowieniem na kolejny dzień, lepiej przykładała się do swojej nauki i codziennych obowiązków. W wieku 16 lat po rekolekcjach zaczęła dostrzegać, że Bóg może chcieć od niej czegoś więcej. Przezwyciężyła swoje wahania wątpliwości i postanowiła oddać się Bogu całkowicie, jako tzw. numeraria w Opus Dei (numerarie żyją w celibacie apostolskim, są całkowicie dyspozycyjni wobec prac apostolskich Dzieła Bożego, pozostają świeckimi).

Ku Niebu

W pewnym momencie pojawiły się bóle w kolanie, które stopniowo w ciągu miesięcy się wzmagały. Lekarze zdiagnozowali mięśniak Ewinga, chorobę nieuleczalną i śmiertelną w krótkim czasie. Ojciec dziewczyny – Manuel wyjaśnił jej delikatnie i konkretnie: „Montse, jesteś chora na raka”. Dziewczyna zareagowała naturalnie, widać było jedynie lekki grymas na jej twarzy: „Nie miała łez w oczach, nie rozpłakała się, nie! Nic takiego!(…) Było oczywiste, że Bóg dodawał jej otuchy” – wspomina jej matka Manolita. Nie miała mentalności osoby chorej, nie chciała, żeby się nad nią litowano i umiejętnie kierowała rozmowy na inne tory. Kiedy jeszcze potrafiła chodzić, wzięła udział w sztuce teatralnej, wystawianej w celach charytatywnych. Zagrała rolę staruszki, wypowiadając żartobliwym tonem na przykład takie słowa: „Aj! To nie na moje lata!... Aj! Matko Litościwa, ja umieram!” Jej mama obawiając się, że dziewczyna zapomniała o śmiertelnej chorobie, zapytała ją: Monsita, czy ty wierzysz, że wyzdrowiejesz?” Dziewczyna odpowiedziała: „Nie”.

Jej wielkim marzeniem był wyjazd do Rzymu, żeby zobaczyć Papieża i Josemaríę Escrivę, Założyciela Opus Dei (dziś jest świętym, kanonizowanym przez Jana Pawła II w 2002 roku), który wiedział o jej chorobie i modlił się za nią. Jej pragnienie spełniło się – odbyła krótką podróż do Rzymu, doświadczyła rodzinnego ciepła i uniwersalnego charakteru Dzieła Bożego, spotykając osoby z różnych odległych krajów. Jednocześnie zwiedzając Rzym z trudem schylała się po leżące na ziemi koło barów kapsle, żeby przywieźć je swojemu bratu Ignacio – zapalonemu kolekcjonerowi kapsli od butelek.

Po powrocie z Rzymu podupadła na zdrowiu. Nie będąc jest w stanie samodzielnie zrobić kroku, żartowała: „Potrzebuję taksówek robionych na wymiar”. Kiedy jedna z przyjaciółek robiła jej zastrzyki i pomyliła nogi, nakłuwając chore miejsce, dziewczyna ze łzami w wtuliła się w ramiona matki, mówiąc: „Nie. Nic mi nie zrobiłaś; to po prostu ta lewa strona”. Pewnego dnia Montse przebywała z tatą, który widocznie cierpiał, widząc stan córki: „Tatusiu, chodź, zatańczymy” – powiedziała wtedy i złapała go za rękę, żeby potańczyć przez kilka chwil. Poza tym wypełniała dalej plan życia duchowego; codzienna Msza święta i osobista modlitwa rano i popołudniu, Różaniec święty, czytanie fragmentu lektury duchowej. Poza tym powtarzała krótkie wezwaniami (tzw. akty strzeliste): wdzięczności, skruchy, uwielbienia, miłości… Zapisywała sobie w zeszycie konkretne punkty rozmowy z Bogiem na dany dzień np. środa – Ewangelia, czwartek – pokora, piątek – synostwo Boże itd.

Kiedy już tylko nie mogła się poruszać, starała się powiedzieć coś miłego osobom, które się nią zajmowały, a przyjaciółki, które ją odwiedzały, wychodziły zawsze zadowolone. „Boję się śmierci, tego przejścia, tego, że będę sama” – wyznała jednej ze swoich przyjaciółek. Jednak znajdował pocieszenie w rozważaniu modlitwy Jezusa w Getsemani. Przyjmowała „zlecenia”, o co będzie się modlić w Niebie. W końcu w Wielki Czwartek roku 1959 około 10.00, próbował unieść się, aby spojrzeć na obraz Matki Bożej, który wisi nad jej łóżkiem i słychać było, jak mówi: „Jak bardzo Cię kocham! Kiedy po mnie przyjdziesz?” To były jej ostatnie słowa. Odeszła spokojnie o 13:20. W ciągu paru dni jej naznaczona cierpieniem twarz przybrała pogodny wygląd.

Ci, którzy znali Montserrat od razu zdali sobie sprawę, że mieli do czynienia z czymś wyjątkowym. W krótkim czasie łaska Boża dokonała w niej wielkich rzeczy, aż do utożsamienia się z Chrystusem. Była zwyczajną chrześcijanką, żyła w jedności z Bogiem i w duchu kontemplacji wśród codziennych zajęć: pracy, obowiązków rodzinnych. Naturalnie i z radością służyła innym i poprzez ludzką przyjaźń przybliżała innych do Boga.

Wielu ludzi zaczęło powierzać Montse swoje sprawy. Znane są przypadki nawróceń za jej przyczyną, a także pomocy w konkretnych sprawach. Doczesne szczątki Montse spoczywają w krypcie Colegio Mayor Bonaiagua w Barcelonie. Każdy może przyjść i pomodlić się przy jej grobie. Trzy lata po śmierci Montse rozpoczął się jej proces beatyfikacyjny. Dotychczas wykonano 700 – stronnicowe studium, przedstawiające jej życie i świadectwo cnót i dokument czeka na ostateczne zatwierdzenie.


opr. aś/aś




 wyślij znajomym

Zobacz także:
Józef Michalik, Być przy cierpiącym
Paul Josef Cordes, Przeciwstawiać się złu - w otaczającym świecie i w sercu
Paul Josef Cordes, Zło dobrem zwyciężaj. Granice psychologii i moc wiary
Piotr Kieniewicz MIC, Bioetyczny labirynt. Dobro pacjenta najwyższym prawem
Arkadiusz Nocoń, Okruchy Ewangelii. V Niedziela Zwykła
Benedykt XVI, Orędzie na XX Światowy Dzień Chorego
Dariusz Pielak SVD, Różaniec z bursztynu
Józef Zawitkowski, Jak przyjaciel z przyjacielem
Michał Gryczyński, Świętość dwojga - błogosławieni Maria i Alozjy Quattrocchi
Olga Młynarczyk, Doczekać lata [N]
Komentarze internautów:

Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Edukacja Ekonomiczna | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Księgarnia religijna | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Noclegi w Polsce | Noclegi, hotele w Polsce | Nowości na naszych stronach | PDA | Pielgrzymki piesze - ePielgrzymka | Rekolekcje | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Tapety i dzwonki religijne | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła