słodki cukiereczek

Opoka jest przydatna? Wpłać darowiznę
Rodzina
















Powrót | Przed ślubem | Idealne małżeństwo | Zaplanuj rodzinę | Adopcja | Wychowanie | Nałogi | Mamy wnuki | Rodzina w dokumentach |


Zgoda na błędy

Nikt nie rodzi się doskonały. Nie ma ludzi bez wad, nie ma takich, którzy potrafiliby wszystko. Najczęściej Jaś dobrze liczy, Zosia fantastycznie opowiada, a Kamil świetnie biega i wysoko skacze.

Rzadko ta sama osoba posiada wiele talentów, jest wszechstronnie uzdolniona. Owszem takie przypadki zdarzają się, pozostają jednak w mniejszości. Ale nawet ludzie nieprzeciętnie uzdolnieni nie wiedzą wszystkiego. Im człowiek mądrzejszy, tym bardziej ma świadomość, ilu rzeczy nie wie, ilu chce lub musi się nauczyć. Życie wymaga od nas ciągłego kształcenia, zdobywania coraz to nowych umiejętności.

Świat zmienia się bezustannie i my musimy, chcąc nie chcąc, podążać za nim. Jeszcze kilka lat temu, kiedy Polak nie miał paszportu w kieszeni, w telewizji był jeden program, a książki w językach obcych były w księgarniach rzadkością, znajomość języków, poza jednym - rosyjskim, nie była konieczna. Dzisiaj nieznajomość języków zachodnich pozbawia możliwości korzystania z bardziej różnorodnych źródeł informacji, pozbawia też możliwości ciekawej pracy.

Przez całe zatem życie pozostajemy uczniami. Nauka to zdobywanie informacji, zdobywanie nowych doświadczeń. Uczymy się chodząc na lekcje, wykłady, ale też uczymy się patrząc i naśladując innych, uczymy się powtarzając wielokrotnie jakąś czynność, obce stówko aż do osiągnięcia pożądanego rezultatu.

Dzieci uczą się naśladując dorosłych, szczególnie tych, z którymi obcują na co dzień - rodziców, dziadków, wychowawców i nauczycieli, naśladując tych, z którymi są najbardziej emocjonalnie związane. Dzieci uczą się pisać, cierpliwie zapełniając całe strony zeszytów coraz to ładniejszymi i kształtniejszymi literami. Aby jednak mogły zacząć pisać, wcześniej musiały zapamiętale rysować i wycinać, czyli ćwiczyć rękę. Prawie zawsze opanowanie danej czynności wymaga bardzo wielu ćwiczeń, a przede wszystkim przejścia przez poszczególne etapy rozwojowe jak w wypadku pisania. Najpierw rysowanie i wycinanie, a potem pisanie. Aby zacząć chodzić, najpierw trzeba się nauczyć pełzać, potem raczkować, by w końcu stanąć na nogi. Jak pierwsze kroki są niepewne i chybotliwe, tak pierwsze litery są nierówne i nie mieszczą się w linijkach.

Dziecko potrzebuje wsparcia zarówno fizycznego (pomocy w zachowaniu równowagi), jak i psychicznego (zachęta do podejmowania wysiłku, do ćwiczeń). Rodzice małych dzieci żyją więc w ciągłej gotowości świadczenia pomocy. Ich czujność jest zwiększona. Bacznie obserwują poczynania syna lub córki, gotowi w każdej chwili zerwać się i biec na pomoc, podtrzymać tracącego równowagę brzdąca. Jeszcze bardziej niż rodzice wszelkie upadki i wypadki maluchów przeżywają babcie i dziadkowie. Często ich reakcje na poczynania dziecka, na przewidywane potknięcia są mocno przesadzone.

Nadwrażliwi dorośli na zapas i nieraz zupełnie niepotrzebnie przewidują różne nieszczęścia i na wszelki wypadek uniemożliwiają dziecku podjętą działalność, stopują jego pomysły. Często dorośli w ten sposób stają dziecku na drodze do celu, z góry zakładając, że droga będzie zbyt trudna, bolesna, a cel zbyt odległy, niemożliwy do osiągnięcia. Rodzice w tym wypadku wykorzystują swoją wiedzę i doświadczenie tak, aby nie pozwolić dziecku na popełnienie błędu. Wielu rodzicom jest bardzo trudno godzić się w pełni świadomie na popełnianie owych błędów przez dzieci. Niełatwo jest stać i patrzeć na klęski, upadki, niepowodzenia najukochańszej istoty.

Czasami za wszelką cenę usiłujemy przekonać dziecko, że nasze rady są najlepsze. Chcemy, by dzieci uwierzyły nam na słowo, przyjęły nasze doświadczenia za własne. Tymczasem w najlepiej pojętym interesie naszych dzieci musimy pozwolić im na popełnianie błędów, zdobywanie własnych doświadczeń.

Nasze dzieci muszą poznać konsekwencje swoich decyzji, muszą poznać smak niepowodzenia, porażki, by móc podnieść się i iść dalej. Kontrolując każdy krok dziecka, śpiesząc mu z pomocą, zanim zdąży o nią poprosić, tylko hamujemy jego rozwój. Oczywiście nie chodzi o to, aby dziecko było całkowicie pozostawione sobie samemu, ale by czuwanie i opieka były bardziej dyskretne, bardziej z dystansu.

Musimy nauczyć się odróżniać sytuacje, w których dziecko może zrobić sobie krzywdę, zadać nadmierny ból, od tych, w których nabije sobie co najwyżej guza lub przeżyje drobną przykrość. Nie uchronimy malucha przed każdym potknięciem czy upadkiem. Przyjdzie taki dzień, kiedy nie usłyszy naszego ostrzegawczego wołania lub też uda, że nie słyszy, aby samemu przekonać się, jak to jest i przed czym tak naprawdę usiłujemy go powstrzymać. Dlatego pozwólmy maluchowi zrobić „bęc", pozwólmy dotknąć gorącej pokrywki, pozwólmy oddać koledze zabawkę albo zapomnieć o lekcjach do odrobienia. Jeśli nasze dziecko uprze się, aby wydać swoje kieszonkowe na coś, co według nas jest mu niepotrzebne albo bez sensu, to poza rozmową i przedstawieniem swojego poglądu nie możemy nic zrobić. Możemy natomiast przypomnieć swoje stanowisko w sprawie uczynionego zakupu, kiedy pociecha przyjdzie z prośbą o finansowe wsparcie.

Jeśli mama siedzi przy Jasiu, gdy ten odrabia lekcje, pokazuje mu błędy i często niestety poprawia je za niego, to Jaś nie będzie odpowiedzialnym uczniem. Lekcje, nauka nie będą problemem Jasia, tylko jego mamy. Jaś nie będzie uczył się, by być mądrzejszy, ale dlatego, że mama go pilnuje.

Tymczasem Jaś powinien jak najszybciej przekonać się, jakie będą konsekwencje, gdy zapomni o lekcjach. Zamiast pilnowania być może lepszy jest odpowiedni sposób nagradzania, tak by Jaś wiedział, na co i w jakiej sytuacji może liczyć.

O ile w wypadku małych dzieci jesteśmy często nadgorliwi w usuwaniu wszelkich przeszkód na ich drodze, to sytuacja niebezpiecznie zmienia się, gdy nasze dzieci trochę podrosną. Często z jednej skrajności przechodzimy w drugą - od nadopiekuńczości, kontroli do ogromnej tolerancji, pozostawiania prawie niczym nie ograniczonej swobody. Bierze się z tego wiele tragicznych wydarzeń, o których zaledwie kilka dni lub tygodni temu rozpisywała się prasa, które pokazywała telewizja. Brakiem odpowiedzialności jest pozwalanie nieletnim na nocne spacery, nocne życie.

Coraz częściej obserwujemy, jak dzieci przejmują władzę od rodziców, jakby w rodzinie nastąpiła zamiana ról. Dzieci nie mówią, gdzie idą, nie mówią, kiedy wrócą, nie pytają o zgodę. Robią, na co mają ochotę i kiedy mają ochotę. Nie czują się za nic i za nikogo odpowiedzialne, bo to rodzicom zależy, by wybawić je z opresji. Nie zostały nauczone odpowiedzialności ani za własne słowa, ani za własne czyny, ani za innych ludzi. Dlatego póki dzieci małe, pozwalajmy im na błędy, za młodu zaś uczmy odpowiedzialności.

GRAŻYNA MACIĄG, psycholog

opr. TG/PO




Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Edukacja Ekonomiczna | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Księgarnia religijna | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Noclegi w Polsce | Noclegi, hotele w Polsce | Nowości na naszych stronach | PDA | Pielgrzymki piesze - ePielgrzymka | Rekolekcje | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Tapety i dzwonki religijne | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła